Hej dziewczyny,
czy któraś z Was była w podobnej sytuacji?
Chodzi o to, że jakiś czas temu odezwał się do mnie znajomy z dawnych lat. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu przez lat naście. W tym czasie ja poznałam męża, wyszłam za mąż, urodziły nam się dzieci.
Odnowiony kontakt z dawnym znajomym był wyłącznie emailowy. To prawda, pisałam mu o kłopotach, że nie układa nam się z mężem. Przyznam, że trochę też koloryzowałam. Kiedy znajomy zapytał o możliwośc spotkania odpwoiedziałam, że czemu nie. Ale natychmiast ucięłam kontakt. Od tej pory żadnych maili. Nie wiem co chciałam osiągnąć przez to pisanie. Poczuć się lepiej, poflirtować niezobowiązująco? Pewnie tak. Siebie postawiłam w pozycji ofiary, a męża przedstawiłam jako tego złego. Że ja biedna a on mnie ogranicza finansowo, dziecmi się nie tak zajmuje. Nie miałam racji. To było wszystko wyolbrzymione. Szczerze, zaraz po wysłaniu jednego czy drugiego maila żałowałam jak mówiłam o małżonku. Ja naprawdę go kocham. Pogubiłam się. Być może moje frustracje wzięły górę. JUż sama teraz nie wiem.
Przypadkiem albo i nie przypadkiem mąż dotarł do tych wiadomości. Słusznie poczuł się strasznie skrzywdzony i nie dziwię mu się. Ja sama nie mam pojęcia co się ze mną stało. Nigdy nie byłam taka, żeby komuś obrabiać tyłek za plecami i to jeszcze tak. Fakt, nie należę do wylewnych osób. Ciężko mi mówić o problemach - zaczęłam chodzić do psychologa. łatwiej było mi swoje żale napisać obcej osobie niż powiedzieć mężowi. Nawet sama nie umiem tego wyjaśnić dlaczego tak się stało, co się zadziało.
Nie chcę rozstawać się z mężem. Naprawdę go kocham, ale chcąc w jakiś sposób zbliżyć się do niego czuję chłód i odbijam się od ściany. Mąz mówi, że nie znał mnie takiej. Ja siebie też nigdy nie widziałam od takiej strony. Co teraz mogę zrobić? Zaproponować mediatora do próby rozwiązania konfliktu?