netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Problem bezdomności

40 odpowiedzi10 738 wyświetleńzałożony przez allegra90, 18.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 41 ]

1

Temat: Problem bezdomności

Gdy jestem w Warszawie, prawie zawsze spotykam na swojej drodze bezdomnych. Zastanawia mnie czasem co się musiało wydarzyć w życiu tych ludzi, że skończyli tak jak skończyli.
Nie są mile widziani z wiadomych względów. Z jednej strony, można zrozumieć pasażerów autobusu, którzy zatykają nos rękawem i odwracają wzrok, gdy wchodzi bezdomny. Z drugiej jednak...coś zgrzyta.

Co wy myślicie o takich ludziach? Czujecie do nich litość czy niechęć? Znacie kogoś kto wyszedł z bezdomności bądź stał się bezdomnym?
Czy można w ogóle ostatecznie rozwiązać problem bezdomności?
A co gdy taka osoba leży i śpi/odpoczywa/cierpi na jakiejś ławce czy na trawniku? Reagować czy ignorować?

2

Odp: Problem bezdomności

Mnie też - i z wiekiem chyba coraz częściej - zdarza się zastanawiać co wydarzyło się w życiu tych ludzi, że znaleźli się w takim miejscu, w jakim są obecnie. Przyznaję, że kiedyś czułam do nich głównie niechęć, potem miałam stosunek stricte obojętny, a dziś dzielę ich na grupy, są więc i tacy, których jest mi naprawdę żal i do których czuję pewnego rodzaju sympatię.

Nie szanuję tych, którzy są nachalni, powodują moją niepewność, może nawet jakąś obawę, bez zażenowania żerują na ludzkiej naiwności, już od rana szukając kogoś, kto z litości da im jakiś grosz (rzekomo na bułkę), który natychmiast przeznaczają na procenty.

Ale... w moim mieście jest taki pan, wiem, że bezdomny, jest zawsze trzeźwy, pomocny, radzi sobie jak umie - a to pozbiera złom, a to zrzuci komuś węgiel do piwnicy, a to skosi trawnik. Widać, że jest zmęczony życiem i doświadczony przez los, a jednak pomimo tej trudnej sytuacji, w której się znalazł, zachowuje się po prostu godnie. Nie znam jego historii, ale jest mi go zwyczajnie żal, dlatego czasem sama z siebie dam mu parę złotych, a czasem proszę męża, żeby kupił mu na przykład papierosy.

Pamiętam też, że kiedy byłam mała, to bardzo chciałam, żeby w Wigilię pojawił się u nas jakiś bezdomny, którego moglibyśmy nakarmić i choć na chwilę dać mu dach nad głową. Za nic nie potrafiłam wtedy zrozumieć dlaczego moja mama nie podziela tego pragnienia tongue. Dziś wiem, że z reguły nie mamy do bezdomnych zaufania, jakby z góry zakładając, że sami są swojej sytuacji winni, a przy tym są nieuczciwi, leniwi i żerujący na ludzkiej dobroci. To przecież nie zawsze jest prawda.

3

Odp: Problem bezdomności

Bardzo ważny temat. A słyszałyście o Kościele Ulicznym? W Warszawie. Oni służą między innymi takim właśnie osobom.
Na ludzi bezdomnych patrzę z litością- jest mi ich żal, pragnę dla nich zmiany, która musi się zacząć przede wszystkim w głowie; zmiany myślenia o sobie i o swoim życiu. Ja myśl o nich mam tylko jedną: Obrazek dodany przez użytkowniczkę

4

Odp: Problem bezdomności

Olinko, ja też się ich w pewien sposób obawiam. Ale ich nie potępiam, chociaż miałam kiedyś pewną niemiłą sytuację z bezdomnym. Tylko zastanawia mnie jak to jest z tymi noclegowniami. Czy naprawdę brakuje miejsc czy jednak abstynencja jest przeszkodą.

Catwoman, słyszałam i nieraz widziałam działalność Kościoła Ulicznego i muszę przyznać, że zawsze mają kolejki. Poza tym wiem też, że kapucyni w Warszawie przy Miodowej pomagają bezdomnym. Kiedyś jeden z nich był u mnie w parafii na rekolekcjach i opowiadał o tej ciężkiej posłudze.

5 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-09-19 16:58:02)

Odp: Problem bezdomności

Ja nie wiem o Warszawie,
Ale ja stalam sie bezdomna i ja wyszlam z bezdomnosci.
Kiedy mowie bezdomna, mowie o prawdziwej bezdomnosci, o spaniu na lawce w parku.
Stalam sie bezdomna poniewaz bylam mloda, i poniewaz zostalam zaatakowana przez wlasciciela domu w ktorym wynajmowalam pokoj i musialam uciec oknem, pozniej 'pomocni' ludzie ukradli moje pieniadze , a pozniej wyladowalam z jedna walizka na ulicy w lutym gdzie snieg padal.

