Mam następujący problem...Jestem przeszło rok z chłopakiem, na którym ze względów uczuciowych mi zależy. Przywiązałam się do niego i pokochałam, ponieważ potrafił być naprawdę wspaniały i kochany. Potrafił mówić mi wielkie rzeczy, że chciałby już ze mną być do końca, ze mną zamieszkać, że jestem najładniejszą dziewczyną jaką miał i inne...Jako, że nie jestem z kamienia uwierzyłam w to i stwierdziłam, że mogę się przed nim otworzyć. Ciężko było mi wyznać mu uczucia, ale gdy już się tak stało umocniłam się w tym i tego chciałam.
Problemy zaczęły się jednak już jakiś czas temu, przy każdej kłótni, ostrzejszej wymianie zdań schemat jest ten sam- on mówi, że chce zerwać, że nie wytrzyma. Staram się wtedy to zawsze załagodzić, często płaczę, mówię mu , że chciałaby by to wyglądało inaczej, normalnie...I jakoś wracamy do siebie, jest przez jakiś czas wszystko dobrze, mówi mi znowu ładne rzeczy, powtarza, że mnie kocha...Przyznam, że nie jestem idealna, ale jak każda kobieta mam czasem humorki, czy fochy, marudzę i z niczego nie jestem zadowolona. Ale czasami. Plus nie trwa to długo, z reguły popłaczę sobie, powkurzam się i koniec. Nigdy w żadnej kłótni go nie obraziłam, nie zerwałam z nim ani nie powiedziałam niczego przez co miałby poczuć się dla mnie nieważny.Nie wierzę, że są kobiety ciągle uśmiechnięte i idealne, czasem mam wrażenie, że on ode mnie tego wymaga...Obiecał mi nawet ostatnio, że postara się przerwać ten schemat zrywania i inaczej rozmawiać, jednak sytuacja znowu się powtórzyła. Jestem przez to bardzo nerwowa, ta ciągła huśtawka jest straszna. W momencie kłótni i zrywania całkowicie się rozklejam, dopiero potem się uspokajam i rozmawiam bardziej stanowczo i rzeczowo, ale dopiero wtedy gdy wiem ze zaraz nie będzie powtórki z rozrywki...
On ciągle twierdzi , że to moja wina. Że jego wina to tylko mały procent.
Dodam, że z żadną dziewczyną nie był tak długo jak ze mną, jego rekord to było chyba 4 czy 5 miesięcy...
Ja wyszłam z długiego kilkuletniego równiez trudnego związku, chciałabym w końcu stworzyć coś na normalnych zasadach. Kocham go i jest dla mnie ważny, dlatego boję się zaryzykować i zrywać, ponieważ wiem, że będę to przeżywać i będzie mnie to boleć...Jednak nie wiem jak mam się zachować, czy to, że ciągle walczę i płaczę sprawia, że on nie przestanie tak robić tylko wręcz przeciwnie?
Mimo wszystko mówi mi, że mnie kocha, ale dodaje, że to jedyne uczucie które nas łączy. Dla mnie to nie jest jedyne i to nie jest tylko...
Nie wiem jak mam się zachować, jestem w kropce.
Dodam, że jestesmy w podobnym wieku- 22 lata.
1 2014-04-09 16:49:19 Ostatnio edytowany przez lilith06 (2014-04-09 16:51:26)
Podobne tematy
2 2014-04-09 17:08:24 Ostatnio edytowany przez Michst (2014-04-09 17:14:05)
Zrywacie ze soba bo sie klocicie?
To jest chore i niedojrzale.
W kazdym zwiazku sa wieksze lub mniejsze klotnie co nie znaczy aby tak impulsywnie zrywac za kazdym razem. Klotnie wbrew pozorom zblizaja ludzi do siebie gdy oczywiscie nie ma cichych dni a po kilkunastu minutach lub godzinach sie godzicie w lozku jest dobrze. Dwoma powodami z mojego punktu widzenia jest brak uczuc w zwiazku i przede wszystkim zdrada. Nie ma zwiazku bez klotni jesli ktos mowi ze sie nie kloci z partnerem lub partnerka klamie.
