Witam, potrzebuje pomocy. Trzeba było wcześniej zwrócić się do specjalistów, ale... Problem jest taki, że chłopak ma poważny problem z alkoholem i nie wiem, co robić, jak się zachowywać. Warto go uratować, ale jak ... Historia się zaczęła więcej niż 2 lata temu. Poznaliśmy się w nocnym autobusie, okazało się, że mieszkamy w jednym akademiku. Ówczas miałam innego chłopaka, ale nasz związek się rospadał. Za jakiś czas zerwałam i zaczęłam umawiać się z nim. Wszystko było ok przez półroku, do tej chwili, póki nie trzeba było wyjechać mnie do mojego kraju (jestem obcokrajowcem), na co powiedział, że kocha mnie i zaproponował ślub, żebym nie wyjeżdżała. Poszedł do urządu, pytał jak się nam pobrać. Okazało się, że nie jest łatwo i szybko pobrać się w Polsce. Najlepszym i szybszym sposobem było (jak było zaproponowano w urzędzie) pobrać sie u mnie w kraju. Tak postanowiliśmy, że ja wyjedżam wczesniej, on dojeżdża do mnie póżniej. Nie dojechal. Po prostu zniknął. Ani maila, ani skype, ani telefony, ani sms ... Żadnego wytłumaczenia i przepraszam. Dostawałam histerie. Mama powiedziała, żebym zapomniałam. Prosiłam go tylko o wysłanie moich rzeczy (zostawiłam u niego po założeniu,że wrócimy razem). Nie wysłał. Za jakiś czas się odezwał, prosił o wybacznie itp. Przyjechałam do Polski na obronę pracy magisterskiej nic mu nie mówiąc, nieoczikanie zjawiłam się po swoje rzeczy, był z inną dzwiewczyną. Nie zrobiłam awantury, zabrałam, co miałam zabrać i tyle. Znałazłam tu pracę, zostałam się tu. Zaczęlam umawiać się z innym chłopakiem, a on rzucił tą dziewczynę i prosił,żebym wrócila do niego. Z nowym chłopakiem nie bardzo sie układało, więc postawiłam mu warunek (znalezienie normalnej pracy), wypełnił ten warunek i wróciłam do niego, dałam mu szansę. Ale ... nie mogłam do końca mu znów zaufać, wierzyć mu, wachałam się, czy dobrze zrobiłam. Nie było już tych uczuć, co kiedyś. On to czuł, no i to było widać w moim zachowaniu, w stosunku do niego. Pytał, o co chodzi - mówiłam wprost. Może nie do końca wybaczyłam, że nie pomógł mi, kiedy tego potrzebowałam, że zostawił mnie. No tutaj się zaczęlo - robił mi awantury przez telefon za to, co mu się nie podobało - że wybrałam gryl z kolegami z pracy, niż popoludnie z nim i tp. Czepiał się o tego chłopaka, którego miałam jak nie byłam z nim. Wydzwaniał po nocach. Nie mogłam zrozumieć tego zachowania, jak by było 2 róznych człowieka. Postanowiłam, że już nie wytrzymuje tego i powiedziałm, że koniec. I wtedy on się przyznał, że to przez alkohol. A mnie nic do tego nie mówił, ponieważ chciał trzymać mnie zdaleka od tego. Obiecał nie pić i pójść się leczyć, tylko by go nie zostawiałam, bo wszystko sie posypie. Zgodziłam się, ale awantury sie nie skonczyły. No i zostawiłam go. On powiedział,że jeżeli odejde, to zacznie pić. Pomyślałam, że to szantaż, a poza tym w moim rozumieniu, że wszyscy mogą z rozpaczi pić przez wieczór, max 2 dni, a potem przejdzie. Nie mogłam pomyślieć, że to tak poważnie wyjdzie. Okazło sie że zaczął pić i pił prawie tydzień, stracił pracę, wyrzucili go z mieszkania. Złapałam go z plecakiem, jak wychodzil z domu, wspólokator jego zadzwonil do mnie. Był nieprzytomny. Zabrałam go do siebie. Mówił że jestem winna, że stracił pracę. Doshedł do suebie, pojechal do matki, tam też pił. Jak był pijany, winił mnie we wszystkim? wymawiał dużo czego, że jestem zła itp i żebym zostawiłam go (!!!!), jak trzeżwiał - prosił o wybaczenie, ciagle pytal czy jestesmy razem. No i powiedziałam tak - pod warunkiem, że nie będzie pił. Pozedł na odwyk. Wytrzymał tylko 3 tygodni, przyjechal pijany, dochodził do siebie tydzien, pare dni (weekend) trzezwości i poważnych rozmów, obiecanij, miał w poniedziałek pojechac do matki. Nie pojechal - gdzieś pił znów przez pare dni. Tak przeleciało lato, przed moim urlopem we wrześniu przez 2 tygodni nie pił, mówił,że chce normalnego życia, że nie chce pić i tp, myślalam, że może rzeczywiście z moim wsparciem wszystko się uda. Znałazłam mieszkanie dla nas (pokój). Wprowadziłam sie, zamieszkalismy razem przez 4 dni, znów się upil - znałazl powód dla zazdrości w moim skype, zrobił awanture, powyrzucał moje ubrania na śmietnik. Podjęł na mnie ręce, mam ślady na twarzy. Bałam sie i wyzwałam policje, był w izbie wytrzeżwień, no i teraz nie wiem gdzie, nawet nie ma gdzie iść teraz, boje się żeby coś nie zrobił siebie ...Nie wiem, co robić dalej, a chce sie go uratować ...
