Witam, zacznę może od początku. Jestem z chłopakiem już ponad 4 lata. Kocham go, jest moim przyjacielem, wiem że mogę na niego zawsze liczyć. Jest dobry, kochany... Ale jest jeden problem. Tym problemem jest inny mężczyzna, poznany dokładnie rok temu. Co bardziej żenujące poznany przez internet, nigdy nie poznany na żywo.
Dziewczyny... czy miałyście kiedyś tak, że zobaczyłyście konkretnego faceta i stwierdziłyście "o, to ten. on jest idealny, jest marzeniem!'' ? Bo ja właśnie tak pomyślałam. Co gorsza, pisząc z nim przez internet tak się w to wciągnęłam, że rujnowałam coraz bardziej związek z chłopakiem. Gdy się o nim dowiedział (przez ''dyskrecję i chęć pomocy mojej pseudo przyjaciółki") wpadł w szał. Nic między nami nie było ale zauważył, że coś jest nie tak. Tym bardziej, że wolałam rozmawiać z nowo poznanym niż z nim, broniłam jego i siebie. Mówiłam, że to tylko kolega. Choć dobrze wiedziałam, że wcale nie jest mi obojętny.
Wiem, nie byłam też sama w porządku lecz wtedy tego tak do końca nie widziałam. Byłam nim tak zauroczona... Myślałam, że z czasem mi to przejdzie, że nie powinnam rezygnować z tak długiego związku, tym bardziej, że układało nam się nie najgorzej. A to co robiłam było nierozważne i dobrze wiedziałam, że gdybym spróbowała nawiązać z nowo poznanym mężczyzną znajomość i nie wyszło by mi... nie odzyskałabym już zaufania u byłego. Po części tłumaczyłam sobie dając mi i chłopakowi czas na przemyślenie, że wszystko się ułoży. Przez pewien okres nie byliśmy ze sobą. Lecz bardziej pod naciskiem wróciłam do niego. Cały czas myśląc o tamtym.
Teraz patrząc na to wszystko, żałuję że byłam taka 'strachliwa' i że nie spróbowałam z innym. Lecz z drugiej strony nie wiem, czy potrafiłabym zrezygnować z tej dłuższej miłości. Naprawdę to nie było łatwe i nie jest. Najgorsze jest to, że sama do końca nie wiem co chce. Nie wiem jak już sobie z tym poradzić.
Tym bardziej, że uczucia powróciły znów na nowo. Chociaż przez ten cały rok udawałam, próbowałam o nim zapomnieć - bezskutecznie. Już od dawna z nim nie rozmawiam lecz tak bardzo chciałabym dowiedzieć się, co u niego... W końcu go zobaczyć, tak jak kiedyś planowaliśmy. Jednak nie mogę nic w tym kierunku zrobić. Nawet nie wiem czy chciał by ze mną rozmawiać, bo wiem że ''pseudo przyjaciółka" spotkała się z nim raz, może dwa... Gdyż chciała pomóc mojemu facetowi w wybiciu jemu mojej osoby z głowy. O czym dowiedziałam się i to ładnie po czasie... Pewnie już dawno o mnie zapomniał albo myśli, że jestem idiotką... Nie wiem.
To jest tak trudne. Tym bardziej dlatego, iż bałabym się znów skrzywdzić swojego chłopaka. Już wcześniej tyle przeze mnie przeżywał i na nowo mi zaufał, że jest mi tak strasznie głupio.
Boże... w co ja się najlepszego wpakowałam? Czasem wydaje mi się, że z tej sytuacji nie ma wyjścia.
Tyle razy miałam ochotę zaszyć się w jakimś miejscu, z dala od tego wszystkiego. Musiałam się w końcu wyżalić. Bo tak naprawdę to nie mam komu. Dlaczego tak bardzo lubię sobie komplikować życie...?