PS: Dodam ze koles jest niedojrzaly i zdaje mi sie nie zalezy jemu tak bardzo na Tobie.
Witaj,
Ja również mogę powiedzieć, że Jego zachowanie jest na maxa dziecinne. To, że się kłócicie to rzecz normalna i w każdym związku są lepsze i gorsze dni---no ale żeby od razu się rozstawać ?? W moim związku również są kłótnie jednak co najlepsze to godzenie się
wiadomo jakie ;D
Niedojrzały facet- też to przerabiałam- co chwile kłótnie i zrywanie. Z doświadczenia wiem, że taki związek nie ma szans na przetrwanie, więc zamiast tracić swój cenny czas, zacznij się szanować i przestań dawać sobą pomiatać jakiemuś dzieciakowi. Facet ma Cię szanować i tolerować taką jaką jesteś ( oczywiście jakby Cię kochał ), a nie zrywać co chwilę, narażać Cię na chwiejne emocje. On po prostu albo ma problem ze sobą, albo nie chce być w prawdziwym związku, bo nie ma pojęcia na czym on polega. Niech dorośnie.
Droga autorko jesli sie kogos naprawde kocha nie zrywa sie przez klotnie. Zwiazek to stabilnosc a tej brak w Twojej sytuacji.
Ma siebie za PANA I WŁADCĘ ? tym że powie Ci " to koniec " a potem z łaską niby chce powrotu ?
Autorko przemyśl czy ten związek ma jakiś w ogóle sens - a kiedy wreszcie stwierdzisz że nie ma szans to odwróć role i Ty powiedz że " TO KONIEC " z uśmiechem na twarzy bo zaczniesz nowe życie bez takiego dzieciaka u boku.
Marnujesz zdrowie przy nim---no sorry, ale Twoje życie emocjonalne na bank jest mocno już zachwiane
Czyż nie ?
Despota, nie liczy się z Twoją osobą, warto o Tym porozmawiać. Chłopak jest strasznie impulsywny,zapewne nie myśli co mówi. Fakt, dziecinne podejście ma do Waszej relacji.
Myślicie, że jeśli przerwe ten schemat tzn nie będę reagować na zerwanie z jego strony, czyli nie będę płakać i starać się załagodzić sytuację- coś może się zmienić? To cholernie trudne, ale chyba będę musiała tak postąpić, bo robiąc tak jak robię ciągle jest to samo.
a widzisz, mądrze myślisz. chłopiec zobaczy, że nie reagujesz na jego zmiany emocjonalne i poczuje sie słaby.
co nie zmienia faktu, że nie jest pewne czy nie będzie znow chciał uciec.
jesteś z bardzo niedojrzałym psychicznie człowiekiem.
Zrób też tak kiedyś - po prostu powiedz że to Ty zrywasz, ciekawe jak on się wtedy zachowa
Z żadną nie był dłużej niż 4-5 miesięcy bo pewnie żadna nie dała tak sobą pomiatać. Ale skoro tobie to pasuje...
Dziewczyno, chłopak jest niedojrzały, nie szanuje cię ani waszego związku, oczekuje od ciebie przeprosin za cały świat a ty pewnie niedługo będziesz go całowała po ubłoconych buciorach. To jest miłość? To jest głębokie uczucie? Zastanów się, tego oczekujesz od miłości, od związku? Jesteś młoda, nie marnuj tego pięknego okresu w swoim życiu na związek który pachnie patologią
Tak jak wcześniej pisałam powiedz że Ty kończysz ten dziecinny związek i zobaczysz co on na to. Tylko żebyś pierwsza to zrobiła i żadnych łez
bądź twarda i miej swą godność.
Bo jak narazie to on Cię miesza z błotem a tego już za wiele kochana!
On nie wie chyba do końca ile mnie to emocjonalnie kosztuje, więc muszę opanować to w sobie. Nie chcę też wchodzić w niepotrzebną dyskusję, która prowadziłaby do kłótni, po prostu nie mam na to ochoty ani siły. Zobaczymy czy moje opanowanie da jakiś skutek.
