netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

34 odpowiedzi5 932 wyświetleniazałożony przez Karolkatka, 06.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1

Temat: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Karolina 30 lat,
Mezatka od 8 lat, w zwiazku od 13. Dwoje dzieci 7 lat i 9 mies. Maz 36lat.

Od czego zaczac? Nie wiem czy chce z nim nadal zyc...wszystko zaczelo sie psuc miedzy nami gdy zaczal prace jako kierowca tira, oddalilismy sie od siebie, zaczal mi w domu przeszkadzac po powrocie...ulozylam sobie zycie jako "kobieta samotna na codzien".
Zaczal prace, bo przyszedl kryzys i firma posatwila na transport, mialo byc na chwile...potem okazalo sie, ze szef juz nie ma dla niego nic innego, kase mial lepsza ze spedycji. Maz nie mial perspektyw na inna prace w ktorej zarobil by podobne pieniadze. Moja pensja to byla najnizsza krajowa i umowa zlecenie.
Corka skonczyla 6 lat, postanowilam ze to ostatni dzwonek by urodzic kolejne dziecko. Zgodzil sie, choc wczesniej byl przeciwny dziecku przez 5 lat. Pierwszego syna stracilismy po urodzeniu, w ciaze z corka zaszlam za szybko bo po 3 mies i ciaza byla koszmarem, lezaca, zagrozona. Nasze pierwsze pol roku z mala bylo pasmem kolek i placzu w dzien i w nocy...pewnie sie bal kolejnego.
Nasze malzenstwo zaczelo sie rozpadac juz wczesniej, stracilam jego obecnosc, wsparcie w wychowaniu corki, codziennosc...gdy wracal nie potrafilam udawac cudownej zony, bylam wykonczona samotnoscia, praca, problemami z corka...zaczynaly sie klotnie. Moj zal toczyl sie jak kula sniegowa...coraz wiekszy. Jednak posiadanie dziecka bylo dla mnie bardzo wazne, czulam, ze musze miec kolejne. Ucieszylam sie gdy on wreszcie dojrzal do tego rowniez. Stracilam prace, stwierdzil, ze trudno damy rade i mimo tego staralismy sie o maluszka.
W ciazy bylam nadal sama, tzn bez niego. Nadal liczyla sie praca, gdy urodzil sie synek, zaczal doceniac bycie z nami. Zmienil prace...zaczelo sie robic gorzej finansowo. Znowu bylam niezadowolona sad ciagle pretensje...zapytal czego chce w koncu, pieniedzy czy zeby byl w domu...
Zaczal mnie oszukiwac, dostal kilka mandatow naprawde wysokich, nie przyznal sie, przyszlo pismo od komornika o zajeciu wynagrodzenia...zrobilam wojne! Po chwili przyszly kolejne mandaty...rece mi opadly, wiem ze to przezs stres, ukrywal to kolejny raz, w dzien w ktorym przyszlo pismo rano twierdzil, ze nie ma nic na sumieniu...
Tlumaczy, ze sie bal...myslal, ze sam to zalatwi bym sie nie martwila bo nie mamy pieniedzy, nie udalo sie jak widac a ja stracilam zaufanie doszczetnie...

NIe mam juz do niego sily, do siebie tez...przeciez ja nie chce taka byc, roszczeniowa i wiecznie niezadowolona...jednak gorycz i zawod przewaza szale mojego zachowania...

Powiedzialam mu ze odchodze, ze dzieci nie odczuja, bo ii tak byl weekendowym tata, ze ja chce miec prawo do szczescia, do milosci, seksu, bliskosci wieczorami gdy dzieci spia...blagal, plakalismy obydwoje, zostalam...ale jestem w matni. Nie ufam, boje sie, mamy dlugi, moze niewielkie i jak narazie u moich rodzicow ale czuje jak sie zatapiam. Stras mnie zrzera!

Seks jest jakis mechaniczny, zero uczucia...zarowno z mojej strony jak i jego...nie umiemy rozmawiac, konczy sie na tym ze ja mowie a onn robi oczy kota ze shreka i tylko w kolko powtarza, chce byc z toba, kocham ciebie i dzieci.


pisze chaotycznie...emocje biora gore. Nie wiem co robic, gdzie szukac pomocy. Czy to ja powinnam sie zmienic czy on...czy my?

2

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
Karolkatka napisał/a:

Karolina 30 lat,
Mezatka od 8 lat, w zwiazku od 13. Dwoje dzieci 7 lat i 9 mies. Maz 36lat.

Od czego zaczac? Nie wiem czy chce z nim nadal zyc...wszystko zaczelo sie psuc miedzy nami gdy zaczal prace jako kierowca tira, oddalilismy sie od siebie, zaczal mi w domu przeszkadzac po powrocie...ulozylam sobie zycie jako "kobieta samotna na codzien".
Zaczal prace, bo przyszedl kryzys i firma posatwila na transport, mialo byc na chwile...potem okazalo sie, ze szef juz nie ma dla niego nic innego, kase mial lepsza ze spedycji. Maz nie mial perspektyw na inna prace w ktorej zarobil by podobne pieniadze. Moja pensja to byla najnizsza krajowa i umowa zlecenie.
Corka skonczyla 6 lat, postanowilam ze to ostatni dzwonek by urodzic kolejne dziecko. Zgodzil sie, choc wczesniej byl przeciwny dziecku przez 5 lat. Pierwszego syna stracilismy po urodzeniu, w ciaze z corka zaszlam za szybko bo po 3 mies i ciaza byla koszmarem, lezaca, zagrozona. Nasze pierwsze pol roku z mala bylo pasmem kolek i placzu w dzien i w nocy...pewnie sie bal kolejnego.
Nasze malzenstwo zaczelo sie rozpadac juz wczesniej, stracilam jego obecnosc, wsparcie w wychowaniu corki, codziennosc...gdy wracal nie potrafilam udawac cudownej zony, bylam wykonczona samotnoscia, praca, problemami z corka...zaczynaly sie klotnie. Moj zal toczyl sie jak kula sniegowa...coraz wiekszy. Jednak posiadanie dziecka bylo dla mnie bardzo wazne, czulam, ze musze miec kolejne. Ucieszylam sie gdy on wreszcie dojrzal do tego rowniez. Stracilam prace, stwierdzil, ze trudno damy rade i mimo tego staralismy sie o maluszka.
W ciazy bylam nadal sama, tzn bez niego. Nadal liczyla sie praca, gdy urodzil sie synek, zaczal doceniac bycie z nami. Zmienil prace...zaczelo sie robic gorzej finansowo. Znowu bylam niezadowolona sad ciagle pretensje...zapytal czego chce w koncu, pieniedzy czy zeby byl w domu...
Zaczal mnie oszukiwac, dostal kilka mandatow naprawde wysokich, nie przyznal sie, przyszlo pismo od komornika o zajeciu wynagrodzenia...zrobilam wojne! Po chwili przyszly kolejne mandaty...rece mi opadly, wiem ze to przezs stres, ukrywal to kolejny raz, w dzien w ktorym przyszlo pismo rano twierdzil, ze nie ma nic na sumieniu...
Tlumaczy, ze sie bal...myslal, ze sam to zalatwi bym sie nie martwila bo nie mamy pieniedzy, nie udalo sie jak widac a ja stracilam zaufanie doszczetnie...

