Dwa lata temu zaczęłam spotykać się z chłopakiem z mojej szkoły, byliśmy ze sobą krótko bo nie byłam pewna tego co czuje do niego, i wybrałam kogoś innego. Niestety popełniłam błąd. Starałam się to kilka razy naprawić. Ale bez efektu, stwierdził że "dwa razy nie wchodzi do tej samej rzeki". Wracałam myślami do tego co było, zawsze gdzieś uczucie siedziało w serduchu.
Po tych dwóch latach odezwał się, nie utrzymywaliśmy kontaktu za dużego, tylko życzenia urodzinowe, świąteczne i itp.
Od razu wyleciał kiedy idziemy na randkę, byłam w totalnym szoku, pytałam skąd wgl takie pytanie a on na to że się stęsknił.
Gdy zapytałam co z tą "rzeką" odpowiedział że zmienił swoje zwyczaje.. pisaliśmy parę razy ze sobą, raz ja, raz on. Dał mi swój numer, ale nie pisaliśmy sms, bo inna sieć. Ostatnio kontakt się troszkę popsuł. Nie odzywał się tydzień, nie odpisał na esa, było mi przykro, i znów były myśli że się kolejny idiota zabawił moimi uczuciami. Ale dwa dni temu napisał, jak gdyby nigdy nic.. Powiedział że nie miał nic na karcie. No trudno, zdarza się, miałam do niego słabość, wiec wybaczyłam. Ale od pewnego czasu to ja musze pisać do niego, on z sam siebie to nie bardzo, mam wrażenie że jak już napisze do mnie to próbuje mnie zbyć, a jak mu sie uda to mnie unika na fb. Odnalazłam starą karte SIM z tej samej sieci co on ma i napisałam do niego sms, ale bez odzewu, dalej brak kasy? No to już jest dziwne.
Powoli zaczynam myśleć ze to gra nie warta świeczki, ale uczucia odżyły. Nie wiem czy angażować sie w to, jeśli tak to jak działać żeby nie być zbyt nachalną, czy może dać sobie spokój.. Może to kolejny który się bawi uczuciami.. Jestem w kropce.
Dałam sobie czas do piątku, że ja się nie odezwę, że jeśli on coś chce to niech się wykaże, jeśli tego nie zrobi do tego czasu, po prostu wywalę z prosto z mostu o co chodzi, i jak ja widzę tą sytuacje.