Byłam 4 lata w toksycznym związku gdzie partner był wyjątkowy cynikiem wpierw udawał ideała a później coraz bardziej niszczył moje ja wmawiał że wszystko jest moją winą, poniżał, zdradzał i bił a ja byłam w nim zakochana na bój.
Robiłam wszystko co się da by związek utrzymać i czuć że jestem jemu w 100% oddana, gotowa na wszystko i o każdej porze, za wszystko winiłam siebie, myślałam że on już będzie zawsze ze mną i muszę się z tym pogodzić.
Kto nie był w takim związku ten nigdy nie będzie mnie rozumiał wiec jego zdanie wejdzie jednym uchem i od razy wyjdzie drugim.
Okazałam się słabą idiotką, moje ja stało się jego ja w końcu z pomocą majętnej i jednak troskliwej rodziny zostałam odizolowana od tego człowieka.
Leczyłam się w wielu poradniach min w Genewie i Bernie gdzie miałam najlepszych psychologów i psychiatrów stosowano na mnie terapię mieszane zajęcia w grupie, metody behawioralne, farmakoterapię z biofeedbackiem włącznie.
No i udało się z pewnym efektem uboczny ale jednak
Właśnie ten efekt uboczny chciałam tu opisać, moja postawa, filozofia zmieniła się o 360 stopni, od czasu skończenia terapii jestem zupełnie inną osobą ale przynajmniej coś zostało z dawnej ja mianowicie nadal oszukuję czegoś tyle że w swoich partnerach i jestem ofiarą i w sumie łowcą też nie do końca.
Mianowicie według psychologów i psychiatrów, także tych polskich żeby nie było że po powrocie do polski nie byłam u specjalistów, poszukuję swojego dawnego ja w swoich obecnych partnerach. Jak znajdę to w nich to według nich będę się starała zmienić by zachować i tu mają rację bo własnie tak chciałabym postąpić o ile ich znajdę.
Jeśli nie znajduję miłosierdzia u partnera związek już umarł ze strony partnera jako skutek uboczny częściowo podświadomej mojej reakcji tj zdrady partnera, bo tak postępuję i do końca sama nie wiem ile z tego jest mojej woli a ile podświadomości tylko wiem że tam, powinnam postąpić.
Innymi słowy szukam partnera który wybaczyłby przynajmniej 3 zdrady z czego jedną uważam za nic nie pryszcz.
Swoje zachowanie uważam za właściwie ponieważ jednak nie do końca zachowuję się jak mój dawny partner mianowicie nie poniżam, nie wyzywam i nie biję swoich partnerów, w końcu ze mną nie jest aż tak źle ![]()
No i nie zdradzam ponad 50 bo na tylu zdradach go przypadkowo złapałam a pewnie było ich wielokrotnie więcej.
Oto co jeszcze się we mnie zmieniło odeszłam od wiary, zmieniałam kierunek studiów z pedagogiki na architekturę, uprawiam sport jogging, gimnastykę, jogę, sporty zimowe, strzelectwo, zrobiłam prawo jazdy i lubię pędzić szaleńcze prędkości wtedy czujem że żyje.
Chodzę na balety czego wcześniej nie robiłam i ogólnie czuję się ok np poza tym poszukiwaniem które jak gdyby daje mi jakiś wewnętrzny sens życia.
I tak zostałam nazwana przez koleżanki seryjną łamaczką serc a przez byłych mężów (a było ich sporo) nie powiem jak to już zachowam dla siebie.
Mimo wszystko czuję się w zgodzie z aniołem i diabłem więc chyba nie jest aż tak źle sypiam dobrze to najważniejsze.
A miłość w końcu znajdę miłosierdzie przecież istnieje sama taka byłam ale tamten typ całkiem przegiął.
