Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

Temat: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Witam..
Mam problem z bałaganem w mojej głowie i w sercu,  który powstał po rozstaniu..byłam z chłopakiem 5 lat..na początku było wspaniale, po 3 latach nastąpił kryzys rozstalismy się na jakiś czas ale doszliśmy do wniosku że razem źle osobno jeszcze gorzej, nie potrafiliśmy bez siebie żyć..po  2 latach przyszło kolejne rozstanie..powód-już się nie dogadujemy rzeczywiście w naszym związku od jakiegoś miesiąca było dość nerwowo ale myślałam że to przez to że miał dużo pracy, a ja swoją zmieniłam i poznałam nowych ludzi. .tydzień przed rozstaniem były jego urodziny, spędziliśmy cudowne chwile i myślałam że jest już lepiej,  następnego dnia powiedział mi że czuje się jakby znał mnie całe życie i nie wyobraża sobie żebyśmy mogli nie być razem, że straciliśmy już tyle czasu..tydzień później kino, szeptanie czułych słówek, pocałunki..godzinę później kłótnia o głupotę, jeszcze kłócilismy się i z tej kłótni śmielismy..kilka chwil później on ma dość, jedzie do domu..przez tydzień próbuję dowiedzieć się co się stało, po tygodniu spotkanie-rozstanie. .mija dopiero 2tygodnie a ja nie potrafię się ogarnąć..czas leczy rany ale jak przetrwać ten czas?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Jakiś mało zdecydowany ten Twój ex. Kocha -nie kocha? Nie można dziś kochać, a nagle przestać. Miłości nie da się ot tak -PSTRYK ! zgasić jak światło. Jeśli się szczerze kocha, to chce się ze swoją ukochaną/ym spędzać każdą minutę. Coś musi być na rzeczy...

"Nigdy nie jest za późno, by stać się osobą, którą mogłeś być." - George Elliot

3

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Cóż, tak jak poprzedniczka napiszę, że Twój były? jest nieco rozchwiany, niedojrzały.. znając życie wyszumi się, spotka z kolegami, popije i będzie chciał wrócić, zależy w sumie czy Ty czujesz że to koniec

4

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

na jak długo rozstaliście sie za pierwszym razem ??

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Wtedy rozstalismy się na 3 miesiące z czego miesiąc robiliśmy podchody..
Ja nie wiem czy on kocha..naprawdę nie mam pojęcia..podejrzewam że jego miłość się skończyła i  przystało mu zależeć. .

6

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

jakbym czytała o sobie...

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Znalazłam się na tym forum...po raz kolejny...pozbierać się trzeba, ale jak...
czytam inne tematy...praktycznie każda siedzi i czeka na sms, telefon..cieszę się, że nie jestem sama...
każdego dnia staram się wychodzić z domu, spotykam się ze znajomymi, jest fajnie i nagle ni stad ni zowąd łapie doła..
dlaczego? bo coś mi przypomniało o nim, o wspólnych planach, nadziejach...
znam na pamięć wszystkie rady...swego czasu sama ich również udzielałam, ale jak strasznie ciężko wdrożyć je w życie...
może ktoś jest na podobnym etapie i przejdziemy przez to razem???

8

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Ja jestem. Powiedziałam jakąś głupotę bez najmniejszych złych intencji, bo długo nie odpowiadał na pytanie no i rozpętało się piekło. Od paru dni mieszkam u kumpla (nie... nie pocieszam się w wiadomy sposób, jeśli ktoś tak pomyślał), bo się boję, że zwariuję albo coś sobie zrobię, heh. Wiem, przez co przechodzisz, ale mojego sposobu, jakim jest zalewanie się co wieczór w trupa, nie polecam. Myślę, że wychodzenie do ludzi, tak jak ty, to dobra rzecz... Myślenie o czymkolwiek innym i czekanie,co  będzie...z tym, albo innym w ostatecznej ostateczności... Jeśli chcesz,możemy pogadać o tym przez maile,czy coś.

"To moja sprawa, co robię kiedy zamykam za sobą drzwi
Czy wierzę w miłość czy bohaterów, a może nie wierzę w nic
Nie pytaj mnie, po której jestem stronie, bo nie odpowiem ci
Sam dobrze wiem komu zaufać, a komu splunąć w ryj"

9 Ostatnio edytowany przez Była dziewczyna (2013-09-25 18:49:33)

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

ja bardzo chętnie porozmawiam...niestety w piciu jestem dobra, choć moi przyjaciele najczęściej nie pozwalają mi, by tak to się kończyło...
alkohol to najprostsza droga..szkoda, że tak mało "trwała"...

10

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Niestety musisz to przetrwać... nie da się tego tak po prostu ominąć .. swoje musisz wycierpieć wink Trzymaj się wink

Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz.

