Opowisze swoj problem a mianowicie jestem mloda mama i żoną. Gdy urodzilo sie dzecko moj zwazek sie posypal, wieczne awantury wyzwiska itd. Po pewnym czasie zaczelam szukac w necie tego czego nie dostawałam od mojego M. Zaczełam rozmawiac z innymi facetam ale tylko delikatne flirty nie posunalam sie do zdrady. Przez to w jaki sposób traktowalismy sie w zwiazku przez to ile przykrych i bardzo bolesnych słów padło wolałam uciec do ludzi w internecie. Oczywiscie M sie o tym dowiedzial, dalej byly dzikie afery ale ja nie mialam kompletnie jakis wyrzutow sumienia, nie żałowałam tego. Potem byl slub troche z musu troche sytuacja nas zmusiala gdyz M dostal propozycje pracy za granca i chcielismy mec tu wszystko uporzadkowane ale to mniejsza z tym. Ja jeszcze przed ślubem uswiadomilam sobie ze go nie kocham ze cos sie wypalilo przynajmniej z mojej strony. Teraz gdy wyjechal..nie tesknie gdybym jeszcze mogla calkowicie sama sie utrzymac to bym odeszla ale nie moge nie mam dokąd mam wyrzuty sumienia ze oklamuje go ze kocham ze tesknie itd. Chciałam wyjechac do niego tam sie usamodzielnic i wtedy odejsc ale nie wiem czy dam rade tak dlugo udawac. Przepraszam ze tak chaotycznie ale musialam to gdzies napisac jest mi z tym cieżko na sercu i nie wiem co zrobic.
Podobne tematy
No i słusznie masz wyrzuty sumienia. Jesteś z kimś dla pieniędzy. Notorycznie kłamiesz, że kochasz, że tęsknisz. A twoje biedne dziecko na to patrzy.
3 2013-09-20 14:21:53 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2013-09-20 14:22:31)
...moj zwazek sie posypal, wieczne awantury wyzwiska itd. Po pewnym czasie zaczelam szukac w necie...Zaczełam rozmawiac z innymi facetam....dalej byly dzikie afery ale ja nie mialam kompletnie jakis wyrzutow sumienia, nie żałowałam tego. Potem byl slub...chcielismy mec tu wszystko uporzadkowane...ze go nie kocham...nie tesknie gdybym jeszcze mogla calkowicie sama sie utrzymac...nie mam dokąd mam wyrzuty sumienia ze oklamuje go ze kocham ze tesknie ...jest mi z tym cieżko na sercu i nie wiem co zrobic.
Dość enigmatycznie to wszystko opisałaś...
"Awantury, wyzwiska" - jak rozumiem chcesz winą za sytuację obciążyć swojego małżonka. Być może całą winę ponosi on, ale to nie jest na 100% pewne biorąc pod uwagę mały szczegół: Twoje kontakty z innymi w necie... I flirty. I brak wyrzutów z Twojej strony z jednoczesną decyzją o małżeństwie... To trochę jakieś ...niedojrzałe. Myślę, że uporządkowaniem Waszej sytuacji byłoby rozstanie, skoro mąż taki chamski i wciąż się "czepiający". Skoro nie kochałaś tego faceta, nie miałaś wyrzutów sumienia flirtując z innymi, beznamiętnie zgodziłaś się na ślub z ...oprawcą, obecnie mimo, iż "nie tęsknisz za małżonkiem" - korzystasz z jego pracy i kasy.
Dość mało korzystnie to wszystko wygląda. Jak go nie kochasz to miej honor i odejdź, nie ciągnij jego ciężko zarobionej kasy, nie okłamuj go i nie oszukuj.
Zapewne czegoś innego tu szukałaś - poklepania po plecach i współczucia, ze tak Ci strasznie...
Może się ktoś aż tak współczujący znajdzie ![]()
Bycie z kimś do kogo nic się nie czuje i okłamywanie tej osoby jest emocjonalną zbrodnią. Marnujesz temu facetowi życie i nie ma znaczenia czy on jest chamski, nie chamski i czkikolwiek inny. Jedynym uczciwym wyjściem jest od niego odejść.
