netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

34 odpowiedzi7 266 wyświetleńzałożony przez martynka6724, 15.09.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1

Temat: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Witam wszystkie forumowiczki,

swoją historię chciałabym opowiedzieć Wam nie tylko po to by wyrzucić z siebie ból, który czuję, ale także by przestrzec Was byście nie popełniały podobnych błędów...

Mam 24 lata, a postąpiłam nierozważnie niczym 16 letnia siksa. Po 5 letnim związku, który zakończył się zdradą mężczyzny, którego kochałam najbardziej na świecie, straciłam wiarę w miłość i drugiego człowieka. Otrząśnięcie się z tego koszmaru i powrót do świata żywych przypłaciłam głęboką depresją i załamaniem nerwowym. Nie chciałam się z nikim wiązać, nie mogłam wręcz patrzeć na innych mężczyzn. Myślałam, że już na zawsze zostanę sama. Wtedy pojawił się on... Niczym pierwszym promień słońca po długiej, mroźnej zimie, który rozpalił płomyk nadzei w moim skostniałym sercu.

Poznaliśmy się przez internet. Wiem, że może nie jest to najlepsze miejsce na poszukiwanie miłości, ale wyszło jak wyszło. Wydawał się być idealny. Inteligentny, dojrzały, poważnie myślący o życiu, szalenie pociągający mnie, wartościowy, pracowity - marzenie. Spotykaliśmy się coraz częściej, robił wszystko bym nigdy nie była smutna, by uśmiech zawsze gościł na mojej twarzy. Czułam się wyjątkowo, byłam szczęśliwa. Myślałam, że w końcu los uśmiechnął się do mnie. Kina, kolacje, wspólne wyjazdy na weekend. Szybko poznałam jego znajomych, rodzinę. Zaczął składać deklaracje, mówił, że kocha. Ja też się zakochałam... a wtedy wszystko się popsuło. Stał się zaborczy, ciągle powtarzał, że nie chce mnie stracić. Kontrolował mnie, próbował odciąć od wszystkich znajomych. Powiedziałam, że to nie dla mnie. Nie chciałam znów trwać w jakimś chorym związku. Kiedy oznajmiłam jemu, że odchodzę... Zaczął się koszmar. On po prostu oszalał. Nigdy nie widziałam jego w takim stanie. Rozpacz przechodząca w napady szału. Wyzwał mnie od najgorszych, powiedział, że jestem nikim. Na odchodne stwierdził, że seks ze mną był najbardziej beznadziejnym w jego życiu... Stwierdziłam więc, że dobrze się stało i z człowiekiem chorym nie będę. Później próbował kajać się i przepraszać, ale oczywiście po takiej sytuacji nie rozważałam nawet możliwości powrotu. Jednak to nie koniec...

Nie minął tydzień od naszego rozstania, gdy moja koleżanka poinformowała mnie, iż okazało się, że mężczyzna, z którym byłam od 4 lat jest w związku, a od roku zaręczony. Świat okazuje się być dużo mniejszy niż nam się wydaje. Dziewczyna, z którą był jest koleżanką jej znajomego. Okazało się, że brak profilu na facebooku nie był spowodowany niczym innym jak tym, iż ukrywał się pod dziwnym pseudonimem. I teraz pojawia się pytanie jak to możliwe, że człowiek ten tak długo prowadził podwójne życie? Jak to możliwe, że poznałam jego rodzeństwo, znajomych z pracy i nikt o tym nie wiedział!? Podczas, gdy wszyscy mieli w znajomych jego narzeczoną, która pisała o wakacjach ze "swoim misiem"... Ale skąd miałam wiedzieć, że to ona! Przecież nie sprawdzałam wszystkich znajomych jego znajomych. Ja nie wiem czy to świat staje na głowie czy to ja jestem w jakiejś ukrytej kamerze, programie "Mamy Cię" czy po prostu mam tak strasznego pecha w swoim życiu? Na początku chciałam od razu pojechać, zrobić im wszystkim awanturę, powiedzieć o tym tej dziewczynie i żeby ktoś wytłumaczył mi o co w tym wszystkim do jasnej cholery chodzi. Ale stwierdziłam, że w taki sposób poniżyłabym się tylko i pokazała, że zależało mi na kimś, kto był zwykłym... Mój rozum nie jest w stanie tego ogarnąć. Brzydzę się tym człowiekiem i tym, co zrobił, nienawidzę go. Nie mogę jednak powiedzieć, że mnie to nie boli... Czuję się upokorzona, potraktowana jak jakaś naiwna idiotka, a nawet gorzej... Napisałam jemu, że wiem o wszystkim i jest dla mnie nikim, że cieszę się, że dowiedziałam się kim był naprawdę i powinien się leczyć. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że dałam się tak oszukać i zakpić z siebie. Pewnie świetnie bawili się ze swoimi kolegami, o których wiem, że notorycznie zdradzają swoje żony z poznanymi w internecie kobietami... Zastanawiam się dlaczego wtedy nie odeszłam, bo przecież kto przystaje... Ale wierzyłam, że jest inny. Spędzał ze mną tyle czasu... Nie wiedziałam jak to jest możliwe. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że niestety ja wtedy naprawdę jego pokochałam i gdyby nie rada mojej przyjaciółki, która widziała, że on próbuje mnie sobie całkowicie podporządkować, pewnie dalej trwałabym w tym związku i być może nigdy bym się nie dowiedziała. Nadal mnie męczy to jak to jest możliwe, że jego brat, szwagierka zachowywali się przy mnie normalnie... Że nikt ani nic nie dało mi odczuć, że coś jest na rzeczy. Nie mogę sobie z tym poradzić. Czuję odrazę do tego człowieka, ale boli mnie to, że znów zostałam zraniona, że znów okazałam się być jedynie tą drugą. Nie wiem co z tym wszystkim robić, jak ułożyć to sobie w głowie. Teraz nie zaufam chyba już naprawdę nikomu. W związku trzeba być cały czas czujnym i mieć oczy dookoła głowy, choć jak widać i to czasami nie wystarczy... Jestem załamana i kiedy myślę, że ode mnie jechał do niej lub odwrotnie... Robi mi się niedobrze. Dzisiaj załamałam się już całkowicie. A jeszcze dwa dni temu pisał, że mnie kocha i żebym wróciła. Kiedy napisałam dzisiaj, że wiem o wszystkim, żeby wynosił się najdalej jak się da, nic nawet nie odpisał. Cierpię strasznie kolejny raz i tym razem tracę już kompletnie wiarę we wszystko. Jak później komuś zaufać, jak kochać? Wczoraj myślałam, że umrę kiedy się o tym dowiedziałam. Na szczęście moja koleżanka, która mi o tym powiedziała i pokazała te profile, zadbała o to by nie zostawić mnie z tym samej i żebym impulsywnie nie zadziałała, bo chyba byłabym wczoraj gotowa zabić takiego... Nadal biję się z myślami czy nie powinnam czegoś z tym zrobić? Tylko co mi to da? Pewnie ośmieszę się przed wszystkimi, którzy o tym wiedzieli i myśleli sobie jaką to naiwną idiotką jestem... Proszę pomóżcie mi to sobie w głowie ułożyć. Nie radzę sobie. sad

