Witam wszystkich serdecznie ![]()
Jak każdy z osób tutaj poszukuję porady sama już sobie nie radzę...
Jestem już chwilę na tym forum i uważam że można, naprawdę tutaj porozmawiać i choć spróbować rozwiązać swój problem.
Mój problem jest taki sam jak większości osob tutaj. Nie wiem co robić, co myśleć, co czynić.
Jestem w 3 letnim związku z 28 letnim facetem.
Bywało różnie ale zawsze trwaliśmy przy sobie i nawet po czasem ,, tygodniu" milczenia rozmawialiśmy.
A teraz wszystko jest dziwne i cięzkie...
Od pewnego czasu mamy nie mamy kontakt ze sobą. Jesteśmy nie jesteśmy razem. Ja wiem czego chcę wiem że to on jest moją miłością. Ale czy on to wie? Od dwóch lat próbuje znaleźć prace ale bez rewelacji, liczne rozmowy strata finansów na dojazdy i nic ... Cały czas w domu jest. A ja pracuje ale znowu mam nie ułożoną sprawe z studiami też właśnie w wrześniu moj los zostanie oceniony : strace 4 lata albo uzyskam tytuł lic.
Kiedyś podczas spotkania zdenerwował się bo ja jakoś miałam dzień,, ciagłego marudzenia" Powiedział że ma dość moich humorów i pojechał. Tak mineło kilka dni. Dzwoniłam, pisałam nic nie odbierał. Tylko mówił; Nie chce być z Tobą. I tak powtarzał tydzień, odbierając.
Był weekend bardzo chciałam go w koncu zobaczyć, więc pomyślałam po nie odzywaniu się do niego 4 dni zaproszę do siebie. Oczywiście odebrał za 2 razem i powiedział: ,, Ja ci już wszystko wyjaśniłem, po co mam przyjeżdżać. Nie mam już po co , bo wiesz jak jest. Więc, zakonczyłam rozmowe. Mineło 10 minut od telefonu sms : jak chcesz będe za 10 minut. I przyszedł.
Na początku spotkania prosiłam aby mnie tak nie traktował i aby to przemyślał. Ale on był ,,zimny". Więc, powiedziałam sobie chce koniec nie będę narzuac się mimo mojego uczucia. Powiedziałam : Ok. Rozjedziemy się jak ludzie a nie przez telefon. Chcesz być sam dobrze. Możesz wyjśc i więcej nie będe dzwonić.
A on wtedy jak by otrząsnął się: Wiesz, że Cię kocham i tego nie chce. Więc, zadałam mu pytanie : To dlaczego tak robisz? Odpowiedział: jestem zły na Ciebie. Oklamujesz mnie wiem o tym dobrze.
I tak w trakcie rozmowy wypytywał gdzie bylam, z kim spotykalam sie przez ten czas gdzie nie mieliśmy kontaktu. On stwierdzil że mu wszystkiego nie powiedziałam że on wie, bo ktoś mu powiedział. A jak stwierdził nie mam podstaw by nie wierzyć tej osobie ( a mi ma bo wcześniej trochę nadwyrężyłam jego zaufanie). Po week zaprosił mnie na wyjazd bo jechał do siostry ale z racji pracy nie moglam jechać. Pojechal więc, sam. W ciągu 5 dni pobytu napisał do mnie sms że dotarł, raz pisaliśmy na gg, a potem po tym dniu rozmowy na gg 2 dni milczał i potem wrocił i napisał że jest w domu.
Dałam mu spokojnie odpocząc. Zadzwoniłam w poniedzialek a on wrócił w niedziele , by usłyszec go spotkać się. Odebrał i co uslyszałam : daj mi spokój, rób sobie co chcesz, na pewno czasu nie tracisz. I na koniec napisał mi sms na moje pytanie kiedy spotkamy się : Nigdy. Spotykaj się z tym co było tak dobrze Ci. Więc, odpuściłam... Od poniedzialku milczę ale on tez. 7 września ma ślub siostry powiedziałam mu że jak pójdzie beze mnie to już NIGDY do niego nie wrócę bo to przekroczy granicę....
I co o tym wszystkim myśleć?
Jest jakieś wyjście?