Niestety nie mam już kontaktu z rodzicami prowadzą firmę jeśli rozmawiam to 2-3 razy w miesiącu poprzez wideokonferencję ale ostatnio jak ojciec się dowiedział jaka jestem to obraził się ponieważ skojarzył mnie ze swoją ex wiem że to chore ale on też nie jest taki normalny mogło by się na pierwszy rzut oka wydawać choć nei ejstem zboczeńcem ale to co mu powiedziałam jak powiedział cytuję "Twoje zachowanie przypomniało mi to obrazy z przeszłości a już myślałem że je całkowicie wymazałem".
Ale najbardziej w tym wszystkim dziwi i jednocześnie wkurza czemu do jasnej anielki mój pierwszy wiązek nie przypomniał mu tych obrazów co mi neistety potwierdził.
Co o tym wszystkim myślicie ?
Bo ja mimo wszystko wolę siebie taką jak teraz niż taką jaką byłam dawniej.
1 2013-10-26 13:55:13 Ostatnio edytowany przez Natasza84 (2013-10-26 13:57:53)
Podobne tematy
2 2013-10-26 13:57:32 Ostatnio edytowany przez Natasza84 (2013-10-26 13:58:28)
A też dlaczego to robię bo wiem że jakbym była całkowicie wierna papierowi a ten by mnie po kilku latach zdradził to wiem powróciły by do mnie te wszystkie obrazy boi wtedy nie ręczyłabym za siebie, prawdopodobnie skończyłam by w więzieniu.
kiedyś o czymś takim nawet bym nie pomyślała ![]()
Nikogo niema ![]()
Byłam 4 lata w toksycznym związku gdzie partner był wyjątkowy cynikiem wpierw udawał ideała a później coraz bardziej niszczył moje ja wmawiał że wszystko jest moją winą, poniżał, zdradzał i bił a ja byłam w nim zakochana na bój.
Robiłam wszystko co się da by związek utrzymać i czuć że jestem jemu w 100% oddana, gotowa na wszystko i o każdej porze, za wszystko winiłam siebie, myślałam że on już będzie zawsze ze mną i muszę się z tym pogodzić.(...)
Ale to już PRZESZŁOŚĆ.
Można TO za sobą zostawić... by pójść dalej?
Właśnie ten efekt uboczny chciałam tu opisać, moja postawa, filozofia zmieniła się o 360 stopni, od czasu skończenia terapii jestem zupełnie inną osobą ale przynajmniej coś zostało z dawnej ja mianowicie nadal oszukuję czegoś tyle że w swoich partnerach i jestem ofiarą i w sumie łowcą też nie do końca.
Mianowicie według psychologów i psychiatrów, także tych polskich żeby nie było że po powrocie do polski nie byłam u specjalistów, poszukuję swojego dawnego ja w swoich obecnych partnerach.(...)
360 stopni to pełne koło... więc co najwyżej zakreśliłaś koło i wróciłaś do punktu wyjścia.
Nie próbujesz czasem szukać potwierdzenia dla swojego mniemania (o sobie, o przeszłości, o TYM w kim/czym leży WINA?)
Swoje zachowanie uważam za właściwie ponieważ jednak nie do końca zachowuję się jak mój dawny partner mianowicie nie poniżam, nie wyzywam i nie biję swoich partnerów, w końcu ze mną nie jest aż tak źle
No i nie zdradzam ponad 50 bo na tylu zdradach go przypadkowo złapałam a pewnie było ich wielokrotnie więcej(...)
jw
Co o tym wszystkim myślicie ?
Bo ja mimo wszystko wolę siebie taką jak teraz niż taką jaką byłam dawniej.
Myślę, że dużo przed Tobą pracy jeśli na prawdę chcesz coś odmienić w swoim życiu... choćby pisownię (na początek) bo studentce nie wypada nie umieć pisać składnie i do tego bez znaków przestankowych (trudno takie pisanie prawidłowo zinterpretować).
"Łamaczka serc" Ci nie odpowiada? Rodzinę (ojca wkurza)? Bo mimo, iż na oko dorosłaś, to jednak wcale NIE DOROSŁAŚ?