NIe mam juz do niego sily, do siebie tez...przeciez ja nie chce taka byc, roszczeniowa i wiecznie niezadowolona...jednak gorycz i zawod przewaza szale mojego zachowania...

Powiedzialam mu ze odchodze, ze dzieci nie odczuja, bo ii tak byl weekendowym tata, ze ja chce miec prawo do szczescia, do milosci, seksu, bliskosci wieczorami gdy dzieci spia...blagal, plakalismy obydwoje, zostalam...ale jestem w matni. Nie ufam, boje sie, mamy dlugi, moze niewielkie i jak narazie u moich rodzicow ale czuje jak sie zatapiam. Stras mnie zrzera!

Seks jest jakis mechaniczny, zero uczucia...zarowno z mojej strony jak i jego...nie umiemy rozmawiac, konczy sie na tym ze ja mowie a onn robi oczy kota ze shreka i tylko w kolko powtarza, chce byc z toba, kocham ciebie i dzieci.


pisze chaotycznie...emocje biora gore. Nie wiem co robic, gdzie szukac pomocy. Czy to ja powinnam sie zmienic czy on...czy my?

Obawiam się że to nie z mężem jest problem. Tylko z tobą.
Wszystkie swoje błędy, wszystkie twoje ale wobec męża, są śmieszne.
Żenujące, niskie.
Czas zacząć naprawę od siebie. Mąż jest w porządku.
jestem pewien że na 100% ulgę tobie przyniosły jego mandaty. Mogłaś dorzucić kolejny kamyszek do swojej góry.
Żałość i żółć z jaką wylewasz swoje ale wobec faceta który pracuje na ciebie i dom, jest poniżające tylko dla ciebie. Sorry, ale nie mam więcej do ciebie ale.
Jedyna osoba winna rozpadu związku to ty. Gdyby nastąpił rozwód i rozsądzałbym tę sytuację, puściłbym ciebie z torbami. Bez dzieci, z alimentami do płacenia. Abyś się nauczyła życia.

3

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

A gdzie wsparcie w trudnych chwilach - takie jakie powinno być w małżeństwie? Na dobre i na złe...
No, ja też tu raczej nie dostrzegam, w jaki sposób mąż Cię rani, skoro aż się wyprowadziłaś?
Tym, że zapiernicza na utrzymanie rodziny?

4

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Nie wyprowadzilam sie.

Istota problemu jest dla mnie to, ze nie mam do niego zaufania, oszukuje mnie patrzac w oczy! Nie jest to po raz pierwszy tylko ktorys z kolei! Dostaje pismo od komornika! Ludzie kto z was ma ochote na takie niespodzianki przy niestabilnej syt finansowej???
Ja mam zale...TAK bo jestem sama z dziecmi, domem, dlugam, rachunkami. On wraca do domu i co...lezy na kanapie i oglada tv. A dzieci? Gdzie czas spedzony z rodzina? Rozumiem zmeczenie, ale czy ja leze i pachne przez caly tydz?
Gdzie partnerstwo, wiez, wsparcie?
Poprzednie syt z mandatami nie byly obarczone moim wrzaskiem i wyrzutami bo to jest wpisane z prace i zdarzyc sie moze...ale nie klamstwo!Ukrywanie problemow i komornik za dzwiami! Jak ja mam sie czuc? Mam gwarancj, ze nie narobil jeszcze wiekszych dlugow?
Dlaczego po miesiacu kolejny fakt ukrywa?
Jemu dzieci? Rozumiem, ze wezme je do tira! Nie zna ich potrzeb, nie ma cierpliwosci, brak tez checi by wiez budowac, na moja inicjatywe zabral ksiazke z bajkami i dzwonie wieczorem by przez tel czytal malej bajke, sam tego nie zrobi!
Przynosi pieniadze do domu i na tym koniec, ja oczekuje czegos wiecej dla mnie i dzieci!
Nauczyl sie zycia bez nas, bez obowiazkow i problemow z dziecmi.
Nie jestem jakas wiedzma, materialistka, jestem kobieta, zona i matka i chce udanego zycia we dwoje, bo potem gdy dzieci dorosna to nas nie bedzie.
Prosze go by zmienil prace, chyba tez mam prawo decydowac o tym w malzenstwie...chce za chwile isc do pracy, bo moja frustracja rowniez bierze sie z tego,ze siedze w domu ale nie mam z kim zostawic dziecka a oddac do zlobka i ciagle byc na opiece bo mlody chorowity tez nie ma sensu. Chce zarabiac i miec pozniej emeryture, ale dopoki jego nie bedzie jak to ma wygladac?
Jedyna szanse mam na prace w sklepie lub na zmiany bo w naszym miescie nie ma perspektyw na bycie dyrektorem. I tak wyksztalcenia tez nie dokonczylam bo urodzilam dziecko i finansowo nie podolalismy te 6 lat temu, potem pracowalam.

Zycie ze mna pewnie nie jest latwe, bo wymagam, nie jestem ulegla ale wiedzial o tym 13 lat temu! Kocham go...kocham dzieci, chce bysmy byli rodzina, prawdziwa a nie ja stajaca na rzesach by spedzal z dziecmi czas. Corki rysunki przestawiajace rodzine wygladaj tak, ze jestesmy we troje...pytam gdzie tata? " W trasie" ...