6

Odp: Problem bezdomności

Noclegownie z reguły mają regulamin, którego jednym z podstawowych punktów jest zachowanie bezwzględnej trzeźwości. Niestety wielu bezdomnych to przerasta i wolą żyć bez dachu nad głową niż bez ,,jabola" na dzień dobry. Smutne to...

Catwoman napisał/a:

(...) jest mi ich żal, pragnę dla nich zmiany, która musi się zacząć przede wszystkim w głowie; zmiany myślenia o sobie i o swoim życiu.

No właśnie. Nieraz zastanawiałam się czy jest to ich świadomy wybór, poddanie się czy zwykła niemoc, czyli nieumiejętność poradzenia sobie z sytuacją, w której się znaleźli. Wyjście na prostą niewątpliwie wymaga siły i zmiany myślenia. Z drugiej strony otoczenie bywa brutalne, niechętne, rzadko podaje im rękę.

NinoLafairy, straszne jest to, co piszesz sad. Jak udało Ci się z tego wyjść?

7

Odp: Problem bezdomności

Ja bylam bezdomna w Londynie, co zupelnie zmienia postac rzeczy raczej.
W Londynie bezdomni nie musza byc brudni, nie musza żebrać.
Najpierw trafilam do kosciola. Koscioly dzialaja na takiej zasadzie ze codziennie nocuje sie w innym kosciele w tej samej okolicy, i tak w kolko. Kosciol na poniedzialek, na wtorek , na srode no i wiadomo tak dalej.
Wpuszczali nas, chyba o 8 wieczorem, byla duza kolacja i deser. Pozniej spanie i rano sniadanie i do 8 rano trzeba bylo wyjsc.
Pozniej kosciol sie skonczyl i trzeba bylo isc na ulice. Trafilam do parku , ktory nazywa sie Finsbury Park i tam znalezlismy dobre miejsce do spania, ale musielismy przelazic przez brame pod oslona nocy, spalismy na takim tarasie , wiec nad glowa mielismy dach. Przywleklismy materac ktory znalezlismy, dostalismy koldry i spiwory od organizacji charytatywnych no i robilismy lozko, ktore nawet kiedy bylo zimno w zime jak cholera, chronilo od chlodu, oczywiscie trzeba bylo wymknac sie rano.
Pozniej podrozowalo sie do pewnego miejsca w centrum, takiego miejsca kultury (dla normalnych ludzi, nie dla bezdomnych) i tam siedzialo sie caly dzien, wkradajac do toalety dla niepelnosprawnych zeby sie umyc w umywalce. A wieczorem szlo sie do miejsc w miescie gdzie rozdaja jedzenie bezdomnym (kanapki ze sklepu, cieple jedzenie i tak dalej , czasem naprawde drogie rzeczy). Tak to wygladalo, jesli kogos to interesuje oczywiscie.
Codziennie nakladalam makijaz, zmienialam czesto ciuchy (pranie mozna sobie zalatwic latwo) . Wygladalam prawie tak jak normalnie, poza tym, ze musialam nosic plecak z przyborami do mycia, jedzeniem i innymi rzeczami i nie moglam nosic butow na obcasie - wiadomo nie praktyczne do skakania przez brame.
Zaczelam pracowac jako statystka na planie filmowym, to sa duze pieniadze.Straszne bylo wstawanie w parku i lecenie na plan gdzie czekalo mnie 12 godzin pracy, co uniemozliwialo mi umycie sie po powrocie (wtedy mylam sie za pomoca mokrych chusteczek).
Jednak pieniadze wpadaly, wszystko sie krecilo. Zajelo mi to rok, zeby wyjsc z parku. Rok spania na lawce, rok w trakcie ktorego wiele sie nauczylam, i podczas ktorego moglam sie sprawdzic i poznac niesamowitych ludzi. Moglam wyjsc wczesniej z tego, ale nie bylam kompromisowa, wiec koniec koncow od razu przeszlam do mieszkania z parku, a nie na pokoj tani, dzielony z 10 innymi osobami.

8

Odp: Problem bezdomności

Nino, czytałam Twoje słowa z oczami wielkimi jak pięciozłotówki, a nawet swego rodzaju przerażeniem. Powiem jedno - niesamowicie Cię podziwiam, bo dzielna z Ciebie dziewczyna!

Piszesz ,,mieliśmy", ,,znaleźliśmy" - czy to znaczy, że w swojej niedoli od samego początku trzymałaś się w grupie z tymi samymi bezdomnymi? Miałaś chwile załamania czy każdego dnia wstawałaś rano ze świadomością, że to się kiedyś skończy? Nigdy nie przemknęła Ci przez głowę myśl, żeby wrócić do kraju?