Myślę, że warto skupić się na jakimś jednym aspekcie i "pociągnąć" swój rozwój... Bo mimo, iż podobasz się sobie bardziej taka jaka jesteś obecnie - to jednak jakiś jakby dyskomfort odczuwasz?
Próbuj dalej i głębiej TE zmiany wprowadzać. Jedyna droga: DZIAŁAĆ ![]()
Czyli rozumiem że teraz sama stałaś się toksykiem namiastką swojego męża i szukasz faceta który będzie taki jak ty kiedyś chyba dobrze zrozumiałam.
Jeśli takowego szukasz to będzie ci ciężko bo jest ich mało w każdym razie o takim nigdy nie słyszałam, do tego czasu złamiesz pewnie ze 100 serc jeśli oczywiście to przetrwasz.
6 2013-10-27 13:45:03 Ostatnio edytowany przez Natasza84 (2013-10-27 13:48:04)
@Agedonia Byłam oddana napisałam jestem ponieważ jak o tym pisze to mam ten obraz przed oczami atak to już na szczęście nie.
Pełne koło ale z minusem teraz to ja szukam siebie w swoich partnerach i chyba nie zawrócę z tej drogi ponieważ specjaliści mi mówili że to co zrobiłam to i tak bardzo dużo a odejście od obecnej drogi oznacza powrót do tego co było ![]()
@Antonina Masz mój wiek
W tym własnie problem nie wiem co robić widać tylko ja byłam taka głupia że dawniej znosiłam tyle zdrad a teraz za jedną zdradę lecę za drzwi, może kedyś znajdę kogoś miłosiernego ale na razie kiepsko, mężczyźni się mocno cenią ![]()
ja sądzę, że koszmarnie trolujesz
bo jesliby było, tak jak piszesz.. to by znaczyło ŻE ŻADNA TERAPIA, ani polska ani zagraniczna NIE PRZYNIOSŁA ŻADNEGO EFEKTU- dalej jestes ofiara przemocy, uzależnienia od toksycznego partnera, masz kompletny mętlik w głowie, nie wypracowałaś swojego prawdziwego obrazu, systemu wartości, życiowych celów i aspiracji - tkwisz w głębokiej traumie, paranoi, widzisz skrzywiony obraz rzeczywistości i życia
jesteś w tak wielkim, głebokim toksycznym dole - że pozostaje mi tylko tobie współczuć..... nie zmieniłas niczego - dalej jestes ofiarą
chyba, że jesteś trollem - tak czy siak - nie tędy droga
PS. nie wierzę, że byłas na terapii jakiejkolwiek.... nie przerobiłaś niczego ze swojej przeszłości
9 2013-10-28 20:07:05 Ostatnio edytowany przez Natasza84 (2013-10-28 20:07:55)
Nie jestem trollem wiem że ze mną jest coś nie tak.
leczyłam się ponieważ miałam nerwicę z okresami depresji także zdiagnozowaną osobowość chwiejną, mnóstwo prób samobójczych nie byłam zdolna do niczego.
Teraz wykładniczopolepszyło się moje samopoczucie uspokoiłam się ale moja osobowość uległa zmianie, nie jestem już tą samą osobą tak powiedziała mi własna matka choć nadal mamy dobre relacje.
Nie mów mi że nic nie wyszło bo lekarze uważają że zrobiłam ogromny postęp i to był cud że mogę już normalnie funkcjonować właściwie bez leków.
Powiedzieli mi że takich przypadków jak ja jest góra 5% a teraz moje ego chce jakoś wytłumaczyć tamte zdarzenia i dopuścić do powtórki może pokrętnie ale nie jesteśmy idealni.
To jest i tak lepiej niż było wtedy teraz to już pryszcz pomoże ci zwykły psycholog jak nie wyleczy to trudno bo wątpię by kogoś po takich przejściach można było do końca wyleczyć.
To wszystko to są słowa moich specjalistów.
