Może to zabrzmi dziwnie, ale mam lęk przed pracą. Niektórzy nazywają to lenistwem, że mi się nie chce, ale mi głupio powiedzieć że się po prostu boję. Dla innych to takie proste: iść i po prostu zapytać o wolny etat, latać z cv od drzwi do drzwi... Mnie na samą myśl o tym paraliżuje strach, lęk... nie wiem. Z jednej strony chciałabym pracować, jakąś tam dorywczą, nieskomplikowaną pracę mam, powoli się z nią oswoiłam, ale teraz myślę nad pracą stałą. Jednego dnia wstaję z myślą że to właśnie dzisiaj się zmieni, ale jak przychodzi co do czego coś mnie blokuje. Wiem że poradziłabym sobie, ale jakoś nie umiem podjąć działania. Nie umiem sobie z tym lękiem poradzić, ale mam dosyć tych oskarżeń o lenistwo. Zastanawiam się czy ktoś jeszcze ma taki problem?
Podobne tematy
Boisz się, że sobie nie poradzisz?
Może obowiązków, ludzi, sytuacji, odpowiedzialności... Nie wiem. Po prostu ogarnia mnie strach...
Może obowiązków, ludzi, sytuacji, odpowiedzialności... Nie wiem. Po prostu ogarnia mnie strach...
Teraz rozumiem, a ogólnie to jak się czujesz> Psychicznie? Czy poza pracą kontakty z ludźmi nie są dla Ciebie problemem? Jak sobie poza praca radzisz w zyciu? Co robisz? Napisz cos wiecej o sobie.
Psychicznie? Źle. Z ludzmi radzę sobie różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Zależy na jaką osobę trafię. A w życiu studiuję. W towarzystwie zachowuję się różnie. Raz otwarta i uśmiechnięta, raz zamknięta i cicha. Zależy w jakim gronie jestem.
Psychicznie? Źle. Z ludzmi radzę sobie różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Zależy na jaką osobę trafię. A w życiu studiuję. W towarzystwie zachowuję się różnie. Raz otwarta i uśmiechnięta, raz zamknięta i cicha. Zależy w jakim gronie jestem.
To tak jak ja. dokładnie. Kurde, naprawdę tak samo mam. To niestety smutne jest dość. I co by Ci tu powiedzieć, skoro ja mam taki sam problem? Ale wiesz co? Ja Ci powiem tak. Kiedy czeka na mnie coś nowego, nowi ludzie, nowa sytuacja i otoczenie, myśle o tym tak , że to niesamowita szansa żeby dać poznać się na nowo. Otworzyć nową kartę. Na nowo zrobic pierwsze wrażenie. To jest niesamowita szansa na to, a by zacząć wiele spraw od początku. Na przykład żeby zmienic swoje nastawienie do świata.
Wiesz, naprawdę mam tak samo.... . .Jeszcze moze mi powiesz, ze jesteśmy w tym samym wieku? ![]()
Mam 24 lata.
No to pudło.
Co studiujesz? Masz chłopaka, przyjaciół, takich prawdziwych?
9 2013-08-30 21:52:07 Ostatnio edytowany przez Stokrotka00804 (2013-08-30 21:54:51)
Boisz się nowych sytuacji, boisz się reakcji ludzi? Ze się nie odnajdziesz? Ze inni bedą Cie między sobą oceniać? Boisz się, ze przez stres, nie wykonasz swojej pracy tak, jak powinnas?
Zrób krok do przodu i przełam strach. to jedyny sposób,aby go pokonać.
-Puk, puk.
-Kto tam?
-Strach.
-Dzwi otwiera odwaga, a tam ... nikogo nie ma.
Lingwistykę stosowaną. Mam 2 takie przyjaciółki, może nie jesteśmy blisko, ale co jakiś czas do siebie wracamy. Tak, mam chłopaka, ale ma trudny charakter, z resztą o nim też jest spory wątek...
Lingwistykę stosowaną. Mam 2 takie przyjaciółki, może nie jesteśmy blisko, ale co jakiś czas do siebie wracamy. Tak, mam chłopaka, ale ma trudny charakter, z resztą o nim też jest spory wątek...
