Z obecnym partnerem jestem rok, właśnie mamy się wyprowadzić do większego miasta od rodziców, w skrócie opowiem moją historię.
Rok temu zakochani, wszystko idealne, seks idealny, wspólni znajomi, dużo imprez, kiedy zaczął się październik ubiegłego roku wszyscy znajomi wyjechali na studia, więc zostaliśmy sami, ja studiuję zaocznie a on jeszcze nie skończył liceum( niby z powodu operacji na tarczycę, ale musi mieć przecież chęci żeby się uczyć, w tym roku ma iść się uczyć, tak mi obiecuje).
Główny problem o którym chcę napisać to chodzi o moją przyjaciółkę, przyjaźnie się z nią z 7lat, zaczynam właśnie powoli ją tracić przez niego i siebie, bo nic nie umiem z tym zrobić...nie wiem jak...
Teraz wieczne kłótnie, płacz co dwa dni...moja przyjaciółka(M) ma inne towarzystwo niż ja, którego nie lubi mój chłopak i nie lubi też chłopaka mojej przyjaciółki. Uważa, że M. jest demoralizująca, ma zły wpływ na mnie. Dwa czy trzy razy zdarzyło się, że wyszłam z nią do jej znajomych(gdzie byli faceci w większości), co mój chłopak R. wypomina mi do dziś, i od tego się zaczęło. Mówi mi, że nie ufa mi jak wychodzę z nią, gdy słyszy jej imię zaczyna ją wyzywać itd. nie chcę się żebym z nią sie spotykała. przez całe wakacje widziałam się może z nią pare razy, a mieszkamy 5minut od siebie. Z moim chłopakiem spędzamy całe dnie, jeśli ja chcę zadzwonić do mojej przyjaciółki i drugiej dobrej koleżanki K. twierdzi że "szukam sobie zajęcia, że mi nudno z nim, i ja zawsze do nich dzwonie a one do mnie nie" Nie , dzwonią do mnie żeby wyjść ale ja zawsze jestem z nim...a jakbym chciała wyjść tak nagle z dziewczynami a już umówiłam się z nim, to byłby zarzuty typu że dziewczyny są ważniejsze dla mnie. Wiedziałam, że tracę M. bo on nie pozwala mi wychodzić z nią, ale dopiero uświadomiła mi to moja dobra koleżanka K. wczoraj...Wiem jak bardzo przykro jest M., ze sie nie spotykamy, mi tez, tym bardziej ze zawsze mówiłam zeby nie dała sie ogarniczyc jej partnerowi itp. A sama wdepnełam w te gowno juz drugi raz (bylam w podobnym zwiazku, pełnym miłosci itp.) Chodzi o to ze z nim nie da sie porozmawiac o Monice... chce sie z nia spotykac, a stawanie murem nie działa na niego, nic na niego nie działa. Bardzo go kocham, ale twierdze ze mnie ogranicza, a on tego nie widzi. Wieczne wypominanie, wiecznie moja wina. Chce odbudowac kontakt z M. tym bardziej ze zaraz obie wyjezdzamy do innych miast. A nie chce tez oszukiwac chłopaka dzwoniąc do niej po kryjomu czy cos. Muszę coś zrobić, bo ją stracę.. Proszę o rady, nie chce z nim zrywac ale momentami jest strasznie ograniczajacy i uparty. Wiem ze moze pisze chaotycznie, ale jest tyle problemów że chciałabym zawrzec wszystko..Bo to jest jeden z problemów
Podobne tematy
potrzebuje pomocy, prosze o rady:(
Nie wiem, czy Ty jesteś kobietą kochającą za bardzo, ale wiem, że Twój partner jest toksyczny. Zamiast Cię wspierać - dołuje, zamiast inspirować - ogranicza. Odcina Cię od przyjaciółki i znajomych niby dla Twojego dobra, a tak naprawdę chodzi tu o niego i o to, że chce mieć Cię na wyłączność.
A mówisz, że to tylko czubek góry lodowej? To tym bardziej uciekaj póki czas!
