Witam
Szukam, czytam i próbuję znaleźć podobne sobie przypadki. Wątków jest sporo ale każdy jest jednak inny. O co mi chodzi? O to czy po kilkuletnim związku jest to jeszcze miłość, czy też przywiązanie?
Jesteśmy / byliśmy ze sobą kilka lat, zaręczeni... Ostatnimi czasy coś jakby się psuło. Częściej były kłótnie o nic. Może ja też bywałem za bardzo upierdliwy w różnych sprawach. Po trudnych rozmowach oboje chyba doszliśmy do wniosku, że może jest już między nami tylko przyzwyczajenie / przywiązanie?
W każdym razie stanęło na tym, że Ona postanowiła sobie przemyśleć pewne sprawy i sprawdzić czy będziemy za sobą tęsknić, więc się wyprowadziła. Na jak długo? Tego nie wie nikt! Prawdopodobnie Świąt i Nowego roku razem nie spędzimy. Na razie się nie widujemy i coś mam wrażenie, że prędko się nie spotkamy. Może faktycznie oboje potrzebujemy czasu żeby się zdystansować i trochę uwolnić od siebie, "poczuć wolność", zatęsknić, bo tak to tylko praca i dom. Sam nie wiem, ja nic takiego nie potrzebowałem, choć może faktycznie to coś naprawi? Albo w drugą stronę, uświadomi nam, że jednak nic z tego nie będzie.
Co ja myślę o Nas? Że pasujemy do siebie, że dobrze nam ze sobą itd. Ale może w czymś się zatraciliśmy i co z tymi cholernymi uczuciami. Jednego dnia jest ze mną lepiej i mam jakąś wewnętrzną ulgę, a innego, tak jak dziś jestem chodzącym smutkiem :-(
Czy takie przerwy na zatęsknienie komuś pomogły? A co jeśli przez nie widzenie się jakoś będziemy co raz mniej o tej drugiej osobie myśleć? Ehh... Nie ma złotej recepty i pewnie czas pokaże jak będzie.
Sam nie wiem czego oczekuje po dodaniu tego postu, ale miałem potrzebę uzewnętrznienia się...