Wlasnie zauwazylam ten wątek.
Super, że masz do kogo "gębę otworzyć", ze są to serdeczne Ci osoby. To ważne.
No mam, zawsze mam do kogo napisac, spotkać się, nawet po długim czasie ciszy. I to właśnie to moje wierne grono, w którym czuję sie dobrze.
No mam, zawsze mam do kogo napisac, spotkać się, nawet po długim czasie ciszy. I to właśnie to moje wierne grono, w którym czuję sie dobrze.
Wielu ludziom tego brakuje. a co oni radzą Ci w tej sytuacji?
Wszystko co nowe czasami troszkę przeraża ale trzeba myśleć z pozytywnym nastawieniem że nie będzie aż tak źle
.
Wszystko co nowe czasami troszkę przeraża ale trzeba myśleć z pozytywnym nastawieniem że nie będzie aż tak źle
.
wręcz, że bedzie dobrze ![]()
Staram się tak myśleć... ale kiedy przychodzi do działania... totalna porażka. Później tylko żałuję szansy, którą straciłam. Nawet oglądam jakieś filmiki o lęku, jak się go pozbyć itd, ale chyba jestem niereformowalna...
Szczerze, moje przyjaciółki nic o tym problemie nie wiedzą. W sumie są podobne do mnie. Szczególnie jedna.
Zacznij pd tego, zeby otworzyc się przed nimi. To juz będzie jeden krok do przodu, strach będzie trochę przełamany. Wydaje mi się, ze taka rozmowa bardzo by Wam pomogła znaleść rozwiązanie problemu.
Doskonale wiem , co to oznacza uczucie zmarnowanej szansy, o której mówisz...
I te oskarżenia o lenistwo, że się jest księżniczką... a to nie tak... bo jednak do mojej pracy dorywczej za parę groszy potrafię się zmobilizować.
No własnie. POTRAFISZ. Duzo potrafisz. Praca dorywcza a praca stała, to praktycznie te same emocje!
Być moze. Ale jak słyszę ze do tego się nie nadaję, do tamtego tez nie... że za daleko mierzę. I to od własnego chłopaka!!! Najpierw mi mówi takie rzeczy, a później że jestem księżniczka...
Myślę, ze wielu ludzi odczuwa lęk przed pracą, tylko nie jest on najważniejszy. Są tacy, którzy w żadnej pracy nie zagrzeją miejsca. Uważam, że właśnie lęk zniknie, kiedy się dłużej popracuje.
Jeśli studiujesz taki kierunek, to może nie natrafiłaś na odpowiednią pracę?
Najpierw polecam zastanowić się, w jakiej pracy się widzisz, a potem, jakie dostępne są na rynku pracy.
Być moze. Ale jak słyszę ze do tego się nie nadaję, do tamtego tez nie... że za daleko mierzę. I to od własnego chłopaka!!! Najpierw mi mówi takie rzeczy, a później że jestem księżniczka...
Rzuć takiego gada, on chce ciebie przerobić na bez emocjonalną lalkę jednocześnie wmawiając ci że jesteś księżniczką.
Moja przyjaciółka znała takiego typa, zamiast cię spierać on cię niszczy.
Chce cię ubezwłasnowolnić byś nie mogła bez niego żyć kto wie co mu chodzi po głowie na pewno nic dobrego.
Katarzynka może mieć rację. Nie wspiera znaczy nie dorósł. A jeszcze dołuje... Jakby dobrze życzył, toby mówił wręcz przeciwnie, że dasz sobie radę.