11

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

To nie jest tak,że alko mnie pociesza, nie... Jedynie wyłącza na noc... @ Była dziewczyno,sprawdź maila. Tylko się nie wystrasz, heh.

"To moja sprawa, co robię kiedy zamykam za sobą drzwi
Czy wierzę w miłość czy bohaterów, a może nie wierzę w nic
Nie pytaj mnie, po której jestem stronie, bo nie odpowiem ci
Sam dobrze wiem komu zaufać, a komu splunąć w ryj"

12

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Ja też jestem krok od roztania po 23 latach, również mi jest ciężko, płaczę, błagał by został (czyli się poniżam), sięgnełam po tabletki- pomagają, lepiej to znoszę, już spię i jem. udalam się do psychologa i psychiatry. Może też lekarz ci pomoże. Forum też pomaga, daje otuchy i wiesz, że ktoś to przeszedł i dał radę. Więc może ja i ty damy radę.

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

na pewno damy radę...ale nim ją damy minie sporo czasu...a ten czas jest najgorszy...
bo na razie nie żyję, a staram się przeżyć...mijają dni, a ja mimo, ze mam wokół siebie mnóstwo ludzi czuję ogromną pustkę...
a to przeraża...mimo, ze jestem młoda się boję, boje że nikogo nie znajdę, nikomu tak nie zaufam, z nikim nie będę szczęśliwa...
w jednej chwili straciłam i chłopaka i przyjaciela...auć...

14

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

"Była dziewczyna" - mi jest też strasznie, bardzo się boję, nie wiem jak sobie poradzę.

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Zastanawiam się tylko dlaczego mi nie może przejść tak szybko jak jemu..czemu od tak nie potrafię przestać kochać?  Dlaczego to tak bardzo boli?

16

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Była dziewczyna napisał/a:

Zastanawiam się tylko dlaczego mi nie może przejść tak szybko jak jemu..czemu od tak nie potrafię przestać kochać?  Dlaczego to tak bardzo boli?

Wszystko zależy od wrażliwości człowieka, w jakim stopniu jesteśmy zaangażowani w związek. Mogę Cię zapewnić, że to minie,  każdy z nas to chyba w życiu przechodził. Ja sama już nie będę liczyć ile razy.  Zawsze wydawało mi się, że to był ten jedyny, że nie dam rady bez niego żyć. Najbardziej boli chyba rozstanie z pierwszą miłością i chyba zawsze najmilej się ją wspomina. Wierzysz w przeznaczenie? Wierzysz?  Jeśli tak, to musisz też wierzyć, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że być może przeznaczony Ci jest ktoś inny,  ktoś kto będzie Cię bardziej kochał,kto nie opuści wink
Głowa do góry Panowie i Panie, otrzyjcie oczy i rozglądajcie się za przeznaczeniem. Skoro Was porzucili/ły, to znaczy, że nie byli Was warci smile
    Będzie dobrze...

"Nigdy nie jest za późno, by stać się osobą, którą mogłeś być." - George Elliot
Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Widzisz Lewa a mnie przeraża właśnie to, ze to pierwszy chłopak po którym tak to przeżywam..co prawda miałam tylko 2 chłopaków wcześniej z jednym rozstania w ogóle nie odczulam drugi mnie zdradził wiec bardziej bolal ten fakt niż samo rozstanie a tym razem rozpadam się na kawałki. .

18

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Była dziewczyna napisał/a:

Zastanawiam się tylko dlaczego mi nie może przejść tak szybko jak jemu..czemu od tak nie potrafię przestać kochać?  Dlaczego to tak bardzo boli?

A zastanowiłaś się nad aspektem, że Twoje zainteresowanie nim i oddaniem w relacje w związku były dla niego jak danie w palnik przez narkomana? Tylko odpuściłaś z czymś, a on już się zaczął rozglądać za innym "dealerem"?
Uzależniłaś się od niego i takie są tego efekty.
Równie dobrze można to zwalić na jego barki niedojrzałości emocjonalnej i intelektualnej jako partnera do prawdziwego i szczerego bycia z kimś. Banał czy komunał, ale niestety wiodący prym w obecnych czasach, o czym jak na alarm biją psychologowie. Najwyższy wskaźnik rozwodów wśród 26 latków jest właśnie u Nas w Kraju. Luka w skali jest ogromna do poprzednika.
Trafiłaś być może na haremowego logistyka, dla którego byłaś "kołdrą", bo za Twoimi plecami operował z jakimiś 5 innymi.
Tu nie mówię jako przedstawiciel takiego gatunku faceta, bo to niestety też działa w dwie strony, gdzie sam jestem ofiarą w trwającym jeszcze małżeństwie z zarysami rozwodu.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.
Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

'Dealera' nie zmienił chyba po prostu przestał brać..
Ktoś mi kiedyś powiedział że kotka też można zagłaskac i mimo że bardzo starałam się tego nie robić to jednak zawsze do tego dążyłam..
A teraz sama nie umiem poradzić sobie z tym bałaganem..