10 2013-10-28 22:08:19 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2013-10-28 22:16:03)
...poszukuję swojego dawnego ja w swoich obecnych partnerach. Jak znajdę to w nich to według nich będę się starała zmienić by zachować i tu mają rację bo własnie tak chciałabym postąpić o ile ich znajdę.
Zmienić, ale co albo kogo?
Jeśli nie znajduję miłosierdzia u partnera związek już umarł ze strony partnera jako skutek uboczny częściowo podświadomej mojej reakcji tj zdrady partnera, bo tak postępuję i do końca sama nie wiem ile z tego jest mojej woli a ile podświadomości tylko wiem że tam, powinnam postąpić. Innymi słowy szukam partnera który wybaczyłby przynajmniej 3 zdrady z czego jedną uważam za nic nie pryszcz.
A może poszukasz faceta, który chciałby być w otwartym związku? Co ty o tym sądzisz? Wtedy żadne miłosierdzie i wybaczanie nie byłoby potrzebne, a i oszukiwania by też nie było. To byłaby szczera i uczciwa relacja.
Swoje zachowanie uważam za właściwie ponieważ jednak nie do końca zachowuję się jak mój dawny partner mianowicie nie poniżam, nie wyzywam i nie biję swoich partnerów, w końcu ze mną nie jest aż tak źle
A co jest właściwego w zdradzaniu? Nic. Rozwiązanie: patrz wyżej.
Zresztą za dużo myślisz o swoim byłym, porównujesz się z nim po to żeby na końcu i tak stwierdzić, że jesteś od niego lepsza - może to jest twój chory sposób radzenia sobie z traumą, którą ci zafundował.
No i nie zdradzam ponad 50 bo na tylu zdradach go przypadkowo złapałam a pewnie było ich wielokrotnie więcej.
I nie zaraziłaś się żadnym choróbskiem? Twój były spał z wieloma, ty śpisz z wieloma - ryzyko jest spore.
Oto co jeszcze się we mnie zmieniło odeszłam od wiary, zmieniałam kierunek studiów z pedagogiki na architekturę, uprawiam sport jogging, gimnastykę, jogę, sporty zimowe, strzelectwo, zrobiłam prawo jazdy i lubię pędzić szaleńcze prędkości wtedy czujem że żyje. Chodzę na balety czego wcześniej nie robiłam i ogólnie czuję się ok np poza tym poszukiwaniem które jak gdyby daje mi jakiś wewnętrzny sens życia.
Czyli mimo wszystkich twoich przeżyć nie jest tak źle, terapia jakieś tam efekty dała, ale i tak jeszcze spora droga przed tobą (chodzi mi o te twoje zdrady i twoją postawę wobec partnerów).
I tak zostałam nazwana przez koleżanki seryjną łamaczką serc a przez byłych mężów (a było ich sporo) nie powiem jak to już zachowam dla siebie.
Nie mogłaś wziąć się za wolnych? Toż to innych facetów na świecie nie ma? A może to jakaś chora próba odegrania się?
A miłość w końcu znajdę miłosierdzie przecież istnieje sama taka byłam ale tamten typ całkiem przegiął.
Miłości ci życzę.
Ale z tym miłosierdziem to nie przesadzasz? Zresztą co rozumiesz przez to słowo i czy sama zamierzasz go stosować?
Bo ja mimo wszystko wolę siebie taką jak teraz niż taką jaką byłam dawniej.
A jaka byłaś dawniej, a jaka jesteś teraz? Chodzi mi o to, jak byłaś przed poznaniem tego faceta.
Ja biorę wolnych ale zaraz potem zdradzam, stałam się podobna do niego, zmienił mi się charakter, potrafię kontrolować swoje uczucia jak wampiry z pewnego serialu wyłączać cale sumienie jak pstryczkiem światło i włączyć gdy tego chcę, niestety próbowałam z tym walczyć ale kończy się to chęcią skrzywdzenia byłego, on już znalazł sobie nową ofiarę, podobno pierwsza uciekła od niego za granicę, drugą byłam ja teraz ma trzecią.