2

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Nie rozpamiętuje tego co było, staraj się nie myśleć o złych momentach i chwilach, o złych emocjach. Wiadomo, że łatwiej powiedzieć niż zrobić... Wszystko z czasem minie, a ty po prostu trafiłaś źle, czasem się zdarza, niestety... . Świat niestety nie jest kolorowy jak w filmach. Sam dostałem po tyłku nie raz i wiem, że trzeba wziąć życie w swoje ręce i nie myśleć o tym co będzie później, ani o tym co było wcześniej. Wiem, że stoję nie jako po drugiej stronie barykady ale kobiety i mężczyźni jednak chyba nie różnią się aż tak bardzo. Uwierz w to, że nie wszyscy faceci są tacy źli smile Głowa do góry, wszystko będzie dobrze smile. Wiem, że pewnie moje słowa nie pomogą na twoją dolegliwość, ale... smile

3

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Na samą myśl o tym wszystkim robi mi się słabo i niedobrze... Nogi dosłownie same się pode mną uginają. Jak można tak grać? I ci ludzie, którzy brali w tym udział...

4 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-15 02:14:39)

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Witaj

martynka6724 napisał/a:

Nie chciałam się z nikim wiązać, nie mogłam wręcz patrzeć na innych mężczyzn. Myślałam, że już na zawsze zostanę sama. Wtedy pojawił się on... Niczym pierwszym promień słońca po długiej, mroźnej zimie, który rozpalił płomyk nadzei w moim skostniałym sercu.

Zapowiada(ło) się interesująco, taki plaster na złamane i skołowane serce; ale...

martynka6724 napisał/a:

Poznaliśmy się przez internet. Wiem, że może nie jest to najlepsze miejsce na poszukiwanie miłości, ale wyszło jak wyszło. Wydawał się być idealny. Inteligentny, dojrzały, poważnie myślący o życiu, szalenie pociągający mnie, wartościowy, pracowity - marzenie.

Trafiłaś brutalnie mówiąc na szuję - łowcę złamanych serc. "Jeśli posiadasz coś cennego, co mogło by zainteresować "łowcę cudzych zasobów", to nie czuj się bezpiecznie... sprawiają dobre wrażenie, bez trudu pozyskują zaufanie i bezpardonowo je sprzeniewierzają"... co miałaś takiego cennego, do czego mógł się "przyssać" - odpowiedzi daleko nie trzeba szukać. Dałaś mu na tacy swoje pozwiązkowe emocjonalne "CV" i już miał na Ciebie haka. Więcej obserwacji na przyszłość a mniej gadania o sobie, serio radzę.

martynka6724 napisał/a:

Spotykaliśmy się coraz częściej, robił wszystko bym nigdy nie była smutna, by uśmiech zawsze gościł na mojej twarzy. Czułam się wyjątkowo, byłam szczęśliwa. Myślałam, że w końcu los uśmiechnął się do mnie. Kina, kolacje, wspólne wyjazdy na weekend. Szybko poznałam jego znajomych, rodzinę. Zaczął składać deklaracje, mówił, że kocha. Ja też się zakochałam...

