Witajcie. Przejdę od razu do rzeczy.
Z Moją Kobietą byłem prawie dwa lata. Niby trochę szczeniacka miłość- ja w tym momencie mam 21 lat prawie, Ona 18. Jednak miłość naprawdę była dojrzała. Ja mieszkam od dwóch lat sam, 100 km od rodziny, Ją doświadczyło życie- opieka nad rodzeństwem i tego typu rzeczy.
Ostatnio Nasz związek kwitł. Sypialiśmy niemal codziennie u niej razem (tak się złożyło, że zostawałem na noc), od połowy czerwca w dwoma wyjątkami kilkudniowymi widzieliśmy się codziennie.
Jaki dla Niej byłem?
Naprawdę byłem dobrym człowiekiem, rozpieszczałem, wiedziała że ma we mnie wsparcie, ustępowałem we wszystkim niemalże. Oczywiście miałem swoje wady typu zazdrość, a w zasadzie zazdrość "na pokaz" czy dla żartu- niestety chyba nie rozumiała że dla żartu.
Od pewnego czasu coś się psuło, kłóciliśmy się częściej i to o takie pierdoły. Zazwyczaj z Jej winy.
Co raz bardziej zauważam w tym momencie Jej wady, które powodowały że nie była dobrą partnerką, ale wady można zniwelować.
Ponad dwa tygodnie temu miała okropny tydzień, przyczepiała się o pierdoły- od razu mówię to nie był PMS.
Przyjechałem do niej zdenerwowany, trochę okazywałem że jestem na nią zły, po to by mnie wsparła.
Nie wchodząc w mniej ważne szczegóły powiedziała że to koniec, zerwała pierścionek zaręczynowy z ręki (tak, teraz wiem że raczej nie byliśmy zbyt dojrzali do zaręczyn), co podziałało na mnie jak płachta na byka , wpadłem pierwszy raz w życiu w jakiś amok- zazwyczaj jestem spokojnym człowiekiem, odrzuciłem w jej stronę ten pierścionek, mówiąc by się wypchała, popłakałem się, te sprawy, ogólnie rzecz biorąc totalne "zfrajerzenie".
Przez następne kilka dni widywaliśmy się jak zwykle z tym że przy mnie np. mówiła że wszystko jest ok juz, a potem pisała że już nie chce i tego typu rzeczy.
prosiła zebym jej dał spokój, dał zatęsknić. W poniedziałek 14tego musieliśmy się widzieć, wtedy powiedziałem jej żeby zatęskniła, daje jej spokój itp. Po dwóch godzinach na gg napisała że to koniec i tego typu rzeczy.
Oczywiście nie przyjąłem tego do wiadomości, ale trzymałem się planu dania Jej spokoju.
Teraz dwie kluczowe rzeczy.
1. Obydwoje mamy dostęp do naszych facebooków, GG. (będzie to kluczowe wyjaśnienie w dalszej części tekstu)
2. jak miała 15 lat poznała przez neta chłopaka, niby chodzili ze sobą, potem była ze mną (zerwała z tamtym bo ja "zdradził", ale zatęskniła do niego jak do przyjaciela, kilka dni pisała z nim w czerwcu, ale moja reakcja była stanowcza), i jak sie pokłóciliśmy w czwartek napisała do niego żeby sie wyzalić, myślała że on nie odpisze, odpisał i podobno jej przewrócił w głowie w ciagu godziny.
No i dalej: od wtorku do środy pisałem do jej koleżanek, które są też moimi koleżankami, broń Boże nie naciskałem na nie by mi pomogły, wręcz odwrotnie, prosiłem tylko by się nią zaopiekowały bo jest jej trudno i pisałem do nich że ten gość nią manipuluje, żeby coś z tym zrobiły.
W środę 16tego wszedłem na jej GG i przeczytałem archiwum, gdzie z nim jak gdyby nigdy nic świntuszyła. Wpadłem w kompletne załamanie, zadzwoniłem do niej, żegnałem się i takie tam, ale potem gadaliśmy normalnie w sensie, że sie kłóciliśmy, dyskutowaliśmy
potem w smsie kazała dać "nam - czyli jemu jej i koleżankom spokój" itd.
Wogóle w nocy nie spałem, rano kompletnie załamany, zostawiłem list, gdzie to wszystko z siebie wyrzucałem , wziąłem kilka tabletek uspokajających itp. Wbrew pozorom nie chciałem się zabić, tylko zwrócić uwagę, że to mnie dotknęło- w sumie to nie usprawiedliwiam się, nawet nie wiem po co to zrobiłem, szczeniackie zachowanie jakieś, amok i nie wiem co jeszcze.
Ona sie o tym dowiedziała, pogadaliśmy itp. no i nic.
Czwartek to dzień kluczowy, zawiozłem jej jakiś zeszyt dla mamy bo prosiła, z kumplem, z którym się nie widziałem 11 miesięcy, bo mnie olał, ona go szczególnie nie lubiała.
No i na tym spotkaniu zrozumiałem , że to dzieciak , ja taki nie chce być , no ogólnie czwartek i piątek to dzień odmiany.
Co było przez następne kilka dni nie bedę opowiadał bo już za dużo szczegółów które na całość i tak nie mają znaczenia.
Widziałem sie z nią w tą środę, w busie, gadaliśmy , opowiadałem jej że zrozumiałem kilka rzeczy, uczę się, ogólnie miła atmosfera. Nie chciała mi spojrzeć w oczy, potem trochę posmutniała, jak jej tyle rzeczy poopowiadałem.
Wiem , że potem napisała do koleżanki, że sie cieszy z mojej przemiany, czasem do mnie zatęskni9, ale podjęła decyzje i tyle.
Wczoraj spotkałem Ją w busie, siadłem z kolegą, zamiast wolnego miejsca koło niej i tyle. Widziałem że ją to zasmuciło.
Kolega (jest dla niej jak brat, znają sie od urodzenia) mówił mi ze widać w jej oczach przygnębienie itd. Trzeba dodać że w środę wieczorem była wielka awaria neta i nie mogła sobie z nim popisać.
Podsumowując:
1. Dalej z nim pisze, ale jakby mniej i to ona zaczyna pierwszy rozmowę
2. Smuci się, myśli o czymś.
3. widzi moją "przemianę"
4. Wchodzi codziennie na moje konto na facebooku, nie wiem w jakim celu.
5. zauważyłem, że śpi w innym pokoju, tzn. nie tym gdzie są pamiątki ode mnie, gdzie razem ostatnio siedzieliśmy.
moje pytania:
1. Już tęskni, czy może się okazać za tydzień że chce wrócić? Jest osobą która raczej nie zmienia zdania (jak każda Kobieta
), ale może jednak.
2. Co robić? Czekać "nie wiadomo ile", czy np. za tydzień- dwa tygodnie spróbować pogadać? To nie będzie już tak jakby zmuszanie?
3. Co o tym myślicie
p.s: po pierwsze wiem , że szpiegowanie jest nie ok, po drugie wiem, że Ją prawdopodobnie zagłaskałem swoja dobrocią, nie dałem jej odetchnąć, po trzecie: mój temat jest założony po to że chce jeszcze raz spróbować, a nie że chce sie tu uzalać. to że zrobiła sobie ze mnie pieska , że mój czyn z listem, rzuceniem pierścionkiem był haniebny też wiem.
czekam na odpowiedzi