Ps.spider nic nie dostałam. .

20

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Dziwne, wysłałam na maila,na którym jesteś zarejestrowana tu... to może ty coś napisz do mnie.

"To moja sprawa, co robię kiedy zamykam za sobą drzwi
Czy wierzę w miłość czy bohaterów, a może nie wierzę w nic
Nie pytaj mnie, po której jestem stronie, bo nie odpowiem ci
Sam dobrze wiem komu zaufać, a komu splunąć w ryj"
Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Wróciłam znowu...minęło półtora miesiąca i jakoś udawało mi się stanąć na nogi było raz lepiej, raz gorzej, ale przeważnie dawałam sobie radę...w sobotę wszystko wróciło, ni stąd ni zowąd wszystko mi się przypomniało...ryczę tak jak pierwszego dnia po rozstaniu...dlaczego? myślałam już że będzie lepiej, że jakoś podnoszę się z tego dołka, a siedzę i płaczę...nie widzieliśmy się ponad miesiąc...nigdy nie mieliśmy takiej przerwy...może dlatego...nie pomaga myślenie, że może tak było lepiej, że skoro miał odejść, to dobrze, ze teraz...ale i tak płaczę i uspokoić się nie mogę...nie wiem co zrobić...

22

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Witaj ;-)

Ja jestem 3 miesiące po rozstaniu, po 4-letnim związku. Pierwszym tak poważnym, pierwszym, którego kochałam...
Wiem co przeżywasz, ja po 1,5 miesiąca chyba wciąż płakałam jedynie.. z tego okresu mojego życia pamiętam tylko rozpacz, łzy, papierosy i kawę.. ;/

Po 3 mcach jest lepiej, dużo lepiej, musisz wierzyć mi na słowo... Już funkcjonuję, uśmiecham się, wychodzę do ludzi... Ale kolorowo nie jest.. Wciąż to uciążliwe myślenie o nim mnie nie opuszcza, ale coraz mniej boli.. Wciąż są dni, kiedy płaczę, ale nie bezpośrednio za nim,.. A za tym co zabrał- niespełnione nadzieje na przyszłość, miłość, wiarę... Bo nie umiałabym już go szczerze kochać... Za dużo złego mi zrobił...

Pozostała obawa, czy kogoś pokocham, czy poczuje się kiedyś taka szczęśliwa...

Liczę na to (i tego nam wszystkim życzę), by to wszystko minęło, bym kiedyś znów poczuła się wolna od niego i szczęśliwa.. Trzymaj się !

"W końcu to z tych smutnych, nie wiedzących czego chcą ludzi rodzi się coś pięknego, prawda....?"

23

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Witam,

Mam ten sam problem. Tylko, że od lekko licząc roku. I właściwie nic nie pomaga. Wóda, fajki, nic. Wykańcza mnie psycha. Nie nałogi (póki co). Mogę jarać, potem siłownia czy basen ze 2-3 h a potem wracam obracam flaszkę i idę spać. Żeby nie myśleć, żeby zapomnieć, żeby zasnąć. I te pieprzone sny. Nie potrafię funkcjonować. Właściwie dziwię się, że jakoś to wytrzymuję. Czasem naprawdę chciałbym, żeby mnie nie było ("chodzenie po ścianach, rzygać się chce"). Albo wywalić z mózgu to wszystko. Tylko jak? Skoro rok to mało? Jakby mnie zamknęli w małej, ciemnej celi. Co mi po innych kobietach jak we łbie siedzi co innego. Próbuję sporadycznego kontaktu, ale dostaje po ryju tak, że szmacenie się to mało powiedziane.
Być może sam to zainicjowałem, jestem winien, nadwyrężone zaufanie. Ale uważam, że wiele zrobiłem, aby było dobrze (rozwód, praktycznie urwany kontakt z dzieckiem)
Najzabawniejsze, że nie chcę się wpychać do cudzego życia. Chciałem usłyszeć tylko: "to koniec, odwal się". Niestety to nie padło nigdy. Czuje się jak przywiązany. A wystarczy jedna krótka deklaracja, żebym mógł żyć dalej. Odbieram to często jako przejaw zemsty. Skoro ja cierpiałam, cierp i ty. Szkoda, bo ja miałem określony cel, nie byłem w porządku ale swoje zrobiłem. Teraz nie mogę doprosić się jednego zdania. Żałosne. Powiedzcie mi, można być taką sadystką? Dawać(nie dawać?) nadzieje a pokazywać co innego. Po co? Jak można żyć z czymś takim na sumieniu. Jedno niewypowiedziane zdanie rujnuje życie drugiej osobie. Nie kocham, nie chcę, spadaj. To mi wystarczy. O co w tym wszystkim chodzi???????