I żyliby długo i szczęśliwie gdyby nie... "Halo rybka! Wzywam Cię. Akwarium." (cytat J. Stuhra z filmu"Killer") Połknęłaś haczyk a On wypełnił "lej po bombie" zostawiony przez Twojego poprzedniego faceta... oj robi się gorąco - w negatywnym tego słowa znaczeniu - bo

martynka6724 napisał/a:

a wtedy wszystko się popsuło. Stał się zaborczy, ciągle powtarzał, że nie chce mnie stracić. Kontrolował mnie, próbował odciąć od wszystkich znajomych. Powiedziałam, że to nie dla mnie. Nie chciałam znów trwać w jakimś chorym związku. Kiedy oznajmiłam jemu, że odchodzę... Zaczął się koszmar. On po prostu oszalał. Nigdy nie widziałam jego w takim stanie. Rozpacz przechodząca w napady szału. Wyzwał mnie od najgorszych, powiedział, że jestem nikim. Na odchodne stwierdził, że seks ze mną był najbardziej beznadziejnym w jego życiu... Później próbował kajać się i przepraszać, ale oczywiście po takiej sytuacji nie rozważałam nawet możliwości powrotu. Jednak to nie koniec...

Wyczuł, że ofiara się wymyka spod kontroli, to włączył się błędnik pod deklem pt. agresor. Szantaż emocjonalny jak na sinusoidzie - raz w górę, raz w dół...

martynka6724 napisał/a:

Stwierdziłam więc, że dobrze się stało i z człowiekiem chorym nie będę.

A może to JEGO choroba psychiczna: narcyz, egoista, toksyczny manipulant i szantażysta emocjonalny... a jego imię to psychofag (psycho - dusza; fag - pasożyt). logistyka "obrotowa" psychiką podatnej na zawirowania emocjonalne kobiety opanowana perfekcyjnie hmm Cyborg a nie facet.

martynka6724 napisał/a:

moja koleżanka poinformowała mnie, iż okazało się, że mężczyzna, z którym byłam od 4 lat jest w związku, a od roku zaręczony. Świat okazuje się być dużo mniejszy niż nam się wydaje. Dziewczyna, z którą był jest koleżanką jej znajomego. Okazało się, że brak profilu na facebooku nie był spowodowany niczym innym jak tym, iż ukrywał się pod dziwnym pseudonimem. I teraz pojawia się pytanie jak to możliwe, że człowiek ten tak długo prowadził podwójne życie? Jak to możliwe, że poznałam jego rodzeństwo, znajomych z pracy i nikt o tym nie wiedział!? Podczas, gdy wszyscy mieli w znajomych jego narzeczoną, która pisała o wakacjach ze "swoim misiem"... Ale skąd miałam wiedzieć, że to ona! Przecież nie sprawdzałam wszystkich znajomych jego znajomych. Ja nie wiem czy to świat staje na głowie czy to ja jestem w jakiejś ukrytej kamerze, programie "Mamy Cię" czy po prostu mam tak strasznego pecha w swoim życiu?

Powyżej pisałem o logistyce... więc profil na faceboku to... "biuro" firmy kurierskiej. Zleceń od groma to i "biura" co "rejon/województwo" ---> harlemowy logistyk, kurier bez adresu.
Taka dygresja: skąd masz- macie z koleżanką - 100% pewność, że ta narzeczona jest... narzeczoną z krwi i kości pełną gębą a nie przechodnią - 1 z 10/100 - takich jak Ty; przechodnich właścicielek "złotego pierścienia" zaręczynowego???
A skoro on kurier, tak Ty stałaś się... "paczką" a dokładniej i za przeproszeniem mówiąc "kołdrą". Zrozumiesz tą materialną metaforę, to skojarzysz resztę.

martynka6724 napisał/a:

Na początku chciałam od razu pojechać, zrobić im wszystkim awanturę, powiedzieć o tym tej dziewczynie i żeby ktoś wytłumaczył mi o co w tym wszystkim do jasnej cholery chodzi. Ale stwierdziłam, że w taki sposób poniżyłabym się tylko i pokazała, że zależało mi na kimś, kto był zwykłym...

Ona już raczej wie o Tobie jako... "koleżance z pracy". Często jeździł w "delegacje" lub nagłe wyjazdy "gdzieś"???

martynka6724 napisał/a:

