netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

12 odpowiedzi2 519 wyświetleńzałożony przez czarnaaura, 02.11.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Od kwietnia tego roku jestem w swoim pierwszym związku, z starszym o 8 lat, ale cudownym chłopakiem. Dogadujemy się, nie pamiętam żebyśmy mieli jakąkolwiek sprzeczkę, mamy podobne poglądy i wartości w życiu i układa się nam prawie doskonale. Dlaczego prawie? Od września mieszkam za granicą.

Zanim go jeszcze poznałam, chciałam wyjechać by podjąć tutaj dalszą naukę i zacząć życie od nowa. Bałam się zaangażować w ten związek... powodów było kilka, ale tym najważniejszym był właśnie wyjazd. Niesamowicie bałam się tej samotności i tęsknoty jaką teraz czuję. Bałam się tego ogromnie, bo kilku ważnych dla mnie ludzi już w życiu straciłam i nie chciałam znów tego przerabiać od nowa...ale On się nie poddawał, J. długo walczył bym się w końcu przed nim chociaż trochę otworzyła, ale mu się udało i niesamowicie jestem mu za to wdzięczna, bo to właśnie przy nim zaczęłam tak na prawdę cieszyć się życiem.

Ale bajka nie mogła trwać wiecznie. Końcem sierpnia musiałam się spakować, zostawić Go w Polsce i wsiąść w samolot, by rozpocząć roczny kurs....który jak teraz się okazuje nie wnosi praktycznie nic nowego do mojego życia oprócz szkolenia języka oraz dodatkowego bólu. Żaden potencjalny pracodawca nawet nie spojrzy na moje CV, ponieważ moje kwalifikacje są na poziomie zerowym po tym kursie.
Teoretycznie kończy się on na przełomie kwietnia i maja, ale nie wiem czy tyle wytrzymam...czy sobie poradzę. Nie chodzi mi tu o poziom trudności, tylko o samotność i tęsknotę, bo bardzo mi Go brakuje.

W chwili obecnej mój chłopak zwolnił się z pracy w Polsce i wyjechał do innego państwa, z którym nie mam nawet żądnego połączenia, na kilka tygodni do pracy sezonowej. Oboje będziemy w Polsce dopiero na święta. Niestety na tą sytuację nie jestem w żaden sposób zaradzić.

Jednak w połowie stycznia On chce znów wyjechać za granicę, do innego kraju, gdzie już spędził kilka lat. Tym razem już na stałe. Teoretycznie jest to dla mnie sytuacja bardziej komfortowa, ponieważ to tylko godzina lotu,a także spora różnica w biletach, co oznacza że moglibyśmy się częściej widywać. Jednak ja myślę o zupełnie innej sytuacji. O tym żeby zrezygnować z kursu i się do niego przeprowadzić, a od września/października podjąć właściwe studia.

Tylko teraz już sama nie wiem, bo z jednej nigdy nie wiadomo co się może w życiu przydać, a z drugiej wiem, ze nie ma nic ważniejszego niż miłość drugiej osoby... Kompletnie nie wiem co robić, bo dłużej już nie wytrzymam...

2 Ostatnio edytowany przez Vendetka (2013-11-02 03:03:45)

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Powinnaś dać mu do zrozumienia że ci to nie odpowiada.

3

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Że co mi nie odpowiada? Odległość?
Doskonale o tym wie, z resztą ja też wiem, że jemu nie jest łatwo...

4

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....
czarnaaura napisał/a:

...Oboje będziemy w Polsce dopiero na święta. Niestety na tą sytuację nie jestem w żaden sposób zaradzić.

Więc CZEMU dramatyzujesz?
Wiesz, ALEeeee...

czarnaaura napisał/a:

Jednak w połowie stycznia On chce znów wyjechać za granicę, do innego kraju, gdzie już spędził kilka lat. Tym razem już na stałe. Teoretycznie jest to dla mnie sytuacja bardziej komfortowa, ponieważ to tylko godzina lotu,a także spora różnica w biletach, co oznacza że moglibyśmy się częściej widywać. Jednak ja myślę o zupełnie innej sytuacji. O tym żeby zrezygnować z kursu i się do niego przeprowadzić, a od września/października podjąć właściwe studia.

Rozmówić się proponuję. Nie chodzi o to CZYJE górą, bo to nie walka bokserska...
Wszak MOŻNA spróbować plan rozłożyć w dłuższym odcinku czasu?
CZY ON twe plany zmierzające do zamieszkania Z NIM zna? Czy to tylko twoje, z przeproszeniem, "bajania"?

czarnaaura napisał/a:

Tylko teraz już sama nie wiem, bo z jednej nigdy nie wiadomo co się może w życiu przydać, a z drugiej wiem, ze nie ma nic ważniejszego niż miłość drugiej osoby... Kompletnie nie wiem co robić, bo dłużej już nie wytrzymam...