5 Ostatnio edytowany przez edi787 (2014-11-07 10:52:40)

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Cześć dziewczyny. Mam 27 lat mężatka bez dzieci. Mam problem ostatnio nie daje już sobie rady z mężem cały czas się kłócimy nie dogadujemy się obrażam wypminamy wszystko. Chce się rozwieść ale się boje. Jesteśmy małżeństwem 8 lat mieszkamy sami pracujemy. Po pracy zjedliśmy obiad  każdy w swoją stronę a mąż tylko komputer i telefony nie miał czasu dla mnie jak gdzieś chciałam żebyśmy szli do kazał iść samej. Wiec po pewnym czasie zaczęłam zostawać dłużej w pracy bo po co do domu wracać jak nie ma się do kogo odezwać dzieci nie chciał wcześniej  . Pzniej zaczęłam pisać z kolega SMS i rozmowy o życiu pracy przez 2  lata mąż dopiero 3 miejsce temu to zauważył jest zazdrosny ale gdzie był wcześniej jak go potrzebowałam . Teraz zabrania mi pracować robi awantury wyzywa jak mu powiedziałam ze odejdę to nagle dorósł i chce dziecko. Od 3miesiecy kłócimy się o to dziecko ale ja się boję mi z nim dzieci po tym co robił mi te awantury i tez przed zakładem pracy. On chce żebym robiła wszystko tak jak on chce . Z mojej strony nikt nie wie co sie dziene rodzinne relacje nie sa najlepsze.Pomóżcie co dalej robic

6

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
Karolkatka napisał/a:

Nie wyprowadzilam sie.

Istota problemu jest dla mnie to, ze nie mam do niego zaufania, oszukuje mnie patrzac w oczy! Nie jest to po raz pierwszy tylko ktorys z kolei! Dostaje pismo od komornika! Ludzie kto z was ma ochote na takie niespodzianki przy niestabilnej syt finansowej???
Ja mam zale...TAK bo jestem sama z dziecmi, domem, dlugam, rachunkami. On wraca do domu i co...lezy na kanapie i oglada tv. A dzieci? Gdzie czas spedzony z rodzina? Rozumiem zmeczenie, ale czy ja leze i pachne przez caly tydz?
Gdzie partnerstwo, wiez, wsparcie?
Poprzednie syt z mandatami nie byly obarczone moim wrzaskiem i wyrzutami bo to jest wpisane z prace i zdarzyc sie moze...ale nie klamstwo!Ukrywanie problemow i komornik za dzwiami! Jak ja mam sie czuc? Mam gwarancj, ze nie narobil jeszcze wiekszych dlugow?
Dlaczego po miesiacu kolejny fakt ukrywa?
Jemu dzieci? Rozumiem, ze wezme je do tira! Nie zna ich potrzeb, nie ma cierpliwosci, brak tez checi by wiez budowac, na moja inicjatywe zabral ksiazke z bajkami i dzwonie wieczorem by przez tel czytal malej bajke, sam tego nie zrobi!
Przynosi pieniadze do domu i na tym koniec, ja oczekuje czegos wiecej dla mnie i dzieci!
Nauczyl sie zycia bez nas, bez obowiazkow i problemow z dziecmi.
Nie jestem jakas wiedzma, materialistka, jestem kobieta, zona i matka i chce udanego zycia we dwoje, bo potem gdy dzieci dorosna to nas nie bedzie.
Prosze go by zmienil prace, chyba tez mam prawo decydowac o tym w malzenstwie...chce za chwile isc do pracy, bo moja frustracja rowniez bierze sie z tego,ze siedze w domu ale nie mam z kim zostawic dziecka a oddac do zlobka i ciagle byc na opiece bo mlody chorowity tez nie ma sensu. Chce zarabiac i miec pozniej emeryture, ale dopoki jego nie bedzie jak to ma wygladac?
Jedyna szanse mam na prace w sklepie lub na zmiany bo w naszym miescie nie ma perspektyw na bycie dyrektorem. I tak wyksztalcenia tez nie dokonczylam bo urodzilam dziecko i finansowo nie podolalismy te 6 lat temu, potem pracowalam.

Zycie ze mna pewnie nie jest latwe, bo wymagam, nie jestem ulegla ale wiedzial o tym 13 lat temu! Kocham go...kocham dzieci, chce bysmy byli rodzina, prawdziwa a nie ja stajaca na rzesach by spedzal z dziecmi czas. Corki rysunki przestawiajace rodzine wygladaj tak, ze jestesmy we troje...pytam gdzie tata? " W trasie" ...

a wiesz co ja widzę,wiecznie niezadowolona kobiete,uczepiona męża,jego pensji raczej jak
malpa liany,kobiete ktora gdy chce mieć dziecko wlasnie w tej chwili ,stawia na swoim,
niewazne brak kasy,maz urobiony,padający na pysk
ma tak byc ,na koniec jeczaca ze to jego wina ,ja sie pytam,co ty zrobilas dla tego zwiazku?

wez trochę wiecej na swoje barki ,poszukaj pracy ,odciaz go
zamiast ,,byc cala w pretensjach, ,

7

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Zgodzę się z wpisami powyżej.

Doceniam że zajmowałaś się dziećmi bo to jest też ciężka praca, jak chorują i jest się "samemu".
Z drugiej strony męża tyrana nie masz. Przecież zmienił pracę żeby być z Wami mimo niższego wynagrodzenia więc raczej jest za Wami za rodziną. Porozmawiaj z nim ale nie miej tylko pretensji. Powiedz że nie chcesz być oszukiwana ale też i daj coś od siebie. Z tego co piszesz stara się dla Was a jeśli będziesz mieć tylko pretensje to on sam w końcu pozwoli Ci odejść. Tylko czy Ty tego naprawdę chcesz. Związek dorosłych ludzi to nie tylko przyjemności to również i problemy. A w dojrzałym związku rozwiązuje się je razem. Idźcie na spacer do kina na kolacje. Posiedźcie trochę razem. To nie są argument do rozwodu, raczej szukasz usprawiedliwienia dla siebie na ...
No właśnie nie wiem do czego zmierzasz.
Idziesz na łatwiznę szukasz pretekstu do rozwodu na siłę. Ja tu takiego powodu nie widzę. Ludzie mają naprawdę ważniejsze powody do rozstania a walczą.

