od kiedy pamiętam w domu były awantury. wyprowadzki z mamą do babci, płacze po nocach, krzyki, wyzwiska, trzaskanie drzwiami. tak wspominam mojego ojca w jednej połowie z dzieciństwa - pijanego i wściekłego. druga połowa zaś to wspólne zabawy, podczas gdy mama pracowała (on pracował na nocne zmiany). a później urodził się mój brat. po jakimś dowiedziałam się, ze ojciec ma stan przedrakowy. wtedy wszystko się zmieniło. mój dom był taki poukładany. wszyscy tak bardzo się kochali. zero kłótni. i jeszcze ta rozmowa:
MAMA: zauważyliście, że teraz wszystko u nas jest tak dobrze ?
JA: tak, bo tata nie pije.
a nie pił ze względu na leki, które przyjmował i te wszystkie zabiegi. wyzdrowiał. i się zaczęło. nie jest alkoholikiem. pracuje. ale w każdy weekend, każdy urlop jest pijany. jedyne co powstrzymuje go od alkoholizmu to obowiązek pracy. poza tym... nie ma między nami żadnych relacji. on mnie nienawidzi. wielokrotnie słyszałam 'jak na ciebie patrze to chce mi sie rzygać' 'masz mózg 5latka' ostatnio wylał zupę, a winna byłam ja bo ŹLE SIEDZIAŁAM. moja mama zauważyła ten problem. przyznała, ze traktuje mnie źle. ale jak sama mówi 'ja juz nie mam sily sie z nim klocic, nie chce sie wtrącać'.
no to suuuuuuper. mam ogromną ochotę się wyprowadzić, ale... nie mam dokąd. nie mam za co żyć. została mi ostatnia klasa licealna, wiec nie chce rzucać szkoły. ale w tym domu tylko się męczę.. już nawet nie mam łez. tylko schodzę mu z drogi. gdy mówi że jestem głupia - przyznaje mu rację. zastanawiające jest to, ze z moim bratem ma świetne relacje. dla niego zrobi wszystko. uwielbia go. mnie przez 18 lat nie pochwalił ani razu w życiu... zawsze tylko krytyka. jak żyć ?