Hej, ja też mam problem z pracą. Właściwie w ogóle z przyszłością
Boję się strasznie tego zawieszenia, które teraz mam (24 lata skończę w tym roku, no i skończyłam studia). Mam kilka dróg, które mogę w życiu obrać i boję się, że źle zdecyduję. Boję się, że zaprzepaszczę jakąś szansę. U mnie stąd biorą się problemy z tym lękiem o pracę. Boję się również, że nic nie osiągnę w życiu (jestem wręcz chorobliwie ambitna). Jak sobie radzę z tym strachem? Działam. Gdy wpadam w ten wir załatwiania spraw jakoś mi ten strach przechodzi. Dodatkowo tak jak napisała Stokrotka00804 staram się sobie "wmówić", że to co mnie czeka w przyszłości, czy w pracy będzie jakąś możliwością rozwoju, czymś fantastycznym, co odmieni moje życie (w domyśle na lepsze oczywiście). Mówię sobie to zawsze przed snem i jak się obudzę. I jakoś leci. Ważne byś zaczęła podchodzić do sprawy z dobrym nastawieniem - to naprawdę pomaga
I tak na pocieszenie jeszcze dodatkowo - znam maaaasę osób z naszym problemem
Taki okres w życiu, ale jakoś to przejdziemy, tak jak przechodzili to inni przed nami ![]()
Wiesz, mam troszeczkę podobnie momentami. Miałam łącznie 4 prace - takie wakacyjne, bez umowy - jakoś sobie w nich radziłam (wszystkie po znajomości). Ale na myśl o stałej pracy, z umową to mnie strach bierze. I z jednej strony już bym bardzo chciała pracować, znaleźć samodzielnie pracę, ale jak do mnie dotrze, że to nie takie proste, to znowu pojawia się strach... niektórzy też mówią, że jestem leniwa jeśli chodzi o szukanie pracy, a to nie tak. Może boimy się jeszcze tej dorosłości?
27 2013-08-31 13:50:10 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-08-31 13:50:36)
Może boimy się jeszcze tej dorosłości?
Nie może a na pewno.
Juz tu gdzieś o tym pisałam. Kobiety... jesteście w jednym z najważniejszych etapów życia. Kiedy musicie podołać, jednej z większych zmian. Mianowicie odejście od dzieciństwa i dorastania oraz edukacji stałej
a wejście w dorosłość. Stad ten lęk i konsternacja, zagubienie, niepewność. Idziecie teraz tam gdzie jeszcze nigdy nie byłyście. I nie ma co do tego dorabiać jakiejś chorej filozofii. Każdy tak ma, na ogol ludzie boja sie zmian a to poważna zmiana. Rożnica polega na tym, ze jedni o tym mówią i tylko mówią, a drudzy biorą sie w garść i szukają az znajda.
Racja... I wydaje mi się, że właśnie każda osoba to przeżywa, tylko jedna szybciej druga później. I jednej osobie się od razu trafi to staż, to praca i jakoś łatwiej później "brnąć dalej". A najgorszy ten pierwszy krok, czyli pierwsze wydrukowane CV, pierwsza rozmowa, pierwsze podpisywanie umowy...
Racja... I wydaje mi się, że właśnie każda osoba to przeżywa, tylko jedna szybciej druga później. I jednej osobie się od razu trafi to staż, to praca i jakoś łatwiej później "brnąć dalej". A najgorszy ten pierwszy krok, czyli pierwsze wydrukowane CV, pierwsza rozmowa, pierwsze podpisywanie umowy...
Ja np ja skończyłam szkole, to stwierdziłam, ze na bank nie będę pracowała tu i tu, bo nie dam rady i w ogóle poszukiwania w tym obszarze odpadają. Przypadkiem trafiła sie umowa zlecenie no i powiedziałam, dobra, trudno, idę. I potem robiłam w tym jakieś 4 lata ale juz a umowie.
A ja myślę, że czas przestać się nad sobą trząść i analizować wszystko pod kątem strachu. Każdy w mniejszym lub większym stopniu to przechodził i jakoś ziemia się nie osunęła. Ja mam takie wrażenie, że sama stwarzasz sobie problem. Podnosisz to do rangi strasznego problemu, a to zwykły cykor przed innymi ludźmi, przed ich oceną i tym co sobie o Tobie pomyślą.
Trzeba wziąć się w garść i do przodu. W innym wypadku utkniesz w martwym punkcie i faktycznie wszyscy będą brali Cię za nadwrażliwą księżniczkę. Życie przyniesie nie jeden większy problem i co wtedy?
Kobiety... jesteście w jednym z najważniejszych etapów życia.
Właśnie! Ta świadomość, że jest to najważniejszy etap życia wyzwala chyba ten lęk. Tak jak napisałaś jest to nieznany teren, który trzeba po prostu poznać ![]()
I nie ma co do tego dorabiać jakiejś chorej filozofii. Każdy tak ma, na ogol ludzie boja sie zmian a to poważna zmiana. Rożnica polega na tym, ze jedni o tym mówią i tylko mówią, a drudzy biorą sie w garść i szukają az znajda.