9 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-09-19 18:14:13)

Odp: Problem bezdomności

Moglam wrocic do kraju, ale nie chcialam.Wychodzilam z zalozenia, ze tu jest moje zycie i to jest moje zycie i musze je sama kształtować.
Ja nie mialam nic w kraju, znaczy wyjechałam prosto spod skrzydeł rodziców, miałam lat 18.
Jestem jedynaczką, oczkiem w głowie u rodzicow,  mieliśmy swój dom w spokojnym małym miasteczku, nigdy niczego mi nie brakowało, chociaż rodzice nie byli bogaci.
Nie mialam zycia do ktorego moglabym wrocic. Moglam wrocic co najwyzej do mamusi i do dziecinstwa, ale to byloby bez sensu.
Nie trzymalam sie z nikim praktycznie. Poznalam mojego przyszlego meza wtedy i on poszedl ze mna do parku.
Znalam jednego polaka tam, ktory w tym parku mieszkał już o dobrych kilku lat.
Dla mnie było jasne jak słońce , że z tego wyjdę, i przez ten rok jaki byłam w parku popłakałam się dwa razy. Przy robieniu łóżka, bo było mi tak zimno w ręce , że nie mogłam wytrzymać i kiedy obudziłam się za późno i myślałam, że spóźnie się do pracy na plan i mnie zwolnią z agencji.
To wszystko brzmi strasznie jak się o tym mówi. Tak naprawdę to nie jest straszne tylko komiczne.
I było takie wtedy, kiedy zgubiłam się w drodze do kościoła, spóźniłam (co znaczy, że nie wpuszczą mnie do środka), śnieg padał , ja nie miałam zielonego pojecia gdzie jestem bo znalam tylko centralny Londyn, ciagnelam walizke po sniegu, buty mi przemokly i czapka spadla tak sie smialam jak chyba nigdy. Jak juz dotarlam do kosciola, to sie okazalo, ze walizke musze wciagac po schodach oblodzonych i wtedy myslalam, ze sie poplacze ze smiechu, pozniej jeszcze odpadly kolka od walizki big_smile

Powiem wiecej, znam wieeeelu bezdomnych. Polakow i nie polakow. 99,9% ma coś z garem i to równo. Nawet jak wydaja sie normalni. Stad ich problemy.
Ci ludzie są bezdomni w głowie, zawsze będą bezdomni w głowie. Widziałam ich dostajacych mieszkania, i wracajacych znowu i znowu na ulice.
Ja nigdy nie bylam bezdomna w głowie, stad moj wyglad, standart zycia byly inne.

Zawsze, zawsze niezachwianie wierzyłam we własną siłę. Jestem silna psychicznie tak bardzo, że bezdomność to dla mnie żaden problem i nie może mnie nawet nagiąć, a co dopiero złamać.
Zawsze wierzyłam, że jeżeli mogę się poruszać o własnych siłach, wstać i pójść sobie to mogę zrobić wszystko.

10

Odp: Problem bezdomności

Naprawdę bardzo Ci dziękuję za tę niesamowitą, przynajmniej dla mnie, opowieść. Choć odnoszę wrażenie, że mówienie o tym wcale nie jest dla Ciebie trudne, co tylko potwierdza, że jesteś ogromnie silna.

11

Odp: Problem bezdomności

Lubie to wspominać zawsze jak chce się pośmiać.
Szczególnie, że na samym początku w parku, jak jeszcze byłam cała dzika rozmawiałam z tym od kilku lat bezdomnym i mówię mu, że niedługo z tego wyjdę. Na co on 'tak, tak kilka lat w parku i ci przejdą takie nierealne marzenia' haha.
Myślę, że te osoby nie mają celu, który jest dla nich tak ważny by dojść do niego wszelkim sposobem, nie mają motywacji.

12

Odp: Problem bezdomności

A czy Twoi rodzice wiedzieli jaka jest sytuacja, czy może nie chciałaś ich martwić lub bałaś się, że będą nalegać na powrót?

13

Odp: Problem bezdomności

Wiedzieli, reszta rodziny i znajomych nie wiedziala, bo nie chcialam litosci.
Ja mam dobry kontakt z rodzicami, zawsze mialam i nie chcialabym ich oklamywac
Moj tata mowil, ze powinnam zostac skoro daje rade, bo to moja szansa.
Moja mama chciala zebym wrocila,
Moi rodzice wiedzieli zawsze jaka jestem, nie mieli zadnego wplywu na moje decyzje na temat wyboru liceum, albo tego jak sie uczylam, albo znajomych bo ja wychodze z zalozenia, ze musza wierzyc w moj rozsadek. Tak wiec przetrwalam namawianie mamy.

14

Odp: Problem bezdomności

Nina i na co ci to bylo?
Trzeba bylo sie przejsc do najblizszej placowki Citizens Advice Bureau a oni by cie do HOSS skierowali, gdzie z kolei umieszczono by cie w B&B i dali priorytet na liscie do lokalu socjalnego. W miesiac mozna wlasne mieszkanie miec. smile

Co do bezdomnosci to uczestnicze na zywo w eksmisjach wiec szczerze powiem tak juz do tego przywyklam ze mnie malo wzrusza. Ale powiem ze jeszcze sie mnie nie zdarzylo eksmitowac osoby ktora by nie z wlasnej winy wpadla w dlugi.
W wiekszosci przypadkow to jest albo tumiwisizm albo mega len, albo zwykla naiwnosc (jak problem zignoruje to on zniknie).
W zeszlym tygodniu wlasnie eksmitowalismy Polaka.
Niewiele zalosniejszych wymowek w zyciu slyszalam. smile

15

Odp: Problem bezdomności

Jaguar nie przysługiwał mi benefit, bez tego nic nie dostałabym. Konsultowałam się, usłyszałam, że nie mogę niczego chcieć, co najwyżej pokój u zakonnic na dwa miechy.

