Witajcie moj problem moze sie wydac banalny a jednak dla mojej osoby jest bardzo istotny.
jestem ogromnie zbuntowana i przekorna wobec calego swiata siebie i zycia. Zycie, codziennosc i wszelka radosc w nim wydaje mi sie glupia, wrecz bez sensu. Usmiech, szczescie kazdego dnia sa dla mnie trudne bardzo do przyjecia. Uwazam ze nie warto byc zadowolonym z czegokolwiek, bo i po co? Zeby nawiazac kontakt z jakims drugim czlowiekiem obcym lub bliskim zawsze potrzebne sa usmiech radosc iwesole slowa ale ta logika sprzeczna jest z myslami na ich temat w mojej glowie. Caly ten myslowy schemat bierze sie we mnie z tego ze nie znosze dostosowania, najmniejszego upodabniania sie do reszty. W szkole nie rozmawialam z nikim na przerwach, nikt mnie nie lubil, nikt nie chcial siedziec ze mna w lawce, mialam w sobie duzo zlosci, buntu wobec calego otoczenia. Wsciekla bylam nieustannie na wszystkich dookola, doprowadzilo mnie to do silnej nerwicy chociaz chodzilam dopiero do podstawowki. Nie czuje sie dobrze z tego typu przekonaniami, ale ufam im i wierze bo nie umialam nigdy w nic lepszego uwierzyc jak tylko w to co jest dla mnie zle. Ja zawsze swoja racje mam i chociaz przez to bardzo cierpie nie potrafie zmienic tego. wiem ze cos jest nie tak bo myslac w ten sposob popadam w konflikty ze soba i calym swiatem od kad pamietam z reszta. W efekcie popadam dosc czesto w depresje i leki przed zyciem, codziennoscia, swiatem. Siebie zaczynam widziec jako male nedzne glupie cos. Nie odzywam sie do ludzi, nawet ich unikam. ? prosze was o pomoc bo wizyte u psychologa mam najwczesniej dopiero za 2 tygodnie, jak nie za miesiac. . ten problem nie moze czekac w ciszy tak dlugo. we mnie tylko bunt, zlosc opor przed zyciem i jakas dziwna pustka. Nie daje sobie sama z nim, a wiec z soba rady ![]()
1 2013-10-04 17:51:31 Ostatnio edytowany przez slonko24680 (2013-10-04 17:58:11)
Podobne tematy
slonko ale przynajmniej nick masz pozytywny ![]()
Fajnie też, że zaczęło Ci to nastawienie uwierać, bo pomimo tego, że efekty są zewnętrzne (zrażasz do siebie ludzi) to i sama się wykańczasz od środka....a tak naprawdę chcesz akceptacji, chcesz miłości, chcesz mieć fajne relacje z ludźmi. Chcesz, ale na swoich zasadach: "najpierw ktoś mnie bezwzględnie zaakceptuje taką jaka jestem, a potem ja się mu odwdzięczę" -tak to mniej więcej działa ![]()
slonko, mam wrażenie, że tej akceptacji nie zaznałaś zbyt wiele w życiu- może ze strony rodziny? To ważne. Bo gdy nie ma balansu, TAK się dzieje.
slonko tu nie chodzi o to, byś była jak wszyscy- uwierz mi, ja również nigdy tego ani nie pragnęłam, ani temu wyzwaniu nie potrafiłam sprostać
Byłam i jestem uważana za wywrotowca. I wiesz co? Świetnie mi z tym.
Kwestia pozostaje taka: otwarcia się na ludzi. Być może najpierw musisz wypracować, zdobyć silne poczucie własnej wartości i akceptacji swojej inności (np. niepoddawania się stereotypom) by "wystartować".
Pamiętaj, Bóg nie pragnie powtarzalności- stworzył wariatów i lubi wariatów ![]()
Nie musisz być taka sama jak inni i przyjmować potulnie wszystkiego co co ci się prydarza. Wystarczy, że nauczysz się tolerować poglądy innych i odnosić się do nich tak, by nie poczuli się urażeni. Powinnaś zrozumieć, że każdy człowiek jest inny, ma za sobą inny bagaż wspomnień, dlatego też często tak bardzo różnimy się w swej ocenie różnych sytuacji. Na pewno wizyta u psychologa ci w tym pomoże, to bardzo dobrze że zdecydowałaś się na taki krok. W międzyczasie możesz poczytać sobie w internecie artykuły na ten temat.
