Piszę tutaj, jestem już bliska desperacji. Od dłuższego czasu jestem sama. Chociaż do niedawna tak naprawdę "byłam" z kimś. Tylko, że dla niego byłam zabawką, kimś kto zaspokajał jego potrzeby. Nic do mnie nie czuł. Ja niestety przypłaciłam to załamaniem. Dalej mam w pamięci to co mi zrobił, ale próbuję wrócić do porządku dziennego. Tylko ja naprawdę chciałabym kogoś poznać i niestety nie mam jak. Codziennie spotykam te same osoby, nawet, gdy pojawia się ktoś ciekawy na horyzoncie to jest już zajęty:(
Powoli przestaję wierzyć, że kogoś spotkam i że jest coś takiego jak prawdziwa miłość. Skoro w dzisiejszym świecie słowo "kocham" tak mało znaczy.
Ja niestety trafiam na same osoby, które mnie wykorzystują. Dla ostatniego faceta byłam tylko obiektem seksualnym, nie widział we mnie człowieka, który ma swoje uczucia, potrzebę bliskości. Czy ja coś robię źle? Łatwo ufam nowo poznanym ludziom i tak naprawdę naiwnie wierzę, że ktoś ma wobec mnie dobre intencje, szybko się też angażuję. Ale nie potrafię inaczej, gdy kogoś naprawdę polubię. Dodam, że nie jestem już nastolatką, a niestety coraz częściej tak się zachowuję...
Uciekam w swoje obowiązki byle tylko nie myśleć o tym, że jestem sama i że nikt mnie nie potrafi pokochać. Tylko już powoli nie daję rady...wiem, że na forum jest wiele samotnych kobiet. Jak Wy sobie radzicie z samotnością? Gdzie szukacie miłości? Wiem, że miłości się nie szuka, miłość przychodzi sama, ale ja bym chociaż nie chciała przegapić tego jej nadejścia...