On nie wie chyba do końca ile mnie to emocjonalnie kosztuje, więc muszę opanować to w sobie. Nie chcę też wchodzić w niepotrzebną dyskusję, która prowadziłaby do kłótni, po prostu nie mam na to ochoty ani siły. Zobaczymy czy moje opanowanie da jakiś skutek.
lepiej położyć się pod jego stopami, żeby za bardzo nie zmęczył się depcząc po tobie? Dziewczyno, nie chcesz wchodzić w dyskusję, wolisz schodzić mu z drogi, dusić w sobie to wszystko? Przecież on cię nie szanuje a ty dajesz mu na to swoje przyzwolenie
Myślicie, że jeśli przerwe ten schemat tzn nie będę reagować na zerwanie z jego strony, czyli nie będę płakać i starać się załagodzić sytuację- coś może się zmienić? To cholernie trudne, ale chyba będę musiała tak postąpić, bo robiąc tak jak robię ciągle jest to samo.
Wiesz, to że przestaniesz reagować na to wszystko, wcale niczego nie musi zmienić. Ty po prostu musisz powiedzieć DOSYĆ TEGO!!! I zakończyć ten związek. Facet może pójdzie po rozum do głowy i zamiast kłótni zaczniecie ze sobą rozmawiać.
Nie chodzi mi ustępowanie i duszenie, ale jeśli słyszę, że rozmowa nie ma sensu i nie poprowadzi do żadnych wniosków tylko do zerwania to wolę to urwać i powiedzieć, że nie mam ochoty rozmawiać. Może po ochłonięciu na parę godzin będzie to inaczej wyglądać. Nie wiem, szukam jakichś rozwiązań, jeżeli to nie poskutkuje to wiadomo, że nie wytrzymam takiej huśtawki...
Uciekaj z tego jak najszybciej, później będzie tylko gorzej, byłam z takim człowiekiem dwa lata.
Gorzej? Tzn?
Wczoraj sytuacja się powtórzyła...Tym razem myślałam, że już rozstaniemy się na dobre, jednak potem znowu się odwróciło...Niby mamy ustalone, że nie będzie tego już. Zamiast zrywania będzie stop i nie gadamy jakiś czas. Powiedziałam, że niech w końcu słowa zaczną się liczyć, jeśli jest słowo zrywanie to zrywamy i ja w tej chwili przestaje walczyć i odkręcać coś. Wydaje mi się, że potraktował to poważnie, jednak zobaczymy. Muszę być przygotowana na obie wersje i tym razem się tego trzymać.
Wczoraj sytuacja się powtórzyła...Tym razem myślałam, że już rozstaniemy się na dobre, jednak potem znowu się odwróciło...Niby mamy ustalone, że nie będzie tego już. Zamiast zrywania będzie stop i nie gadamy jakiś czas. Powiedziałam, że niech w końcu słowa zaczną się liczyć, jeśli jest słowo zrywanie to zrywamy i ja w tej chwili przestaje walczyć i odkręcać coś. Wydaje mi się, że potraktował to poważnie, jednak zobaczymy. Muszę być przygotowana na obie wersje i tym razem się tego trzymać.
Trzymam kciuki, że facet zmądrzeje ![]()
Muszę być konsekwentna...Boję się tego, ale ciągle utwierdzam w tym, że jeśli on nie zrozumie i inaczej nie będzie próbował załatwiać problemów to nie ma to sensu. Mam nadzieję, że coś się zmieni, jednak muszę być teraz ostrożna, nie ufać ślepo...Kurczę ciężkie to.
jak on sam jest taki chwiejny, to jak Ty go mozesz szanowac? kobieeetyyy
jak on sam jest taki chwiejny, to jak Ty go mozesz szanowac? kobieeetyyy
No ja tego nie czaje ni w ząb ![]()
Ale w jakim sensie szanować? Liczę, że coś się zmieni, przecież nie będę jednocześnie się na nim mścić czy go źle traktować, bo to w ogole nie ma sensu takie męczenie. Zobaczymy jak będzie.
W takim sensie że dla mnie byłby małym chłoptasiem, który nie nadaje sie do związku. Ale no nie jestem kobieta i nie wiem co konkretnymi osobniczkami kieruje.