Zgadzam się, choć często sama łapię się na tym, że szukam w tej sytuacji drugiego dna. Myślę, że świadomość tego, że inni też się boją w jakiś sposób pomaga znieść własny strach. Takie trochę egoistyczne "inni też mają źle". Co do ostatniego zdania - mam koleżankę, która poddała się już po szkole średniej. Od 5 lat nie robi nic. Twierdzi, że nie może pokonać tego strachu przed chodzeniem na rozmowy kwalifikacyjne, przed ludźmi, przed obowiązkami. Zasiedziała się i nie wiem jak sobie poradzi
Myślę, że takiej sytuacji powinniśmy się bać najbardziej, bo lepiej jest robić małe coś, niż wielkie nic ![]()
I te oskarżenia o lenistwo, że się jest księżniczką...
Bo ludzie oceniają powierzchownie. Nie interesuje ich czy masz jakiś problem tylko widzą to, ze nie pracujesz i dla nich równoznaczne jest to z lenistwem... Typowe dla wielu ludzi... Nie zmienisz tego.
Od 5 lat nie robi nic. Twierdzi, że nie może pokonać tego strachu przed chodzeniem na rozmowy kwalifikacyjne, przed ludźmi, przed obowiązkami. Zasiedziała się i nie wiem jak sobie poradzi
Myślę, że takiej sytuacji powinniśmy się bać najbardziej, bo lepiej jest robić małe coś, niż wielkie nic
Znam ja kilka takich w swoim otoczeniu. Coż z czasem stwierdziły, ze będą czekać na księcia z bajki, bo chyba spełnienie się jako matki i zony jest dla nich najważniejsze. No i przychodzili książęta, robili dzieci i odchodzili. A one nadal bez roboty.
Cieszę się że ktoś mnie rozumie i nie widzi tego przez pryzmat lenistwa. Jeszcze jakbym miała wsparcie... a jak się słyszy że do tego się nie nadajesz, tego nie umiesz, tam nawet nie próbuj... własny chłopak mnie tak "pociesza". I dziwi się że chodzę smutna, że ciągle mam szklane oczy i siedzę biernie? Nie tego oczekuję od niego. Mowi że lubi mi dopiekać. To chyba nie na tym polega. Ja go zawsze wspierałam, mówilam że da radę, że w niego wierzę. Jak robil prawo jazdy na ciężarówki byłam na każdej jeździe, siedziałam z nim do późnej nocy przed egzaminem i powtarzałam materiał i takie tam... a on mi po prostu mówi że tak mnie chce zmobilizować. Mówieniem że jestem beznadziejna i głupia?
Powoli dochodzę do siebie, w końcu trzeba otworzyć te drzwi, spróbować. Tylko tak ciężko samej, w dodatku z dołowaniem najbliższej mi osoby. Którą kocham i na prawdę na nią liczę... liczyłam. Teraz liczę tylko na siebie.
Dziękuję za mobilizujące wpisy. Cieszę się że ktoś nie tylko mnie ocenia i od razu skazuje, ale stara się również pomóc.
Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale ja się czuje tak samo jak Ty.
Ja właściwie przed pracodawcą potrafię się jakoś zachować, wydaje mi się, że nawet dobrze mi idzie. Problem polega na tym, gdy chcą sprawdzić Cię jako pracownika, wraz z innymi osobami. Po prostu nie umiem konkurowac z ludźmi, często też nie umiem być taka sprytna i obrotna, po prostu nie mam takiego charakteru. Zawsze mnie takie sytuacje stresują. Kiedy mam coś robić sama jest ok, ale współpraca grupowa... Kompletnie mi to nie idzie.
A tak poza tym, chłopak powinien Cię wspierać. On Cię demotywuje i odbiera poczcie własnej wartości... Zastanowiłabym się poważnie nad takim związkiem. On powinien Ci dodawać skrzydeł, a nie je podcinać.
