Witam,
problem dotyczy mojej zony i pośrednio naszego małżeństwa.
Jesteśmy nim od 2 lat, wiek około 30tki obydwoje. Znamy się 5,5 roku.
Trochę o mojej żonie - osoba, która potrafi być harda, pyskata (zwłaszcza w stosunku do mnie), w środku słaba psychicznie, niedowartościowana z niskim poczuciem własnej wartości. Przewrażliwiona trochę na swoim punkcie. Od jakichś kilku tygodni wróciły jej jakieś demony przeszłości.Od tej izolacji i nadmiaru czasu przez koronawirusa rozpamiętuje jakieś rzeczy sprzed 8-10 lat. Niestety to rozpamiętywanie spowodowało, że coś jej się poprzestawiało w głowie. Chodzi o jakieś błędy młodości, przelotne znajomości czy związki. Ja wiem, że miała kilku przede mną, ale nigdy nie robiłem z tego wyrzutów. Ja też święty nie byłem. Po to jest młodość, żeby spróbować życia - będzie co na starość wspominać. Przezywa silny stres, który objawia się wymiotami. Zaczęło się od bombardowania mnie pytaniami "a co byś zrobił, gdybyś sie dowiedział, że...". Na początku odpowiadałem na te pytania. Potem po 10 czy którymś pytaniu opieprzyłem ją, że męczą mnie te pytania. Powiedziałem jasno, że nie mam nic do jej przeszłości i pora uciąć te pierdoły. W między czasie powiedziałem jej, że ma coś ze sobą zrobić bo to jest jakiś głębszy problem z wewnętrznymi konfliktami i to będzie po prostu wracać. Zapisała się na spotkania on-line z terapeutą, gdzie po 2 wizytach poczuła się lepiej. I dziś znów to samo. Ledwo otworzyłem rano oczy i już widziałem, że coś jest nie tak. I znów mi gada, że coś jej się przypomniało i czy może mnie o coś spytać. Nie ukrywam, że czara goryczy się przelała. Powiedziałem, że za grosz nie ma do mnie szacunku jako męża. Wygarnąłem jej parę rzeczy. Że budowa jest na mojej głowie (cała papierologie, procedury, urzędy ogarnąłem ja. został jeszcze kredyt), że mam też ciężki okres bo w marcu po burzliwej współpracy musiałem się rozstać z firmą i musiałem szukać innej pracy. Dodatkowo sam swoimi rękami stawiam ogrodzenie na naszej działce. A ona po prostu chyba z nudów zamiast myśleć nad tym co będzie, traci czas na jakieś durne wspominki. Po tym słyszałem jak poszła "haftować" do łazienki. Oczywiście wsparcie moje ma, mówie że ją kocham itp. Ale ile można tak mówić? 100 razy dziennie? To słowo kocham już czuję, że się wytarło jak stary napis na płocie. Pojawiły się w mojej głowie wątpliwości, czy aby jakaś opatrzność nade mną nie wysyła mi sygnałów alarmowych, że to może nie jest dla mnie odpowiednia kobieta. Że może jeszcze jest czas, żeby wziąć rozwód póki nie ma wspólnych zobowiązań, kredytu. Swoim zachowaniem żona sprawia, że ciągnie to wszystko w dół. Co będzie, jak budowa ruszy, kredyt ruszy a ona nagle stwierdzi że nie jest w stanie pracować i zostawi mnie z tym wszystkim samego? Co się stanie jak pojawi się dziecko i też bede musiał być zdany na siebie tylko i wyłącznie?Nie pomaga nam fakt, że tymczasowo mieszkamy u jej rodziców. U mnie swojego czasu też były delikatne problemy z własną wartością, ale poradziłem sobie z tym bo wiem, że jestem wartościowym człowiekiem a gorsze/lepsze dni zawsze będą a jestem tylko człowiekiem. Natomiast nie analizuję przeszłości w sposób jak robi to moja żona. Bardziej na zasadzie co zrobiłem źle i co moge poprawić na przyszłość, żeby nie popełnić tego samego błędu. Co o tym sądzicie? Macie jakieś rady? Jeżeli macie jakieś pytania, z chęcia odpowiem.
Pozdrawiam