Hej dziewczyny ![]()
to moj pierwszy post. Zazwyczaj w Internecie na takich forach odpowiedzi na problemy sa bardzo plytkie, dzis po kolejnym ataku zazdrosci wklepalam w google "zazdrosny chlopak, co robic" i trafilam tu. Bardzo mnie podnioslyscie na duchu, ale niektore historie wycisnely mi lzy z oczu - ile czlowiek potrafi wycierpiec - sama nie wiem czy to zawsze z milosci?
Baardzo w skrocie powiem jak jest ze mna - mialam juz w zyciu pare zwiazkow, glupszych i madrzejszych. Zawsze staram sie traktowac (tak mysle teraz:) ) chlopaka/partnera przede wszystkim jako czlowieka, osobe, nie tylko jako tylko mezczyzne. Nie znosze klamstwa.
Jestem od 10 miesiecy w Niemczech, mieszkam u kolezanki mojej mamy, pracuje, przede wszystkim ucze sie jezyka. Mialam kurs codziennie rano pare godzin. Raczej staralam sie trzymac z dziewczynami, chlopcy byli w wiekszosci urody "tureckiej" a tyle sie o nich nasluchalam, ze nie mialam ochoty sie z nimi przyjaznic. Czasem sie ze mna witali albo zagadywali, zawsze odpowiadalam ale nie utrzymywalam rozmow.
Napisal do mnie na fb jakis chlopak, bardzo uprzejmie, tak tylko jak sie mam i czy wszystko wporzadku. Nie kojarzylam go, ale stwierdzilam ze to musi byc ze szkoly. Widzialam na profilu ze ma dziewczyne, tez polke. Okazalo sie ze chodzi do grupy z moja kolezanka i po prostu chcial mnie poznac, bo w szkole zawsze "uciekalam".
Rozmawialismy rzadko, tez o przyslowiowej pogodzie, widzialam na facebooku ze zerwal w miedzyczasie z dziewczyna. Po mniej wiecej miesiacu po jego zerwaniu przyznalam mu sie kiedys ze chce zmienic prace, obiecal, ze mi pomoze. To bylo nasze pierwsze spotkanie poza szkola, przeszlismy przez wszystkie restauracje w miescie (aha zapomnialam dodac ze to wloch - ale w sumie widac w temacie
) bylo bardzo sympatycznie, wydal mi sie szarmancki i widac bylo ze wszyscy go lubia i wszystkich zna. Prace jednak znalazlam sobie gdzie indziej, ale od tego czasu utrzymywalismy kontakt, przerodzilo sie to w zwiazek. Na poczatku gralismy razem na Playstation, duzo rozmawialismy, jednak po niemiecku na poziomie B1 nie da sie powiedziec wszystkiego. Byl pierwszym imigrantem, ktorego tu spotkalam, ktory nie przyjechal tu z powodu chlopaka/dziewczyny, ktory nie mial parcia na kase. Przyjechal tak jak ja, zeby sproboweac czegos nowego, zeby nauczyc sie radzic sobie w nowych sytuacjach, by nauczyc sie nowego jezyka, by udowodnic sobie, ze sie da rade. Poza tym naprawde umie poswiecic sie dla swoich pasji, co mi imponuje i chcialam go od tego momentu wspierac.
Nie opisze szczegolowo wszystkich wzlotow i upadkow naszego 4miesiecznego zwiazku, poniewaz ten post juz zaczyna sie robic troche dlugi...
(przepraszam! Chyba jestem niepoprawna grafomanka)
teraz sytuacja wyglada tak - jest przeokropnie zazdrosny o wszystko, zdazyl juz 2 razy ze mna zerwac:
1. raz poniewaz zoorganizowalam domowke zeby mogl poznac moich nielicznych dotychczasowych znajomych ktorych tu mialam, wkurzyl
sie ze gadam z inna dziewczyna po polsku i powiedzialam jego imie, na pewno go obgadwalam i robie sobie z niego zarty. Aha i zerkalam na kolege (syna kobiety u ktorej mieszkam) tak jakbym chciala z nim byc (?). Chociaz na imprezie bylo wszystko ok, wieczorem poszlismy razem spac, nad ranem okolo 8 wstal, spakowal sie, obudzil mnie i powiedzial tylko "zrozumialem ze do siebie nie pasujemy, niestety musze zerwac" i sobie poszedl bez wyjasnienia :I potem oczywiscie jak panikowalam i blagalam mu zeby powedzial co sie stalo bo nie rozumiem, to wyznal mi to co napisalam wczesniej. "Wybaczyl mi" i bylismy dalej razem.