Ile to może jeszcze trwać?

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

nie wiem czy gdyby M. powiedział mi, że mnie nie kocha, czy by toś zmieniło, bo niestety moje uczucia są tak mocne sad
do tej pory myślałam, że sobie radzę, pracuje po 10 godzin dziennie, mam świetnych znajomych w pracy,
przyjaciółkę, z którą spędzam praktycznie każdą wolną chwile żeby tylko nie myśleć i co...
i nagle spędzam weekend na płaczu po nim...dlaczego? bo czuję, że po 5 latach on nie chciał nic poważniejszego...
bo nigdy ze sobą nie mieszkaliśmy, było nam z tym dobrze, a przynajmniej ja tak myślałam, parę razy rozmawialiśmy o tym,
że powinniśmy razem zamieszkać, ale nie zrobiliśmy nic w tym kierunku...może on się bał, że po 5 latach będzie musiał wykonać ten krok, ten którego tak bardzo nie chciał i dlatego wolał odejść...
on niby też cierpi...napisał mi, że czuje się tak samo fatalnie jak w dniu naszego rozstania, ale....

przez półtorej miesiąca wygrzebywałam się z dołka by znowu do niego wpaść....

25 Ostatnio edytowany przez Beznamietnosc (2013-10-21 16:57:00)

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Była dziewczyna napisał/a:

nie wiem czy gdyby M. powiedział mi, że mnie nie kocha, czy by toś zmieniło, bo niestety moje uczucia są tak mocne sad
do tej pory myślałam, że sobie radzę, pracuje po 10 godzin dziennie, mam świetnych znajomych w pracy,
przyjaciółkę, z którą spędzam praktycznie każdą wolną chwile żeby tylko nie myśleć i co...
i nagle spędzam weekend na płaczu po nim...dlaczego? bo czuję, że po 5 latach on nie chciał nic poważniejszego...
bo nigdy ze sobą nie mieszkaliśmy, było nam z tym dobrze, a przynajmniej ja tak myślałam, parę razy rozmawialiśmy o tym,
że powinniśmy razem zamieszkać, ale nie zrobiliśmy nic w tym kierunku...może on się bał, że po 5 latach będzie musiał wykonać ten krok, ten którego tak bardzo nie chciał i dlatego wolał odejść...
on niby też cierpi...napisał mi, że czuje się tak samo fatalnie jak w dniu naszego rozstania, ale....

przez półtorej miesiąca wygrzebywałam się z dołka by znowu do niego wpaść....

Nie rozumiem tego Była. Ja bym oddał wszystko, sprzedał mieszkanie, zmienił pracę i się przeprowadził. Jak się kocha to chce się być razem sad. Tak przynajmniej powinno być. Ty masz takie weekendy. Ja mam takie wszystkie dni. Nie mam znajomych. Nie znoszę wracać do domu. Zapada ciemność i zaczynam szaleć. Patrzę na pusty pokój mojego dziecka i ogarnia mnie przerażający smutek. Przestałem tam wchodzić. Małżeństwo było gehenną, ale gdybym do tego nie doprowadził miałbym przynajmniej Jego.
Nie umiem się zebrać, Ogarnąć. Czuję się wydymany. I ten żal. Że z klasą nie dało się tego zakończyć. Mam ponad 4 dychy na karku i nigdy bym nie przypuszczał, że trafi mnie coś takiego. Nie jestem nastolatkiem, co zakochuje się po spojrzeniu w oczy i chce popełnić samobójstwo dzień po takim spotkaniu, bo dziewczyna powiedziała "nie". Nie wiem już co mam zrobić. Mam jednego przyjaciela. Przyjaciółkę właściwie. I wiem teraz na kogo mogę liczyć. Chcę zniknąć. Kiedy już myślałem, że sobie radzę, wszystko się wyjebało. Konsekwencje się przekładają na życie codzienne. Siedzisz w pracy, patrzysz się beznamiętnie przez 8h w monitor, zapominasz zamknąć mieszkania itd. Standard. Wiem, że nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył. Więzień własnego umysłu. Nic tylko uciąć sobie łeb. Karmię się nadzieją, liczę na to jedno zdanie, ten malutki pieprzony gest człowieczeństwa. Żeby dotarło do mnie. Za dużo, za dużo, za dużo. Jak daleko trzeba mieć zrąbany umysł, żeby czerpać z tego satysfakcję? Zapytasz czemu się tak męczę i czemu mi tak zależy na tym stwierdzeniu, żebym spadał. Bo czytam między wierszami, bo łapię się każdego skrawka nadziei. Gdyby to padło, wiedziałbym, że jest pozamiatane. A tak? Latami się można męczyć. Bo kocham. Tylko kogo ja pokochałem? Kogoś kto pozwoli zdechnąć nie zrobiąc czegoś co nic go nie kosztuje.

