Cześć.
Piszę do Was, bo czuję że mam duży problem i chyba potrzebuję kogoś, kto sprowadzi mnie na ziemię. Z jednej strony wiem, że moje zachowanie jest złe, a z drugiej kiedy przychodzi co do czego, to ciągle popełniam te same błędy...
Jestem strasznie zazdrosna o mojego chłopaka. Mieszkamy razem od paru miesięcy, ale teraz na okres wakacji każde z nas wróciło do swojego domu (jesteśmy studentami). Wczoraj byliśmy umówieni na Skype'a, bo dawno się nie widzieliśmy, ale nagle napisali do niego jego kumple, że chcą się spotkać, więc powiedział mi, że pogadamy jak wróci, nie będzie długo siedział i koło 22 będzie w domu. Koło 22 napisałam do niego, jak tam, czy wraca, na co on, że chce posiedzieć, bo się zeszli wszysycy i że może o 23. Strasznie się już zdenerwowałam, bo wiedziałam od początku, że skoro wychodzi z nimi to nie wróci tak wcześnie, ale wkurzyłam się o ten jego bajer - "będę na pewno o 22 kochanie, bo tęsknie za tobą... a może o 23? ale czemu nie? Dlaczego jesteś zła?
". Wkurza mnie, ze nie potrafi napisać "może mi zejdzie dłużej, więc już dzisiaj nie pogodamy". A potem jest zdziwiony, ze jestem zła i że tylko chciał posiedzieć z kumplami.
Okazało się, ze wrócił o 3 w nocy do domu, ale zdążyliśmy się już pokłócić przez smsy. Mam taki problem, że kiedy tylko się trochę zdenerwuję to zaraz strasznie wyolbrzymiam - że ma do mnie nie przyjeżdżać (byliśmy umówieni na czwartek), że w ogóle to koniec, niech sobie będzie z kumplami... I tego typu żałosne rzeczy. Naprawdę, masakra.
Zasnęłam wczoraj i zastanawiałam się, jak to rozwiązać, bo czułam, że chyba przesadziłam z tymi nerwami i smsami. Dzisiaj rano zadzwonił, znowu była kłótnia, ale jakoś udało nam się dogadać.
Tylko, że po godzinie napisał, że wychodzi z nimi na basen, i serio... szlag mnie trafił. Nawet nie wiem, dlaczego. Wiec ja znowu: "Więc jutro też się z nimi umów." Chciałam, żeby odpisał, że jutro ma przyjechać do mnie przecież, ale on zapytał tylko czemu, na co ja, że ma wolny dzień i tak super jest mu z nimi, na co on odpisał tylko, że nie jest i odezwie się potem.
Siedzę taka nabuzowana, że najchętniej bym coś rozniosła. Dlatego, że od rana nie wspomniał, że jesteśmy umówieni na jutro, że polazł z nimi na ten basen, i takie...
No i jeszcze martwię się, że tak naprawdę wcale nie jest z kolegami, albo że podrywa inne dziewczyny, albo jest z jakąś koleżanką.
Nie panuję nad tym, ale to mi psuje cały dzień. Nawet nie wiem, jak się teraz zachować, jak się odezwie, żeby wyjść z twarzą. To jest chore i myślę, że mam spory problem. Czy ktoś tu potrafi przemówić mi do rozsądku, albo... cokolwiek?