36 2013-09-24 19:58:42 Ostatnio edytowany przez mambra (2013-09-24 19:58:56)
Dodam tylko kolejne: "tez tak mam";) I zgadzam sie, ze Twój facet powinien Cie wspierac. Nie rozumiem czemu się tak zachowuje. Szczesliwa w takim układzie nie bedziesz, to nie tak powinno dzialac.
A co do pracy... Sa ludzie, którzy lubią współzawodnictwo, "spisywanie sie", adrenaline, wyzwania.. Pewnie takie osoby chętniej podejmuja walke o prace, bo je coś motywuje, sprawia im frajde to czy tamto. A są osoby, ktore stresować się nie lubia, nie z tego czerpia satysfakcje. Tez nie potrzebuje adrenaliny, stresu do tego, zeby byc szczesliwa. Wręcz mnie one blokują i wyniszczaja. A sytuacje gdy jestem jakos "sprawdzana", porównywana z innymi pod względem użytecznosci dla pracodawcy, takie sytuacje sprawiaja, że jest mi tylko smutno ze jestem tak przedmiotowo traktowana. Poza tym trudno jest mi oddzielić poczucie bycia odrzuconą jako osoba, jako ja od sytuacji, w ktorej nie chca mnie w jakiejs pracy. Zawsze jakos bezsensownie biore to do siebie . Dlatego ten caly proces rekrutacyjny to dla mnie nuda i horror. Mam swoje hobby zainteresowania, a staranie sie o to, zeby sie wykazac, na jakims poziomie jest dla mnie nudne. A z drugiej strony jak juz gdzies ide starac sie o prace, to łapie stresa, zeby jak najlepiej wypasć, zeby mnie nie odrzucili, bo będzie mi mega smutno, że mnie nie chca. tak jakby to zawse swiadczylo o mojej inteligencji i o tym czy jestem fajna, ładna czy nie...
37 2013-09-24 20:26:30 Ostatnio edytowany przez Melancholy (2013-09-24 20:28:54)
Oj, skąd ja znam ten lęk przed pracą... Co prawda, jakiś czas pracowałam, ale łącznie było to ze 2 lata... 3 lata mieszkałam sama, nie pracując i robiąc to, co lubię - korki z angielskiego. Bez umowy, bez kłopotu, starczało mi na wszystko. Nie umiem się zebrać i szukać tej pracy, no po prostu nie umiem... Ale teraz jestem w takiej sytuacji, że po prostu MUSZĘ. Pod czyimś wpływem wzięłam spore kredyty, ów ktoś nie spłaca i moja czysta, dziewicza historia w BIK poszła się paść, za chwilę nawiedzą mnie niemili panowie... A NIE MAM jak sobie z tym poradzić, po prostu nie mam jak... Jestem w tragicznej sytuacji życiowej, a jest ona tym gorsza, że nie umiem iść do pracy, po prostu jestem tak bezsilna wobec tego... Wiem, że MUSZĘ, ale nie umiem... Co chwilę to przekładam i przekładam. Trudno mi się zmobilizować, zresztą zawsze tak było. Cieszyłam się, że nie pracując, nie mając nad sobą szefa, po prostu sobie żyję i starcza mi na podstawowe potrzeby. "Klienci" mnie szanują, a kiedy mi się nie chce, po prostu przekładałam zajęcia itd. Z musu zapisałam się na kurs do 24-go października, na coś, co kompletnie mnie nie kręci, czyli zawód sprzedawcy. Jednak zawsze jakaś kasa wpadnie, bo kurs płatny i na rano, więc mogę poza tym mieć korki.
Całe życie jestem przekonywana, że do niczego się nie nadaję. Teraz, że jedyne, co potrafię, to brać kredyty i się sfrajerzyć... Że nic nie umiem porządnie zrobić. Ja się po prostu nie nadaję do życia w społeczeństwie, nie pasuję do 'norm', nie ma tu dla mnie miejsca... Boję się życia. Życia, które dla niemal każdego człowieka jest 'normą', czyli praca, dom, dzieci... Po 8h pracy pn-pt, weekend przed TV. Wolę siedzieć w swojej głowie. Mam zły dzień, może dlatego brzmi to aż tak dramatycznie...
