Witam, chciałabym nakreślić sytuację, która mnie spotkała, być może któraś z was mierzyła się z podobnym problemem i mi coś doradzi.
Mam 25 lat i jestem z moim facetem (28) od niecałego roku. Jak się poznaliśmy od wyprowadził się od rodziców i wynajął mieszkanie w którym pomieszkiwałam bo dzieli nasze miasta od siebie pół kraju, jednak jako, że nie pracowałam, a studiowałam zaocznie to mogłam u niego siedzieć tygodniami. teraz przenoszę się do jego miasta na studia dzienne i planowaliśmy razem zamieszkać (zaczęłabym się dorzucac do czynszu itp).
Wszystko miało być super gdyby nie to, że on zmienił w stosunku do mnie nastawienie. Jesteśmy ze sobą dopiero niecały rok, a on juz przestał się starać. Przestał o mnie zabiegać, a największą przykrość sprawił mi fakt, że w ogóle nie okazał entuzjazmu tym, że mamy razem zamieszkać na stałe, mimo, że wcześniej bardzo tego chciał. Myślałam, że będzie się cieszył, a tu nic. Powiedziałam mu, ze przestał się starać, a wręcz zaczął mnie olewać to odparł, że nie będzie tego komentować. Nie jestem jakąs ciepluchą i nie potrzebuję miliona smsków czy telefonów kilka razy dziennie, bądz też deklaracji o rodzinie, dzieciach itp. W zasadzie gdyby nie to, że przede mną stoi decyzja o wspólnym zamieszkaniu to może nawet nie przeszkadzałoby mi to, że zrobił się obojętny, bo zwykle się takimi drobiazgami jak jego humorki nie przejmuję.
Jednak mając przed sobą w perspektywie wspólne zamieszkanie na najbliższe kilka lat martwię się, że ta jego obojętność jeszcze bardziej się pogłębi, że już całkiem będzie mnie "pewien" i przestanie starać się o związek.
Prawdę mówiąc czuję się odrobinę "oszukana" ponieważ kiedy zaczęliśmy być razem to starał się bardzo. kwiaty, prezenty, miłe słowa, wielkie deklaracje, przyjeżdżał do mnie w każdej chwili, przyglądał mi się z zafascynowaniem, cieszył się na wszystko co ze mną związane. A teraz niewiele już z tego pozostało. Mało pisze, mało dzwoni, nie przyjeżdża bo to ja zaczęłam jezdzić.
Co wy na to kobietki? Jak odkręcić tą sytuację? czy po prostu już coś w nim wygasło nieodwracalnie? zastanawiam się nad wynajęciem pokoju dla siebie gdzieś w innym miejscu żeby zatrzymać jakąś tą machninę ale myślę, że to by było lekko chore i raczej doprowadziłoby do końca związku, ale z drugiej strony boję się, że jak zamieszkamy razem to jego "zlewczość" też doprowadzi do końca.
Jeszcze z nim o tym nie rozmawiałam, spotkamy się dopiero w przyszłym tygodniu bo uwazam, że to materiał na rozmowe face2face. jeśli chodzi o nasz kontakt teraz to mamy ciche dni po tym jak olał to jak napisałam co mnie boli.