Tylko ja chcę z nim być, nie wiem to chore... Na razie się zastanawiam co zrobić żeby znów się spotykać z M. i żeby nie miał on z tym problemu, ale chyba tak się nie da...chyba nie wyolbrzymiam, bo moja koleżanka też to widzi. mam umawiać się z nią na spotkania? nie wiem jak to zrobić
A czemu miałabyś się z nią nie spotykać? Bo on nie chce...? Proszę Cię... jesteś dorosłą kobietą, Twoja relacja z przyjaciółką jest dla Ciebie ważna, i nie godzi w żaden sposób w Twój związek. To, że on Ci "zabrania" (nie mając prawa Ci rozkazywać), to jego problem. Chce Cię kontrolować, ale jesteś wolną, dorosłą kobietą! Nie daj się sterroryzować...
Co Cię trzyma w tym związku? Co jest wyjątkowego w tym facecie?
Jest opiekuńczy, kochający, dający bezpieczeństwo, zaskakuje mnie mile, dba o mnie, szczery momentami az do bolu(sama nie wiem czy to mozna nazwać zaletą), przystojny. I wiele przeciwieństw: humorzasty, uparty, obrażalski. To nie jest już normalne, że myśle o tym jak będziemy mieszkać razem(na początku cieszyłam się, wyprowadzamy sie juz za 2 tygodnie)i mysle o tym ze ciesze sie ze bede chodzic do pracy, bo pozniej caly wieczor bedziemy spedzac razem...On twierdzi, ze juz nie potrzebuje wychodzenia ze znajomymi, on by mogł siedziec tylko ze mną, a ja potrzebuje wyjscia bez niego, takiej małej wolnosci by moc pozniej wrocic do domu i cieszyc sie soba, a bedac z soba 24/7 robi sie mdło
A mówisz mu o tym...? Nie możecie iść w tej kwestii na kompromis?
Ile czasu/wieczorów w tygodniu chciałabyś spędzać poza domem?
po prostu co mam teraz zrobić? on wie, ze sie chce z nia spotkac. Spotkam sie, ale raz mi nei wystarcza i tez jak sie z nia spotykałam zawsze to musiałam byc tylko sam na sam z nią, zadnych facetow i najlepiej nie w jakims barze czy cos
chociaz dwa razy w tygodniu spotkac sie z kolezankami, albo wyjsc chociazby raz z kolezankami sam na sam a pare raz razem ze znajomymi, a on sie zrobił jak stary dziadek już, woli posiedziec w domu ze mną. Najlepsze jest to ze spotykamy się, a pozniej w nocy on wychodzi z kolegami, ciekawe jakby zareagowal jakbym ja po nocach chodzila z kolezankami po naszym spotkaniu
dla niego to juz chyba jest kompromis, ze w ogole sie z nia spotykam raz na jakis czas... mowie mu o jego wadach i zaletach, ale jak mowie o wadach to zaczyna mowic o moich i ze to moja wina ze on np. ma zły humor bo go zdenerwowałam albo taki jest
Co zrobić? Powiedzieć mu dokładnie to, co napisałaś tutaj! Że potrzebujesz spotykać się z koleżankami regularnie, że chcesz mieć swoją małą wolność, że jeśli będziecie cały czas spędzać razem, to się sobą znudzicie, że on spotyka się z kolegami, a do Ciebie ma pretensje... Musicie wypracować jakiś kompromis! Jeśli teraz tego nie zrobisz, to potem - uwierz - będzie dużo trudniej. Nie mówiąc już o tym, że stracisz znajomych, jeżeli nie będziesz mieć dla nich w ogóle czasu.
Ale ja mu to mówiłam, jest kłótnia, robimy kompromis, po jakimś czasie znów jest to samo, własnie teraz siedze, mam isc do niego, ale mysle odwiedzic M. jest przeziebiona... ale zaraz on bedzie zły ze najpierw do niego nie przyszłam. normalnie czasem boje sie mu cokolwiek o niej powiedziec, bo odrazu sadzi kurwy na nią...
normalnie czasem boje sie mu cokolwiek o niej powiedziec, bo odrazu sadzi kurwy na nią...