Ja muszę coś sobie udowodnić że jestem lepsza od niego że umiem zastopować i że są dobrzy mężczyźni wiem jak to brzmi ale takie mam przekonanie inaczej albo znienawidzę wszystkich partnerów albo wszystko może wrócić, a nic nie robienie, tworzy pustkę, tego nie chcę inaczej sobie tego nie wytłumaczę. Gdy to się uda to potem spróbuję jej jakoś pomóc inaczej nie ręczę za siebie co będzie gdy go spotkam.
Jak partner mnie zrozumie to pomoże mi, a zaufam jedynie komuś kto był taki jak ja, na razie mojej postawie najbliższa jest skrajna forma mizantropi.
Przed poznaniem faceta byłam tryskającą radością, miłą sympatyczną kobietą nastawioną na rodzinę, wierzyłam że kobieta powinna spełniać się w małżeństwie naiwnie twierdziłam że partnerzy i generalnie są z natury dobrzy że mogą się zmienić i że za wszytko muszę być odpowiedzialna.
A zło widać od razu i można je ominąć, byłam bardzo wierząca i zarazem skromna jeśli chodzi o własne potrzeby, wystarczyło mi byle co, bez zewnętrznego wsparcia nie mogłam nic zrobić, teraz myślę że po prostu tak mnie wychowano, takie miałam wzorce bo przecież nie można się całkiem zmienić, charakter nie est zawarty w genach.
Cierpienia znosiłam w samotności starałam się wszędzie znaleźć szczęście i mieć nadzieję ze dzięki wierze wszystko się ułoży.
Teraz jestem dokładnie odwrotna.
Zmieniłam nawet zainteresowania, słuchaną muzykę a nawet co mnie zdziwiło gusta kulinarne np nienawidziłam kopytek a teraz je ubóstwiam.
Rozumiem (chyba). ![]()
I to wszystko z powodu jednego faceta? To jest straszne, że jedna osoba może mieć taki wpływ na nasze życie.
Mimo wszystko powinnaś ciągle próbować traktować wspomnienia o swoim byłym obojętnie. Bo póki jego osoba będzie wzbudzać w tobie negatywne emocje, to się nie uwolnisz od błędnego koła, w którym żyjesz.
Czy ty nadal bierzesz jakieś leki lub chodzisz na terapię?
14 2013-10-29 00:45:29 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2013-10-29 00:47:18)
Jeśli nie znajduję miłosierdzia u partnera związek już umarł ze strony partnera jako skutek uboczny częściowo podświadomej mojej reakcji tj zdrady partnera, bo tak postępuję i do końca sama nie wiem ile z tego jest mojej woli a ile podświadomości tylko wiem że tam, powinnam postąpić.
Ja cię bardzo przepraszam, ale choć czytałam z 10 razy, mam wielki problem ze zrozumieniem tej wypowiedzi.
Mówiąc mniej kolokwialnie, nic cholerka nie rozumiem ![]()
Innymi słowy szukam partnera który wybaczyłby przynajmniej 3 zdrady z czego jedną uważam za nic nie pryszcz.
Znaczy, informujesz go na samym początku, że zdradzisz, tak?
Swoje zachowanie uważam za właściwie ponieważ jednak nie do końca zachowuję się jak mój dawny partner mianowicie nie poniżam, nie wyzywam i nie biję swoich partnerów, w końcu ze mną nie jest aż tak źle smile
Skoro uważasz, że jest właściwe, to po jaką cholerę szukasz opinii innych osób?
A tak na marginesie...idąc twoim tokiem myślenia okazuje się, że zachowanie twego niewiernego partnera wobec ciebie również było jak najbardziej właściwe (no może poza tym biciemi poniżaniem, zdrady były ok:P ) więc po co to wielkie halo?