Weź się w garść i walcz, odpuść sobie trochę postawę roszczeniową.
Pokaż się z milszej strony. Niech i on poczuje że coś znaczy dla Ciebie.

8 Ostatnio edytowany przez Karolkatka (2014-11-07 17:41:59)

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Czy ja napisalam, ze on jest tyranem?
Prace zmienil nie z wlasnej woli, zostal zwolniony za awantury, ktore de facto w domu rowniez urzadza.

Czy ja nie chce pracowac??? Wlasnie chce, tylko on uwaza ze powinnam byc w domu dopoki syn nie pojdzie do przedszkola. Ja nie chce siedziec w domu!

Decyzje o dziecku podjelismy wspolnie, po stracie pracy to ja sie wahalam ale on przekonal, ze damy rade. Ja chcialam dziecko rok po urodzeniu corki, nie zgadzal sie i jak juz pisalam zgodzil sie po 5latach od czasu gdy ja bylam gotowa! Nie zrobilam po swojemu, szanuje jego decyzje w tej kwestii.

Zastanawia mnie fakt dlaczego tak krytykuje sie fakt, ze jestem na jego utrzymaniu? Co w tym dziwnego, ze kobiera siedzi w domu i wychowuje dzieci???
Czy mi to odpowiada to juz inna sprawa.
Pytam w jaki sposob bedzie wygladalo moje zycie kiedy on caly tydz poza domem, a ja w pracy i z dziecmi sama? W imie czego ja mam sama zajmowac sie domem i rodzina oraz dodatkowo dorabiac do budzetu???
Samotne matki rozumiem, nie maja wyjscia.
On pan i wladca do tego przepracowany...
Rozumiem swoja wine, rozumiem ze przesadzam...ze sa choroby i inne gorsze rzeczy. Napisalam tutaj by sobie ulzyc, dogadalismy sie i tak naprawde nie chce i nie chcialam odejsc...gdyby tak bylo zrobilabym to.

Rozmowy? Czy wy uwazacie,ze ja nie probowalam? On nie potrafi rozmawiac, ja mowie co mnie boli...on milczy, pytam, dociekam...co czujesz, jak uwazasz, co myslisz???? Nie ma odzewu jak grochem o sciane. Jest bardzo skryty i nerwowy, dusi emocje w sobie.
Dobrej woli ja mam wiele, staram sie, probuje sprawic by integrowal sie z nami. To ja inicjuje rodzinne wypady, park, zabawy z dziecmi, gry planszowe...tylko ja nie mam juz sil! Starac sie jednostronnie. Wieczory wygladaja tak, ze dzieci zasna, on odpala lapka...podchodze siadam na kolanach, przytulam sie a on patrzy w ekran...potem gdy odchodze jest zdziwiony...no chodz. Ja chce zainteresowania troche, zabiegania...
Po 13 latach bycia razem chyba moglby sie troche postarac!
Zle chwile mielismy i to nie jedna, strata dziecka...gdy ja rodzilam syna wiedzac, ze umrze...pojechal do pracy. Nie mialam pretensji, wolalam byc z mama...balam sie, ze bedzie to dla niego szok. Gdy lezalam cala ciaze z corka, wsoarciem byla moja rodzina. Nie mowcie mi, ze zwiazek to nie tylko dobre chwile bo ja to wiem.

9

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

A ja widzę zdezorientowaną kobietę, którą spotykają przykre niespodzianki w postaci np tego komornika czy zawiadomień o mandacie, która straciła oparcie w mężu i sama też nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji.
Karolkatko, powiedz, czego właściwie oczekujesz od męża? Jak chciałabyś, aby było?
KIedy odpowiesz na te dwa pytania, zadaj sobie kolejne dwa:
Co TY możesz zrobić, aby tak było?
Co mąż może zrobić, aby tak było?
Na spokojnie i sama przed sobą. Jakkolwiek ciekawość mnie zżera, nie będę ukrywać, to po prostu potraktuj to jako rada do przemyślenia, a niekoniecznie do podzielenia się refleksjami później wink I postaraj się porozmawiać z mężem. Na spokojnie. Jeżeli emocje zaczną brać górę - przerwijcie rozmowę. Emocje to zły doradca. I pamiętaj, że nigdy nie jest tak, że winna jest tylko jedna strona. Postaraj się unikać rozpamiętywania, co on zrobił nie tak. Co sama zrobiłaś nie tak chyba sama już określiłaś - nauczyłaś się żyć jako "samotna na co dzień" i myślę, że to był główny błąd. Dalsze rozdrabnianie się nie ma sensu. Teraz trzeba się skupić na naprawieniu Waszych relacji smile Powodzenia smile

10

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Karolkatka chce tu powiedzieć, że oczekuje od życia czegoś więcej, a nie mozolnej codzienności przy garach, dzieciach i czekaniu na męża. Chciałaby mieć w nim oparcie a nie ciągle się martwić o różne sprawy. I pewnie ma dosyć martwienia się o wszystko i podejmowania różnych decyzji -sama.

Może powiedz mężowi na spokojnie jak się czujesz i co od niego oczekujesz. Ale i posłuchaj jego. Musicie rozmawiać, przecież kiedyś podjęliście decyzję , że to ten jedyny, ta jedyna. Na pewno wtedy widziałaś w nim wiele zalet. Wiem, życie zmienia człowieka i różne doświadczenia weryfikują zachowania. Rozmawiajcie.

11

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
Oliwka73 napisał/a:

Karolkatka chce tu powiedzieć, że oczekuje od życia czegoś więcej, a nie mozolnej codzienności przy garach, dzieciach i czekaniu na męża. Chciałaby mieć w nim oparcie a nie ciągle się martwić o różne sprawy. I pewnie ma dosyć martwienia się o wszystko i podejmowania różnych decyzji -sama.

Wiem, wiem wink Ale chodziło mi konkretnie o męża, o relacje między nimi smile
Ale przyznaję Ci zdecydowanie rację smile

12 Ostatnio edytowany przez Karolkatka (2014-11-07 18:05:31)

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Nareszcie ktos zrozumial, co pewnie nieudolnie probowalam przekazac smile

Zastanowie sie i podziele...teraz rezerwuje czas dla rodziny bo maz wrocil i chce kolejny raz by integrowal sie z nami.