Czy on jest tak naprawdę zły? Z jakiego powodu się kłóciliście? Skoro wyjechał i pracuje by zapewnić Tobie i dziecku godne życie nie jesteś mu obojętna. Uważasz, że jak odejdziesz i staniesz się niezależna życie będzie łaskawsze i przyjemniejsze? Nie liczyłabym na to... Tym bardziej, że uciekasz do innych facetów w Internecie. Jesteś matką i przemyśl czy Twoja sytuacja z mężem nie może ulec poprawie? I Ty spróbuj to wszystko odbudować, porozmawiaj z mężem szczerze, powiedz mu, że męczą Cię te kłótnie. Jeżeli będzie mu zależało to tez przemyśli swoje postępowanie.
Dzisiaj to tak bardzo łatwo wziąć ślub a jeszcze łatwiej wziąć rozwód. Może warto chociaż spróbować zawalczyć o uratowanie Waszego związku? Tym bardziej, że na podstawie Twojego postu mam wrażenie, że jesteś osobą która bardzo szybko podejmuje decyzje, niekoniecznie przemyślane. ![]()
Dziewczyna go nie kocha i to jak pisze od dłuższego czasu. Jedyne co ich łączy to zależność finansowa i dziecko. Moim zdaniem powinna odejść i stanąc na własnych nogach jak najszybciej.
Ogolnie chodzi o to ze jestesmy ze soba juz ładnych pare lat i może to moj chwilowy kryzys który jest następstwem depresji poporodowej, rodzinnej sytuacji. Oczywiscie wina za to wszystko lezy po obu stronach. Mam takie dni ze go nie kocham nie tesknie i moze nie istniec ale jest tak ze bez niego zyc nie umiem. Może to kwestia przyzwyczajenia moze tego ze codziennie rozmawiamy godzinami on wie co sie dzieje u mnie ja wiem co u niego nie wiem moze kryzys moze bycie tutaj samej tak na mnie wplywa nie wiem. Napisałam tu żeby to z siebie wyrzucic i tyle.
I nie jestem z nim dla pieniedzy! A po prostu jak juz bede tam z nim i dalej tak sie bede czuc to nie chce nam obojgu zycia marnowac ale nie przekreslam naszego zwiazku ktory jest bardzo burzliwy ale jednak warto chociaz sprobowac naprawic to kolejny raz. Chyba troszke mnie zle zrozumiałyście a ja troche namieszałam bo pisałam to w lekkich nerwach.
A może jak wróci zróbcie sobie wakacje, weekend tylko we dwoje? Żebyście mieli szanse pobyć razem, pogadać, wypłakać się i znów uwierzyć w siebie? Może się tylko zagubiliście. Życie codzienne, rutyna, kasa, brak czasu na zrobienie czegoś "dla siebie" niszczy relacje. Zrobisz jak uważasz. Tylko najpierw przemyśl dogłębnie czego w życiu chcesz, na czym Ci zależy, co daje ci ten związek a co odbiera. Co lubisz w swoim mężu, może to co Cię w nim urzekło nadal jest tylko gdzieś głęboko zaniedbane?
I nie naprawiajce tego kolejny raz tylko zacznijcie od nowa.
Ogolnie chodzi o to ze jestesmy ze soba juz ładnych pare lat i może to moj chwilowy kryzys który jest następstwem depresji poporodowej, rodzinnej sytuacji. Oczywiscie wina za to wszystko lezy po obu stronach. Mam takie dni ze go nie kocham nie tesknie i moze nie istniec ale jest tak ze bez niego zyc nie umiem. Może to kwestia przyzwyczajenia moze tego ze codziennie rozmawiamy godzinami on wie co sie dzieje u mnie ja wiem co u niego nie wiem moze kryzys moze bycie tutaj samej tak na mnie wplywa nie wiem. Napisałam tu żeby to z siebie wyrzucic i tyle.
I nie jestem z nim dla pieniedzy! A po prostu jak juz bede tam z nim i dalej tak sie bede czuc to nie chce nam obojgu zycia marnowac ale nie przekreslam naszego zwiazku ktory jest bardzo burzliwy ale jednak warto chociaz sprobowac naprawic to kolejny raz. Chyba troszke mnie zle zrozumiałyście a ja troche namieszałam bo pisałam to w lekkich nerwach.
No to jest lekko inaczej niż napisałaś w pierwszym poście. Wygląda na to, że potrzebujecie spokojnej rozmowy, bo jesli wasze konwersacje odbywaja się kiedy Ty i on macie taki nastrój, jaki miałaś pisząc tutaj na początku to się nie dziwię, że się kłócicie. Jeśli chcesz rozwiązać konflikt to nie należy tego robić kiedy jesteś w nerwach i nabuzowana, bo potem mówisz i robisz rzeczy, które tylko pogarszają sytuację. Na jak długo on wyjeżdża do tej pracy - dłuższa rozłąka, w przeciwieństwie do krótkiej, nigdy nie robi dobrze na związek, więc jeśli chcesz go ratować powinnaś z nim o tym porozmawiać. Czy on wie, że byłaś w depresji? Czy obowiązki związane z dzieckiem są tylko na Tobie? Może powinniście się zastanowić jak odbudować Wasz związek i życie rodzinne w ogólności.