W takim sensie że dla mnie byłby małym chłoptasiem, który nie nadaje sie do związku. Ale no nie jestem kobieta i nie wiem co konkretnymi osobniczkami kieruje.
A ja jestem kobietą, a i tak niektórych innych samic mojego gatunku kompletnie nie ogarniam
Ja bym chłopcu kazała zjeżdżać i nie pokazywać się na oczy już po pierwszym takim kretyńskim szantażu. Nie wiem jak można znosić takie porąbane fochy.
ale wiesz jak jest. najpierw przyjdą uczucia, a dopiero później sie lepiej poznają i ciezko wybrnac pewnie (wszedzie szuka usprawiedliwienia).
Umiesz liczyc licz na siebie a nie na niego. Jestes typowym przykladem jak ludzie potrafia sobie komplikowac zycie.
Trochę to rozumiem, chłopak mojej koleżanki miał coś podobnego tzn podczas kłótni lecialy z tego ust najbardziej przykre i dziwne słowa a jak było po wszystkim to on nawet nie pamiętal co wtedy mówił. Straszył ja wtedy zerwaniem ale tak naprawdę nie był w stanie odejść. Ja nie rozumiem co ludzie chcą w ten sposób uzyskać ?
On twierdzi, że nie może wytrzymać gdy np o coś się dopytuję w sensie jak bardzo, czy na pewno, czy na 100 %? Zaczęłam to robić po paru akcjach, kiedy jednej godziny było kocham Cię jesteś najlepsza a potem zrywam i nie mów nic do mnie. Po prostu chyba przestałam mu ufać w to co mówi. On to nazywa "wierceniem" i , że wątpi, że mogę się tego oduczyć, a on jak to słyszy to od razu reaguje złością. Co o tym sądzicie?
31 2014-04-14 10:09:51 Ostatnio edytowany przez Drop (2014-04-14 10:10:06)
Gorzej? Tzn?
Gorzej tzn., nie będziesz mogła go o nic spytać, bo najdrobniejsza rzecz będzie go wkurzała, nie będziesz mogła się zaśmiać z czegoś co go nie bawi, bo będzie mówił, że naśmiewasz się z niego a jak zamieszkacie razem, to przy każdej kłótni będzie się pakował i "wyprowadzał", czyli taki szantaż emocjonalny. Przynajmniej u mnie tak było, zaczynało się podobnie jak u Ciebie w związku.
Problemy zaczęły się jednak już jakiś czas temu, przy każdej kłótni, ostrzejszej wymianie zdań schemat jest ten sam- on mówi, że chce zerwać, że nie wytrzyma. Staram się wtedy to zawsze załagodzić, często płaczę, mówię mu , że chciałaby by to wyglądało inaczej, normalnie...I jakoś wracamy do siebie, jest przez jakiś czas wszystko dobrze, mówi mi znowu ładne rzeczy, powtarza, że mnie kocha..
Po jego zachowaniu wygląda jakby nie dorósł do związku. Dla mnie to taka dziecinada rodem z podstawówki...
Teraz mamy emocjonalny chłód. To chore, ale on mnie wychowuje. Wydziela swoje dobre łaski jak hrabia. Powiedziecie-olać go? Bo jeśli będę się prosić to czuję, że on tylko będzie mieć satysfakcję, a szacunku do mnie tyle co nic...
Sama widzisz jak jest. Potrzebujesz naprawde potwierdzenia ze strony innych?
Myślę, że mimo wszystko utwierdzenia, bo szastają mnie w dalszym ciągu uczucia. Raz mam to gdzieś, potem znowu czuje ten smutek...
Naprawdę rozwinęłam do niego uczucia, jak widać ma to w dupie ..
Dziewczyno daj sobie z nim spokój bo dla niego jesteś robotem który zrobi to czego tylko zechce. A szacunek do Ciebie to on ma gdzieś.
Wychowuje sobie Twoje zachowanie i całą Ciebie.
Póki wczesnie zawijaj się z tego chorego związku o ile można to nim nazwać.
Za byle co będziesz dostawała joby bo go będziesz wkurzała
przytrzywaj go w niepewności jak cię poraz kolejny zostawi powiedź mu że wtedy już porotu nie ma i czy jest tego pewny??Gościu ma humorki niezłe może nadużywa czegoś??
