Dziękuję wszystkim za wypowiedzi i zainteresowanie tematem. Myślę, że jest już nieaktualny. "Wreszcie" upadłam bardzo nisko, i chyba dopiero teraz czuję, że będę mogła się podnieć - bo niżej upaść już się nie da.
To, co wydarzyło się ostatnio, było najbardziej żenującą rzeczą w moim życiu. W dużym skrócie, mieliśmy się spotkać, potem zaczął coś kręcić, że jeszcze nie wie, bo to zależne od planów w dniu następnym. Miał zadzwonić, i faktycznie zadzwonił, gdzieś koło 21, kiedy miałam już inne plany. Wyraźnie go to zdziwiło, ale umówiliśmy się, że "będziemy w kontakcie". Potem mój błąd: zapytałam, czy mogę u niego "przenocować". Stwierdził, że za chwilę idzie spać itd. Jakiś czas później znów rozmawialiśmy - okazało się, że "znajomi siłą wyciągają go na piwo" (jest teraz taki popularny). Tu już zrobiło mi się bardzo przykro, ale cóż - zanim dojadę z centrum jego spotkanie pewnie dobiegnie końca. Kolejna rozmowa, gdzie miał oddzwonić "za 5 minut" (ja już w taksówce), w tle słyszę wygłupiających się ludzi, bardzo mnie to poirytowało. Jak możecie się domyślić, nie oddzwonił. Ja za to dzwoniłam chyba z 10 razy, bo nabijało mi w tej taksówce. Dałam sobie spokój, pojechałam do znajomych, potem widziałam, że dzwonił do mnie dwa razy, ale miałam wyciszony.
Przysięgam, że to najbardziej upokarzająca, jak również uderzająca w moje poczucie własnej wartości rzecz. Albo nie odbierał specjalnie, albo nie miał przy sobie tego telefonu, albo - kto wie - był akurat z inną.
Cóż. To chyba musiało się wydarzyć, żebym wreszcie zmądrzała. Niestety, jestem teraz wrakiem emocjonalnym, chyba czas zacząć szukać gdzieś pomocy, bo niestety ale ta rzecz jest dla mnie tak wstydliwa, że nie podzieliłabym się nią z nikim, kogo znam.
Jeszcze raz dziękuję za rady.