Mój rozum nie jest w stanie tego ogarnąć. Brzydzę się tym człowiekiem i tym, co zrobił, nienawidzę go. Nie mogę jednak powiedzieć, że mnie to nie boli... Czuję się upokorzona, potraktowana jak jakaś naiwna idiotka, a nawet gorzej... Napisałam jemu, że wiem o wszystkim i jest dla mnie nikim, że cieszę się, że dowiedziałam się kim był naprawdę i powinien się leczyć. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że dałam się tak oszukać i zakpić z siebie. Pewnie świetnie bawili się ze swoimi kolegami, o których wiem, że notorycznie zdradzają swoje żony z poznanymi w internecie kobietami... Zastanawiam się dlaczego wtedy nie odeszłam, bo przecież kto przystaje... Ale wierzyłam, że jest inny. Spędzał ze mną tyle czasu... Nie wiedziałam jak to jest możliwe. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że niestety ja wtedy naprawdę jego pokochałam i gdyby nie rada mojej przyjaciółki, która widziała, że on próbuje mnie sobie całkowicie podporządkować, pewnie dalej trwałabym w tym związku i być może nigdy bym się nie dowiedziała. Nadal mnie męczy to jak to jest możliwe, że jego brat, szwagierka zachowywali się przy mnie normalnie... Że nikt ani nic nie dało mi odczuć, że coś jest na rzeczy. Nie mogę sobie z tym poradzić. Czuję odrazę do tego człowieka, ale boli mnie to, że znów zostałam zraniona, że znów okazałam się być jedynie tą drugą. Nie wiem co z tym wszystkim robić, jak ułożyć to sobie w głowie. Teraz nie zaufam chyba już naprawdę nikomu. W związku trzeba być cały czas czujnym i mieć oczy dookoła głowy, choć jak widać i to czasami nie wystarczy... Jestem załamana i kiedy myślę, że ode mnie jechał do niej lub odwrotnie... Robi mi się niedobrze. Dzisiaj załamałam się już całkowicie. A jeszcze dwa dni temu pisał, że mnie kocha i żebym wróciła. Kiedy napisałam dzisiaj, że wiem o wszystkim, żeby wynosił się najdalej jak się da, nic nawet nie odpisał. Cierpię strasznie kolejny raz i tym razem tracę już kompletnie wiarę we wszystko. Jak później komuś zaufać, jak kochać? Wczoraj myślałam, że umrę kiedy się o tym dowiedziałam. Na szczęście moja koleżanka, która mi o tym powiedziała i pokazała te profile, zadbała o to by nie zostawić mnie z tym samej i żebym impulsywnie nie zadziałała, bo chyba byłabym wczoraj gotowa zabić takiego... Nadal biję się z myślami czy nie powinnam czegoś z tym zrobić? Tylko co mi to da? Pewnie ośmieszę się przed wszystkimi, którzy o tym wiedzieli i myśleli sobie jaką to naiwną idiotką jestem... Proszę pomóżcie mi to sobie w głowie ułożyć. Nie radzę sobie. sad

Wilki i "Baśka"... tak analogicznie i przesłaniowo. NIe tylko w odniesieniu do jego ale i kolegów... młodszą rodzinkę też bym wziął "pod lupę" sad
Doskonale o wszystkim wiedzieli i byli trzymani albo za mordę albo byłaś zwykłą... koleżanką jak i jego zaobrączkowana "pani". Przerobiłem podobny schemat - bez tak dramatycznego przejścia metodą "klina klinem" jako mąż... Nie jesteś pierwsza ani ostatnia.

Jeśli możesz, to poczytaj bloga "moje dwie głowy" na necie... jakbyś coś analogicznego znalazła i chciała zagaić do autorki, to powołaj się na mnie tam, że Cię przysłałem z forum smile

Życzę mimo wszystko wytrwałości w dochodzeniu do siebie i powodzenia.
Pozdrawiam.

5 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-09-15 02:02:42)

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Tacy sk...syni się zdarzają - przeszłam przez to samo, prawie popełniłam samobójstwo. Mówiąc szczerze na Twoim miejscu poinformowałabym jego obecną dziewczynę o sytuacji - wyobraź sobie przez co ona będzie przechodzić, jeśli za niego wyjdzie i będzie miała dzieci i dowie się po wielu latach. Na takich typów jest tylko jedna rada - nie możesz dać się uczuciu poniżenia. To co się Tobie zdarzyło nie świadczy źle o Tobie a o nim i nie masz się czego wstydzić i to on powinien być napiętnowany nie Ty. A Twój wstyd i niechęć do mówienia o tym innym tylko sprawia, że taki su...syn może robić co chce. Założę się, że większość ludzi z jego otoczenia nawet nie podejrzewa jego prawdziwej natury, a Ci którzy znają są albo niewarci splunięcia albo zmanipulowani, wystraszeni etc.
Najważniejsze jest żebyś wiedziała, że to nie jest Twoja wina. Wiem, że taka zdrada psuje to co bardzo trudno naprawić: zaufanie do ludzi w ogólności, w tym do przyjaciół, czasem rodziny. Masz uczucie, że wszyscy są/byli po jego stronie, ale to nie zawsze jest prawda. W moim wypadku wiele osób bało się mi cokolwiek powiedzieć, bo myśleli, że ich znienawidzę i im nie uwierzę, bo byłam tak odizolowana i zmanipulowana. Musisz tylko odróżniać ludzi, którzy są porządni od takich dupków - większość ludzi jest albo przynajmniej próbuje zachowywać się przyzwoicie.

Bags znakomicie podsumował: toksyk, manipulant, psychopata, narcyz. Na takich ludzi nie ma rady tylko nauczyć się ich wyczuwać na odległość i nie pozwalać podejść do siebie na odległość kija w żadnej dziedzinie życia: pracy, związkach, czymkolwiek. Większość ludzi nie ma pojęcia jak to wygląda dopóki nie spotkają kogos takiego we własnym życiu. Niestety nie wszyscy ludzie są dobrzy w środku:(.

6

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Owszem, wyjeżdżał często, ale na krótko, poza tym cały czas byliśmy w kontakcie (sms, telefony), więc nie przeszkadzało mi to, ponieważ wiedziałam, że jest to nierozerwalnie związane z jego pracą. Co do tego czy nie jest ona 1 z 10/100 "narzeczonych" - zaczynam podejrzewać, że to całkiem prawdopodobne. Przed chwilą nawet zaczęłam się już śmiać z tego jakie to żałosne... Nie daje mi jednak nadal spokoju to czy powinnam coś ze swoją wiedzą zrobić czy też nie?