Smile jest z facetem dla kasy. Nic po takiej. Oby znalazł się życzliwy i doniósł pracującemu na rodzinę mężowi. Takie kobiety każdy facet powinien pogonić!
Smile jest z facetem dla kasy. Nic po takiej. Oby znalazł się życzliwy i doniósł pracującemu na rodzinę mężowi. Takie kobiety każdy facet powinien pogonić!
Zachowaj swoje mądrości dla siebie, chyba nie czytałeś jej dalszych postów albo masz jakieś ograniczenie.
A ja chętnie poczytam mądrości Remi-ego. Co do ograniczeń, to chyba ma je tu ktoś inny.
Owszem autorka w późniejszych postach przedstawiła sprawę inaczej, ale w moim odczuciu zrobiła to tylko po to, żeby się wybielić.
Najpierw pisze, że po urodzeniu dziecka jej związek się posypał. Zaczęła szukać znajomości internetowych z innymi mężczyznami, czego ewidentnie nie żałowała. Z MUSU wyszła za mąż, mimo, iż przed ślubem uświadomiła sobie, że przyszłego męża nie kocha.
Nie tęskni za mężem, i "gdyby tylko mogła całkowicie sama się utrzymać to by odeszła". I, już ogromnie perfidne, chciała wyjechać do męża za granicę, nie po to żeby byli razem, ale po to, żeby tam się usamodzielnić (oczywiście z pomocą męża) i dopiero odejść? Jedynym powodem dlaczego tego nie zrobiła jest strach, że nie da rady tak długo UDAWAĆ!!!
No sorry, ale to co piszę później jest tak skrajnie różne, że nie da rady w to uwierzyć.
Autorko, to co zrobiłaś do tej pory:
- Zdradzałaś swojego faceta i to bez żadnych wyrzutów sumienia (na zasadzie on mi czegoś nie daje, znajdę sobie to gdzieś indziej) zapewne w myśl tego że "każdy ma prawo do szczęścia" i Tobie się to też należy...
- Wyszłaś za niego chociaż go nie kochasz, więc świadomie oszukałaś swojego obecnie już męża...
Co planujesz zrobić:
- Dojechać do męża, utrzymując go w przekonaniu że wszystko jest dobrze, znaleźć tam pracę i uniezależnić się finansowo i wtedy od niego odejść...
Nie wiem jakim człowiekiem jest Twój mąż, jak Cię traktuje, co dokładnie oznacza że były wyzwiska i awantury... Jednak jeżeli uważasz że do tej pory grałaś fair, zgodnie ze swoim sumieniem... to zrób jak planowałaś... najwyraźniej bowiem nie obchodzi Cie to że Twój plan zakłada co najmniej jedną ofiarę i to okaleczoną na całe życie...
Najbardziej przerażające jest to że mówisz mu że wszystko gra a planujesz coś innego - ale dopiero jak już mąż nie będzie potrzebny... póki co udajesz...
Niech nikt mi nie pisze że to nie dla kasy... oczywiście że nie, to potrzeba usamodzielnienia się, niezależności finansowej którą mąż ma pomóc osiągnąć - myśląc że buduje swoje ognisko domowe... to dla mnie szczyt wyrachowania, który przecież tak łatwo wytłumaczyć prostym: pogubiłam się, nie wiem co czuję, wypaliło się, itp...
Właściwie to jedź jak najszybciej, wiadomo przecież że Polki są lubiane przez obcokrajowców i to z wzajemnością, myślę że jak jesteś niebrzydka szybko znajdziesz kogoś innego kto pomoże Ci się usamodzielnić i przynajmniej nie wyciśniesz męża do samego końca... chyba już lepiej myśleć że żona odeszła z innym bo się "zakochała", niż mieć świadomość że planowała to zaraz bo zdobyciu tego na czym jej zależy...
PS. Zapytam z czystej ciekawości: jak to jest ślubować przed Bogiem i rodziną komuś że go nie opuścisz aż do śmierci - wiedząc że go nie kochasz, nie żałując że go zdradzałaś i planując go wykorzystać i zostawić?