Mnie też - i z wiekiem chyba coraz częściej - zdarza się zastanawiać co wydarzyło się w życiu tych ludzi, że znaleźli się w takim miejscu, w jakim są obecnie. Przyznaję, że kiedyś czułam do nich głównie niechęć, potem miałam stosunek stricte obojętny, a dziś dzielę ich na grupy, są więc i tacy, których jest mi naprawdę żal i do których czuję pewnego rodzaju sympatię.
Nie szanuję tych, którzy są nachalni, powodują moją niepewność, może nawet jakąś obawę, bez zażenowania żerują na ludzkiej naiwności, już od rana szukając kogoś, kto z litości da im jakiś grosz (rzekomo na bułkę), który natychmiast przeznaczają na procenty.
Ale... w moim mieście jest taki pan, wiem, że bezdomny, jest zawsze trzeźwy, pomocny, radzi sobie jak umie - a to pozbiera złom, a to zrzuci komuś węgiel do piwnicy, a to skosi trawnik. Widać, że jest zmęczony życiem i doświadczony przez los, a jednak pomimo tej trudnej sytuacji, w której się znalazł, zachowuje się po prostu godnie. Nie znam jego historii, ale jest mi go zwyczajnie żal, dlatego czasem sama z siebie dam mu parę złotych, a czasem proszę męża, żeby kupił mu na przykład papierosy.
Pamiętam też, że kiedy byłam mała, to bardzo chciałam, żeby w Wigilię pojawił się u nas jakiś bezdomny, którego moglibyśmy nakarmić i choć na chwilę dać mu dach nad głową. Za nic nie potrafiłam wtedy zrozumieć dlaczego moja mama nie podziela tego pragnienia
. Dziś wiem, że z reguły nie mamy do bezdomnych zaufania, jakby z góry zakładając, że sami są swojej sytuacji winni, a przy tym są nieuczciwi, leniwi i żerujący na ludzkiej dobroci. To przecież nie zawsze jest prawda.