2. raz, gdy przyjechala do mnie moja najlepsza przyjaciolka z Polski, nie umiejaca niemieckiego. Z moim chlopakiem wtedy raz spalismy u niego, raz u mnie, roznie bylo. Spytal, czy moze u mnie spac, gdy przyjaciolka u mnie bedzie. Wytlumaczylam mu, ze baardzo dawno jej nie widzialam i bedziemy rozmawiac po polsku, poza tym nie wyrzuce jej na kanape do pokoju obok, zeby moc z nim spac w nocy. Na pewno byloby jej przykro gdybym cos takiego zrobila. Niby zaakceptowal, ale po 2 dniach (na 5) wkurzyl sie i zaczal mi dogadywac, ze jestem lesbijka (?!) ze cos przed nim ukrywam i ogolnie to ja go oszukuje i w ogole on juz tego nie wytrzymuje i zrywa. Doszlo do tego ze ow kolega, ktory w sumie po prostu przyjezdzal do siebie do domu, do mamy i siostry, sie z nami WIDYWAL a on nie mogl (nie zabronilam mu przyjechac! Powiedzialm mu po prostu ze oczywiscie moze ale bedzie sie nudzil bo nic nie bedzie rozumial). Zerwal ze mna, czym zepsul nam rezte tygodnia. Na koniec jednak sam zaproponowal ze odwiezie moja przyjaciolke na lotnisko (ot tak do mnie napisal a mi to w sumie pasowalo) i byl dla nas mily. Na koniec odwiozl mnie jak gdyby nigdy nic do domu, ale potem sama oczwiscie znowu do niego pojechalam i blagalam go zebysmy to sobie wytlumaczyli bo przeciez nic nie zrobilam i bardzo go przeprawszam jesli cos go zabolalo.
Jak jest teraz? Jest duzo dobrych dni, chodzimy razem do restauracji, jezdzimy razem do innych miast, spedzamy ze soba mnostwo czasu. Zawsze to on placi, gdy gdzies wychodzimy, ja zeby nie czuc sie z tym zle, czasem kupuje mu prezenty, jesli wiem ze cos mu sie spodoalo albo mu sie przyda (elektronika, plyty itd)
Ale, kiedy on ma zly humor, moze przyczepic sie do wsyzstkiego... on czesto ma swoje dni, gdy sie nie odzywa, mowi ze chce posiedziec i popracowac nad swoimi sprawami, wiem ze jak zajmie sie hobby to sie w tym zatraca, nie wkurzam sie o to. Tylko, ze ja takich dni miec nie moge. Jesli on chce zebym przyjechala, a ja napisze, ze jestem zmeczona albo mam cos do roboty, to NAPEWNO umawiam sie z innym facetem. Nie moge sie juz z nikim spotykac, bo on ze mna nie ma zamiaru isc bo "nie lubi imprez" a same to chodza tylko "dzi*ki ktore szukaja faceta do zdrady". Jesli nie odbiore telefonu, nie odpisze na wiadomosc w ciagu 15 minut ZAWSZE jest awantura, ze go nie szanuje.
