Witajcie. Postanowiłam się trochę wyżalić.. Sytuacja wygląda tak:
Mam 24 lata, męża, mieszkanie na kredyt i 8 miesięczną córeczkę. Jestem najmłodszym dzieckiem moich rodziców, jedyną córka. I już nie wiem co mam zrobić aby żyć bez ich ingerencji. Jak tylko wyjechałam na studia to rodzice często telefonowali: jak w pracy, jak w szkole, czy choruje, etc.. Były to telefony kilka razy w tygodniu czasami rzadziej. Później wszystko strasznie szybko się potoczyło, poznałam przyszłego męża, złamałam dwie ręce, on się mną opiekował, zareczylismy się, staraliśmy się kupić mieszkanie, wzielismy ślub i zaszłam w ciążę. Nawet nie wiem w którym momencie rodzice zaczęli do mnie dzwonić 3 razy dziennie. Tłumaczyłam sobie że się martwią, bo pierwsza wnuczka, bo mieszkanie, bo remonty, bo poród i tak dalej. W końcu wprowadziliśmy się do mieszkania i urodziła się córka. Od tamtej pory telefon dzwonił nawet 5 razy dziennie. Często nie odbierałam, bo akurat usypialam małą albo karmiłam. Zaczęły się pretensje, dlaczego nie odbieram. Oprócz tego zaczęły się przyjazdy co tydzień... Ojciec jest pedantem wiec przed każdym przyjazdem było wielkie sprzątanie a i tak były komentarze że jest brudno, matka z kolei ciągle raczy mnie swoimi radami odnośnie wychowywania córki, a ja od początku ich nie słuchałam bo no cóż moja mama dobrą matką nie była, wręcz okropna i za żadne skarby nie chce być taka jak ona. Nie raz kłóciła się ze mną przez telefon, że jej nie słucham, że za parę lat mi powie "a nie mówiłam", że ona wychowała trójkę i wie lepiej a ja bez doświadczenia nie chcę jej słuchać. Czasami mam ochotę jej wygarnąć że nie była dobra matką ale nie chce dolewac oliwy do ognia. Z drugiej strony mam dość odpowiadania ciągle na te same pytania "a co tam słychać", "no ale co nowego", "a jak moja wnuczka"... Rozumiem ze ekscytują się wnuczką, ale już mam dosyć. Czasami czuje się jak dziecko które musi pytać rodziców o zgodę. Nigdy nie zapytają się czy mogą przyjechać tylko oswiadczaja ze będą w sobotę. Czasami jak nie mamy czasu to mama wymyśla ze przyjadą i zostawimy im córkę, a my możemy jechać. Już kilka razy mówiła, nie tylko mi, że ona najchętniej zabrała by mi córkę i wzięła do siebie. Czasami przeraża mnie to jak tak mówi. A ja z kolei nie mam zamiaru zostawiać je same jak nie ma potrzeby.
Jak mogę zmniejszyć te kontakty bez urażenia rodziców? Co zrobić aby mama w końcu zaakceptowała że wychowuje dziecko po swojemu?
Podobne tematy
Witaj aniya! Mam podobny problem, tylko ze my mieszkamy z tesciowa. Nie bardzo wiem, jak moge Ci pomoc, bo sama mam klopoty z wlasna asertywnoscia, jezeli chodzi o tesciowa- moja matka sie nie wtraca, opiekuje sie dzieckiem wedlug moich wytycznych. Mi dziewczyny radzily zebym sie tak bardzo nie przejmowala, zebym patrzyla na to tak, jakby dotyczylo innej osoby, podchodzila do tego z poczuciem humoru. Na pocieszenie powiem Ci, ze moja sytuacja jest o wiele gorsza- przeczytaj moj watek- jak postapilybyscie na moim miejscu. Nie chce sie wymadrzac, bo sama najpierw powinnam uporac sie z wlasnymi problemami, potem doradzac innym, ale ja wlasnym rodzicom potrafie powiedziec, co mi przeszkadza, czego nie akceptuje, jak maja sie dzieckiem zajmowac, jezeli trzeba to nawt ostrzej... Gorzej sie sprawy maja jezeli chodzi o tesciowa. No do tej to juz w ogole nic nie dociera, a ja ze wzgledu, ze mieszkamy u niej (dom przepisany czesciowo na meza) nie potrafie sie skutecznie przeciwstawic... Pozdrawiam Cie i zycze duzo asertywnosci w stosunku do rodzicow i jeszcze wiecej cierpliwosci...
3 2013-10-21 08:31:16 Ostatnio edytowany przez troublemaker (2013-10-21 08:32:16)
No cóż. Mi się wydaje, że powinnaś spokojnie i stanowczo zakomunikować rodzicom, że pewne ich zachowania są dla Ciebie uciążliwe. Przypomnij przy tym, że jesteś DOROSŁA i nie z każdego kroku będziesz im się tłumaczyć.
Co do ich przyjazdów- spróbuj odmówić parę razy - powiedz, że na ten dzień macie zaplanowane co innego. Nie tłumacz się co. Masz prawo mieć swoje życie i swoje plany, o których rodzice wiedzieć nie muszą. Być może zrozumieją, że zanim zechcą was odwiedzić wypadałoby zapytać czy macie czas i ochotę na takową wizytę.
I na Twoim miejscu nie sprzątałabym mieszkania na błysk by zadowolić tatę.
o jezu. ja tak mialam jak sie urodzil. teraz olewam dobre rady, gadaja ze jestem najgorsza matka mam t w nosie...