Większość bezdomnych jest bezdomnych z własnej winy. I ja też byłam z winy własnego nie zabezpieczenia się na wszelki wypadek, ale mogę sobie wybaczyć bo młoda byłam i nowa w tym kraju.

16

Odp: Problem bezdomności
NinaLafairy napisał/a:

, co najwyżej pokój u zakonnic na dwa miechy.

Od czegos trzeba zaczac.
Lepiej u zakonnic na dwa miechy niz na lawce w parku gdzie wszystko moze ci sie przydarzyc. smile

17

Odp: Problem bezdomności
Jaguar napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

, co najwyżej pokój u zakonnic na dwa miechy.

Od czegos trzeba zaczac.
Lepiej u zakonnic na dwa miechy niz na lawce w parku gdzie wszystko moze ci sie przydarzyc. smile

Bez urazy, ale ja bym wolał bezdomność z własnej woli niż zarabianie na czyimś nieszczęściu ,potknięciu czyt- komornik wink

18

Odp: Problem bezdomności

Ja dzielę bezdomnych na wartościowych ludzi których żal oraz bezdomnych z wyboru a znałam takiego.
Tacy ludzie to skrajni anarchiści, choć jestem anarchistką to nie do tego stopnia.

19

Odp: Problem bezdomności

NinaLafairy ma rację, bezdomność w dużej mierze rodzi się w głowie. Staje się swoistą chorobą, a w połączeniu z nałogami, lękami trudno jest z niej wyjść. Podobnie jak z osobami odsiadującymi długoletnie wyroki ponad dekadę, pierwszą myślą po opuszczeniu więziennych murów jest chęć powrotu za nie-ponieważ przez dekadę świat nie stoi w miejscu, ulega dużym zmianom. Ludzie o słabej psychice boją się zmian- może to dziwne, ale stanowi główną blokadę.

Kilkuletnia bezdomoność jest na własne życzenie, ponieważ każde Państwo z dobrze rozwiniętą polityką społeczną posiada programy umożliwiające wyjście z tego stanu, bądź społeczne inicjatywy.

Ja również często myślę o bedomnych, nieważne o jakiej porze roku- kiedy wiosną budzi się życie, przychodzą mi myśli, iż teraz ludziom, ktorzy nie mają dachu nad głową będzie lżej, kiedy leje deszcz, "że nawet psa nie wyrzuciłoby się z domu" i są arktyczne mrozy, dziękuję za ciepły dach i kubek herbaty i zastanawiam się jak sobie radzą.Święta skłaniają do refleksji i nostalgii- ten dodatkowy talerz dla gościa szczególnie kieruje myśli w stronę bezdomnych. Przeszkadza mi tylko natręctwo... tych, którzy  potrafią wejść do knajpy i natarczywie stać nad talerzem. Nie jest to przyjemne- chodzi o woń.

Niektórzy "są" bezdomnymi bo uciekają przez całe życie, przed literą prawa, zadłużeniami, przed samym sobą. "Stać" się można (życie różnie układa się), dlatego trzeba mieć w sobie trochę pokory.

20

Odp: Problem bezdomności
słonecznik30 napisał/a:

Ja również często myślę o bedomnych, nieważne o jakiej porze roku- kiedy wiosną budzi się życie, przychodzą mi myśli, iż teraz ludziom, ktorzy nie mają dachu nad głową będzie lżej, kiedy leje deszcz, "że nawet psa nie wyrzuciłoby się z domu" i są arktyczne mrozy, dziękuję za ciepły dach i kubek herbaty i zastanawiam się jak sobie radzą.Święta skłaniają do refleksji i nostalgii- ten dodatkowy talerz dla gościa szczególnie kieruje myśli w stronę bezdomnych.

Tutaj mam podobnie - kiedy przychodzą siarczyste mrozy czy okres świąt, to w duchu myślę o tym, że nie każdy może teraz siedzieć w ciepłym domku czy przy suto zastawionym stole. To jest przykre, ale zdecydowanie bardziej, kiedy jest to sytuacja wymuszona, a nie na własne życzenie i z własnego, świadomego wyboru.

21

Odp: Problem bezdomności

Ja u zakonnic. Gdybys zamienila sie ze mna na moje doswiadczenia, do bys wiedziala ze w parku mialam 1000000 razy bezpieczniej i spokojniej niz w takich miejscach. Sto razy zima wolalam byc w parku niz w kosciele spac. To totalnie nie dla mnie i czulam sie tam strasznie zle.