Dziekuje dziewczyny, brakowalo mi wlasnie zrozumienia!

13

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
Karolkatka napisał/a:

Nareszcie ktos zrozumial, co pewnie nieudolnie probowalam przekazac smile

Dziekuje dziewczyny, brakowalo mi wlasnie zrozumienia!

Też, może  nie takie same, ale podobne problemy przerabiałam w domu. Siedzę już długo w domu z dziećmi. W tym czasie nasze życie małżeńskie maiło wiele "odsłon". Można to najprościej nazwać docieraniem. I nie da rady bez spokojnych i rzeczowych rozmów.
Najtrudniej było jak dzieci bardzo małe i trudne choroby, długotrwałe, męczące. Takie doświadczenia najcześciej niestety oddalają niż przybliżają. Trudno wtedy naprawdę być razem i się wspierać.
Nie wiem dlaczego tak jest, ale w trudnych doświadczeniach relacje się "rozjeżdżają". Potem trzeba sklecać i już nic nie jest jak dawniej. Inaczej , ale nie koniecznie musi być gorzej smile.
U mnie wiele się zmieniło, musieliśmy na nowo się siebie uczyć. Na ten czas wydaje mi się, że jest OK Nawet zaczelismy się sobą cieszyć. A bywało naprawdę źle.....
Odnośnie Twojego męża, to wydaje mi się, że on tak strasznie boi się Ciebie zawieść (jak mu coś nie wyjdzie), że woli ukrywać. Tak on reaguje. Ale to ty musisz się go zapytać - dlaczego on tak reaguje? Czego on się boi?

Pozdrawiam, teraz to ja musze zająć się dzieciakami i mężem smile

14

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Jakbym chciala zeby bylo?
Chcialabym sie czuc kobieta kochaną, nie tylko przedmiotem w domu. Chcialabym byc zona nie tylko matka jego dzieci i cialem do seksu. Chcialabym byc przytulana, chcialabym zeby o mnie ktos zadbal tak jak dbam o cala trojke, by czasem od tak poprostu zapytal czy ja tez napije sie herbaty.
Mowilam mu to wiele razy...on twierdzi, ze nie jest romantykiem. Kilka razy sie postaral...pialam z zachwytu by czul, ze to doceniam, jednak to byly nieliczne sytuacje.
Chcialabym zeby kiedy wraca na weekend do domu przytulil mnie i powiedxial, ze tesknil...zeby kazde moje przytulenie sie nie bylo dla niego natychmiast zaproszeniem do seksu...tylko zwyklym przytuleniem.
Kiedys jak wyjezdzal dzwonilam do niego zaraz po przebudzeniu by zyczyc milego dnia, potem w ciagu dnia gdy mialam chwile na kawe i kazdego wieczoru by zasnac przy nim...gdy ja przestalam dzwonic on tez nie zadzwonil. Rani mnie gdy rano wyjezdza w trase a nawet nie pocaluje mnie w policzek na pozegnanie.
Przykro mi, gdy wraca do domu i pierwsze co robi to siada przrd tv lub kompem...to za nimo widac tesknil.

Mowilam mu to setki razy, czego potrzebuje...tlumaczylam jak dziecku, pytalam czy lubi gdy robie jego ulubione danie gdy wraca, on ze tak ze mu milo...wiec mowie, ze tez bym tak chciala...dobrze, oczywiscie....i nie robi tego.
Staram sie ale jednostronnie. Na corke ciagle krzyczy, o wszystko...a ona ucieka z placzem do pokoju. "Mamo, na tate nie moxna liczyc, tylko ty spelniasz obietnice." Taka prawda...

Czy ja cos jeszcze moge zrobic? Nie wiem, chyba wlasnie w tej kwestii potrzebuje rady.

15

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

pewnie że was rozumiem dziewczyny, to normalne pragnienia

16 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-11-08 10:34:55)

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Droga autorko doskonale cię rozumiem. Również w tygodniu czuję się jak samotna matka, bo męża mam co drugi weekend w domu. Wiem, że czujesz się zmęczona i zła. Że nie tak to życie miało wyglądać. Z drugiej strony rozumiem również twojego męża. Czy nie jest tak, że wracając do domu widzi złą, nadąsaną kobietę? Dlatego ucieka pod tv czy komputer, aby zejść ci z drogi.  Bardzo prawdoporobne, że tak wlaśnie jest. On nie rozumie, że ty też jesteś zmęczona, że potrzebujesz również chwili odpoczynku. przecież tylko siedzisz w domu. Czym niby jesteś zmęczona? Tym, że przypilnujesz dzieci? Że ugotujesz obiad? Mój mąż tak właśnie myślał. Nie rozumiał, czemu krzyczę, czemu nie wyrabiam psychicznie mając kompletnie wszystko na głowie. Nie pomagały prośby ani groźby. Ciągle słyszałam "kochanie będę ci pomagał" i na obietnicach się kończyło. Dopiero gdy zobaczył pozew rozwodowy, w którym było napisane jak wygląda nasze małżeństwo widziane przeze mnie zrozumiał. Owszem, w tygodniu nadal jestem sama, ale w weekend mój mąz sprząta, gotuje, bawi się z dziećmi, a ja mam czas zrobić zakupy bez dziecka na rękach, iść do fryzjera czy odespać zarwane w tygodniu noce.
To, że facet pracuje a kobieta nie, nie upoważnia go do nie zajmowania się domem. Przecież gdyby zabrał dzieci na spacer albo ugotował obiad ty miałabyś chwilę dla siebie. Przestałabyś chodzić zła, a on wracałby do zadowolonej zony. Wtedy i zycie intymne by się polepszyło. Czyż nie? Może warto mu pokazać, że dając ci chwilę "wolności" tylko na tym zyska?

"Chcialabym byc przytulana, chcialabym zeby o mnie ktos zadbal tak jak dbam o cala trojke, by czasem od tak poprostu zapytal czy ja tez napije sie herbaty." On tego nie zrobi, bo możliwe że boi się do ciebie podejść. Boi się, że znów jesteś niezadowolona. Dlatego tak ważny jest twój odpoczynek i odrobina wysiłku z jego strony.