38 2013-11-03 22:44:41 Ostatnio edytowany przez Aisha89 (2013-11-03 22:47:25)
Mam podobnie jak Melancholy i Autorka. Z jednej strony wiem, że potrzebuje pracy i chcę ją znaleźć, z drugiej strony boję się, że sobie nie poradzę. I nie są to moje absurdalne lęki bo już pracowałam i to w wielu miejscach, niestety większość z nich nie wspominam najlepiej. Praca niezgodna z moimi oczekiwaniami, zainteresowaniami itd, po prostu z braku wyjścia brałam cokolwiek, w dodatku często problemy z dogadaniem się z innymi ludźmi w pracy. To wszystko stworzyło we mnie blokadę. Nie wiem jak sobie poradzę. Marzę o pracy zdalnej, najlepiej w domu albo w jakimś biurze w małym gronie ludzi, niestety nie posiadam takich kwalifikacji ![]()
Szczerze to mam tak samo. Szukałam niby pracy, ale jak napisałam w moim wątku - przystałam na dorywczą czyli ulotki. Tłumaczę sobie, że nikt inny mnie nie chciał to zostanę tutaj, ale... na dobrą sprawę w międzyczasie mogłabym czegoś szukać.
Też się boję i nie wiem czego. Tym bardziej, że będąc na ulotkach rozmawiam z dziewczynami, które pracują w tym samym sklepie, ale jako ekspedientki i mówią, że pracują od 16go roku życia, że miały wiele doświadczeń itd. To czuję się przy nich taka malutka, ale każdy jakoś musi zacząć.
Chcę wyjechać do innego miasta i tam nie będzie wymówek, będę musiała coś znaleźć.
Ale... nie wiem czego się boję. Nowej sytuacji? Ludzi? Nie wiem. Wiem, że byłabym spełniona, bo pokazałabym i sobie i rodzinie i znajomym i chłopakowi, że jak chcę to mogę.
Niby lubię ludzi, ale ostatnio mam wiele problemów, przez które jestem przybita. A wiem, że do nowych ludzi musiałabym się uśmiechać. Tak jak na ulotkach, gadam z nimi, ale w duszy jestem podłamana i chciałabym być zamknięta w pokoju i płakać.
I tak samo wiele moich znajomych mówi, że jestem leniwa. A ja się po prostu boję. Nie boję się odpowiedzialności. Chyba nie wierzę w siebie, boję się nauki. Nawet w durnym sklepie z odzieżowym jest tyle do roboty, a to kasa, a to wykładanie towaru. Dla niektórych to chleb powszedni, a ja się po prostu boję. Ale czego? Chyba tego, że ktoś mnie oceni, że np jestem niezaradna, powolna, że ktoś się krzywo spojrzy, że współpracownicy nie będą ok (bo ja lubię głębokich ludzi, a nie te wszystkie lalunie gadające tylko o imprezach) i będę musiała udawać przed nimi kogoś kim nie jestem.
Nie wiem, nie rozumiem tego i jestem przerażona, bo czas najwyższy iść do pracy, prawdziwej pracy, no, może nie w korporacji na stanowisku głównej księgowej, ale chociażby do sklepu odzieżowego czy do warzywniaka...
tak mi napisała Agnieszka, ma 45 lat jest florystką
jak jej napisałam o moim poszukiwaniu pracy i nastroju depresyjnym:
;
"bo tak jest jak ma sie przerwe
jak czlowiek pracuje i przechodzi di innej pracy to nie jest to takie obciazenie
ale jak nie pracujesz i masz dluzsza przerwe a zwlaszcze ze malo jest pracy a czlowiekowi zalezy by sie utrzymac
to strach czasem nas paralizuje
nawet przed tym co nie znane
i bledem jest jesli zakladamy ze sobie nie poradzimy
tak samo z szukaniem pracy
takze wiecej wiary takiego optymizmu
bo im wiecej sie spinamy tym gorzej nam wychodzi"
może jakaś grupa wsparcia?
Mam podobnie - boję się tego, że ktoś będzie mnie oceniał i moją pracę, że będę musiała słuchać tego, co mi ktoś każe itd.
Załóż swoją firmę jakąś i będziesz miała problem szukania pracy z głowy