Dobre wieści-zerwaliśmy
To raczej złe wieści. Dobre by były, gdybyś Ty zerwała.
Nie zdążyłam, że tak powiem...Do ostatnich chwil mamił mnie nadzieją i poprawą. Mówił, że mnie kocha a na koniec usłyszałam "wmówiłem to sobie"...Szkoda, że tez mi to wmówił...Szkoda, że potrafił patrzeć jak mi źle i jak nerwowo na to reaguje i nawet ustępuje mu w tych kłótniach byle już się nie szarpać. Znaczył dla mnie dużo, ponieważ był kiedyś moim bliskim kolegą/przyjacielem. Po zerwaniu z poprzednim chłopakiem zaczął się bardzo mną interesować i po kolei sukcesywnie przekonywał mnie do siebie, był przy mnie przy trudnych wydarzeniach, gdy umarła bardzo bliska mi osoba- moja babcia...Był aż nie zdobył moich uczuć. W momencie kiedy pokazałam, że mi zależy i przeżywam z nim konflikty te sytuacje powtarzały się coraz częściej. Nigdy nie przyjął w sposób normalny krytyki, zawsze się irytował, a jak sytuacja się przeciągał tzn dalej byłam przy swoim stanowisku -zrywał. Ogolnie wszystko mnie boli i jest cholernie przykro, smutno, źle, brakuje mi tego dobrego co w nim zdązyłam zobaczyć, poczuć. Tego ciepła, którego choć było coraz mniej tak bardzo chciałam. Pożegnał mnie zimno ze słowami, że idzie pić z kolegą. Ma dzisiaj przyjechać po swoje rzeczy...Nie wiem jak mam go przywitać, bez słowa? Dać i niech wyjdzie? Boże, jak to cholernie boli. Przywiązałam się i pokochałam kogoś kto w te uczucia powycierał brudne buty.
Nie zdążyłam, że tak powiem...Do ostatnich chwil mamił mnie nadzieją i poprawą. Mówił, że mnie kocha a na koniec usłyszałam "wmówiłem to sobie"...Szkoda, że tez mi to wmówił...Szkoda, że potrafił patrzeć jak mi źle i jak nerwowo na to reaguje i nawet ustępuje mu w tych kłótniach byle już się nie szarpać. Znaczył dla mnie dużo, ponieważ był kiedyś moim bliskim kolegą/przyjacielem. Po zerwaniu z poprzednim chłopakiem zaczął się bardzo mną interesować i po kolei sukcesywnie przekonywał mnie do siebie, był przy mnie przy trudnych wydarzeniach, gdy umarła bardzo bliska mi osoba- moja babcia...Był aż nie zdobył moich uczuć. W momencie kiedy pokazałam, że mi zależy i przeżywam z nim konflikty te sytuacje powtarzały się coraz częściej. Nigdy nie przyjął w sposób normalny krytyki, zawsze się irytował, a jak sytuacja się przeciągał tzn dalej byłam przy swoim stanowisku -zrywał. Ogolnie wszystko mnie boli i jest cholernie przykro, smutno, źle, brakuje mi tego dobrego co w nim zdązyłam zobaczyć, poczuć. Tego ciepła, którego choć było coraz mniej tak bardzo chciałam. Pożegnał mnie zimno ze słowami, że idzie pić z kolegą. Ma dzisiaj przyjechać po swoje rzeczy...Nie wiem jak mam go przywitać, bez słowa? Dać i niech wyjdzie? Boże, jak to cholernie boli. Przywiązałam się i pokochałam kogoś kto w te uczucia powycierał brudne buty.
dać i niech spada na szczaw
moim zdaniem pewnie będzie cię znów dziś szantażował i może proponować powrót jeśli będzie się chciał znów dowartościować twoim kosztem, bo do tego mu byłaś/jesteś potrzebna
Ja już płaczę, tęsknie za nim, bo się przywiązałam, za tym dobrym nim. Za wspolnymi miejscami, rozmową przez telefon. Nie umiem przestać kochać z dnia na dzień,
Nie zdazylas, bo nie chcialas zerwac. Jak z resztą widać. Ale ciesz się, bo masz okazje na kogos kto bedzie lepiej Cie traktował i wtedy nazwiesz to miłością.