17

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Dokladnie!!!
Nie bylam taka, czas, samotnosc i nadmiar obowiazkow sprawil, ze zaczelam potrzebowac jego pomocy. Chcialabym wziac ciepla kapiel i poczytac ksiazke...by on w tym czasie zajal sie dziecmi. Nie musi sprzatac...zrobie to lepiej wink ale wystarczy, ze wezmie malego i pobawi chwilw bym nie musiala szorowac garow z dzieckiem przy nodze. Prosze by zrobil corce ogon wiewiorki do szkoly...za chwile...w koncu robie sama.
Nie mam potrzeby chodzic do kosmetyczki i robic sobie paznokci czy innych cudow ale chcialabym miec chwile dla siebie by zrobic sobie maseczke czy poczytac bezsensowna gazete o babskich sprawach.

Seks...w zasadzie tylko tyle mam z jego bliskosci, tylko wtedy mam poczucie, ze jest ze mna, ze jest nadal moj. Staram sie byc kreatywna, wymyslam co jakis czas cos nowego, jakas bielizna itp.
Nie jestem wiecznie nadasana, w zasadzie zawsze mam chec bo to sa te chwile kiedy czuje sie kochana.

Nie zgodze sie by ktos mowil mi ze sie uwiesilam jego jak bluszcz...jestesmy razem i pewne ustalenia poczynilismy razem...nie usprawiedliwia go fakt, ze pracuje bo poza praca nie rob nic innego. On ma czas by sie wyspac, by poczytac gazete, czy nawet wyjsc na miasto gdy ma pauze. Ja tego czasu nie posiadam. Wstaje o 6 i dbam o corke by miala codziennie pyszne sniadanko, ubieram niemowle i zaprowadzam ja do szkoly, gotuje dwa obiadki, sprzatam, ide po corke z malym. Zawsze spacer, potem zawsze robimy cos razem, pieczemy, malyjemy, bawimy sie, potem lekcje, kapiel i jeszcze bajeczka na dobranoc. Ciesze sie tymi chwilami i chce to robic ale czasem po calym tyg nieprzespanych nocy naprawde padam na twarz.
I daje z siebie wszystko!

18 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-11-08 11:25:26)

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

To co ja bym zrobiła. Powiedzmy, że mąż siedzi przed tv. Nalewam wodę do wanny. Biorę niemowlę i kładę mężowi na ręcę. Mówię "kochanie, idę do wanny.Nie ma mnie 30 minut" i wychodzę do łazienki. Jeżeli mąż jest oporny i bardziej interesuje go tv niż dziecko to wychodze z wanny po kilku minutach, wyłączam telewizor, oznajmiam, że teraz jest chwila dla mnie a on niech zajmie się dzieckiem  i wracam do wanny.
Inna sytuacja. Mąż siedzi przed komputerem, a ty z dzieckiem na reku gotujesz obiad. Podchodzę do męża i mówię kochanie jadę na zakupy, kupię coś pysznego na kolację i jutrzejszy obiad. Proszę, abyś dokończył robić schabowe, ziemniaki są ... i wychodzę.
Wieczorem przytulam się do męża i mówię 'dziękuję kochanie, ze dziś mi pomogłeś w tym i w tym". Jeżeli zobaczy, ze doceniasz jego starania uważam, że będzie ci częściej pomagał.
Ważne: jeżeli przypalił kotlety, źle obrał ziemniaki... nie krytykuj. On ma czuć się doceniany. Jeżeli wytkniesz mu błędy, nie zagonisz go więcej do pomocy. A i jeszcze coś... nawet przesolony obiad nalezy pochwalić:)

"Prosze by zrobil corce ogon wiewiorki do szkoly...za chwile...w koncu robie sama." To jest właśnie nasz błąd. On wie, że i tak ty to zrobisz. W tym momencie córka powinna iść do taty razem z tobą i wymusić na nim zrobienie tego ogona. To WASZE a nmie twoje dzieci, więc on też ma obowiązki wobec nich.

19

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Zrobilam tak raz, wreczylam mu syna i poszlam do wanny...po 5min wyszlam bo nie moglam wytrzymac placzu malego, ciaglego pukania do drzwi corki i bezradnosci meza wink

Zgadam sie kochana z Toba i zaczne inicjowac wiecej takich sytuacji by nabieral doswiadczenia w opiece nad dziecmi...bo chyba tez troche sytuacja sprawila, ze gdy jego w domu nie ma to nie poteafi sie w nim odnalezc gdy wraca. Zdarza sie ze w niedz pomaga przy obiedzie, corka zawsze powtarza ze tatus robi najlepsze frytki i kotlety mielone. wink
Wlasnie to sobie uswiadomilam, ze byc moze on sie poprostu boi ze nie da rady z dziecmi, ze nie umie tak jak ja...czesto gdy wracal i probowal uspic synka ten darl sie w nieboglosy a ja go biore i zasypia w sekunde...to bardzo go boli, jednak dla niemowlaka ojciec powinien byc na codzien a nie 2razy w tyg. Sa pewne sytuacje ktorych przeskoczyc nie moxna, jego praca choc tak wiele nas kosztuje jest w tej chwili jedynym wyjsciem. On to lubi i ja choc nieszczesliwa pozwalalam mu robic to co lubi...teraz chyba zaczyna widziec konsekwencje tego. Zmienic teraz nie moze bo pracuje od 2mies. Planujemy, ze troche sie odbijemy finsnsowo i wtedy poszuka czegos na miejscu bym ja tez mogla realizowac siebie i pracowac.

20

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Zrobilam tak raz, wreczylam mu syna i poszlam do wanny...po 5min wyszlam bo nie moglam wytrzymac placzu malego, ciaglego pukania do drzwi corki i bezradnosci meza wink

Zgadam sie kochana z Toba i zaczne inicjowac wiecej takich sytuacji by nabieral doswiadczenia w opiece nad dziecmi...bo chyba tez troche sytuacja sprawila, ze gdy jego w domu nie ma to nie poteafi sie w nim odnalezc gdy wraca. Zdarza sie ze w niedz pomaga przy obiedzie, corka zawsze powtarza ze tatus robi najlepsze frytki i kotlety mielone. wink
Wlasnie to sobie uswiadomilam, ze byc moze on sie poprostu boi ze nie da rady z dziecmi, ze nie umie tak jak ja...czesto gdy wracal i probowal uspic synka ten darl sie w nieboglosy a ja go biore i zasypia w sekunde...to bardzo go boli, jednak dla niemowlaka ojciec powinien byc na codzien a nie 2razy w tyg. Sa pewne sytuacje ktorych przeskoczyc nie moxna, jego praca choc tak wiele nas kosztuje jest w tej chwili jedynym wyjsciem. On to lubi i ja choc nieszczesliwa pozwalalam mu robic to co lubi...teraz chyba zaczyna widziec konsekwencje tego. Zmienic teraz nie moze bo pracuje od 2mies. Planujemy, ze troche sie odbijemy finsnsowo i wtedy poszuka czegos na miejscu bym ja tez mogla realizowac siebie i pracowac.