22

Odp: Problem bezdomności

Nina po raz enty już któryś raz z kolei bardzo zdumiewający i podziwiający odbiór wyłaniający się z twojej osoby. Zawsze dało wyczuć się  z twoich wpisów twardą  i "męską " postawę na życie wink

23

Odp: Problem bezdomności

Ja mysle ze to robi wrazenie po prostu bo ciezko sobie to wyobrazic. Mlodzi ludzie maja wiecej energii, ja taka wtedy bylam.
Sa trudniejsze rzeczy w zyciu, duzo trudniejsze.

24

Odp: Problem bezdomności

Nina, dużo jest w tym prawdy. Przyznaję, że sporo o Tobie myślałam i w pewnym momencie doszłam do wniosku, że gdybym to ja miała poradzić sobie z bezdomnością, to na pewno byłoby mi dużo łatwiej, kiedy byłam jeszcze młodziutka, nie teraz. Człowiek młody zupełnie inaczej patrzy na wiele spraw. Ja byłam niesamowicie elastyczna, silna, problemy, które dziś wydają mi się trudne do rozwiązania, wtedy przyjmowałam niemal naturalnie. I niby człowiek dziś jest dojrzalszy, a jednak czasem ta dojrzałość i świadomość sytuacji oraz tego, co się wokół dzieje, czasem przeszkadza.

25 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-09-24 11:39:10)

Odp: Problem bezdomności
NinaLafairy napisał/a:

Ja bylam bezdomna w Londynie, co zupelnie zmienia postac rzeczy raczej.
W Londynie bezdomni nie musza byc brudni, nie musza żebrać.
Najpierw trafilam do kosciola. Koscioly dzialaja na takiej zasadzie ze codziennie nocuje sie w innym kosciele w tej samej okolicy, i tak w kolko. Kosciol na poniedzialek, na wtorek , na srode no i wiadomo tak dalej.
Wpuszczali nas, chyba o 8 wieczorem, byla duza kolacja i deser. Pozniej spanie i rano sniadanie i do 8 rano trzeba bylo wyjsc.
Pozniej kosciol sie skonczyl i trzeba bylo isc na ulice. Trafilam do parku , ktory nazywa sie Finsbury Park i tam znalezlismy dobre miejsce do spania, ale musielismy przelazic przez brame pod oslona nocy, spalismy na takim tarasie , wiec nad glowa mielismy dach. Przywleklismy materac ktory znalezlismy, dostalismy koldry i spiwory od organizacji charytatywnych no i robilismy lozko, ktore nawet kiedy bylo zimno w zime jak cholera, chronilo od chlodu, oczywiscie trzeba bylo wymknac sie rano.
Pozniej podrozowalo sie do pewnego miejsca w centrum, takiego miejsca kultury (dla normalnych ludzi, nie dla bezdomnych) i tam siedzialo sie caly dzien, wkradajac do toalety dla niepelnosprawnych zeby sie umyc w umywalce. A wieczorem szlo sie do miejsc w miescie gdzie rozdaja jedzenie bezdomnym (kanapki ze sklepu, cieple jedzenie i tak dalej , czasem naprawde drogie rzeczy). Tak to wygladalo, jesli kogos to interesuje oczywiscie.
Codziennie nakladalam makijaz, zmienialam czesto ciuchy (pranie mozna sobie zalatwic latwo) . Wygladalam prawie tak jak normalnie, poza tym, ze musialam nosic plecak z przyborami do mycia, jedzeniem i innymi rzeczami i nie moglam nosic butow na obcasie - wiadomo nie praktyczne do skakania przez brame.
Zaczelam pracowac jako statystka na planie filmowym, to sa duze pieniadze.Straszne bylo wstawanie w parku i lecenie na plan gdzie czekalo mnie 12 godzin pracy, co uniemozliwialo mi umycie sie po powrocie (wtedy mylam sie za pomoca mokrych chusteczek).
Jednak pieniadze wpadaly, wszystko sie krecilo. Zajelo mi to rok, zeby wyjsc z parku. Rok spania na lawce, rok w trakcie ktorego wiele sie nauczylam, i podczas ktorego moglam sie sprawdzic i poznac niesamowitych ludzi. Moglam wyjsc wczesniej z tego, ale nie bylam kompromisowa, wiec koniec koncow od razu przeszlam do mieszkania z parku, a nie na pokoj tani, dzielony z 10 innymi osobami.

Biorac pod uwage, ze Londyn jest pelen squatow, to ciezko uwierzyc w spanie statystki filmowej przez rok na lawce w parku. Tez mieszkalam 5 lat w Londynie, z praca czy bez i cos mi tu nie do konca pasuje.