Wytrzymasz, wytrzymasz - bo co? Pękniesz?
Do Bożego Narodzenia "rzut beretem"... Może jakiś trening cierpliwości warto uskutecznić wink A do czasu świąt "opracować" RÓŻNE, alternatywne plany: A, B, C... i przedstawić propozycje chłopakowi - tudzież zapytać GO o zdanie (a samej mieć z czego wybierać). Powodzenia

5

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....
Anhedonia napisał/a:
czarnaaura napisał/a:

Jednak w połowie stycznia On chce znów wyjechać za granicę, do innego kraju, gdzie już spędził kilka lat. Tym razem już na stałe. Teoretycznie jest to dla mnie sytuacja bardziej komfortowa, ponieważ to tylko godzina lotu,a także spora różnica w biletach, co oznacza że moglibyśmy się częściej widywać. Jednak ja myślę o zupełnie innej sytuacji. O tym żeby zrezygnować z kursu i się do niego przeprowadzić, a od września/października podjąć właściwe studia.

Rozmówić się proponuję. Nie chodzi o to CZYJE górą, bo to nie walka bokserska...
Wszak MOŻNA spróbować plan rozłożyć w dłuższym odcinku czasu?
CZY ON twe plany zmierzające do zamieszkania Z NIM zna? Czy to tylko twoje, z przeproszeniem, "bajania"?

Ogólnie nasz plan jest taki, (oboje tego chcemy, wiemy o tym i doczekać się nie możemy) że zamieszkam z nim dopiero po zakończeniu kursu, tj prawdopodobnie maj, ale ja chciałabym już końcem stycznia, początek lutego, tak żeby znaleźć pracę, aby się utrzymać oraz zarobić na studia, bo niestety są one płatne.

Nie rozumiem jednak co masz na myśli, pisząc by plan rozłożyć w czasie?


Co do treningu cierpliwości...cóż jestem strasznym nerwusem i po prostu wiem, że życie jest zbyt krótkie żeby się długo zastanawiać nad odpowiednim rozwiązaniem sytuacji, ale ta jednak mnie przerosła.

6

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....
czarnaaura napisał/a:
Anhedonia napisał/a:
czarnaaura napisał/a:

Jednak w połowie stycznia On chce znów wyjechać za granicę, do innego kraju, gdzie już spędził kilka lat. Tym razem już na stałe. Teoretycznie jest to dla mnie sytuacja bardziej komfortowa, ponieważ to tylko godzina lotu,a także spora różnica w biletach, co oznacza że moglibyśmy się częściej widywać. Jednak ja myślę o zupełnie innej sytuacji. O tym żeby zrezygnować z kursu i się do niego przeprowadzić, a od września/października podjąć właściwe studia.

Rozmówić się proponuję. Nie chodzi o to CZYJE górą, bo to nie walka bokserska...
Wszak MOŻNA spróbować plan rozłożyć w dłuższym odcinku czasu?
CZY ON twe plany zmierzające do zamieszkania Z NIM zna? Czy to tylko twoje, z przeproszeniem, "bajania"?

Ogólnie nasz plan jest taki, (oboje tego chcemy, wiemy o tym i doczekać się nie możemy) że zamieszkam z nim dopiero po zakończeniu kursu, tj prawdopodobnie maj, ale ja chciałabym już końcem stycznia, początek lutego, tak żeby znaleźć pracę, aby się utrzymać oraz zarobić na studia, bo niestety są one płatne.

Nie rozumiem jednak co masz na myśli, pisząc by plan rozłożyć w czasie?


Co do treningu cierpliwości...cóż jestem strasznym nerwusem i po prostu wiem, że życie jest zbyt krótkie żeby się długo zastanawiać nad odpowiednim rozwiązaniem sytuacji, ale ta jednak mnie przerosła.

Najpierw TY, kursy i Twój własny rozwój. Kwiecień też niedaleko. Nic Ci się nie stanie. Anhedonia dobrze pisze - nie pękniesz. Rzucisz wszystko, zamieszkasz z nim, a za kilka miesięcy będziesz się żalić, że rzuciłaś wszystko dla chłopaka, a on Cię teraz nie kocha.
Najstarsza prawda jest taka, że jak kocha to poczeka. Więc niech czeka.

7

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Wiem, że to ja jestem na pierwszym miejscu, ale ten kurs daje bardzo niskie kwalifikacje, dlatego rozważam rezygnację z niego. Gdyby nie to, to nawet bym się nie zastanawiała tylko cicho siedziała i czekała do maja.