??? Sama sobie odpowiedz na pytanie, czy chcesz być z takim facetem. Nie szanuje ani Ciebie (Twoich potrzeb, zdania etc.) ani innych.
chce coś z tym zrobić, nie chcę rezygnować z tego tak po prostu, na razie chcę walczyć, póki jeszcze można
Musiałabyś go zmienic, a to raczej niemożliwe.
czyli jednym wyjsciem jest rozstanie?
Sama musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie będę Ci udzielać rad w tak ważnej i delikatnej sprawie.
18 2013-09-18 11:54:10 Ostatnio edytowany przez zmeczonaONA (2013-09-18 11:56:39)
Mój ex chłopak też mnie tak tyranizował, niby pod płaszczykiem braku zaufania do tej koleżanki Karoliny, a tak naprawdę nie chciał abym ja gdziekolwiek wychodziła. Skoro on nie lubi ani jej ani jej chłopaka to ciekawe, kogo jeszcze nie lubi? Czy gdybyś zaczęła wychodzić z inną koleżanką miałby do niej taki sam stosunek jak do M?
Ja swojego ex zaczęłam w końcu okłamywać - wychodziłam bez jego wiedzy a tym bardziej POZWOLENIA. I też był typem nieuka, nie zdał z klasy do klasy w liceum, studia zaczynał 2 razy i skończył edukację na pierwszym roku
Moim zdaniem to co się u Ciebie dzieje to typowy toksyczny związek, ale opisz może coś jeszcze, jakąś inną sytuację która nie dawała Ci spokoju, może coś więcej wymyślimy.
I jak sądzisz, on ma pretensje o wszystkie Twoje koleżanki czy tylko o tę jedną? Jak dla mnie to jest toksyczny związek, on chce mieć Cię dla siebie ale sam pewnie niespecjalnie rezygnuje ze wszystkich spotkań towarzyskich dla Ciebie? Choć może też jest typem samotnika, który potrzebuje tylko Ciebie (tylko tak "gdybam" sobie).
19 2013-09-18 12:00:20 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-09-18 12:04:12)
Postaw sprawę prosto: powiedz mu, że nie masz zamiaru dać się odciąć od przyjaciół i znajomych i on albo to zaakceptuje albo może sobie szukać nowej dziewczyny. Inaczej facet Cię albo totalnie odizoluje od otoczenia co często jest wstępem do niefajnych sytuacji z przemocą domową włącznie albo będziesz dostawać świra próbując po kryjomu utrzymywać życie towarzyskie i ciągle się z nim kłócąc. Potrzeby Ci taki związek? Twój obecny to toksyk i jak mu dasz palce to zeżre rękę.
Typy "samotników" się zdarzają, ale ten koleś nie ma problemu wychodzić na nocne imprezy z kolegami - siedzenie w domu cały czas zarezerwowane dla jego dziewczyny a nie dla niego.
Tylko o tę jedyną.