21 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-11-08 11:52:43)

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

"Zrobilam tak raz, wreczylam mu syna i poszlam do wanny...po 5min wyszlam bo nie moglam wytrzymac placzu malego, ciaglego pukania do drzwi corki i bezradnosci meza" Znów błąd.  To jest dorosły facet, da sobie radę, a jeżeli dziecko chwilę popłacze, to nie będzie koniec świata. Wiem, że brzmi to strasznie, ale tak jest. Pisałaś, że starsze dziecko ma 7 lat. To już nie maluszek, można mu wytłumaczyć, że teraz mama idzie do wanny i że miłoby było gdyby pobawiło się z tatą i młodszym rodzeństwem. Oni są przyzwyczajeni, że wszystko robisz, że zawsze jesteś i dlatego tak reagują. Ale po tygodniu czy dwóch przyzwyczają się, że teraz mama ma czas dla siebie. To jak z zaprowadzaniem dziecka do przedszkola. Tydzień, dwa płaczu, a potem jest tak, jak być powinno.
Z tym usypianiem to wcale się nie dziwię, że tak wyszło. Wiesz, niemowle czuje się bezpiecznie, gdy ma stały rytm dnia i gdy jest usypiane przez jedną osobę do tego zawsze w taki sam sposób. Mój syn ma prawie  dwa lata i mój mąż nigdy nie da rady go uśpić. Bo syn zasypia trzymając mnie za rękę, a gdy jest mąż... wiesz, nie ta ręka. Ale mąż może zając dziecko zabawą, zabrać dzieci na spacer. Wtedy mąż będzie z dzieciakami, a Ty odpoczywasz czy nawet myjesz gary, ale w spokoju, bez dziecka przy nodze.
Musicie próbować. Zapewne bez łez dzieci się nie obędzie, ale gwarantuję, że tylko na początku. Wiem, że serce pęka jak dziecko płacze, ale chyba lepiej żeby chwilę popłakało niż żeby rodzice się rozwiedli, bo mama w końcu nie wytrzyma. Poza tym, należy pamiętać o tym, że nie możesz wybiegać do nich za każdym razem jak dziecko płacze. Bo takie maluchy są bardzo sprytne i szybko syn zorientuje się, że mama pojawia się gdy on płacze. Poza tym mąż może pomyśleć, że mu nie ufasz, że uważasz iż sobie nie poradzi. Mój mąż dostawał szału gdy ja wchodziłam  do pokoju gdy syn płakał. A możesz mi wierzyć, że robiłam to gdy naprawdę uważam że nie poradzi sobie. Teraz mam taki luz, że mogę wyjść nawet wieczorem ze znajomymi na drinka:) Mój mąż czasem sam mnie wygania, bo mówi, że wracam innym człowiekiem. Pamiętaj, trzeba być konsekwentnym. To najlepszy sposób, żeby szybko przystosowały się do nowej sytuacji:) Powodzenia

22

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Tego potrzebowalam wink dziekuje!

Wiem jak to jest z dzieciecymi terrorystami bo jedna taka mialam...wyrosla z tego wink teraz mlody daje popalic, zabkowanie i te sprawy.
Tak jestem matka kwoka wink i wszystko robie idealnie wink sama sobie ta petle zawinelam to prawda. Tak bardzo chcialam byc perfekcyjna w tym. Po tym jak stracilam dziecko i "urodzilam sobie kolejne" choc to nie do konca trafne okreslenie, corka stala sie moim sensem zycia i rodzina calym swiatem. Tak bardzo staralam sie zaspokoic meza i corke we wszystkich aspektach, ze zapomnialam o sobie...a teraz gdy po urodzeniu syna przestalam wszystko kontrolowac i dawac rade oni doznali szoku.
Czas to zmienic. Ja tez mam prawo do siebie.

23

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
Karolkatka napisał/a:

Tego potrzebowalam wink dziekuje!

Wiem jak to jest z dzieciecymi terrorystami bo jedna taka mialam...wyrosla z tego wink teraz mlody daje popalic, zabkowanie i te sprawy.
Tak jestem matka kwoka wink i wszystko robie idealnie wink sama sobie ta petle zawinelam to prawda. Tak bardzo chcialam byc perfekcyjna w tym. Po tym jak stracilam dziecko i "urodzilam sobie kolejne" choc to nie do konca trafne okreslenie, corka stala sie moim sensem zycia i rodzina calym swiatem. Tak bardzo staralam sie zaspokoic meza i corke we wszystkich aspektach, ze zapomnialam o sobie...a teraz gdy po urodzeniu syna przestalam wszystko kontrolowac i dawac rade oni doznali szoku.
Czas to zmienic. Ja tez mam prawo do siebie.

Brawo. Tak trzymaj. . Pamiętaj - szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Sfrustrowana mama, to nieszcześliwe dziecko.

24

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Dzis strasza corka jest u babci, maz w trasie a ja z mlodym...dostalam zastrzyk energii wink lepiej na mnie dziala dobra rada i motywacja niz krytyka i hejt.