Dajcie jakąś radę.

26 Ostatnio edytowany przez wieanna (2013-10-21 19:09:50)

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Beznamietnosc napisał/a:
Była dziewczyna napisał/a:

nie wiem czy gdyby M. powiedział mi, że mnie nie kocha, czy by toś zmieniło, bo niestety moje uczucia są tak mocne sad
do tej pory myślałam, że sobie radzę, pracuje po 10 godzin dziennie, mam świetnych znajomych w pracy,
przyjaciółkę, z którą spędzam praktycznie każdą wolną chwile żeby tylko nie myśleć i co...
i nagle spędzam weekend na płaczu po nim...dlaczego? bo czuję, że po 5 latach on nie chciał nic poważniejszego...
bo nigdy ze sobą nie mieszkaliśmy, było nam z tym dobrze, a przynajmniej ja tak myślałam, parę razy rozmawialiśmy o tym,
że powinniśmy razem zamieszkać, ale nie zrobiliśmy nic w tym kierunku...może on się bał, że po 5 latach będzie musiał wykonać ten krok, ten którego tak bardzo nie chciał i dlatego wolał odejść...
on niby też cierpi...napisał mi, że czuje się tak samo fatalnie jak w dniu naszego rozstania, ale....

przez półtorej miesiąca wygrzebywałam się z dołka by znowu do niego wpaść....

Nie rozumiem tego Była. Ja bym oddał wszystko, sprzedał mieszkanie, zmienił pracę i się przeprowadził. Jak się kocha to chce się być razem sad. Tak przynajmniej powinno być. Ty masz takie weekendy. Ja mam takie wszystkie dni. Nie mam znajomych. Nie znoszę wracać do domu. Zapada ciemność i zaczynam szaleć. Patrzę na pusty pokój mojego dziecka i ogarnia mnie przerażający smutek. Przestałem tam wchodzić. Małżeństwo było gehenną, ale gdybym do tego nie doprowadził miałbym przynajmniej Jego.
Nie umiem się zebrać, Ogarnąć. Czuję się wydymany. I ten żal. Że z klasą nie dało się tego zakończyć. Mam ponad 4 dychy na karku i nigdy bym nie przypuszczał, że trafi mnie coś takiego. Nie jestem nastolatkiem, co zakochuje się po spojrzeniu w oczy i chce popełnić samobójstwo dzień po takim spotkaniu, bo dziewczyna powiedziała "nie". Nie wiem już co mam zrobić. Mam jednego przyjaciela. Przyjaciółkę właściwie. I wiem teraz na kogo mogę liczyć. Chcę zniknąć. Kiedy już myślałem, że sobie radzę, wszystko się wyjebało. Konsekwencje się przekładają na życie codzienne. Siedzisz w pracy, patrzysz się beznamiętnie przez 8h w monitor, zapominasz zamknąć mieszkania itd. Standard. Wiem, że nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył. Więzień własnego umysłu. Nic tylko uciąć sobie łeb. Karmię się nadzieją, liczę na to jedno zdanie, ten malutki pieprzony gest człowieczeństwa. Żeby dotarło do mnie. Za dużo, za dużo, za dużo. Jak daleko trzeba mieć zrąbany umysł, żeby czerpać z tego satysfakcję? Zapytasz czemu się tak męczę i czemu mi tak zależy na tym stwierdzeniu, żebym spadał. Bo czytam między wierszami, bo łapię się każdego skrawka nadziei. Gdyby to padło, wiedziałbym, że jest pozamiatane. A tak? Latami się można męczyć. Bo kocham. Tylko kogo ja pokochałem? Kogoś kto pozwoli zdechnąć nie zrobiąc czegoś co nic go nie kosztuje.

Dajcie jakąś radę.

Oj biedaku. Doskonale Cię rozumiem. Bywa, że dąży się za wszelką cenę do konfrontacji właśnie po to, by STRACIĆ nadzieję. Inaczej można naprawdę zwariować z bólu. Coś o tym wiem. Podobno jest to jedyny potwierdzony sposób na odkochanie się: uzyskanie od obiektu uczuć DEFINITYWNEGO, ostatecznego i nieodwołalnego stwierdzenia "nie kocham cię" oraz decyzji "nigdy (już) nie będziemy razem". Tylko i wyłącznie to pozwala ruszyć do przodu, jeśli to w ogóle możliwe. To jest żałoba, którą chcesz już rozpocząć, inaczej nigdy nie będziesz już mieć jej za sobą. A po to, by rozpocząć żałobę, musisz mieć pewność, że miłość umarła.

Doprowadź do konfrontacji, taka moja rada. Nie ma że jutro, za miesiąc, za rok. Nie. TU I TERAZ: kochasz mnie??? Jeśli nie kocha cię tu i teraz, to nie pokocha już nigdy.