Kurcze nie wiem sytuację hm... np. umówiliśmy się, że wychodzimy do znajomych tylko razem, a w pojedynkę nigdzie. Wypadło tak że miałam egzamin i uczyłam się tydzień dzień w dzień, pytał mnie czy może wyjśc z kolegami itp. to mu pozwalałam ze względu na to że rozumiałam, że mógł w domu się nudzić skoro ja nie mogłam wyjść. Nagle ja zapytałam czy bede mogła wyjsc z M i K, to była wielka awantura, od razu sie wkurzył mówiąc mi że wiedział, że tak bedzie ze pozwalałam mu tylko wychodzic ze wzgledu na to ze ja chciałam pozniej wyjsc, a mielismy umowe. No tak skoro mielismy umowe nie powinnam pozwalac mu wychodzic, ale on argumentuje to tak ze co miał robic, siedziec w domu? i była wielka kłótnia, i w koncu staneło na niczym, i na razie wychodzi sobie z kolegami a ja wczoraj byłam u kolezanki, on umowił sie z kolegami, zaproponowałam mu zebysmy wyszli razem i dołaczyłby do nas Krystian ( o którego jest zazdrosny, bo jest moim byłym o ile mozna tak to nazwac), oczywiscie nie chciał bo towarzystwo mu nie odpowiada. a zawsze wychodzilismy tak, po prostu zalezy od jego humoru czy ma ochote wyjsc, czasem pije z Krystianem wódke i dobrze sie z nim bawi jak wychodzimy a czasem tak reaguje. K. bardzo chciała zeby Krystian wpadł do nas na piwo, wiec nie mowiac mojemu chłopakowi tak było, oszukałam go w wyniku tego ze juz mi mowil, ze jak wpadnie do nas Krystian byłby zły. Krystian wpadł do nas i nagle dzwoni do niego moj chłopak, oczywiscie Krystian mowił ze idzie do nas zeby odprowadzic Karoline (bo daleko mieszka) i przy okazji wział piwo bo nie mogł wziac samochodu. Okazało sie ze moj chłopak idzie do nas( tak jakby mnie skontrolowac, nei wiem(?) oczywiscie nasza konspiracja nie wyszła na jaw. ale nigdy wiecej nie chce tak robic. Własnie wybieram sie do Moniki na herbatke, i napisze mu smsa ze ide ja odwiedzic, pewnie bedzie gadał... w dupie to mam, czas odbudowac moja przyjazn, relacje zdam pozniej.
Tylko własnie jest tak, ze on rezygnował z wyjazdów z kolegami do Warszawy na jakies imprezy, i mowi mi ze ja tego nie doceniam. A ja rezygnuje z przyjaciółki dla niego, a on ciagle mi wypomina ze ja nie umiem dla niego zrezygnowac z wyjscia, przeciez ciagle to robie, nie wychodzac..
22 2013-09-18 12:14:50 Ostatnio edytowany przez zmeczonaONA (2013-09-18 12:15:54)
Tylko o tę jedyną.
on argumentuje to tak ze co miał robic, siedziec w domu?
A Ty co, masz siedzieć w domu bo on Ci wybiera towarzystwo, z którym pozwala Ci się spotykać? A ile Ty masz lat, 8 że potrzebujesz pozwolenia? Dziewczyno, jeśli cenisz przyjaźń z Moniką to ją pielęgnuj. Ja przy swoim ex przestałam się w pewnym momencie spotykać z kimkolwiek, jak mnie zostawił nie miałam do kogo się odezwać, ludzie o mnie zapomnieli. Jesteś młoda i nie daj tak sobą pomiatać, musisz mieć swoje zdanie i nigdy nie powinnaś zrezygnować z przyjaźni.
To co on robi to jeden z punktów cechujących toksyczny związek o ile Twoja przyjaciółka Monika faktycznie nie wycięła kiedyś jakiegoś numeru albo nie namąciła Ci w głowie. Bo jeśli coś jest na rzeczy i Wasz związek w jakiś sposób przez nią rzeczywiście ucierpiał to może niechęć Twojego chłopaka ma jakieś podstawy.
Jakich on używa argumentów przeciwko niej?
napisałam do niego: "Ogarniam się, zajde na chwile do Moniki i bede u Ciebie niedługo kochanie"( bo z nim na zakupy dzis)
a on: " z nia jedz sobie na zakupy". nawet nie wiem co odpisac, a kłocic sie nie chce, juz mam dosc kłotni, zniszczy mnie to
ze zachowuje sie jak szmata, imprezuje, i ma zły wpływ na mnie
Dziewczyno, to jest cholerny toksyk. Postaw sprawę jasno i ani kroku w tył. On ma dwa różne standardy: inny dla siebie, inny dla Ciebie. Więc albo mu teraz powiesz, że nie zamierzasz się dać ograniczać albo zrobi z Ciebie znerwicowaną kobietę, która boi się rozmawiać z ludźmi w obawie przed następną awanturą. Koleś albo się ogarnie i zaakceptuje, że masz swoich znajomych albo należy go kopnąć w 4 litery i poszukać kogoś innego. Btw - jeśli Twoi przyjaciele widzą, że jest coś nie tak to jest duża szansa, że jest coś bardzo nie tak.
