Witam.
Szukam bratniej duszy,osoby,która tak jak ja ma meża,który "zostawił" ją dla mórz i oceanów.
Mój mąż niedawno skończył szkołę morską i wypłynął na swój pierwszy kontrakt.Minął już prawie miesiąc,a ja nie potrafię przyzwyczaić się do życia z dala od niego.
Mamy 2 letniego synka.Zostaliśmy sami na kilka miesiecy.Teraz muszę być i matką i ojcem,a oprócz tego mieć na głowie cały dom,każde usterki,naprawy i inne rzeczy,którymi zajmował się mój mąż spadły na mnie.Jakoś sobie radzę,ale czasami myślę sobie,że to mnie przerasta i że w końcu nadejdzie dzień,w którym sobie nie poradzę.Przeważnie słyszę,że żony marynarzy są silne i niezależne,ale ja jakoś nie mogę sie do tego przekonać.Może już tak bardzo za mężem nie tęsknię jak przez pierwsze dni kiedy wyjechał,ale jednak czuję,że brakuje mi go.Smutno tak samemu spędzać wieczory,kiedy synek już śpi.Jest tak zimno i pusto.Z przyjemnością porozmawiam z osobą,która ma podobną sytuację i posłucham dobrych rad.
Podobne tematy
Brat Mamy był marynarzem, pływał głównie na tankowcach (dlatego to podkreślam ,bo tankowce to takie kategorie statków, które bardzo rzadko wpływają do portów ). Zawód ten ma takie minusy ze bardzo długo przebywasz w otoczeniu tych samych ludzi (załogi), co może wpływać na zmiany zachowania. I wuja marynarz , po prostu na lądzie czuł sie źle, uciekał na morze-bardzo często, czyli małżeństwa praktycznie nie było... Co prawda rozwodu nie wzięli ,ale jako małżeństwem to trudno to uznać...