Życzę Ci wszystkiego dobrego, chyba wytrwałości i ulgi w bólu. Trzymaj się.

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

nie zawsze słowa "już nigdy nie będziemy razem" oznaczają definitywny koniec...
ja to kiedyś usłyszałam, a potem byłam jeszcze z nim przez 2 lata...
chyba sam musisz do tego "dojrzeć"...niestety...jeśli sam będziesz czuł, że to koniec to żadne słowa nie będą potrzebne...
ja przechodziłam już żałobę, teraz...nie chcę już jej przechodzić...tęsknię, brakuje mi go i w ogóle...brakuje mi tego czasu...
ale czy potrafiłabym z nim być...nie wiem...to też przykre...

28 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-10-22 06:18:53)

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Beznamietnosc napisał/a:

Witam,

Mam ten sam problem. Tylko, że od lekko licząc roku. I właściwie nic nie pomaga. Wóda, fajki, nic. Wykańcza mnie psycha. Nie nałogi (póki co). Mogę jarać, potem siłownia czy basen ze 2-3 h a potem wracam obracam flaszkę i idę spać. Żeby nie myśleć, żeby zapomnieć, żeby zasnąć. I te pieprzone sny. Nie potrafię funkcjonować. Właściwie dziwię się, że jakoś to wytrzymuję. Czasem naprawdę chciałbym, żeby mnie nie było ("chodzenie po ścianach, rzygać się chce"). Albo wywalić z mózgu to wszystko. Tylko jak? Skoro rok to mało? Jakby mnie zamknęli w małej, ciemnej celi. Co mi po innych kobietach jak we łbie siedzi co innego. Próbuję sporadycznego kontaktu, ale dostaje po ryju tak, że szmacenie się to mało powiedziane.
Być może sam to zainicjowałem, jestem winien, nadwyrężone zaufanie. Ale uważam, że wiele zrobiłem, aby było dobrze (rozwód, praktycznie urwany kontakt z dzieckiem)
Najzabawniejsze, że nie chcę się wpychać do cudzego życia. Chciałem usłyszeć tylko: "to koniec, odwal się". Niestety to nie padło nigdy. Czuje się jak przywiązany. A wystarczy jedna krótka deklaracja, żebym mógł żyć dalej. Odbieram to często jako przejaw zemsty. Skoro ja cierpiałam, cierp i ty. Szkoda, bo ja miałem określony cel, nie byłem w porządku ale swoje zrobiłem. Teraz nie mogę doprosić się jednego zdania. Żałosne. Powiedzcie mi, można być taką sadystką? Dawać(nie dawać?) nadzieje a pokazywać co innego. Po co? Jak można żyć z czymś takim na sumieniu. Jedno niewypowiedziane zdanie rujnuje życie drugiej osobie. Nie kocham, nie chcę, spadaj. To mi wystarczy. O co w tym wszystkim chodzi???????

Ile to może jeszcze trwać?

Stary, wiem, co czujesz hmm Mój ex powiedział takie jedno ciekawe zdanie: "z jednej strony chciałbym, żeby wróciło, to co było, a z drugiej chciałbym, żebyś cierpiała tak jak ja" - a co zabawne, ja NIC NIE ZROBIŁAM. Powiedziałam JEDNO zdanie, nawet nie złośliwe, a on się zachowuje, jakby mnie przyłapał w łóżku z całą drużyną hokejową hmm Powiem tak... Ja sama osobiście się odcięłam, żeby ratować to, co z własnej psychiki jeszcze zostało. Nie chce mi się wiecznie bawić w "co poeta miał na myśli", nigdy dobra z tego nie byłam. Zablokowany skype, nr telefonu usunięty, coby nie kusiło... Bogowie jedni wiedzą, ile mnie to kosztowało (konkretnie: 1,5 flachy - na odwagę!). Wychodzę z założenia, że jeśli kiedyś będzie miał coś ciekawszego do powiedzenia niż swoje irracjonalne żale, to przyjedzie, albo coś. Ale może być już za późno z mojej strony, bo Pająk od tygodnia usiłuje coś upolować big_smile

"To moja sprawa, co robię kiedy zamykam za sobą drzwi
Czy wierzę w miłość czy bohaterów, a może nie wierzę w nic
Nie pytaj mnie, po której jestem stronie, bo nie odpowiem ci
Sam dobrze wiem komu zaufać, a komu splunąć w ryj"

29

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
spider123 napisał/a:

.... Pająk od tygodnia usiłuje coś upolować big_smile

Co pająki jadają na śniadanie? big_smile

30

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
N4VV napisał/a:
spider123 napisał/a:

.... Pająk od tygodnia usiłuje coś upolować big_smile

Co pająki jadają na śniadanie? big_smile

Karaczanów już dosyć, przydałoby się przekąsić coś porządnego - może nawet mysz big_smile

