Witajcie.
Nawet nie wiem gdzie o tym napisać....
Jak pokłócę się z mężęm, to u Nas nigdy nie ma przeprosin..... tzn. wygląda to tak , że jest awantura mój mąż (albo ja) wychodzimy do drugiego pokoju lub mąż np. wychodzi do pracy. Jak wróci mniej więcej po trzech , czterech godzinach przychodzi i zachowuje sie jakby wogóle nie było sytuacji. Rozmawia , uśmiecha się , żartuje itp. Szlag mnie trafia, bo ja nie jestem taka, we mnie długo siedzi to co mi w kłótni powie, ja nie portafie tak przejśc nad tym do porządku dziennego.... i oczywiście potem to Ja jestem ta gorsza, bo sie nie odzywam, bo nie chcę z nim nigdzie iść itp. a najgorsze jest to , że On nawet nie wie (albo udaje) o co mi chodzi ..........
pyta mnie : " o co Ci chodzi" , "coś się stało " , "czemu się nie odzywasz" ..... - nie wiem czy to jakaś gra???
Co robić w takiej sytuacji ??? Czy może u Was też tak jest ???