Chodzę na balety czego wcześniej nie robiłam i ogólnie czuję się ok np poza tym poszukiwaniem które jak gdyby daje mi jakiś wewnętrzny sens życia.
przegłeboka i przewartościowa z ciebie babka z przezaje.....tym wewnętrznym sensem życia:/
A miłość w końcu znajdę miłosierdzie przecież istnieje sama taka byłam ale tamten typ całkiem przegiął.
czyli że jak? Miłość będzie oparta na tym, że ty go zdradzasz, a on czeka na ciebie z obiadkiem w domu i papuciami w rękach?
A ty go będziesz kochać za to, że znosi wszystkie twoje zachowania, boś "chora" i niereformowalna?
Litości!!!
Niestety nie mam już kontaktu z rodzicami prowadzą firmę jeśli rozmawiam to 2-3 razy w miesiącu poprzez wideokonferencję
ja rozmawiam z rodzicami przez skype'a...wszystko to takie jakieś napompowane...czyżby przerost formy nad treścią?
Co o tym wszystkim myślicie ?
Bo ja mimo wszystko wolę siebie taką jak teraz niż taką jaką byłam dawniej.
co myślę?
Myślę, że jesteś wyjątkowo słabą osobą, która musi mieć za sobą kogoś, kto kieruje jej życiem.
Przykro mi, że tak mówię, ale skoro prosiłaś, uważam że oczekujesz obiektywnych opinii, a nie dodmuchiwania twojego ego.
Myślę, że jestes skrzywdzona, ale nie tyle przez partnera, co przez samą siebie.
Być może on zapooczątkował szereg zmian....cala reszta jest tylko i wyłącznie od ciebie zależna...od tego, jak chcesz kierować swoim życiem i do czego dązysz (czy ty wiesz, do czego dążysz?)
Czy któryś z tych twoich światowych psychoterapeutów proponował ci jakąkolwiek konfrontację z byłym? Bo wiesz, to jest czasem bardzo ważne, to może dużo zmienić w drodze do uzdrawiania samego siebie.
Moim zdaniem przejawiasz cechy osobowości dysfunkcyjnej...naprawdę twoi lekarze doszli do wniosków, że poczyniłaś postępy i pozostał "mały efekt uboczny" nad którym nie warto by się zastanowić, bo kiedyś po prostu minie?!?!
Mimo wszystko wolisz siebie taką jak teraz, niż jak kiedyś.....zatem jesteś świadoma, że jest nie tak i że powinnaś to zmienić.
Skąd wiesz, że w tej swojej zemście nie zapędziesz się tam, skąd nie będzie powrotu?
Może zabrzmi trywialnie i narazie w ogóle dla ciebie bez sensu, ale zastanawiałaś się kiedyś, jaką moc daje wybaczenie?
Nie nie informuję informuję dopiero po fakcie, może szukam kogoś kto nie ceni siebie tak jak ja kiedyś, nie wiem.
Nie nie informuję informuję dopiero po fakcie, może szukam kogoś kto nie ceni siebie tak jak ja kiedyś, nie wiem.
Ale ceniłaś...ceniłaś zanim ten dupek nie poprzestawiał ci w głowie.
Zabrał wiele.
Ja wiem, że szukasz zemsty na nim w traktowaniu swoich teraźniejszych partnerów, ale to go przecież w żaden sposób nie ugodzi.
Jeśli już jesteś jaka jesteś myśl sobie po prostu, że po tylu latach "niewoli" chcesz się wyszaleć.
Pomyśl, że kiedy przyjdzie prawdziwa i wartościowa miłość, będziesz/będziecie budować ją na czymś dużo bardziej wartościowszym, niż to, o czym wcześniej pisałaś.
No nie bardzo wierzę, że lekarze przytają na taką formę radzenia sobie z problemami.
A dla mnie to wszystko jest tak chaotyczne i nieprawdopodobne, że aż się czytać nie chce.
Stek bzdur i tyle.
A dla mnie to wszystko jest tak chaotyczne i nieprawdopodobne, że aż się czytać nie chce.
Stek bzdur i tyle.