"To moja sprawa, co robię kiedy zamykam za sobą drzwi
Czy wierzę w miłość czy bohaterów, a może nie wierzę w nic
Nie pytaj mnie, po której jestem stronie, bo nie odpowiem ci
Sam dobrze wiem komu zaufać, a komu splunąć w ryj"

31

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
spider123 napisał/a:
Beznamietnosc napisał/a:

Witam,

Mam ten sam problem. Tylko, że od lekko licząc roku. I właściwie nic nie pomaga. Wóda, fajki, nic. Wykańcza mnie psycha. Nie nałogi (póki co). Mogę jarać, potem siłownia czy basen ze 2-3 h a potem wracam obracam flaszkę i idę spać. Żeby nie myśleć, żeby zapomnieć, żeby zasnąć. I te pieprzone sny. Nie potrafię funkcjonować. Właściwie dziwię się, że jakoś to wytrzymuję. Czasem naprawdę chciałbym, żeby mnie nie było ("chodzenie po ścianach, rzygać się chce"). Albo wywalić z mózgu to wszystko. Tylko jak? Skoro rok to mało? Jakby mnie zamknęli w małej, ciemnej celi. Co mi po innych kobietach jak we łbie siedzi co innego. Próbuję sporadycznego kontaktu, ale dostaje po ryju tak, że szmacenie się to mało powiedziane.
Być może sam to zainicjowałem, jestem winien, nadwyrężone zaufanie. Ale uważam, że wiele zrobiłem, aby było dobrze (rozwód, praktycznie urwany kontakt z dzieckiem)
Najzabawniejsze, że nie chcę się wpychać do cudzego życia. Chciałem usłyszeć tylko: "to koniec, odwal się". Niestety to nie padło nigdy. Czuje się jak przywiązany. A wystarczy jedna krótka deklaracja, żebym mógł żyć dalej. Odbieram to często jako przejaw zemsty. Skoro ja cierpiałam, cierp i ty. Szkoda, bo ja miałem określony cel, nie byłem w porządku ale swoje zrobiłem. Teraz nie mogę doprosić się jednego zdania. Żałosne. Powiedzcie mi, można być taką sadystką? Dawać(nie dawać?) nadzieje a pokazywać co innego. Po co? Jak można żyć z czymś takim na sumieniu. Jedno niewypowiedziane zdanie rujnuje życie drugiej osobie. Nie kocham, nie chcę, spadaj. To mi wystarczy. O co w tym wszystkim chodzi???????

Ile to może jeszcze trwać?

Stary, wiem, co czujesz hmm Mój ex powiedział takie jedno ciekawe zdanie: "z jednej strony chciałbym, żeby wróciło, to co było, a z drugiej chciałbym, żebyś cierpiała tak jak ja" - a co zabawne, ja NIC NIE ZROBIŁAM. Powiedziałam JEDNO zdanie, nawet nie złośliwe, a on się zachowuje, jakby mnie przyłapał w łóżku z całą drużyną hokejową hmm Powiem tak... Ja sama osobiście się odcięłam, żeby ratować to, co z własnej psychiki jeszcze zostało. Nie chce mi się wiecznie bawić w "co poeta miał na myśli", nigdy dobra z tego nie byłam. Zablokowany skype, nr telefonu usunięty, coby nie kusiło... Bogowie jedni wiedzą, ile mnie to kosztowało (konkretnie: 1,5 flachy - na odwagę!). Wychodzę z założenia, że jeśli kiedyś będzie miał coś ciekawszego do powiedzenia niż swoje irracjonalne żale, to przyjedzie, albo coś. Ale może być już za późno z mojej strony, bo Pająk od tygodnia usiłuje coś upolować big_smile

Ja ponoć zrobiłem wszystko co najgorsze big_smile. Mogę przyjąć część tych zarzutów. Ale zwalanie winy na jedną stronę jest delikatnie mówiąc nie na miejscu. Mam o to cholerny żal. Najgorsze, że naprawdę mi wali w garnek. Można zwariować. Wiem, że jak się nie odetnę to skończę w rynsztoku. Z drugiej strony ta suka nadzieja...................

"z jednej strony chciałbym, żeby wróciło, to co było, a z drugiej chciałbym, żebyś cierpiała tak jak ja" - powiem wprost, takim popierdoleńcom to tylko współczuć.
A nawet jeśli pisze to szczerze to kim a raczej czym trzeba być, żeby komuś życzyć takiego gówna. Who is who wyłazi na wierzch po tym jak się kończy a nie zaczyna. Jakie to złudne, wydaje się, że kogoś znasz a tu..................."kochająca" niby wcześniej osoba okazuje się zwykłą świnią. Na dodatek nie odejdzie jak powinna, tylko pławi się patrząc jak druga strona gaśnie. Czy to się zwie brakiem klasy?