Ide z synem na spacer, tak pieknie swieci slonce.
Maz wroci wieczorem, moze zrobie cos dobrego na kolacje i "wrecze mu siebie na kolana" gdy maluchy pojda spac wink

25

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
edi787 napisał/a:

Cześć dziewczyny. Mam 27 lat mężatka bez dzieci. Mam problem ostatnio nie daje już sobie rady z mężem cały czas się kłócimy nie dogadujemy się obrażam wypminamy wszystko. Chce się rozwieść ale się boje. Jesteśmy małżeństwem 8 lat mieszkamy sami pracujemy. Po pracy zjedliśmy obiad  każdy w swoją stronę a mąż tylko komputer i telefony nie miał czasu dla mnie jak gdzieś chciałam żebyśmy szli do kazał iść samej. Wiec po pewnym czasie zaczęłam zostawać dłużej w pracy bo po co do domu wracać jak nie ma się do kogo odezwać dzieci nie chciał wcześniej  . Pzniej zaczęłam pisać z kolega SMS i rozmowy o życiu pracy przez 2  lata mąż dopiero 3 miejsce temu to zauważył jest zazdrosny ale gdzie był wcześniej jak go potrzebowałam . Teraz zabrania mi pracować robi awantury wyzywa jak mu powiedziałam ze odejdę to nagle dorósł i chce dziecko. Od 3miesiecy kłócimy się o to dziecko ale ja się boję mi z nim dzieci po tym co robił mi te awantury i tez przed zakładem pracy. On chce żebym robiła wszystko tak jak on chce . Z mojej strony nikt nie wie co sie dziene rodzinne relacje nie sa najlepsze.Pomóżcie co dalej robic

26

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Dziecko w tej chwili?Absolutnie NIE, to nie jest "recepta" na problemy w zwiazku. Najpierw sie dogadajcie na spokojnie.
Urodzenie sie dziecka to wrecz rewolucja dla zwiazku i jesli jest on slaby, nie przetrzyma.
Coo mozesz zrobic? Tylko rozmawiac z mezem i dojsc do zrodla waszych problemow. Nie jest latwo, wiem to doskonale, moj nie potrafi okazywac emocji a tym bardziej o nich mowic, musisz probowac.

27

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Karolatka ty usypiaj dzieciaki i wiesz... wink Edi, jeżeli zdecydujesz się teraz na dziecko będziesz totalnie nieodpowiedzialna. Wg twojego męża to chyba recepta na zniewolenie cię do końca. Proponuję rozmowę i jeszcze raz rozmowę. Jeśli to nie pomoże, nie wróżę wam długiej przyszłości(chyba że staniesz się "kurą domową" całkowicie zależną od męża.

28

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Jeszcze nie wrocil, bedzie ok 22 wink

29

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Zazdroszczę... mój będzie dopiero w piątek:(

30

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Twoj tez tirowiec? Moj wczesniej jak wyjezdzal w niedz o 18 to wracal w pt w nocy lub sobote popoludniu. Zero czasu dla rodziny, teraz bywa w domu w ciagu tyg a jezdzi duzo dalej wink tyle ze wczesniej jezdzil po Pl a teraz na Berlin i 700km pyka w 1dzien a nie 300km w Pl.

Wieczor udany wink mlody dal nam czas do 2 w nocy a potem z impetem postanowil, ze spi z nami. Niech te zeby juz wyjda, bo sa na samym koncu juz.

Maz z poczatku lekko zdziwiony i oczywiscie tv ale nie dalam za wygrana i zabralam pilota wink

31

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Dziewczyny, jezeli kochacie, to walczcie, dbajcie o wasze zwiazki, robcie wszystko co sie da, by bylo ok. Jesli nie wychodzi, idzcie do psychologa. To czasami tez pomaga...
ja bym duzo dala, zeby miec takie problemy z moim ukochanym, ale zeby byl przy mnie..  a go nie ma... musze czekac prawie rok... teskniac, czekajac, czytam opowiesci jak wasze, bym oddala duzo, zeby miec takie problemy, a nie to, ze go nie ma ze mna...

32

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
Karolkatka napisał/a:

Twoj tez tirowiec? Moj wczesniej jak wyjezdzal w niedz o 18 to wracal w pt w nocy lub sobote popoludniu. Zero czasu dla rodziny, teraz bywa w domu w ciagu tyg a jezdzi duzo dalej wink tyle ze wczesniej jezdzil po Pl a teraz na Berlin i 700km pyka w 1dzien a nie 300km w Pl.

Wieczor udany wink mlody dal nam czas do 2 w nocy a potem z impetem postanowil, ze spi z nami. Niech te zeby juz wyjda, bo sa na samym koncu juz.

Maz z poczatku lekko zdziwiony i oczywiscie tv ale nie dalam za wygrana i zabralam pilota wink

Ciesze się, że wieczór wam się udał. Mój nie tirowiec, żołnierz zawodowy niestety służący 300km od domu.

33

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...
edi787 napisał/a:
edi787 napisał/a:

Cześć dziewczyny. Mam 27 lat mężatka bez dzieci. Mam problem ostatnio nie daje już sobie rady z mężem cały czas się kłócimy nie dogadujemy się obrażam wypminamy wszystko. Chce się rozwieść ale się boje. Jesteśmy małżeństwem 8 lat mieszkamy sami pracujemy. Po pracy zjedliśmy obiad  każdy w swoją stronę a mąż tylko komputer i telefony nie miał czasu dla mnie jak gdzieś chciałam żebyśmy szli do kazał iść samej. Wiec po pewnym czasie zaczęłam zostawać dłużej w pracy bo po co do domu wracać jak nie ma się do kogo odezwać dzieci nie chciał wcześniej  . Pzniej zaczęłam pisać z kolega SMS i rozmowy o życiu pracy przez 2  lata mąż dopiero 3 miejsce temu to zauważył jest zazdrosny ale gdzie był wcześniej jak go potrzebowałam . Teraz zabrania mi pracować robi awantury wyzywa jak mu powiedziałam ze odejdę to nagle dorósł i chce dziecko. Od 3miesiecy kłócimy się o to dziecko ale ja się boję mi z nim dzieci po tym co robił mi te awantury i tez przed zakładem pracy. On chce żebym robiła wszystko tak jak on chce . Z mojej strony nikt nie wie co sie dziene rodzinne relacje nie sa najlepsze.Pomóżcie co dalej robic

Dziewczyny mają zdecydowanie racje - dziecko teraz to jest zły pomysł.
Powiem szczerze, że trochę dziwię Ci się, że jesteś z osobą tak... despotyczną.

Karolkatka, rozumiem, że jest lepiej? wink

34

Odp: Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Czy jest lepiej trudno ocenic, chwilowa euforia bo jest w domu a to juz duuzo dla mnie. Wyjasnilam stanowczo sprawe mandatow, nie bede tolerowac ukrywania problemow. Przyznal racje, tylko czy bede tak robil...czas pokaze.

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026