26 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-09-24 14:32:51)

Odp: Problem bezdomności

To bylo dawno temu, a ja uparlam sie zbierac na mieszkanie.
Pracujac srednio w tamtym czasie kilka razy w miesiacu to bylo za malo pieniedzy. Nie dostalabym housing benefit gdybym wynajela mieszkanie, albo pokoj co znaczy ze musialabym wyrobic z czynszem sama, a bez regularnych dochodow, i bez wiedzy ze dostane nastepne zlecenie to graniczylo z cudem.
Poza tym ja nie bylam sama, i sama nie chcialam opuscic parku. Co do squatu nie chcialam tam isc tak samo jak do zakonnic, moj kolega poszedl i conajmniej nie byl zachwycony ludzmi z ktorymi wtedy jestes zmuszony obcowac.
Tak jak mowilam to byl moj wybor. Mialam wybor, isc do zakonnic , SAMA isc do znajomych, isc do squatu znowu sama i wybralam park, wolny od innych bezdomnych, narkomanow, ludzi zawracajacych gitare. Tak samo moglam sie zaprzec i pracowac do wycienczenia jako kelnerka i szybko odlozyc kase, albo robic co chce robic i czekac, moglam wybrac wynajecie zatloczonego pokoiku , ale wolalam wynajac mieszkanie.  Oczywiscie wierzyc w to nie ma obowiazku, powiem tylko ze moja historia nie jest jedyna w tym stylu i mam zdjecia nawet z parku.

Ja traktowalam bezdomnosc jak przygode i lekcje, jak trening i podobalo mi sie to doswiadczenie. Gdybym byla bezdomna teraz w takim momencie mojego zycia to bylaby to strata czasu , ktora zawalilaby mi wiele rzeczy na przyszlosc/ Wtedy zaczynalam wiec moglam sobie pozwolic.

27 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-09-24 14:56:32)

Odp: Problem bezdomności

OK, ale nazwijmy to w takim razie po imieniu - nie zadna wymuszona bezdomnosc i ciezki los, tylko fanaberia i zabawa, nowe doswiadczenie czy dziecinna fantazja mlodej dziewczyny. Bo to nie tak, ze Ty nie mialas dokad pojsc, Ty sama wybralas zycie na parkowej lawce.
Troche na granicy ryzyka utraty zdrowia czy nawet zycia, ale skoro taka adrenalina byla Ci do szczescia potrzebna to why not?

A wracajac tak ogolnie do tematu bezdomnych, to w zasadzie w Finlandii nie ma ludzi bez mieszkan, kazdemu socjal cos znajdzie. A mimo to widuje sie czasem takich ludzi, ktorzy z calym dobytkiem spia na dworcu. Dlaczego taki los wybieraja? Nie wiem i przyznam, ze daleka jest mi taka filozofia Jasia Wedrowniczka. Nic do nich nie mam ale nadal nie rozumiem takiego stylu zycia. Ucieczka od czegos? Protest?

28

Odp: Problem bezdomności

Mussuka, ale to prawie zawsze jest jakiś wybór- równie dobrze mogła wrócić do Polski. Ja bym może wróciła- chociaż nie! Mieszkałam zagranicą i chociaż nie byłam bezdomna, ale było mi miesiącami makabrycznie źle, nie wróciłam.
Człowiek podejmuje jakąś decyzję co oznacza trwanie w skutkach.

29 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-09-25 11:40:26)

Odp: Problem bezdomności
Catwoman napisał/a:

Mussuka, ale to prawie zawsze jest jakiś wybór- równie dobrze mogła wrócić do Polski. Ja bym może wróciła- chociaż nie! Mieszkałam zagranicą i chociaż nie byłam bezdomna, ale było mi miesiącami makabrycznie źle, nie wróciłam.
Człowiek podejmuje jakąś decyzję co oznacza trwanie w skutkach.

Ale ja wcale nie kwestionuje tego, ze byl to wybor, swiadomy wybor sposrod wielu innych mozliwosci zamieszkania za ta granica.
Ja jedynie nie gloryfikuje wyboru lawki w parku jako czynu heroicznego, bo w moim pojeciu byl to wybor conajmniej dziwny i BARDZO ryzykowny. I o ile lubie ryzyko w zyciu, o tyle nie balansuje swiadomie nad przepascia i na granicy utraty tegoz. Zycia, nie ryzyka. Wtedy znana maksyma - jest ryzyko - jest zabawa, przestaje miec dla mnie sens.

30

Odp: Problem bezdomności

Wiesz, ja dziś też nie wybrałabym parku, chociażby w trosce o nerki wink ..... ale jakbym miała z 18 lat, to jest całkiem możliwe.

31 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-09-25 11:39:49)

Odp: Problem bezdomności
Catwoman napisał/a:

Wiesz, ja dziś też nie wybrałabym parku, chociażby w trosce o nerki wink ..... ale jakbym miała z 18 lat, to jest całkiem możliwe.

na rok?? rowniez w zimie? ja nawet majac 18 lat wolalam jednak miejsca bardziej chronione i chocby z biezaca woda:) chociaz wakacje tez czesto na biwakach i polach namiotowych spedzalam, dojezdzajac z miejsca na miejsce autostopem.