Podobne tematy
Nie rób z siebie ofiary bo i tak go nie uratujesz zebyś nie wiem jak się starała. Czy Ty dalej nie rozumiesz że to nigdy się nie skończy? Chcesz tak żyć i mieć z nim dzieci? zafudować im piekło na ziemi? Pomyśl sama on musi sięgnąć dna i ocknie się tylko wtedy jeśli sam tego zechce. A paradoksalnie Ty swoją chęcią pomocy nie pomagasz mu tylko utrudniasz bo za często wszystko wybaczasz, usprawiedliwiasz, bierzesz winę na siebie. On nie czuje w tym momencie ŻADNYCH konsekwencji swojego picia. Znalazł w Tobie świetną ofiarę, kozła ofiarnego i Tobie przypisuje wszytkie swoje niepowodzenia a on w swoim mniemaniu niczemu nie jest winien. Bedąc z nim staczasz się tak jak on . Zostaw go i postaraj się zapomnieć o nim. Nie jest to napewno łatwe ale lepsze niżbyś miała zostać sama kiedyś z dziećmi sponiewierana psychicznie.
nie pomożesz osobie, która tego nie chce... on musi sam chcieć przestać pic
też kiedyś się zaangażowałam w taki związek i naprawdę bardzo chciałam mu pomóc, byłam w stanie zrobić wiele bylebyśmy byli razem. Natomiast on za każdym razem wybierał alkohol... w końcu moje granice zostały przekroczone i w końcu postawiłam na siebie z tego co wiem, on ma kolejną partnerkę i nadal pije....
rozumiem Cię jak bardzo można sie zaangażować w takim związku.
alkoholizm to choroba trzeba ja leczyc,,
...Nie wiem, co robić dalej, a chce sie go uratować ...
Idź swoja drogą, a on niech idzie swoją. Ty nie możesz go uratować, nie jesteś odpowiedzialna za jego życie, pracę, mieszkanie.
Nie daj sobie wmówić, że pije bo Ty coś zrobiłaś lub nie zrobiłaś.
Tylko on sam może sobie pomóc. Jeżeli chce się leczyć to tylko dla siebie, nie dla Ciebie.
Moim zdaniem kobieta powinna/może walczyć o mężczyznę-alkoholika tylko wtedy, gdy łączy ich wiele lat wspólnego życia, dzieci, i oczywiście prawdziwe uczucie. I on musi tego chcieć.
W przeciwnym razie szkoda czasu i nerwów.
6 2013-10-28 08:26:56 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-10-28 08:27:45)
Co robic? Nie próbowac leczyc czegoś, czego czasami najlepszym specjalistom się nie udaje. Alkoholizm to choroba, okropny nałóg.
On już zaczyna Tobą manipulowac, obarczac odpowiedzialnością. Tak właśnie czynią alkoholicy. Wszak trzeba znaleźc winnego swojego picia!
Czemu siebie obwiniasz? Jest dorosły, stacza się na własne życzenie. Myślisz, że sobie coś zrobi? Wątpię! Nie ma odwagi stanąc twarzą w twarz ze swoim problemem, nie robi nic, więc z życia z butelką też nie zrezygnuje. Prawdopodobnie jest teraz w ciągu, chla do nieprzytomności.
Jesteś typową kandydatką na ofiarę, ochotniczką. Tylko później nie płacz, że Cię nie ostrzegano.
Po co się pchać w taką relację? Masz jedno życie, więc sobie go nie nisz. Jak chcesz pomagać, zgłoś się do jakiejś fundacji, zostań wolontariuszką. Wchodząc w relację z takim człowiekiem zmarnujesz sobie życie, a pewnie i dzieciom w przyszłości. Sama się współuzależnisz, dzieci będą cierpieć, nikt nie wygra.
Nie uratujesz go.
Póki on sam nie będzie chciał się leczyć. To co Ty uważasz za pomoc - co jest sprawą naturalną gdy bliska osoba ma problem, sęk w tym, że alkoholik widzi wszystko w krzywym zwierciadle.
I dlatego, Ty go ratując będziesz "wlewać mu wódkę do szklanki".
Czyli: alkoholik musi poczuć konsekwencje swojego picia by była szansa by cokolwiek do niego dotarło (aczkolwiek pewności nie ma i tu pytanie: czy nie szkoda Ci życia na to by się o tym przekonać lub nie), czyli: pije w pracy - traci ją, nie płaci rachunków - wyrzucają go z mieszkania, traci rodzinę, etc etc. Zostaje sam, spada na doni i wtedy może się z niego odbić, choć nie musi.
Pomóc tak standardowo to można gdy komuś jednorazowo podwinie się noga, ale nie w przypadku alkoholika.
Oczywiście, że będzie Cię winił za picie - to klasyczne u tego typu nałogowców, osobiście uważam to za najgorsze skurwysyństwo.
Bo to tylko i wyłącznie jego wina, jego życie.
I nie daj sobie wmówić, że mu pomożesz - to kłamstwa.
Dla alkoholika nie ma żadnego sacrum, nie szanuje bliskich, rodziny, pracy, dzieci, Boga, siebie.
Tylko wóda.