Pisze, bo jestem w szoku i nie mam z kim porozmawiać. Od prawie roku miałam romans, który od polowy roku zaczelam traktować już jako poważny związek. Dzielily nas roznice kulturowe (USA - Polska) i wiek (on starszy o 15 lat). Kiedy go poznałam, myslalam, ze jest tylko o 5-6 lat starszy, kiedy się dowiedziałam o faktycznej roznicy wieku bylam pewna, ze nigdy nie zdecyduje się na cos poważniejszego, bo nie wyobrazalam sobie sytuacji, ze ja mam np. 65 lat a on 80...
Spotykalismy się sporadycznie, w kawiarniach, na tańcach, w miescie na spacerze. Przez pierwsze 3 miesiące kontaktowaliśmy się jedynie przez email - nie chciałam dac mu mojego numeru telefonu. Przez pierwsze 5 miesięcy nie zaprosiłam go do domu, bo był to skomplikowany przypadek - dużo starszy ode mnie, miał za sobą bardzo wiele nieudanych zwiazkow, rozwodnik po niecałych 2 latach malzenstwa, matka z dziekiem uciekla za granice, on ma tylko wyznaczone terminy na kontakt z dzieckiem, do tego dlugi i kiepska sytuacja finansowa, kobieciarz... Poza tym miał bardzo dziwne hobby, które mnie odstraszalo, przebywal dużo czasu na facebooku i bal się zostawić przy mnie otwarty komputer (jak uzywalam komputer to zawsze logowal mnie jako "gość").
Generalnie, nie traktowałam tego związku poważnie, ponieważ miałam przed oczami ok 15 znakow ostrzegawczych, które sugerowaly, ze to nie jest dobry kandydat. On nic na mnie nie wymuszal, nic ode mnie nie chciał, spotkania bez zobowiazan były dla obojga z nas okej.
On tylko mowil, ze chciałby ze mna być na poważnie, mieć dzieci i zebym się do niego wprowadzila. Po ok. 4 miesiącach spotkan (1-2 razy
tygodniu), powiedział, ze chciałby spedzic ze mna noc, w innym razie nie widzi już dalszego sensu. OK, wiadomo, chciał czegos więcej. Powiedzialam, ze jeśli nie jest w stanie jeszcze trochę poczekać, to uszanuje jego decyzje. Mielismy przerwę ok 3 tygodnie. Potem znowu się spotkaliśmy. Było cudownie. Zdecydowalam się zaprosić go do domu. Od tego czasu kolejne 6 miesięcy było wspaniale. Bardzo dobrze mnie traktowal i coraz bardziej się angazowal. To samo ja. Po paru miesiącach zaczal mowic, ze mnie kocha. Jego zachowania i słowa były spojne, dobrze się z nim czułam, zaufałam mu i również pokochałam. Zapomnialam (zignorowałam) ostrzeżenia, o których pisałam wcześniej. W zeszłym miesiacu pojechal w podróż sluzbowa (jezdzil już wcześniej) i nie odpisywal na moje emaile (nie mielismy kontaktu telefonicznego). Po 2 dniach ciszy napisałam drugiego mailai zapytałam, czy przeczytal moja wiadomość. POwiedzial, zebym się nie martwila, bo nie było go tamtej nocy w hotelu. Wiec po jego powrocie zapytałam, gdzie był jeśli nie był w hotelu. Po czym on odpowiedział, ze zle zinterpretowałam jego maila, ze był u znajomych z pracy i ogladal filmy. Na dowod (sam to zaproponowal) pokazal mi swoja historie w internecie, która potiwerdzila, ze w tym czasie był w sieci i przegladal strony internetowe. OK, przeprosiłam go, zle interpretowałam emaila, to się niestety zdarza czasami w obcym jezyku. Potem spedzilismy cudowna noc razem i w poniedziałek rano nic nie zapowiadalo końca. Umowilismy się na srode.
We wtorek napisał mi maila, ze nie jest w stanie być z osoba, która mu nie ufa. Zadzwonilam do niego, był bezwzledny, nie chciał dac mi szansy. Powiedzial, ze moglby dalej ze mna być, gdybym się zmienila. Ale ludzi nie powinno się zmieniac, dlatego on tego nie widzi, nie wierzy, ze się zmienie. Powiedzialam, ze bardzo go kocham i chce sprobowac. Ze moje wątpliwości to była tylko jednorazowa sytuacja, bo zle zinterpretowałam maila, a jeśli czasami mowie o rozstaniu, to mowie to tylko dlatego, żeby zwrocic jego uwagę na siebie. Potem napisał mi kolejnego maila, ze nie był szczeliwy w związku i związek był zbyt intensywny (nawet nie mieszkaliśmy ze sobą, widzieliśmy się 2-4 razy w tygodniu, przez ok 7 miesięcy, bo często i on i ja wyjzezdzalismy w podroze sluzbowe, oraz osobno jezdzilismy na urlop).
Poza tym nigdy nie pytałam go co robi, jeśli wychodzil ze znajomymi. Miał przestrzen, nie robiłam scen zazdrości. Zaakceptowalam jego dziwne hobby i dziwne zachowania..Jestem w szoku slyszac, ze związek był zbyt intensywny, bo spedzalismy ze sobą ok 30-40% swojego czasu.
On przestraszyl się, jak tylko zaczelam się bardziej angazowac i zaczelam mowic, ze go kocham. Od tego momentu zaczal powoli się odsuwać, mimo, ze nie dawałam mu wyraźnie do zrozumienia, ze na 100% chciałabym z nim być (sama nie bylam jeszcze pewna).
Nie wiem, dlaczego był nieszczeliswy, wszystko było super, nie klocilismy się, w lozku swietnie, mowil często, ze mnie kocha, wypytywal, kiedy znowu się spotkamy. W poniedziałek niczego podejrzanego nei zauwazylam w jego zachowaniu oprócz tego, ze zapytal, czy na pewno wzielam tabletke antykoncepcyjna - nigdy o to nie pyta (bardzo chciał mieć dziec).
Czy jest to możliwe, żeby z powodu takiej sytuacji (brak zaufania, większe zaaganzowanie z mojej strony) facet w ciągu 2 dni zdecydowal się na porzucenie kobiety? nie robiłam mu zadnych scen ani wyrzutow, bo stweirdzilam, ze nie ma sensu. Podziekowalam mu za wspanialy związek, bo był dla mnie dobry. Chce dodac, ze on ma ogromne doswiaczenie z kobietami, miał ich bardzo dużo, wiele kobiet go skrzywdzilo i vice versa. Wie dobrze, w jaki sposób rozkochać w sobie kobiete i ja zranic...
Mam nadzieje, ze na dluzsza mete wyjdzie mi to na dobre, ale odszedł w zupełnie nieoczekiwanym momencie, uspil moja czujność czułymi slowkami, bylam na to zupełnie nieprzygotowana, w poniedziałek jeszcze planowaliśmy przyszlosc a w srode już nas nie było :-(