32

Odp: Problem bezdomności
Mussuka napisał/a:

OK, ale nazwijmy to w takim razie po imieniu - nie zadna wymuszona bezdomnosc i ciezki los, tylko fanaberia i zabawa, nowe doswiadczenie czy dziecinna fantazja mlodej dziewczyny. Bo to nie tak, ze Ty nie mialas dokad pojsc, Ty sama wybralas zycie na parkowej lawce.
Troche na granicy ryzyka utraty zdrowia czy nawet zycia, ale skoro taka adrenalina byla Ci do szczescia potrzebna to why not?

A wracajac tak ogolnie do tematu bezdomnych, to w zasadzie w Finlandii nie ma ludzi bez mieszkan, kazdemu socjal cos znajdzie. A mimo to widuje sie czasem takich ludzi, ktorzy z calym dobytkiem spia na dworcu. Dlaczego taki los wybieraja? Nie wiem i przyznam, ze daleka jest mi taka filozofia Jasia Wedrowniczka. Nic do nich nie mam ale nadal nie rozumiem takiego stylu zycia. Ucieczka od czegos? Protest?

To są bezdomni z wyboru ich nic nie zmieni,  im takie życie odpowiada, zero zobowiązań żyję jak chcę, skrajny anarchizm.

33

Odp: Problem bezdomności

Witam. Ja dziś wpisałam w wyszukiwarce "drogie mieszkania" i znalazłam między innymi twój post Allegro90 o bezdomności. To prawda że dziś, mamy rok 2014, dużo ludzi jest bezdomnych. Ludzie Ci chodzą po śmietnikach, nie mają się gdzie podziać, zbierają kiepy. Współczuję takim ludziom.
Dziś mieszkania są bardzo drogie. Osiedla w Polsce rosną jak grzyby po deszczu, technologie się zmieniają, znacznie szybciej  jest dziś wybudować blok. Co z tego ? Skąd ja , czy przeciętny Kowalski, ma wziąć kasę , żeby w takim przytulnym M zamieszkać. Czynsz mieszkania na nowym osiedlu, dwupokojowego wynosi średnio 1200 zł. Ludzie biorą kredyty, bo bez tego ani rusz.
Wobec czego problem bezdomności, stał się bardzo powszechny. Ja najbardziej ubolewam nad tym, że  przecież wybudowanie bloku, nie wymaga takiej robocizny, a czemu jest to takie drogie !?

34

Odp: Problem bezdomności
czasymira napisał/a:

Witam. Ja dziś wpisałam w wyszukiwarce "drogie mieszkania" i znalazłam między innymi twój post Allegro90 o bezdomności. To prawda że dziś, mamy rok 2014, dużo ludzi jest bezdomnych. Ludzie Ci chodzą po śmietnikach, nie mają się gdzie podziać, zbierają kiepy. Współczuję takim ludziom.
Dziś mieszkania są bardzo drogie. Osiedla w Polsce rosną jak grzyby po deszczu, technologie się zmieniają, znacznie szybciej  jest dziś wybudować blok. Co z tego ? Skąd ja , czy przeciętny Kowalski, ma wziąć kasę , żeby w takim przytulnym M zamieszkać. Czynsz mieszkania na nowym osiedlu, dwupokojowego wynosi średnio 1200 zł. Ludzie biorą kredyty, bo bez tego ani rusz.
Wobec czego problem bezdomności, stał się bardzo powszechny. Ja najbardziej ubolewam nad tym, że  przecież wybudowanie bloku, nie wymaga takiej robocizny, a czemu jest to takie drogie !?

Myślę, że drogie mieszkania nie są dominującym powodem, ale na pewno nie ułatwiają sytuacji.

Wybudowanie bloku oprócz materiałów, robocizny, zakupienia gruntu, wymaga też podjęcia ryzyka, że inwestycja może się nie udać, więc trzeba to odpowiednio wkalkulować w cenę. Poza tym lokalizacja no i fakt, że czy to deweloper czy to właściciel sprzedający mieszkanie chce zarobić.

35

Odp: Problem bezdomności
allegra90 napisał/a:

Co wy myślicie o takich ludziach?

Nic ciekawego. Chcę się jak najszybciej od nich oddalić. Niezależnie od tego czy wydzielają nieprzyjemny zapach.

allegra90 napisał/a:

Czujecie do nich litość czy niechęć?

Zdecydowanie i jednoznacznie niechęć. Człowiek, który nie pije, sprząta po sobie i potrafi się dostosować do pewnych reguł np.: powrót do 22 może mieszkać w noclegowni/ośrodku dla bezdomnych i jeszcze jakiś zasiłek dostać. W dzisiejszych czasach to przede wszystkim wybór.

allegra90 napisał/a:

Znacie kogoś kto wyszedł z bezdomności bądź stał się bezdomnym?

Nie.

allegra90 napisał/a:

Czy można w ogóle ostatecznie rozwiązać problem bezdomności?