7

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Pojawia się jeszcze pytanie czy moje słowa przeciwko jego słowom i tych wszystkich ludzi, którzy przecież mnie poznali i wiedzieli o mnie, a zapewne staną za nim, okażą się wystarczające, żeby mieć na to jakikolwiek wpływ i komuś cokolwiek udowodnić?

8

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

W dodatku czuję się tak podle... Zostałam potraktowana jak jakaś sz**ta i być może gdybym nie była taka łatwowierna nie doszłoby do tego. Ale skąd mogłam wiedzieć...

9

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Nic nie musisz udowadniać. Ja bym tylko się spotkała z jego obecną (bez jego wiedzy o tym) i jej zdała relację. Albo Ci uwierzy albo nie, ale przynajmniej będziesz miała czyste sumienie, że zrobiłaś wszystko, żeby mu wyrwac przynajmniej jedną ofiarę. Przynajmniej ja tak zrobiłam - sądziłam, że wyjdę na wariatkę, ale okazało się, że 90% ludzi, którzy go znają miało podobną opinię. Z drugiej strony to jest zawsze ryzyko - tacy ludzie są niebezpieczni, więc musisz to rozważyć. Ale jakby Cię ktoś pytał o cokolwiek to mówiłabym prawdę.
Co do bycia jedną z 10 to mój na pewnym etapie miał 3 "na stałe" i nie wiem ile na jedną noc. Mówiąc szczerze nie wiem jak on potrafił się nie zgubić we własnym łgarstwie:/.

10

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
martynka6724 napisał/a:

W dodatku czuję się tak podle... Zostałam potraktowana jak jakaś sz**ta i być może gdybym nie była taka łatwowierna nie doszłoby do tego. Ale skąd mogłam wiedzieć...

Czujesz się jak ofiara, bo jesteś ofiarą. Ofiara przemocy - wszystko jedno jakiej: fizycznej, emocjonalnej, seksualnej zawsze czuje to samo: poniżenie, wstyd. Obwiniasz siebie, swoją naiwność, głupotę, itp. Ale prawda jest taka: nie mogłaś wiedzieć, nie jest to Twoja wina, nie byłaś naiwna - po prostu nie miałaś doświadczenia życiowego w temacie "związek z psycholem". Tacy kolesie to pasożyty społeczne: wykorzystują fakt, że związki międzyludzkie opierają się na zaufaniu, na założeniu, że inni ludzie są zdolni do empatii, współczucia, miłości, przyjaźni. I to działa w 99% przypadków. Ty trafiłaś na 1% i nie jest to Twoja wina. Tak samo jak nie jest winą ofiary, że zostanie pobita albo obrabowana. To jest zawsze wina tego, kto krzywdzi. Nie masz się czego wstydzić, a ten koleś tylko na to liczy: że będziesz płakać w poduszkę i się obwiniać. To on jest szują i nie jest warty splunięcia w twarz. Jeśli musisz coś czuć to gniew jest lepszy niż wstyd.

11

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
krokodyl666 napisał/a:

Co do bycia jedną z 10 to mój na pewnym etapie miał 3 "na stałe" i nie wiem ile na jedną noc. Mówiąc szczerze nie wiem jak on potrafił się nie zgubić we własnym łgarstwie:/.

metoda copy&paste i na taśmę... Co Tobie słodzi - tym inną - przy Tobie - jedzie i tak w kółko... aż się w końcu wyłoży.

12

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
martynka6724 napisał/a:

Owszem, wyjeżdżał często, ale na krótko, poza tym cały czas byliśmy w kontakcie (sms, telefony), więc nie przeszkadzało mi to, ponieważ wiedziałam, że jest to nierozerwalnie związane z jego pracą. Co do tego czy nie jest ona 1 z 10/100 "narzeczonych" - zaczynam podejrzewać, że to całkiem prawdopodobne. Przed chwilą nawet zaczęłam się już śmiać z tego jakie to żałosne... Nie daje mi jednak nadal spokoju to czy powinnam coś ze swoją wiedzą zrobić czy też nie?

A jak byliście w knajpach/kinach i innych punktach zbiorowego pobytu nie zauważyłaś dziwnych spojrzeń/uśmieszków i etc. ze strony obsługi.
A telefon w domu jak? wyciszony czy przy doopie ciągle, nawet w kibelku; "biegunki" nie miewał? big_smile

13

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Telefon służbowy zawsze leżał na wierzchu i odbierał przy mnie telefony itd. Natomiast prywatny różnie. Czasami miał chyba wyciszone dźwięki, innym razem trzymał go w kieszeni. Różnie z tym było... Ale nie zwracałam na to uwagi bo przy mnie nigdy z nikim nie pisał. Jestem zdruzgotana tym wszystkim.

14

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Martynko słyszałam o podobnym przypadku. Po czterech latach związku dziewczyna została sama z dzieckiem, bo akurat wyszła na jaw historia jego zdrad i on zdecydował, że zostanie z tą drugą. A mieli właśnie organizować wesele z tą pierwszą. Dziwne to wszystko było.

