Witam,
Po raz pierwszy piszę o swoich 'dramatach' w internecie. Nie wiem, czy osiągnęłam dno rozpaczy, czy zaczęło się wszystko powoli stabilizować.
W czym rzecz?
Otóż, problemy zaczęły się kilka lat temu, kiedy u mojej siostry stwierdzono ciężki przypadek
schizofrenii. Pierwsze co: Szok absolutny <kończyłam wtedy 1 gimnazjum>. Nie potrafiłam się z tym pogodzić, zamknęłam się w sobie. Nikomu o tym nie mówiłam. Ogólnie bardzo źle wspominam kolejne lata gimnazjalne. Brak akceptacji, brak przyjaciół, częste kpiny i śmiechy pod moim adresem, codzienne kłótnie w domu często kończące się płaczem w pokoju, depresje. Zabrzmi to egoistycznie, ale rodzice nie byli przy mnie w tych najgorszych chwilach. Zdawałam sobie sprawę, że siostra potrzebuje ich wsparcia, ale cholernie mi ich wtedy brakowało, zwłaszcza ojca <nie wiem, czemu akurat taty>.
I nagle liceum! Nowy rozdział, dosłownie. Odkryłam nagle, że ludzie mnie lubią. MNIE, dziwaka i niemotę. Zakumplowałam się z trzema dziewczynami i były to najcieplejsze miesiące w moim życiu. Każdy jeden dzień był istnym błogosławieństwem.
Przyszedł grudzień i pojawił się chłopak. Ogólnie bardzo się cieszyłam, że ktoś zwraca na mnie uwagę. Nie minął tydzień od rozpoczęcia znajomości, a ja już chciałam z nim być. Jednak pewnego dnia mnie pocałował - i to chyba był początek końca. Bo poczułam się hmm... nieprzyzwoicie to chyba najlepsze określenie. Coś mi nie pasowało i cały pociąg do niego zgasł.
Po jakimś czasie spotkaliśmy się sam na sam i powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie. Tłumacząc dlaczego tak będzie lepiej, przypadkowo napomknęłam mu o siostrze. Wtedy coś we mnie pękło. Poryczałam się. Płakałam chyba z godzinę. I na tym się nie skończyło. Następnego dnia popłakałam się w szkole. I następnego. Płakałam jak bóbr przez tydzień, ale nie potrafiłam powiedzieć przyjaciółkom dlaczego. W końcu po chyba 2 tygodniach od rozstania z tamtym gościem zwierzyłam im się. Moja siostra jest schizofremiczką. Od tamtego czasu zamknęłam się w sobie. Często płakałam po cichu, odseparowałam się od dziewczyn, zrobiłam się zimna i nieczuła. Owe przyjaciółki zostawiły mnie, czemu się nie dziwię absolutnie. Przestałam się do kogokolwiek odzywać.
Głównym problemem jest fakt, iż zrobiłam 'błędne koło'. Byłam szczęśliwa i chyba to mnie odstraszyło. Bo wydaje mi się, że podświadomie chcę być nieszczęśliwa.
Wiem, wiem, niezła lekturka. W sam raz nadaję się jako przykład psychicznego człowieka.
1 2013-10-10 01:23:20 Ostatnio edytowany przez ket (2013-10-10 23:07:56)
Podobne tematy
Podświadomie chcesz być nieszczęśliwą? Świadomie pisząc te słowa?
Rozumiem, że trudno jest Ci przyjąć do wiadomości, że jesteś lubianą, że ktoś chętnie z Tobą jest. Tak bardzo kłóci się to z obrazem świata, siebie i innych ludzi, który sobie stworzyłaś. Stworzyłaś sobie świat, w którym jesteś nieudacznikiem. Bycie nieudacznikiem boli, ale dobrze wiesz, w jaki sposób "grać tę rolę". Każda inna powoduje niepokój o to jak się zachować, jak zachowają się te lubiące Cię osoby, co stanie się, jak wielkie będzie ich rozczarowanie, gdy "odkryją" one prawdę o Tobie. Bo przecież to Ty znasz prawdę o sobie. Prawdę o byciu nieudacznikiem. Jak bardzo będzie bolesne ich odrzucenie Ciebie? Stąd, z tego lęku przed byciem odrzuconym, odrzucasz sama. Faktycznie, weszłaś w błędne koło: odrzucasz bliskie relacje a jednocześnie o tych bliskich relacjach marzysz.
Co możesz zrobić? Podjąć decyzję o bliskich relacjach z innymi MIMO lęku, MIMO obaw.
Rozejrzeć się wokół, popatrzeć na innych ludzi i zauważyć, że nie jesteś jedyną osobą obawiającą się odrzucenia. Różni jedynie postawa wobec tych obaw. Ty - chowasz się w skorupie, inni - mimo lęku na te bliskie relacje się decydują. Byś znowu nie poczuła się jedyną osobą zamkniętą w skorupie. Takich osób jest też mnóstwo, bojących się życia, bojących się opinii innych i uciekających w samotność.
Podejmiesz decyzję o wyjściu ze skorupy?
Tak, zdaję sobie sprawę z owej skorupy. Nie jest to łatwe.
Najważniejszą rzeczą jest rozmowa z osobami, które odrzuciłam. Muszę im to wyjaśnić, ale nie wiem, w jaki sposób. Bo jak wytłumaczyć to, że je odrzuciłam, bo bałam się odrzucenia?
Czy napisałam, że jest łatwe?
I czy o "łatwość" w tym wszystkim chodzi?
Nie musisz nikomu niczego wyjaśniać. Możesz. Zmiana jednego słowa na drugie, niby błaha, a jak bardzo zmienia motywację. ![]()
Nic nie tłumacz. Powiedz. Swoimi słowami, tak prosto, jak tutaj o tym napisałaś.