Mówisz, że 1,5 litra i po bandzie...........skasowac wszytko w ch.....? Może to i wyjście. Ja takim życzę jednego, żeby kiedyś..........zrozumieli. Ja nawet usłyszałem, że to imaginacja, że Ona to sobie wymyśliła, wmówiła. Tak sobie myślę teraz kto kogo wykorzystał. Kurwa, czemu nie można wcisnąć delete i wypierdalaj z mej pamięci? big_smile

32

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Beznamietnosc napisał/a:

Who is who wyłazi na wierzch po tym jak się kończy a nie zaczyna.

Prawda. Teraz wiem z kim miałam do czynienia... z bezdusznym człowiekiem... Tylko czemu na początku  są tacy wspaniali i inni niz wszyscy?!

Beznamietnosc napisał/a:

Kurwa, czemu nie można wcisnąć delete i wypierdalaj z mej pamięci?

Też się zastanawiam nad tym... i ubolewam że go nie ma sad

33

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Beznamietnosc napisał/a:

Who is who wyłazi na wierzch po tym jak się kończy a nie zaczyna.

Prawda. Teraz wiem z kim miałam do czynienia... z bezdusznym człowiekiem... Tylko czemu na początku  są tacy wspaniali i inni niz wszyscy?!

Beznamietnosc napisał/a:

Kurwa, czemu nie można wcisnąć delete i wypierdalaj z mej pamięci?

Też się zastanawiam nad tym... i ubolewam że go nie ma sad

34

Odp: Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi
Beznamietnosc napisał/a:

Ja ponoć zrobiłem wszystko co najgorsze big_smile. Mogę przyjąć część tych zarzutów. Ale zwalanie winy na jedną stronę jest delikatnie mówiąc nie na miejscu. Mam o to cholerny żal. Najgorsze, że naprawdę mi wali w garnek. Można zwariować. Wiem, że jak się nie odetnę to skończę w rynsztoku. Z drugiej strony ta suka nadzieja...................

Nie wnikam, co narobiłeś, ale wiem jedno - nikt nie jest święty. Ani ty, ani ja, ani Twoja ex, ani mój. A jeśli ktoś szuka chodzącego ideału bez skazy to musi być cholernie niedojrzały.

Beznamietnosc napisał/a:

"z jednej strony chciałbym, żeby wróciło, to co było, a z drugiej chciałbym, żebyś cierpiała tak jak ja" - powiem wprost, takim popierdoleńcom to tylko współczuć.
A nawet jeśli pisze to szczerze to kim a raczej czym trzeba być, żeby komuś życzyć takiego gówna. Who is who wyłazi na wierzch po tym jak się kończy a nie zaczyna. Jakie to złudne, wydaje się, że kogoś znasz a tu..................."kochająca" niby wcześniej osoba okazuje się zwykłą świnią. Na dodatek nie odejdzie jak powinna, tylko pławi się patrząc jak druga strona gaśnie. Czy to się zwie brakiem klasy?

Mówię - coś takiego byłoby w pełni usprawiedliwione, gdyby chodziło o drużynę hokejową w łóżku. Albo kłamstwo, albo obgadanie za plecami. Ale coś takiego... Jakoś nie mieści mi się to w moim postrzeganiu rzeczywistości.
Niee, to nie było tak... To ja szukałam kontaktu, próbowałam jakoś włączyć mu logiczne myślenie. Nie dało się, a po tych rozmowach to chyba ja powinnam mieć żal. I mam - żal, złość, irytacja, zawód... czuję wszystko i nic hmm

Beznamietnosc napisał/a:

Mówisz, że 1,5 litra i po bandzie...........skasowac wszytko w ch.....? Może to i wyjście. Ja takim życzę jednego, żeby kiedyś..........zrozumieli. Ja nawet usłyszałem, że to imaginacja, że Ona to sobie wymyśliła, wmówiła. Tak sobie myślę teraz kto kogo wykorzystał. Kurwa, czemu nie można wcisnąć delete i wypierdalaj z mej pamięci? big_smile

Ja nic nie mówię big_smile Tylko jak już, to lepiej w weekend, bo ten kac na uczelni był straszny big_smile Niestety, mózg nie posiada klawisza delete, ale przy odrobinie woli można go zająć czymś innym. Praca, nauka, książki, cokolwiek. Nie wierzyłam, że to działa, a jednak big_smile

"To moja sprawa, co robię kiedy zamykam za sobą drzwi
Czy wierzę w miłość czy bohaterów, a może nie wierzę w nic
Nie pytaj mnie, po której jestem stronie, bo nie odpowiem ci
Sam dobrze wiem komu zaufać, a komu splunąć w ryj"

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak sobie poradzić kiedy on odchodzi

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018