15 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-09-15 13:48:32)

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
martynka6724 napisał/a:

Telefon służbowy zawsze leżał na wierzchu i odbierał przy mnie telefony itd. Natomiast prywatny różnie. Czasami miał chyba wyciszone dźwięki, innym razem trzymał go w kieszeni. Różnie z tym było... Ale nie zwracałam na to uwagi bo przy mnie nigdy z nikim nie pisał. Jestem zdruzgotana tym wszystkim.

Dokładnie: jak był z Tobą to się tej drugiej tłumaczył, że "teraz słoneczko nie mogę rozmawiać, bo w pracy jestem, do zobaczenia, buzi, buzi". Powiem tak: i tak masz szczeście, że wyszło szydło z worka teraz a nie za 5 lat, że nie jesteś z nim w ciąży, nie wzięłaś kredytu, żeby zapłacić za jakieś Wasze "wspólne" wydatki itp.
No i teraz wiesz, że takich jak Ty jest niestety więcej: z jednej strony to dołuje, z drugiej - nie jesteś sama:).

16

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Ja bym takiego gnojka zastrzeliła bo marnuje tlen.

17

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Ona dowiedziala sie o mnie. Sam jej powiedzial. Zrzucajac wine za probe rozbicia ich zwiazku na mnie, bo "sama pchalam sie jemu do lozka". Jestem juz u kresu wytrzymalosci nerwowej... Teraz to on zrobil ze mnie... rozbijajaca cudze zwiazki. Dostaje co chwila smsy z oszczerstwami pod moim adresem i pretensjami. Rowniez od niej. Co ja mam teraz zrobic?

18

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
martynka6724 napisał/a:

Ona dowiedziala sie o mnie. Sam jej powiedzial. Zrzucajac wine za probe rozbicia ich zwiazku na mnie, bo "sama pchalam sie jemu do lozka". Jestem juz u kresu wytrzymalosci nerwowej... Teraz to on zrobil ze mnie... rozbijajaca cudze zwiazki. Dostaje co chwila smsy z oszczerstwami pod moim adresem i pretensjami. Rowniez od niej. Co ja mam teraz zrobic?

Ja bym to zignorował. Niech zobaczą, że takimi marnymi sztuczkami na Tobie wrażenia nie zrobią. I odpuszczą. Gwarantuję. smile

19 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-09-15 15:44:49)

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Typowy psychopata. Ludzie tacy jak on nigdy nie biorą na siebie odpowiedzialności i potrafią wyłgać się z każdej sytuacji:/. Jesli tak sytuacja wygląda to bym zignorowała i trzymała głowę wysoko. Jak ktoś zapyta albo coś Ci powie to możesz po prostu powiedzieć prawdę - nie masz kontroli nad tym czy Ci uwierzą czy nie niestety. Możesz też odpisać dziewczynie na smsa i zaproponować spotkanie, jesli chce usłyszeć Twoją stronę. Najważniejsze to zachować spokój i nie histeryzować publicznie, bo facet może chcieć z Ciebie zrobić wariatkę. Jedyne co może się zdarzyć to w przyszłości ludzie zobaczą jego prawdziwą twarz: takie gnojki zwykle szybko się nudzą i zaczynają eskalować sytuację, więc nie sądzę, żeby koleś nagle się zamienił w przykładnego faceta.
Mój zrobił ten sam numer: opowiedzial dziewczynie "prawdziwą wersję". Laska mu uwierzyła chyba tylko częściowo, bo rozmawiała potem ze mną i powiedziała, że zauważyła, że z nim jest coś nie tak. Najlepsze jest to, że mimo wszystko ciągle z  nim jest, bo "on dla mnie jest inny".

20

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Podeslj jej w tesci smsa link do tego watku na foum, niech przeczyta, bo Ciebie nie bedzie chciala sluchac. Jak madra, uwerzy, a jak glupia to bedzie wielbic stopy swego wielolicowego casanovy big_smile
Masz czyste sumienie, wiec po prostu luzik, glowa do gory, nie draz tematu i juz!
Znajdz hobby, zacznij tanczyc, plywac, wstap do kubu szachowego, cokolwiek i zacznj zyc od nowa i nie szukaj faceta. Sam Cie znajdzie smile

21

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

jadvinia dobrze napisała! Wszystkim od których dostajesz wiadomości puść tego linka.

22

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Sk...syn przez takich inni którzy zechcą Cię poznać będą teraz mieli cholernie pod górkę. Współczucia, i trzymaj się dziewczyno

23

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
Katarzynka82 napisał/a:

Ja bym takiego gnojka zastrzeliła bo marnuje tlen.

smile, temu cwaniakowi się jeszcze noga powinie. Jak dla mnie to schizol

24

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Pozostaje mieć nadzieję, że się przejedzie na swoich kłamstwach i w końcu ludzie się od niego odwrócą.

25

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Ja mam zawsze taki problem w podpbnych sytuacjach, wtrącać się w czyjeś życie, tj. powiedzieć tej lasce prawdę czy udać, że sie nie widzi i zająć się swoim życiem?