Prawdziwy problem zaczal sie w tym tygodniu. Ta pani u ktorej mieszkam poprosila mnie, czy poszlabym do szkoly z kolega jej syna, bo on nie umie niemieckiego, a syn pracuje zawsze do pozna w tygodniu. Tylko go zapisac. Ow kolega ma juz narzeczona, ogolnie prawie go nie znam, raz go widzialam. Opowiedzialam o tym mojemu, bez reakcji. Naatepnego dnia mial kiepski humor, ciagle robi sobie jakies zarty w stylu, ze mowi do mnie Dzi*ka itd (!!!), ze chyba woli byc sam, caly czas jakies ironiczne teksty, a jak pytalam spokojnie ze nie rozumiem co mi probuje przekazac to mowil nic, nic, niewazne, tak sobie zartuje. Ale zaczelo sie to nasilac, ciagle rzucal mimochodem ze zaniedlugo bede miala nowego Ex, moge go dolaczyc do kolekcji, nie wytrzymalam, poplakalam sie. Bylo mi przykro, ze mnie wyzywa, ze mowi takie rzeczy bez powodu. W koncu widzac ze placze przyszedl do mnie do pokoju i spytal "Wszystko w porzadku?" To sie znow pobeczalam i mowie ze to nienormalne, ktory chlopak mowi swojej dziewczynie dla zabawy ze jest Dzi*ka i Krowa i ze chce zerwac, albo niech mowi na serio i papa albo w ogole, bo to nie jest zabawne.
Powiedzial, ze ma prawo, bo ja mu powiedzialam ze chce gdzies isc z jakims obcym facetem, i nie spytalam go czy chce tez isc. I ze ja sobie mysle ze jak mu powiem ze chce sie umawiac z innym facetem sama to jest wsyzstko w porzadku. Oczwiscie ze sie wkurza i czuje sie pokrzywdzony.
W koncu stwierdzil ze jedziemy na wycieczke, wiec z owym kolega nic nie zalatwilismy. Spedzilam z nim caly dzien, potem spalam jakies 5 godzin, od razu rano powiedzailam mu, ze po pracy na pewno pojde prosto spac. Tak tez zrobilam. Wylaczylam glos w komorce na czas snu, zeby nikt mnie nie budzil. Po obudzeniu (jakies 2h) widze pare wiadomosci i 5 nieodebranych polaczen od chlopaka. I od razu wiadomosci, ze on juz nie moze, ze ja go oklamuje, ze to nie ma sensu, ze to koniec. Czemu? Bo ja odrzucalam jego polaczenia, wyswietlalo mu sie ze mam zajete. Nie chce wnikac czemu tak sie stalo, ja wiem ze spalam, moze przylatywal ptaszek i naciskal czerwona sluchawke? Najwazniejsze jest to ze mi nie ufa, ze ciagle mnie rani. Mnie juz to zaczyna wykanczac psychicznie. Chociaz oczwyiscie po paru godzinach od "zerwania", (ktore ja przeplakalam) pisal mi, ze chyba znalazl prace dla tego kolegi i jak chce to moze tam jutro z nim isc. Ale dalej mowi, ze go oklamuje bo on wie swoje, i na pewno bylam sama dzis z tym kolega i jeszcze perfidnie go odrzucalam i oklamuje.
Ogolnie takich epizodow gdzie on sobie cos wyobrazal i robil awanture bylo mnostwo, zawsze probuje nie wdawac sie w zaczepki i klotnie, tlumacze jak bylo naprawde a potem przeczekuje. Ale juz widze ze mam odruch nerwowy, gdy bierze do reki moj telefon, nie dlatego ze mam cos do ukrycia, tylko dlatego ze on zawsze cos nadinterpretuje, tym bardziej ze wiekszosci wiadomosci nie rozumie bo sa po polsku. A on ma nowy argument, bo jak mam tik nerwowy, ze chce mu wziac moj telefon z reki, to znaczy ze go zdradzam.
Analizujac to, mysle ze mam dwie opcje:
1) zlewac jesli wiem ze mam racje i nie reagowac ani nie tlumaczyc sie po 2,3, 10 razy, w koncu mu przejdzie
2) zerwac - moja mama, jak i wy, mowicie ze on sie juz nigdy nie zmieni, a tacy ludzie, stosujacy coraz bardziej przemoc psychiczna, w koncu moze dojsc do fizycznej... dopoki jestem mloda, nie laczy nas wspolne mieszkanie, slub, dzieci, w sumie nic, latwo to bedzie zakonczyc, chociaz bedzie mnie to bardzo bolalo.....
CO MYSLICIE?