4 2013-10-06 14:03:54 Ostatnio edytowany przez slonko24680 (2013-10-06 14:18:00)
Catwoman masz racje, w moim domu i otoczeniu ja i moja mama nie czulysmy sie przez nikogo w najmniejszym stopniu akceptowane takie jakie bylysmy, a szkoda. Tata wraz z sasiadami z podworka byli wrogo nastawieni do mamy i chyba do mnie tez bo bylam do niej bardzo podobna, w tym nawet tylko ze jestem dziewczyna. Wciekali sie na mnie i nie chcial tata mojego towarzystwa za to ze chwilke pobylam z mama. Wszystkich przeciwko niej nastawial, uczyl nas wrogosci do mamy naszej, tyle lat sluchalam taty ze uwiezylam mu i sama przejelam jego nienawisc , zylam w nienawisci do mamy wiele lat.. Uwazalam ze nie lubia mnie na podworku, ze nie lubi mnie tata bo jestem dziewczyna, z tad nienawidzilam swojego ciala i siebie. Byc moze tak jak mowisz moje negatywne podejscie do zycia zwiazkow z ludzmi i pracy zrodzilo sie tam i dlatego to wszystko takie trudne jest dla mnie, ta cala codziennosc i moje mysli krazace wokol tych wszystkich wspomnien... Dziekuje za twoja odpowiedz.
5 2013-10-06 14:16:59 Ostatnio edytowany przez slonko24680 (2013-10-06 14:27:24)
Carlin dziekuje i za twoja odpowiedz. Nienawidzilam dotad dostosowywac sie do nikogo, w szkole juz w zerowce bylam o to bardzo zla na wszystkich. Od najmlodszych lat byly we mnie tylko zlosc, wrogosc, nienawisc strach i opor przed zyciem, poza tymi uczuciami zadnych innych sie nie nauczylam od rodzicow. Brak mi wiec teraz wlasciwych fundamentow do budowania zycia szczesliwego, spokojnego i radosnego. Jest ono dla mnie trudne teraz do przyjecia, tyle lat zylam w cierpieniu juz bedac dzieckiem..
Nawet teraz po licznych sesjach z psychologiem daja czesto znac jeszcze o sobie zlosci, stresy nerwy i roztroje zoladka, negatywne mysli tak silne ze boli bardzo glowa. Szukam pomocy u psychologa ale niestety cienko , 1 wizyta 40 minutowa na miesiac. To naprawde malo
. Zamierzam dojezdzac nawet do wroclawia 100km zeby byly one choc troche czesciej, moze uda mi sie chociaz obawiam sie troche.. jak wszystkiego czego nie znam.
W tamtym tygodniu musialam zakonczyc leczenie u mojej psychog, ktora mialam od kilku miesiecy.
Bo zamiast pomagac, ona szkodzila mi tylko.Ostatnia wizyta u niej nie byla dla mnie bardzo niemila, prawie sie poplakalam przez nia. Postanowilam do niej nie chodzic juz. MUsze znalezc nowa sobie ale do tego czasu nie mam zadnej.
6 2013-10-29 11:31:00 Ostatnio edytowany przez slonko24680 (2013-10-29 11:35:00)
Do psychologa chodze kiedy tylko moze mnie przyjac, tzn nie za czesto. A przez ten czas mecze sie sama
. Wczoraj mogl byc to dla mnie piekny, spokojny i szczesliwy dzien. Ja jednak uleglam swojej zacietosci, przekorze przeciwko takim myslom i uczuciom chociaz sa one dobre.. Ten dzien jednak zrobil sie straszny, bo chodzilam spieta i mocno podenerwowana, opor na swiat na zycie zaczal pojawiac sie na mojej twarzy tak silny ze usmiech prawie wogole mi juz zaden nie wychodzil. Mama nakrzyczala na mnie 2 razy, poczulam sie dodatkowo jeszcze bardziej zdenerwowana i przestraszona. Balam sie, chcialam przed kazdym musze i powinnam uciec. Jestem przy tym ogromnie zacieta co poteguje jeszcze moj wewnetrzny bol. Pojawiaja sie wtedy mocne bole glowy, sennosc lenistwo apatia i na calym ciele ogromne uczucie ciezkosci. Czuje sioe okropnie z tym a nie potrafie zmienic tego i poddac sie, odpuscic, tylko brne dalej w to chociaz jedyne co mi to daje to wielki bol. I kto winny temu ? Ja/:(
Zabrnęłaś w tym wszystkim za daleko, nienawiść do ludzi nakręciła nienawiść do ciebie samej i na odwrót, przez co na pozór nie masz jak się z tego wyrwać.
Czym się interesujesz? Rozwijasz się w tym kierunku?
Dobrze jest mieć coś w czym się odnajduje, odnosi się jakieś postępy, sport jakaś dziedzina nauki, to daje wiele satysfakcji, a tego ci zdecydowanie brakuje.
Przystopuj, zastanów się nad sobą, poczytaj książki , wczucie się w czyjąś sytuacje może być pomocne.
Nie łam się, nikt nie ma lekko , niektórzy są wrażliwsi i ciężej sobie radzą , ale na to się nic nie poradzi, nie szukaj zrozumienia, miej satysfakcje ze swojej wyjątkowości ![]()