25 2013-09-18 12:22:22 Ostatnio edytowany przez zmeczonaONA (2013-09-18 12:26:32)
a on: " z nia jedz sobie na zakupy".
No i jedź z nią jeśli masz na to ochotę a jak nie to nie skacz koło niego jak koło jajka. On Cię traktuje naprawdę chamsko i źle a Ty do niego wyskaujesz z czułymi słówkami typu "kochanie"
Boże, jakbym widziała siebie kilka lat temu...
a teraz napisał mi " Mi sie nie chce ruszac z domu sama mozesz sobie pochodzic po miescie" on zawsze musi miec humor na cos, no mam dosc...
a teraz pojde do niego, a on wielce obrazony i zmeczony bedzie, a ja mam go niuniac. no szlak mnie trafia
28 2013-09-18 12:26:09 Ostatnio edytowany przez zmeczonaONA (2013-09-18 12:26:52)
a teraz pojde do niego, a on wielce obrazony i zmeczony bedzie, a ja mam go niuniac. no szlak mnie trafia
Po co chcesz do niego iść? Prosić szanownego pana o przebaczenie? Rób jak uważasz ale dla mnie to nie jest normalny związek a on to może i partner ale do kłótni.
Dodam, że on Tobą manipuluje obrażając się. Wie, że jak walnie focha to Ty zrobisz wszystko aby się pogodzić i nie spotkasz się z Moniką - jak dla mnie to wygląda nie jak związek tylko jak tresowanie Cię jak głupiutkiego pieska czy cyrkowego zwierzaczka. Chcesz taka być, nie mieć własnego zdania i robić wszystko pod jego dyktando bo się będzie obrażał? Takich sytuacji może być więcej w przyszłości, nie musi się skończyć na Twojej przyjaciółce.
jest zły nie wiadomo z jakiego powodu i nie chce mu sie wybierac farby do mebli bo mu sie nie chce chodzic po miescie. jezu. jade do Moniki, bedzie pewnie dzis kłotnia na bank, nie odpuszcze tej przyjazni i teraz bede normalnie sie z nia spotykac czy on tego chce czy nie, a jak mu nie pasuje to niech odejdzie, kocham go ale juz mam dosc. do pozniej, dzieki Wam:*
Boże, jakbym widziała siebie kilka lat temu...
Dokładnie.
Korzystajcie kobity z doświadczen innych i uczcie się na cudzych błędach, bo wyłażenie z toksycznego związku fajne nie jest. Koleś ma problem z sobą i wyżywa go na Tobie, więc albo go zostaw od razu albo po prostu rób swoje i zobacz czy jemu się w główkę polepszy (w co wątpię).
31 2013-09-18 12:37:06 Ostatnio edytowany przez zmeczonaONA (2013-09-18 12:44:50)
zmeczonaONA napisał/a:Boże, jakbym widziała siebie kilka lat temu...
Dokładnie.
Korzystajcie kobity z doświadczen innych i uczcie się na cudzych błędach, bo wyłażenie z toksycznego związku fajne nie jest.
Potwierdzam
Poza tym ja wtedy nie rozumiałam, co to jest toksyczny związek bo to był mój pierwszy związek. Także gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że ten związek jest toksyczny i by mi wyjaśnił, z jakiego powodu, to bym się nad tym głęboko zastanowiła. Dlatego autorce radzę po prostu uszanować siebie, swoją młodość i swój czas.
Potwierdzam
Poza tym ja wtedy nie rozumiałam, co to jest toksyczny związek bo to był mój pierwszy związek. Także gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że ten związek jest toksyczny i by mi wyjaśnił, z jakiego powodu, to bym się nad tym głęboko zastanowiła. Dlatego autorce radzę po prostu uszanować siebie, swoją młodość i swój czas.
