Hej! Dziękuję wszystkim chętnym mi pomóc!
Jestem, a raczej byłam z patologicznej rodziny, ponieważ mój Tata, gdy wyjechał za granicę wszystko się naprawiło. Znęcał się nad rodziną psychicznie i fizycznie, dlatego jestem uczulona na wszelkie przejawy agresji u mężczyzn, szczegolnie wobec mnie! Nie toleruję podczas kłotni wulgaryzmów i braku szacunku.
Byłam z moim chłopakiem prawie 2,5 roku... Było cudownie, pomógł mi wyjść z depresji, wielka miłość, wspólne mieszkanie ze sobą, ale kilka incydentów czasami burzyło mój spokój. Chamstwo i brak taktu w stosunku do innych prowadziło do kłotni. Powtarzałam, że wybaczę wszystko, nawet zdradę, ale nie brak szacunku wobec mnie. Chyba intuicyjnie wyczułam, że i tak kiedyś złamie tą zasadę.
No i pewnego wieczoru mieliśmy imprezę u niego na działce. Wszyscy wypiliśmy i świetnie się bawiliśmy. Moj chłopak był jakiś rozdrażniony od rana no i wybuchł, gdy weszłam do kuchni i wylałam beczkę z wodą. Wpadł i zwracając się do mnie i mojej siostry zaczął krzyczeć: "Wypierdalajcie pojebane idiotki do tej swojej patologii!!! Do Waszej pojebanej rodziny, ktora niczego się w życiu nie dorobiła!!!! Wypierdalajcie!!!...itp itd "
Nie mogłam w to uwierzyć. O 3:00 w nocy szukaliśmy transportu, aby dotrzec do domu kilkadziesiąt kilometrów stamtąd. Już wtedy zaczął mnie błagać i lamentować przepraszająć...ale niestety od maja konsekwentnie się jemu opieram, kierując się rozsądkiem, nie sercem, które wciąż kocha.
Minęło 5 miesięcy, a ja wciąż czuję ból, że potrafił w taki sposób mnie zranić. Byliśmy przyjaciółmi, lojalni, oddani i moze dlatego mnie to tak boli, ze ugodził w najczulsze moje punkty.
Powiedzcie proszę! Czy nie przesadziłam? Czy Wy moglibyście wybaczyć taką rzecz będąc krystaliczni w związku??? On wciąż prosi o szansę... Czy powinnam ją dać??? ![]()