Miałam kiedyś przyjaciólkę, myślałąm że całkiem dobrą. Więc któregoś dnia gdy zobaczyłam jej chłopaka w centrum z inną laską ( a akurat z nią smsowałam, to jej to powiedziałąm ale bez żadnych wniosków z mojej strony bo nawet nie byłam pewna , czy to na pewno on). Ona się śmiertelnie na mnie obraziła bo powiedziała, że to nie był on z kolesiem zerwała (potem wrócili do sieebie) a mnie zjechała od góry do dołu i zerwała kontakt. I tyle miałam przyjaciólki, wiec wtedy sobie obiecałam czy by się paliło, czy waliło mnie to zwyczajnie j*bie, co się u innych dzieje w życiu uczuciowym o ile mnie to nie dotyczy ( a mimo że kolo ściemnia, to autorki nie dotyczy już związek jego z tą dziewczyną)

26

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
Katarzynka82 napisał/a:

Ja bym takiego gnojka zastrzeliła bo marnuje tlen.

Lepiej upozorować samobójstwo

27

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
martynka6724 napisał/a:

Ona dowiedziala sie o mnie. Sam jej powiedzial. Zrzucajac wine za probe rozbicia ich zwiazku na mnie, bo "sama pchalam sie jemu do lozka". Jestem juz u kresu wytrzymalosci nerwowej... Teraz to on zrobil ze mnie... rozbijajaca cudze zwiazki. Dostaje co chwila smsy z oszczerstwami pod moim adresem i pretensjami. Rowniez od niej. Co ja mam teraz zrobic?

Co robić? Zachować jako dowód, jeżeli będzie to dłużej trwało można uznać to za nękanie (107 KW, ew. 190a KK )...
No chyba, ze masz dużo pieniędzy i bardzo gościa chcesz ukarać, to jeżeli są to obraźliwe teksty z jego strony możesz wytoczyć mu proces ( 23 albo 24 KC)

28

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
Wszystko.zajete napisał/a:

Ja mam zawsze taki problem w podpbnych sytuacjach, wtrącać się w czyjeś życie, tj. powiedzieć tej lasce prawdę czy udać, że sie nie widzi i zająć się swoim życiem?

Miałam kiedyś przyjaciólkę, myślałąm że całkiem dobrą. Więc któregoś dnia gdy zobaczyłam jej chłopaka w centrum z inną laską ( a akurat z nią smsowałam, to jej to powiedziałąm ale bez żadnych wniosków z mojej strony bo nawet nie byłam pewna , czy to na pewno on). Ona się śmiertelnie na mnie obraziła bo powiedziała, że to nie był on z kolesiem zerwała (potem wrócili do sieebie) a mnie zjechała od góry do dołu i zerwała kontakt. I tyle miałam przyjaciólki, wiec wtedy sobie obiecałam czy by się paliło, czy waliło mnie to zwyczajnie j*bie, co się u innych dzieje w życiu uczuciowym o ile mnie to nie dotyczy ( a mimo że kolo ściemnia, to autorki nie dotyczy już związek jego z tą dziewczyną)

Mówiąc szczerze to Ci na dobre wyszło, bo pozbyłaś się beznadziejnej koleżanki. Ja tam wolę stawiac na szczerość - nawet jak mi ktoś nie uwierzy to prędzej czy później wyjdzie szydło z worka, a przynajmniej jestem w porządku wobec samej siebie.

29

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Witajcie ponownie,
po dzisiejszym burzliwym dniu, udało mi się zdobyć kilka informacji o tej dziewczynie... Po pierwsze z tego co ustaliłam, nie jest wcale lepsza od niego... Najwyraźniej taki układ im odpowiada i jedyne co mogę powiedzieć to to, że szczerze współczuje im obojgu, ale najwyraźniej są siebie warci smile Szczerze mówiąc zaczyna mi się chcieć śmiać z tego wszystkiego i łącząc wszystko w całość dochodzę do wniosku, że muszą być oni strasznie płytkimi i nieszczęśliwymi ludźmi. Opowiadał mi o swojej byłej, teraz wiem, że to było o niej... I choć nie usprawiedliwiam go, domyślam się już dlaczego zdecydował się na prowadzenie podwójnego życia smile Nie żałuję już niczego i wnioskując z treści smsów otrzymanych od niego oraz pewnych faktów o których się dowiedziałam, ustaliłam, że on rozstał się z nią, kiedy mnie poznał... Dlatego przedstawił mnie swojej rodzinie itd., ale zostawił sobie otwartą furtkę, jeśli ze mną by nie wyszło. Po poprzednim związku miałam ogromny dystans do tego wszystkiego i dobrze się stało. On się tak wkurzył, kiedy ja powiedziałam nie, bo chciał z nią zakończyć definitywnie znajomość, a ja nagle zrezygnowałam... Zabolało to jego, jestem tego pewna. I jestem też przekonana, że on naprawdę był we mnie zakochany i nawet jeśli dalej będą ze sobą i ją przekonał, że to moja wina - nie będzie z nią szczęśliwy. Ani ona z nim, bo podobno nie układało się im już od dawna. Nigdy nie cieszę się z cudzego nieszczęścia, ale w tym momencie bawi mnie ludzka głupota smile To wszystko co zrobił - obraźliwe smsy, telefony to akt desperacji. Wie, że wiele stracił i nie ma już szans na cokolwiek, a z nią też już najprawdopodobniej nie będzie. Nie obchodzi mnie to już nawet. Ci ludzie dla mnie nie istnieją, a ja wiem już, że nie należy pokazywać swojej słabości, mówić o wszystkim szczerze ani pokazywać swoich kart, bo ludzie są podli, a wszystko to może być wykorzystane przeciwko mnie.