Nie, bo zawsze będą ludzie, którzy preferują taki styl życia.

allegra90 napisał/a:

A co gdy taka osoba leży i śpi/odpoczywa/cierpi na jakiejś ławce czy na trawniku? Reagować czy ignorować?

Zależy od sytuacji. Jeżeli taka osoba zakłóca innym spokój powinna być stamtąd przepędzona przez odpowiedniej służby. W Złotych Tarasach tacy potrafią się zamykać w toalecie na kilka godzin. Takie osoby powinny otrzymać pomoc i być traktowane z godnością, ale nie kosztem innych. Dworzec kolejowy do którego przyjeżdżają ludzie z całej Polski i nie tylko powinien być, w miarę możliwości, wolny od takich osób, a jeżeli tam są to powinni być pilnowani, żeby nie utrudniać życia innym.

36

Odp: Problem bezdomności
czasymira napisał/a:

Czynsz mieszkania na nowym osiedlu, dwupokojowego wynosi średnio 1200 zł. Ludzie biorą kredyty, bo bez tego ani rusz.
Wobec czego problem bezdomności, stał się bardzo powszechny. Ja najbardziej ubolewam nad tym, że  przecież wybudowanie bloku, nie wymaga takiej robocizny, a czemu jest to takie drogie !?

To są ceny dużego miasta - w małej miejscowości czynsz to ok 400 zł. A we wioskach w mojej okolicy to i domek mały można za to wynająć.

37

Odp: Problem bezdomności
maga164 napisał/a:

To są ceny dużego miasta - w małej miejscowości czynsz to ok 400 zł. A we wioskach w mojej okolicy to i domek mały można za to wynająć.

W dużej mierze to kwestia wysokiej marży i dużego popytu. Przy budowie osiedla koszty działki nie odgrywają tak dużej roli, żeby mieszkanie było 2 razy droższe niż niecałe 50 km dalej, a tak to teraz wygląda. Jak infrastruktura się poprawi, skończą się programy rządowe, a ludzie przyzwyczają się do mieszkania poza dużymi miastami to ceny spadną.

38

Odp: Problem bezdomności

Dla niewtajemniczonych. Bezdomnym zostaje się w Polsce bardzo łatwo. Wystarczy 10 minut. Podejrzenie ze strony bliskich, najczęściej jest to żona - która zgłasza na policję, że stosujesz PRZEMOC ! i po chwili jesteś bezdomny do końca życia, które też nie trwa długo bo zdychasz pod śmietnikiem.
Pozdrawiam.
Grzegorz Maciągowski.
Bezdomny.
Elbląg.

39

Odp: Problem bezdomności
hscfhasc napisał/a:

Dla niewtajemniczonych. Bezdomnym zostaje się w Polsce bardzo łatwo. Wystarczy 10 minut. Podejrzenie ze strony bliskich, najczęściej jest to żona - która zgłasza na policję, że stosujesz PRZEMOC ! i po chwili jesteś bezdomny do końca życia, które też nie trwa długo bo zdychasz pod śmietnikiem.
Pozdrawiam.
Grzegorz Maciągowski.
Bezdomny.
Elbląg.

Za granicą zostajesz bezdomnym w 5 sekund kiedy nie dostajesz wypłaty, czynsz nie zapłacony za 2 miesiące, depozyt za mieszkanie wykorzystany, właściciel stawia ultimatum, podjeżdża policja (o ile dalej siedzisz w domu) i jesteś na ulicy. A potem to już poezja. Wszyscy patrzą na ciebie jak na alkoholika.

40

Odp: Problem bezdomności

Ciekawa jest historia NinaLafairy, ale w polskiej rzeczywistość wygląda to jakość inaczej. Bezdomni są na ogół brudni i śmierdzący, jeśli zdobędą jakieś pieniądze to zazwyczaj wydają na alkohol, no i koło się zamyka, bo kto zatrudni taką osobę? Jak bez pieniędzy znowu stanąć na nogach, wynająć jakiś kąt do mieszkania?
Niestety droga do bezdomność w wielu przypadkach to własna przeogromna głupota - tak jak ktoś wcześniej napisał postawa: wisi-mi-to tak długo jak się da.
Często ci ludzie nie chcą pomocy, bo nie chcą się zgodzić na respektowanie zasad. Nie chcę oceniać, być może noclegownie są źle zorganizowane, ale z drugiej strony to nie hotel. Ich prawo wyboru łóżko w noclegowni, czy ławka na świeżym powietrzu. Sytuacja na rynku pracy jest tak jaka jest, ciężko zdobyć pracę ludziom, którzy mają mieszkanie, a takiemu brudnemu bezdomnemu z dobytkiem w torbie?
Ciekawe, czy komuś się udaje wyjść z tego stanu.

41

Odp: Problem bezdomności

To prawda. W Polsce żeby trafić na bruk trzeba w większości przypadków tego naprawdę "chcieć". W niektórych krajach natomiast wystarczy, że lekko powinie się noga i już jesteś na ulicy.

Posty [ 41 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026