A J. czeka i będzie czekał, wie o tym, nawet sam to powtarza.

8

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....
czarnaaura napisał/a:

...
Co do treningu cierpliwości...cóż jestem strasznym nerwusem i po prostu wiem, że życie jest zbyt krótkie żeby się długo zastanawiać nad odpowiednim rozwiązaniem sytuacji, ale ta jednak mnie przerosła.

Cóż (?) - dorosły tym się różni od dzieciaka w piaskownicy, że potrafi poczekać na tzw. "odroczoną nagrodę". W piaskownicy da w łeb przeciwnikowi i siłą odbierze mu "pożądane dobro" smile
Wygodnie tak łatką "nerwus" okrasić  ZWYKŁE "chciejstwo". Bądźmy poważni - bo o poważnych sprawach rozprawiamy - o Twych przyszłych losach wink
Skoro WSZYSTKO z chłopakiem DAWNO ustalone.... i zaplanowane, to zwyczajnie NIEPOWAŻNIE jest wszystko "odkręcać" dla własnego "widzimisia" i bez poważnego powodu.

9

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Anhedonio, pozwolisz że pierwszą część twojego postu przemilczę.

Nie chodzi tutaj o moje, jak to nazwałaś 'zwykłe chciejstwo' tylko właśnie o wybranie najlepszej drogi, a czuje że ta na której jestem teraz prowadzi mnie do celu okrężną drogą. Powiem tak, pracując tylko przez około 2-3 miesiące nie jestem w stanie zarobić tyle, żeby się utrzymywać i opłacić studia, a to one są w tym momencie celem numer jeden. Jest to niewykonalne. Dlatego chciałabym podjąć pracę wcześniej, a później starać się o przyjęcie na uczelnię, bo to czym teraz się zajmuję, nie jest nawet na poziomie szkoły wyższej, nie mówiąc o poziomie uniwersytetu, porównując do naszego systemu nauczania.

10

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Nie będę oryginalny ale powiem za przedmówczyniami: zainwestuj we własną przyszłość  i rozwój. Kurs marny, niemarny ale jak sama mówiłaś, nigdy nie wiadomo co się w życiu przyda. Poza tym pisałaś że od dawna stawiałaś na zagranicę i rozwój. Nie zmieniaj planów ze względu na chłopaka. Jak mówiła Teo Jak kocha to poczeka wink

11

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Stawiałam na zagranicę i rozwój, bo potrzebowałam przede wszystkim zmiany otoczenia i nowych ludzi. Mogłam zacząć studia w Polsce, ale to by było chyba jeszcze gorsze, bo pewnie i tak bym po ich zakończeniu wyjechała... o ile nie wcześniej. Poza tym chciałam wyjechać, bo wiedziałam, że poza granicami  kraju łatwiej mi będzie się usamodzielnić, jest to po prostu łatwiejsze niż w Polsce. Jak na razie utrzymuje mnie jeszcze mama, która mieszka niedaleko mnie, ale nie chcę by to trwało w nieskończoność.

Poza tym w moim dawnym miejscu zamieszkania się po prostu 'dusiłam'. Nie czułam się najlepiej w liceum, gdzie najważniejsze były tylko imprezy, wyjazdy oraz te wszystkie fałszywe znajomości. Dlatego chciałam wszytko zacząć od nowa i wiedziałam, że im dalej od mojego regionu tym lepiej. A że mama jest już poza granicami już kilka lat, więc dlaczego miałam i ja nie spróbować.

Sama nie wiem już co robić, do świąt niczego nie zmienię, ale później już mogę, tylko chcę żeby ta decyzja była właściwa...a takiej chyba nie ma.

12

Odp: Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Czarnaaura, a jakbyś nie poznała chłopaka to też byś sie tak gorączkowo zastanawiała czy ten kurs dobry, czy nie? Jeśli nawet, to pewnie byś uznała, że jak go zaczęłaś to go skończysz. WIĘC GO SKOŃCZ. Teraz, nagle wszystko się sypie, musisz natychmiast jakieś decyzje podejmować, decydować, ale po co? Na co?! Bo Ci się chce z chłopakiem mieszkać?! Jeszcze sobie pomieszkasz, a skoro już wszystko ustalone, zaplanowane i on czeka, to przestań zachowywać się jakbyś na rozżarzonych węglach siedziała, bo Ci się świat wali. Nic Ci sie nie wali i nic się właściwie nie dzieje. Uspokój się.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Poddaję się... nie wiem czy to wytrzymam....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026