Przypomniało mi się jeszcze,jak z 8 lat temu,kiedy byłam pracownicą Biedronki,to przychodzili ludzie tuż po otwarciu sklepu,robili zakupy za załóżmy 7złotych (chleb,bułki,mleko,kawa,itd..) i płacili mi 200 zł ;/
Kiedyś powiedziałam jednemu starszemu panu (stały klient i to on najczęsciej tak płacił),że nie mam jak mu po prostu wydać (taką kasetkę dostałam),to mi odparł,że to mój obowiązek mieć drobne,na co ja,że nie mój,tylko kierownictwa,więc jeśli chce złożyć z tego powodu zażalenie,to tam jest gabinet (i tu go pokierowałam).Sprawa doszła do kierownika rejonu,ale nie wiem,jak to sie zakończyło,bo już przestałam tam pracować.
Jeszcze denerwowało mnie,jak siedząc za kasą i próbując obsłużyć klientów w miarę szybko,by nie tworzyć sztucznego tłoku,niektórzy panowie próbowali swoich sił w podrywie-do której pani pracuje,czy moga mnie zaprosić na kawe,czemu mąż mi nie pomaga,i tego typu rzeczy....a najgorzej,jak zdarzali się panowie z żonami i dziećmi i bezczelnie podrywali komplementując w różnoraki sposób...-odpowiadałam wtedy najczęściej,że niestety w czasie pracy nie moge się wdawać w konwersacje o moim życiu prywatnym,bądź mówiłam,że etyka pracy zabrania mi flirtowania z klientami (w przypadku natrętów).
Ponadto niektóre małolaty myślały,że są TAKIE dorosłe,że jak mają 1.8m to im sprzedam alkohol.Gdy żądałam dowodu,próbowali mnie przekonać,że ojciec im wleje,brat,wujek,kolega..itp...a ja mówiłam,że w takim razie zadzwonie na policję,bo to jawne zastraszenie i przemoc i kazałam czekać,to wtedy szybciutko sie zmywali..:)
Albo jak niektórzy klienci się pytali,jak to a tamto smakuje (najczęściej matki z dziećmi bądź starsze kobiety)-kiedy mówiłam,że niestety nie mam pojęcia,ale po składzie mogę wywnioskować,czy to coś jest "zdrowe", "odpowiednie",itp...to wtedy słyszałam-zresztą,po co ja pytam,jak Ty dziecko życia nie znasz (babcie) lub "jakby miała pani dzieci,to tez by sie pani interesowała (matki).Często mnie to śmieszyło,ale czasami ludzie potrafili być bezwzględni...
A już totalna klapa,jak klient przyszedł zwrócić towar i stał mi przy kasie i krzyczał,że to moja wina,że co ja ludziom wciskam..nawet jeśli to nie ja go kasowałam (no,ale powinnam wiedzieć,że przecież piżama zapakowana w folii będzie miała krzywy szew na nogawce,albo dziure pod pachą)...dopiero jak kierownik sklepu przyszedł zbadać sprawę i pogroził,że wezwie ochrone jak się jegomość nie uspokoi,to skutkowało...:D