Ja bym chciała by to był stek bzdur ![]()
Mam nadzieje ze skończysz te studia, zachowanie , jakby trochę filmowe, jak juz skończysz ze sportem, joga, i cała ta reszta, a skończysz , kto pozostanie, Ty i Twoje bagno.
Uciekasz, nie uda ci sie.
Emigrantko i tak dobrze że nie siedzę w psychiatryku wolę to życie niż to co było kiedyś przez co przechodziłam, może i nawet jestem wrakiem moralnym z elementami socjopatki ale przynajmniej jestem szczera i mam swoje zdanie.
Wrak moralny z elementami socjopatii wyklucza szczerość...
Ja nie nadaje etykietek, po co, my wszyscy, wszyscy, przez coś w życiu przeszliśmy , te etykietki, boordeline, socjopatyzm, ADHD , co tam tylko chcesz śluza do tego, żeby sie usprawiedliwiać ,no bo przecież jestem socjopata, wiec mogę sie tak zachowywać a nie inaczej, etykietki.
Ja ich nie uznaje, przechodzimy wszyscy dużo, cierpimy, płaczemy, były momenty w moim życiu ze garściami brałam relanium, i dosłownie z bólu nie fizycznego na kolanach szlam do okna żeby co?....wtedy sama nie wiedziałam co,ale nie mam żadnej etykietki, to był ból,cierpienie, musiałam sobie poradzić,tez miałam i psychiatrię i psychologa bo ktoś mnie wykańczal, dosłownie , powoli i z premedytacja, tak mi sie wydaje.
Pozwoliłam sobie na cierpienie, na ból,zaakceptowalam , czasami mam nawrotu tego stanu, to normalne, ale nie jadam sobie etykietki. Po prostu przeszłam to co przeszłam , nie neguje tego nie uciekam, Ty uciekasz i zastawiasz sie diagnozami wydanymi przez kogoś , nie możesz uciekać całe życie, w końcu Twoje Ja Cię znajdzie i co wtedy, następna etykietka ?
Ja nie nadaje etykietek, po co, my wszyscy, wszyscy, przez coś w życiu przeszliśmy , te etykietki, boordeline, socjopatyzm, ADHD , co tam tylko chcesz śluza do tego, żeby sie usprawiedliwiać ,no bo przecież jestem socjopata, wiec mogę sie tak zachowywać a nie inaczej, etykietki.
Ja ich nie uznaje, przechodzimy wszyscy dużo, cierpimy, płaczemy, były momenty w moim życiu ze garściami brałam relanium, i dosłownie z bólu nie fizycznego na kolanach szlam do okna żeby co?....wtedy sama nie wiedziałam co,ale nie mam żadnej etykietki, to był ból,cierpienie, musiałam sobie poradzić,tez miałam i psychiatrię i psychologa bo ktoś mnie wykańczal, dosłownie , powoli i z premedytacja, tak mi sie wydaje.
Pozwoliłam sobie na cierpienie, na ból,zaakceptowalam , czasami mam nawrotu tego stanu, to normalne, ale nie jadam sobie etykietki. Po prostu przeszłam to co przeszłam , nie neguje tego nie uciekam, Ty uciekasz i zastawiasz sie diagnozami wydanymi przez kogoś , nie możesz uciekać całe życie, w końcu Twoje Ja Cię znajdzie i co wtedy, następna etykietka ?
Przepraszam za literówke, to nie analfabetyzm, to brak polskiej klawiatury.
zgadzam się z tobą emigrantko....
to tworzenie sobie wygodnych furtek - zamiast rozwiązywac problemy
zgadzam się z tobą emigrantko....
to tworzenie sobie wygodnych furtek - zamiast rozwiązywac problemy
To tylko moja subiektywna własna analiza.
Jeśli nie ma takich facetów to trudno może po 100 dam sobie na luz i zwolnię ale na pewno nie zrezygnuję czytając teksty o gwałcie i pojęciu dobra Snake i net-facetów jego pokroju tylko mnie to zachęca do dalszego boju o wymarzonego męża.