30

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
martynka6724 napisał/a:

Ci ludzie dla mnie nie istnieją, a ja wiem już, że nie należy pokazywać swojej słabości, mówić o wszystkim szczerze ani pokazywać swoich kart, bo ludzie są podli, a wszystko to może być wykorzystane przeciwko mnie.

Nie wszyscy ludzie. Ale masz rację, na zaufanie trzeba sobie zasłuzyć, nie można po prostu ufać każdemu.

31

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE
martynka6724 napisał/a:

Witajcie ponownie,
po dzisiejszym burzliwym dniu, udało mi się zdobyć kilka informacji o tej dziewczynie... Po pierwsze z tego co ustaliłam, nie jest wcale lepsza od niego... Najwyraźniej taki układ im odpowiada i jedyne co mogę powiedzieć to to, że szczerze współczuje im obojgu, ale najwyraźniej są siebie warci smile Szczerze mówiąc zaczyna mi się chcieć śmiać z tego wszystkiego i łącząc wszystko w całość dochodzę do wniosku, że muszą być oni strasznie płytkimi i nieszczęśliwymi ludźmi. Opowiadał mi o swojej byłej, teraz wiem, że to było o niej... I choć nie usprawiedliwiam go, domyślam się już dlaczego zdecydował się na prowadzenie podwójnego życia smile Nie żałuję już niczego i wnioskując z treści smsów otrzymanych od niego oraz pewnych faktów o których się dowiedziałam, ustaliłam, że on rozstał się z nią, kiedy mnie poznał... Dlatego przedstawił mnie swojej rodzinie itd., ale zostawił sobie otwartą furtkę, jeśli ze mną by nie wyszło. Po poprzednim związku miałam ogromny dystans do tego wszystkiego i dobrze się stało. On się tak wkurzył, kiedy ja powiedziałam nie, bo chciał z nią zakończyć definitywnie znajomość, a ja nagle zrezygnowałam... Zabolało to jego, jestem tego pewna. I jestem też przekonana, że on naprawdę był we mnie zakochany i nawet jeśli dalej będą ze sobą i ją przekonał, że to moja wina - nie będzie z nią szczęśliwy. Ani ona z nim, bo podobno nie układało się im już od dawna. Nigdy nie cieszę się z cudzego nieszczęścia, ale w tym momencie bawi mnie ludzka głupota smile To wszystko co zrobił - obraźliwe smsy, telefony to akt desperacji. Wie, że wiele stracił i nie ma już szans na cokolwiek, a z nią też już najprawdopodobniej nie będzie. Nie obchodzi mnie to już nawet. Ci ludzie dla mnie nie istnieją, a ja wiem już, że nie należy pokazywać swojej słabości, mówić o wszystkim szczerze ani pokazywać swoich kart, bo ludzie są podli, a wszystko to może być wykorzystane przeciwko mnie.

Co by tu powiedzieć... hmm

A nie mówiłem? wink
Jeśli Ona to czytała... życzę z nim powodzenia.
Trzymaj się tego, co mówisz na końcu.

Pozdrawiam.

32

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Ja się cieszę Martynka, że twój ostatni ma wydźwięk pozytywny smile i że wszystko Ci się ułożyło.

Gdybyś chciała wyjaśnić coś kochasiowi, jego narzeczonej, jego rodzinie to napisz list. Rozmowy nic nie dadzą. A list wyjaśni wszystko bo kto zechce przeczytać, to przeczyta, a kto nie chciałby nawet z Tobą rozmawiać, to też przeczyta (no chyba że ekstremalny twardziel wyrzuci do kosza).

33

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Twoja ostatnia wypowiedz troche mnie podbudowala, bo po przeczytaniu pierwszej wypowiedzi powaznie sie zalamalam skad tacy ludzie sie biora i jak to wszystko jest mozliwe

34 Ostatnio edytowany przez zmeczonaONA (2013-09-16 23:39:24)

Odp: CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Mi, podobnie jak Tobie, też zrobiło się niedobrze, jak to przeczytałam- to się wydaje niewiarygodne. To jest jakiś szok, miałaś pecha zwłaszcza, że rodzina tego 2 chłopaka jakoś dziwnie się zachowywała wobec Ciebie - to jest naprawdę jak jakaś ukryta kamera. Ale powiem Ci, że limit pecha wyczerpałaś kobieto. Nie przejmuj się, ja na Twoim miejscu cieszyłabym się, że więcej ani dnia nie poświecisz na tych dwóch idiotów. I to jest właśnie plus rozstania - masz szansę zacząć szanować swój czas. Mnie te jeden prostak kiedyś rzucił a później się dowiedziałam, że za moimi plecami kręcił z inną, cham. Do dziś jest sam  a minęło jakieś hmm 5 lat smile Także każdy ostatecznie dostaje od życia to, na co zasłużył, przed Tobą natomiast to, co najlepsze.
Trzymaj się ciepło, przesyłam buziaki i naprawdę trzymam kciuki za to, że to ci dwaj debile będą się załamywać  i będą mieć depresję a nie taka fajna dziewczyna jak Ty. Buziaki! :*

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » CZUJĘ SIĘ JAK NIKT... HISTORIA KU PRZESTRODZE

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026