DDA/DDD nie oznacza jedynie wyższego prawdopodobieństwa popadnięcia w nałóg...
Sam fakt, że ktoś jest dzieckiem alkoholika w ogóle nie oznacza tego, że można u niego znaleźć jakiś powielający się w społeczeństwie syndrom - to błędne założenie. Alkoholizm rodzica to nie tylko fakt nałogu, często to całkiem inne konsekwencje, jak nie radzenie sobie z sytuacjami stresowymi w miarę zdroworozsądkowy sposób; brak pewności siebie; tłumienie potrzeb; problemy z bliskością (szczerością i otwartością) w kontaktach z innymi ludźmi, i wiele wiele innych.
Ocean - osoby, które w dzieciństwie mogło spotkać niewłaściwe zachowania rodziców - mogły przyswoić sobie nieadekwatne wyobrażenie o świecie - ale niekoniecznie muszą zaraz być alkoholikami. Mogą po prostu same nie umieć postępować, jak to się mawia "zdrowo" w różnych typowo codziennych sytuacjach. Raczej poczytaj o tym, jakie ew. problemy w zachowaniach u tej osoby może to powodować
Poza tym, też troszkę bym przestrzegała przed nadużywaniem owych pojęć. Bez względu czy to DDD czy cokolwiek innego - bo przyznaję, zauważyłam w naszym społeczeństwie jakby kolejny syndrom - "wewnętrznej potrzeby bycia publicznie naznaczonym"
Nie naśmiewam się z nikogo, absolutnie - tylko myślę, że czasem nadużywamy tego....
Z jednej strony swobodnie mogę powiedzieć, że należę do grupy osób z syndromem DDA. Z drugiej - było mi to tylko kiedyś potrzebne do znalezienia jakichś pierwszych wskazówek, co w moim postępowaniu może zwiększać prawdopodobieństwo tzw. "życiowych niepowodzeń" w relacjach z ludźmi. Od pierwszej zajawki do kolejnej aż po przemyślenie, czy coś akurat powiela się w moim przypadku. I kolejnych kroczków
Troszkę tak jak z zasadami zdrowego odżywiania
Znajdziemy zasady i oooooo!
A ile osób wyciąga z nich wnioski i stosuje stale w życiu 