Też nie rozumiałam. Wiedziałam, że z kolesiem jest coś nie tak, ale byłam zbyt naiwna by wiedzieć, że istnieją ludzie, którzy są po prostu źli, ot tak dla zabawy i że to nie dlatego, że mają kłopoty, odreagowują, nie wiedzą jak się zachować - po prostu to jest taka śmieszna gra, gdzie można doprowadzić drugą osobę do łez i załamania psychicznego a potem się znudzić i zostawić. I też żałuję, że ktoś mi tego nie powiedział wcześniej - nie wiem czy to by pomogło, bo ja tego gnojka naprawdę bardzo kochałam, ale pewnie szybciej bym jednak z tego wyszła.
Na początku każdego związku są tylko dwie osoby
musicie to sobie wyjaśnić, On jest trochę apodyktyczny, a przez to zazdrosny i nie ma co się dziwić.
Logiczne- zakochanie-są dwie osoby, potem dojdą przyjaciółki, koleżanki i teściowa
Wystarczy cieszyć się chwilą
no i własnie z nim zerwałam pod wpływem emocji, był na mnie zły bo nie poswieciłam mu za duzo uwagi bedac wczoraj z kolezanka i nie cieszyłam sie jak przyszedł do nas "robiac mi niespodzianke". nie wiem co bedzie, zobaczymy... jest mi przykro
Cóż, moim zdaniem dobra decyzja, nawet jesli przykra - rozstanie nigdy nie jest przyjemne, ale czasem konieczne.
moze cos do niego dotrze, a jak nie, to widocznie miało tak być...
niech wie co stracił... to był toksyczny związek. może ty też go w jakiś sposób ograniczałaś ? zastanów się nad tym. ja myśle że dobrze zrobiłaś bo to barno by cię wciągnęło już całkiem i byś straciła przyjaciółke. zobaczysz będzie dobrze
jutro jest nowy dzień ![]()
Wydaje mi się,że jest zwyczajnie o ciebie zazdrosny.Chciałby Ciebie mieć na wyłączność,a Twoja przyjaciółka jest ku temu przeszkodą.W jego przekonaniu to 100% Twojego wolnego czsu powinnaś poświęcać tylko jemu,a przyjaciółka po tosze jemu Ciebie kradnie.
Chorobliwa zazdrość jest na dłuższą metę nie do wytrzymania. Dziewczyna dobrze zrobiła.
Mam nadzieje, ze moze cos do niego dotrze, chociaz wiem ze ludzi sie nie zmieniaja...
Czasem się zmieniają, ale albo jak sami chcą albo jak ich życie w 4 litery.
czekam na jego ruch teraz, jest mi beznadziejnie, przykro, i ciagle mysle, płacze i nie potrafię przestać
43 2013-09-19 16:14:38 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-19 16:16:28)
Na początku każdego związku są tylko dwie osoby
musicie to sobie wyjaśnić, On jest trochę apodyktyczny, a przez to zazdrosny i nie ma co się dziwić.
Logiczne- zakochanie-są dwie osoby, potem dojdą przyjaciółki, koleżanki i teściowa
![]()
Wystarczy cieszyć się chwilą
Jego też to ma tyczyć, co to za solidarność jaj.
To nie szariat
jestem ciekawa czy w ogole sie do mnie odezwie:( mam teraz takie wyrzuty sumienia, chciałabym sie do niego przytulic...tak mam ochote do niego napisac...a jak nie wróci...
Niby tak ale przestrzegam , potem jest tylko droga w jedną stronę a na końcu nie ma nic ... przyjaciół rodziny nawet własnych marzeń
Niby tak ale przestrzegam , potem jest tylko droga w jedną stronę a na końcu nie ma nic ... przyjaciół rodziny nawet własnych marzeń
Znaczy należy dać soba pomiatać?
czy jestem? napisał/a:Niby tak ale przestrzegam , potem jest tylko droga w jedną stronę a na końcu nie ma nic ... przyjaciół rodziny nawet własnych marzeń
Znaczy należy dać soba pomiatać?
No właśnie się izolować bo potem nie idzie się już wyrwać, zostaje tylko coraz krótsza smycz, aż człowiek się dusi
szmitqqa
no ciekawa jestem co u Ciebie jak dalej sprawy się potoczyły jak sobie radzisz?