Witajcie netKobiety i netFaceci
Postanowiłam założyć ten wątek, ponieważ znalazłam się w nietypowej dla mnie sytuacji i jestem ciekawa zdania oraz doświadczeń innych osób w tym temacie.
Nigdy nie walczyłam o mężczyznę. Nie mam tu na myśli byłych facetów, bo o odzyskanie ich tuż po rozstaniu zdarzało się, że zabiegałam. Chodzi mi o sytuację, w której poznajemy kogoś, ten ktoś zaczyna nam się podobać, dochodzi do spotkania (bądź nie - bo i tak bywa), ale potem ten facet nie wykazuje zainteresowania naszą osobą. Próbujemy znów i zaś opór...
Jeśli o mnie chodzi, przez całe moje dotychczasowe życie wyznawałam zasadę, że jeśli facet nie wykazuje zainteresowania, to należy się wycofać. Myślałam, że jeśli coś się nie udaje, to widać tak ma być, a ja nie będę przecież stawać na głowie. Jestem osobą mało ekspansywną, o ile w ogóle. Z jednej strony - wiem, czego chcę od życia, nigdy nie godzę się na półśrodki, a z drugiej - zupełnie obce jest mi "drapieżnictwo" i ta walka o "swoje". Bo... można walczy z kimś o coś, ale walczyć z kimś o niego samego...?
Nie miałam zbyt dużo takich sytuacji. Właściwie to poza tymi eksami, dla których po rozstaniu dałabym się pokroić - miałam może jedną taką sytuację. Teraz mam drugą. I nie wiem, co z tym zrobić... ![]()
Nie jestem już nastolatką, w dodatku rzadko się zdarza, że ktoś naprawdę mnie zainteresuje. Jestem sama już dość długo... Pewnie stąd te refleksje.
Powiedzcie, jakie są Wasze doświadczenia w tej materii? Warto walczyć, czy nie warto?
[Jedno co warto, to napić się warto
]