Dzisiaj powiedział, że musi zakleić po mnie dziurę i poderwać jakąś kobietę. Myślę że mogę jedynie życzyć mu powodzenia...
Typowy drań i cham
tylko zebys jeszcze bardziej płakała i tęskniła.
Mam płakać za tym, że potraktował mnie jak coś czego brak trzeba szybko zalepić? No chyba nie...
Poza tym, no cóż, klasa sama w sobie. Faceta poznaje się po tym jak kończy...
Kobiete też, tylko nie zostało to powiedziane. No raczej nie ma za czym płakać, bo i w trakcie i po zachował się po frajersku.
Doprawdy jestem zdumiony tym ze laski po prostu lataja za draniami. Nie lepiej pogadac z takim Tomem94?
Naprawde olej tego bo juz nie bede uzywal niecenzurowanych slow i skupic sie na sobie?
To tez sie tyczy mezczyn tak jak i kobiet " tego kwiatu to pol swiatu"
Dlaczego ja się tak przywiązuje...
Mój były mi nawet powiedział wczoraj, że powinnam wybrać sobie lepszego od niego (od mojego byłego) a wybrałam gorszego. (To jest prawda, pod kilkoma aspektami przewyższał go, wliczając nawet takie coś jak zaradność życiowa).
A ja i tak się przywiązałam jak idiotka. Chciałabym się do niego przytulić, poczuć ciepło. Dlaczego jestem taka słaba? ![]()
Uwaga, zadzwonil i powiedzial, ze chce wrocic....
Szanuj się i olej go w końcu!
Przeciez on widzi jaka jestes slaba i dlatego Tobą tak kręci. Wykorzystuje Cie i tyle.
Nagadał że chciał mi się oświadczyć ogolnie, aha no to fajnie.
Temu twojemu chłopakowi zaleciłbym wizytę u dobrego psychologa bo z głową to on ewidentnie ma cos nie tak ![]()
Olej go, jest tyle fajnych chłopaków którzy czekają na fajne dziewczyny, o tamtym zapomnij, nie lepiej pogadać z takim Thepassem czy Michstem? ![]()
Zobaczysz że będzie wszystko dobrze ale szanuj siebie bo to u ciebie szwankuje.
A ja chcialbym poznac dziadka Mroza no i na slowach sie skonczy. Pseudo facet Toba manipuluje na serio. Pogadaj z facetami ktorzy sa tego warci i beda Cie szanowac a nie leciec sobie w 4 litery.
57 2014-04-19 00:01:47 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-19 00:01:58)
Potrafił mówić mi wielkie rzeczy
Pierwszy Twój post. Mówi Ci to coś?
Zakochalas sie dzieki temu i on to wyczuł, a teraz wykorzystuje na Tobie. Dobry jest.
Ale to jest jakaś bzdura. Chciał się oświadczyć i co- ciągle zrywał? Zresztą akurat na oświadczynach mi nie zależy, bo uważam, że trzeba najpierw ustabilizować się zawodowo, skończyć studia, na ślub jest czas. Tak słowami to potrafi grać i czarować...Ale tak samo nimi też potrafi ranić.
Jest mi cholernie smutno...
Ciągle zrywał i na dodatek chciał się oświadczyć. Uważam, że on po prostu nie dorósł do związku. Teraz jest Ci smutno bo brakuje Ci jego osoby, ale przypomnij sobie jak Cię zranił... Musi minąć trochę czasu za nim dojdziesz do siebie emocjonalnie. Znajdź sobie jakieś hobby, zainteresowania. Wychodź ze znajomymi ![]()
Kerk mądrze prawi. Jakiś rodzaj niedojrzałości z jego strony...
Mam nadzieje, że się nie nabrałaś na słodkie słówka i nie wróciłaś.
Kerk mądrze prawi. Jakiś rodzaj niedojrzałości z jego strony...
Szczerze mówiąc niedojrzałość jest z obu stron. Jego, że zrywa, ale tej dziewczyny, że pozwala mu wrócić.