Po temacie spodziewałam się wściekłej na rodziców nastolatki a tu niespodzianka
Nie jesteś nastolatką a dorosłą kobietą która ma swoje życie i swoją rodzinę. Zrozumiałe jest to, że denerwuje Cie natręctwo rodziców.
Z drugiej strony ich "zainteresowanie" też można zrozumieć aczkolwiek jest ewidentnie przesadne.
Myślę, że najlepszym sposobem będzie SPOKOJNA rozmowa bez wypominania sobie czegokolwiek. Powiedz im, że jesteś osobą dorosłą i czy im się to podoba czy nie będziesz żyć po swojemu więc ich wtrącanie się stwarza tylko nerwową atmosferę. Powiedz, że chcesz ich odwiedzin ale troszkę rzadziej i telefony też są ok ale umówcie się na raz w tygodniu. Powiedz też że jak COS będziesz potrzbować to na pewno się odezwiesz (może ich to uspokoi).
Uważam, że innego sposobu nie ma. By to było jak najłagodniej musisz tak zrobić. Nawet jeśli się na chwilę obrażą, po czasie przemyślą sobie i im przejdzie (chociażby z tęsknoty za wnuczką)
Powodzenia
Starsi bracia jak rozumiem nie są tak nachodzeni. Jak oni to robią?
Musisz już teraz postawic granice. Rodzice nie zauważyli, że teraz nosisz inne nazwisko i mieszka z Tobą mąż? Wypadałoby żeby on też miał coś do powiedzenia i żeby z nim się liczono. Jemu to nie przeszkadza? Ojciec w nieswoim domu strzela uwagami? W końcu pęknie bańka nagromadzonych żali i każdy okopie się na swoich pozycjach, nie ustępując nawet na jotę. Należy działac już teraz, spokojnie spróbowac wyjaśnic co Cię uwiera.
Miałam podobnie. Tesc był codziennie, bo mu sie nudziło. Przeklinałam wcześniejsze emerytury, mundurowe w szczególności. Wkurzona byłam na brak kultury. Mąż usiłował im wytłumaczyc, że dezorganizują nam życie. Niestety był foch i obraza, umieranie na zawołanie i tym podobne cyrki. I tak długo wytrzymałam, w końcu jeden, jedyny raz nerwy mi puściły i wytłukłam wszystkie naczynia w domu. Uspokojona poszłam do prawnika i rozpoczęłam przygotowania do ewentualnego rozwodu oraz odzyskania moich pieniędzy włożonych w nasz dom. Męża otrzeźwiło, teścia nie wpuszczam, zafoliowany grafik z jego najściami leży pod kluczem. Nie dało rady prośbą, trzeba było groźbą.
Chyba każdy ma kogoś takiego w rodzinie: nie mającego znajomych, przyjaciół, obrażonego i skłóconego z resztą familii, oplatającego jak bluszcz tych, którzy jeszcze to wytrzymują.
Najlepiej byłoby porozmawiać i postawić granice - nawet, jeśli na początku się obrażą, to pewnie im przejdzie.
Musisz być zdecydowanie ostra w rozmowie z rodzicami, oczywiście w grzeczny sposób, i wyjaśnić im, że bardziej Ci przeszkadzają niż pomagają swoim mega zainteresowaniem. Telefon raz na tydzień jest super, ale pięć razy na dzień to masakra przecież.
Nalezy postawic granice.A czy nie urazisz nimi rodzicow? Trudno powiedziec.Nie mam wplywu na to czy ktos sie obrazi czy nie.
jak bylam w takiej sytuacji jak autorka wiele lat.Nawet jak staralam sie z calych sail zeby bylo dorze ,zawsze bylo i tak zle.
Trzeba walczyc o swoja wolnosc i rodzine ,ktora masz teraz.To jest najwazniejsze ![]()
10 2013-11-02 11:32:26 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2013-11-02 11:42:18)
Jeśli będą mieli pretensje, że nie odbierasz telefonu - powiedz poprostu, że nie zawsze możesz, ale oddzwnisz jak tylko będziesz mogła
co słychać? - naprawdę nic nie zmieniło się od wczoraj czy ostatniego telefonu, zadzwonię jutro (potem za dwa dni) jak znajdę chwilkę żeby pogadac, teraz muszę kończyć
chcą przyjechać w weekend - wybacz mamo, ale chcemy spędzić trochę czasu we trójkę
niechciane rady? - dziękuję mamo za troskę, ale to moje dziecko i wychowuję je po swojemu i choć wierzę w twoje dośwadczenie to czasy trochę się zmieniły i dzieci wychowuje się inaczej a ja chcę dziecko wychować tak i tak i bardzo cię prosze nie podważaj moich decyzji
brudno? - to mój dom, tu się mieszka i nie jest to muzeum
oni pewnie czuj się samotni i znudzeni dlatego chcą żyć twoim życiem, a to nie jest zdrowa sytuacja. Za każdym razem metodą zdartej płyty obstawaj przy swoim, podkreślaj swoją odrębność, dziękuj za rady, ale rob swoje, podkreślaj, że teraz mąż i dziecko to twoja najbliższa rodzina i w tej rodzinie podejmujesz swoje odrębne od rodziców decyzje z których nikomu nie musisz się tłumaczyć
i wymyśl sobie odpowiedzi, trenuj przed lustrem, wtedy łatwiej będzie ich użyć w konkretnych sytuacjach