Witam was wszystkie dziewczyny chciałabym was poprosić o pomoc jako osoby trzecie do wskazania mi jakiegoś właściwego kierunku ponieważ sama już nie wiem co mam zrobić, najlepiej będzie jak opowiem całą moją historie.
Chłopaka poznałam w 2009r. w szpitalu oboje leżeliśmy w tej samej sali i mieliśmy ta samą chorobę- zakochaliśmy sie w sobie po uszy. Mieliśmy wtedy 15 lat, był i jest to mój pierwszy związek, moja pierwsza miłość i może własnie dlatego nie wiem co mam czynić... Chodzimy już ze soba prawie 4 lata (rocznica 14 października) i przez 2,5 lata byliśmy zadurzeni po uszy w sobie wiadomo małe sprzeczki jak w każdym związku ale bez żadnych zawahań czy to na pewno jest ten właściwy i czy go jeszcze kocham. Potem zaczęły sie we mnie jakies niepewności a dokładniej po prostu ni z tego ni z owego moje uczucie do niego można powiedziec wyparowało nie wiedziałam co się ze mną dzieje i dlaczego tak jest. Czułam się jak ostatni śmieć. Nie chciałam mu tego robic, krzywdzić go czy odchodzić od niego ale coś musiałam zrobić ponieważ nic nie czułam a przeciez nie można nikogo zmusic do uczucia, dlatego postanowiłam o małej przerwie która trwała powiedzmy ok. miesiąc. Po tej przerwie moje uczucie wróciło i znowu było cudownie. Jednakże to samo uczucie a raczej jego brak pojawiło sie z powrotem powiedzmy po jakiś 7 miesiącach i juz wtedy chciałam.. nie chciałam ale nie mogłam z nim być bo go nie kochałam.. wiec postanowiłam ze to będzie definitywny koniec, lecz gdy się widzieliśmy i mówiłam mu o tym to serce mi się kroiło i ja płakałam i on płakał i w głebi duszy nie chciałam tego robić... Ale nie czułam już tego co kiedyś.. I własnie ta sama sytuacja pojawia się teraz-on sam zauważył że już od jakiegoś czasu nie mówię mu że go kocham czy tez nie mówie do niego czule np. misio, kochanie. Ja tego nie zauważyłam że tak mi sie dzieje i mam do niego za złe że mi tego wtedy nie powiedział i jakby zareagował to może byłaby inna sytuacja. A może jest to jakies własnie przyzwyczajenie ponieważ prawie nic w naszym związku sie nie działo tzn. nigdzie mnie nawet nie zabrał nawet na głupi piknik czy coś w tym stylu, a może to wszystko we mnie dzieje się tak poniewaz za dużo ostatnio działo sie w moim życiu tj. smierć babci prawie miesiąc temu, ślub siostry na którym mogę powiedziec ze nie byłam ponieważ w tym czasie szwagier miał napady padaczki które niemal doprowadziły go do śmierci i wówczas podczas tego wesela ja, jego żona i mój chłopak jeździliśmy z nim po szpitalach i jescze wiele tego typu wydarzeń w przeciągu miesiąca... Błagam pomóżcie mi. NIe wiem czy to jest miłosc czy co poniewaz czuje że nie chce go stracić i nie chce żeby to wszystko miało miejsce może przez to że jest jakby moim najlepszym przyjacielem? nie wiem. i w sumie mam tak chyba z natury że lubię jak jacyś mężczyźni się do mnie odzywają próbują mnie uwodzić ale wiem że nie mogłabym z nimi być ponieważ czułabym się okropnie że ranie jego..Pomocy!
1 2013-09-17 12:43:59 Ostatnio edytowany przez sylwix (2013-09-17 12:47:42)
Podobne tematy
Ja Ci coś powiem, ale krótko
Z mojego małego doświadczenia wynika, że od czasu do czasu każdy będąc w związku się zastanawia, czy to jest to, czy to aby na pewno miłość, a co by było gdyby itd. Każdy czasem ma chwile zwątpienia. Ale jak ktoś się nad sensem związku zastanawia codziennie, jak każdego dnia sama siebie się pytasz czy Ty go kochasz to dla mnie odpowiedź jest jedna - nie, nie kochasz.
Miałam tak z ex chłopakiem - jakoś to było, spędzaliśmy czas, nie byłam samotna, miałam się do kogo odezwać. Ale codziennie się zastanawiałam, czy ja go kocham (oczywiście na początku byłam zakochana). Kilka razy zdarzało nam się zrywać po kłótni ale na drugi dzień się godziliśmy - wtedy to byłam pewna, że go kocham, bo po prostu bałam się, że zostanę sama. Mijał jeden dzień a ponure myśli wracały.
Więc dla mnie jeśli masz codziennie wątpliwości, jeśli nie okazujecie sobie uczuć a dodatkowo Ty go unikasz to nie, nie jest to niestety miłość.
tak mi się skojarzyło...
Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?
Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu?
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?
Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,
Abym przed tobą szedł wylewać żale;
Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
I wchodząc sobie zadaję pytanie;
Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?
Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;
Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,
Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?
Kiedy położysz rękę na me dłonie,
Luba mię jakaś spokojność owionie,
Zda się, że lekkim snem zakończę życie;
Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,
Które mi głośno zadaje pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?
Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,
Wieszczy duch mymi ustami nie władał;
Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,
Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;
I zapisałem na końcu pytanie:
Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?
Ja Ci coś powiem, ale krótko
Z mojego małego doświadczenia wynika, że od czasu do czasu każdy będąc w związku się zastanawia, czy to jest to, czy to aby na pewno miłość, a co by było gdyby itd. Każdy czasem ma chwile zwątpienia. Ale jak ktoś się nad sensem związku zastanawia codziennie, jak każdego dnia sama siebie się pytasz czy Ty go kochasz to dla mnie odpowiedź jest jedna - nie, nie kochasz.
Miałam tak z ex chłopakiem - jakoś to było, spędzaliśmy czas, nie byłam samotna, miałam się do kogo odezwać. Ale codziennie się zastanawiałam, czy ja go kocham (oczywiście na początku byłam zakochana). Kilka razy zdarzało nam się zrywać po kłótni ale na drugi dzień się godziliśmy - wtedy to byłam pewna, że go kocham, bo po prostu bałam się, że zostanę sama. Mijał jeden dzień a ponure myśli wracały.
Więc dla mnie jeśli masz codziennie wątpliwości, jeśli nie okazujecie sobie uczuć a dodatkowo Ty go unikasz to nie, nie jest to niestety miłość.
To nie jest że go unikam czy coś jak napisałaś, tylko właśnie nie wiem co jest nie tak i czy chce tego związku czy to juz przyzwyczajenie... I miałas taką podobną sytuacje do mnie? bo jesli tak to własnie chyba mnie troche nakierowałaś i wiem że to wszystko nie będzie łatwe.. I wielkie dzięki za odpowiedź.
Skoro w Waszym życiu nie działo się nic ciekawego, to ożywcie ten związek. Jedźcie na weekend gdzieś tylko we dwoje, w czasie zimy też można się świetnie bawić razem - trochę fantazji ![]()
Jeżeli po zastosowaniu wszystkich możliwości nadal będziesz czuła się kiepsko, zostaw go.
Tak, jasne- wyjedź, udawaj, że jest między wami super, a jak Ci się nie spodoba- zostaw go w cholerę.
Uprzedzając kolejne pytanie- tak, to jest sarkazm.
Przechodząc do sedna- zaangażowałaś się w poważny związek w młodym wieku, w okolicznościach, które temu sprzyjały, przeżyłaś z tym chłopakiem sporo i teraz niepokoi Cię ta stabilność i rutyna.
Widzisz, to jest tak, że w ŻADNYM związku tego nie unikniesz. Przyzwyczajenie prędzej, czy później, po jakimś tam czasie zawsze się pojawi. Pytanie tylko, czy Ty je polubisz. Czy nadal, po X latach będziesz uwielbiała lenistwo przed TV, Wasze rozmowy, wspólne spędzanie czasu, seks, codzienność. Bo uwierz, że nawet po 10 latach razem można tęsknić, aż po męczącym dniu, przychodząc do domu zobaczysz tę samą twarz i będziesz się cieszyć z tego, co jest teraz.
Ja znam to uczucie, kiedy codzienność z drugą osobą zaczyna męczyć. I uwierz, żadne koroneczki, wyjazdy i udawanie, że jest dobrze tu nie pomogą. Tylko długa nieobecność tej osoby może uświadomić, czy pomyliłaś uczucia.
Autorko, jak koleżanka wyżej też uważam, że rutyny w żadnym związku się nie da uniknąć. Czasami każdy ma chwile zwątpienia ale to Ty sama powinnaś czuć czy to zwyczajna nuda, czy po prostu brak miłości. Nie rzucaj go, najpierw postarajcie się fajnie spędzić czas, pójdźcie razem na imprezę w gronie znajomych, pobądźcie trochę sami i zobacz jak się czujesz przy nim. Z drugiej strony uważam, że między rutyną a brakiem miłości jest kosmiczna przepaść i człowiek zdecydowanie potrafi odróżnić te dwie rzeczy. Czasem szkoda marnować czasu na coś bo może nas ominąć coś lepszego w życiu - ja tak uważam. Swoją drogą jesteście jeszcze młodzi, wszystko przed Wami ![]()
Owszem, miałam taką sytuację, już pisałam Ci wyżej - każdego dnia przez cały związek zastanawiałam się, czy ja go kochałam. W końcu mnie rzucił, trochę popłakałam bo byłam samotna a po miesiącu jak nowo narodzona - świat należał do mnie
Ale bardziej bolało mnie to, że mnie zostawił dla innej a nie, że mnie w ogóle zostawił więc tylko dlatego było mi ciężko + oczywiście nowa sytuacja = byłam singlem. To taki trochę szok ale bez przesady, wszystko jest do przeżycia
W każdym razie tak jak pisałam - jeśli nagminnie się nad tym zastanawiasz od dłuższego czasu to coś nie gra. Ja swojego faceta też czasem mam dość i wolałabym aby tydzień siedział w pracy i nie wracał ale jak go nie ma godzinę dłużej to już tęsknię i się martwię a jak wraca to po 3 latach związku dalej rzucam mu się na szyję więc to łatwo odróżnić od braku miłości.