netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Wpływ zdrady na moje życie, wpływ nadopiekuńczej matki na moje zycie.

4 odpowiedzi2 568 wyświetleńzałożony przez redemption, 11.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wpływ zdrady na moje życie, wpływ nadopiekuńczej matki na moje zycie.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1 Ostatnio edytowany przez redemption (2013-08-11 13:50:35)

Temat: Wpływ zdrady na moje życie, wpływ nadopiekuńczej matki na moje zycie.

Witajcie.
Moją historię, pragnę rozpocząć od prośby - adresy, nr telefonów do dobrych psychoterapeutow na terenie Warszawy, oczywiście w rozsądnej cenie, najlepiej na NFZ (chociaż czy dobrzy fachowcy przyjmują na ubezpieczenie hmm). Wydaje mi się, że moge potrzebowac profesjonalnej pomocy.

Mam 22 lat. Niewiele, jednak od długiego czasu zastanawiam się nad sobą, swoimi lękami, emocjami, stosunkiem do ludzi, do rodziców, do związków.

Zbyt wcześnie rozpoczęłam moje zycie uczuciowe. Zdaję sobie sprawe z tego, że bylismy jeszcze dziećmi, nie można tego porównac do prawdziwego uczucia, jednak odnoszę wrażenie że zaistniała sytuacja odbija się echem do dzisiaj. W wieku 12 lat związałam się z o 3 lata starszym chłopakiem, byliśmy razem przez ponad 4 lata. W tym czasie byłam przez niego wiele razy oszukiwana, zdradził mnie 5 razy ( w tym raz usiłował związać sie za moimi plecami z moją najlepsza przyjaciółką z którą rónież się przyjaźnił, ona definitywnie odmówiła). Moja mama go nie lubiła, nie zezwalała na naszą znajomość. Ja mimo zdrad, mimo upokorzeń, byłam nim zafascynowana. Pamiętam, kiedy pojechał na obóz taneczny, napisał mi ESEMESA z informacją, że poznał nową dziewczynę w której się zakochał (w 2 dni) i że mnie zostawia. Wrócił, ona go zostawiła, a on znowu chciał wracać do mnie. Nie bylismy oficjalnei razem ale nadal się spotykalismy, zachowywalismy się jak para. W rok później historia sie powtórzyła. Już mną to w ogóle nie ruszyło. Chciał wracać, ja odmówiłam, do dziś pamiętam jak odwrócił się na pięcie, pobiegł z usmiechem na ustach do swoich znajomych, a mnie scisnęło w środku bo wiedziałam że to definitywny koniec. Reasumując, byłam głupim naiwnym dzieckiem.
Po tej historii nie potrafiłam się z nikim związać na dłużej.
Chłopak z dzieciństwa utwierdził mnie w moich kompleksach - że jestem gruba (zawsze byłąm szczupła), brzydka(widze po zdjęciach że byłam ładnym dzieckiem), że ludzie będą mnie porzucac dla kogos lepszego.
W wieku 14 lat byłam ofiarą czegos co z angielskiego nazywa się BULLYING. Rodzice niczego nie zauwazyli, poneiwaz zawsze zgrywałam osobę pewną siebie której nic nie rusza, byłam z pozoru przebojowa, towarzyska, otwarta, rozesmiana. Kolezanki pomogły zmienić mi się w osobę agresywną, niedostępną, analizującą, nieufną. Noc w noc płakałam w poduszkę. Miałam dużo "przyjaciołek", żadna mi nie pomogła, bo bały się dziewczyn które mnie tyranizowały. Nauczyciele nie zwracali na nic uwagi. Poza tym moja siostra była bardzo tyranizowana, nieśmiałą, rodzice jej starali sie pomóc. Ja nei chciałam stanowić kolejnego problemu, wstydziłam się, że nie dość iż nie jestem tak zdolna jak moja siostra, grzeczna, ułożona, to jeszcze dałam się styranizować w szkole.
Co do mojej siostry - zawsze byłam do niej porównywana. Co złego - to ja. Zawsze to ona była tą idealną - ja byłam tą buntowniczką. Ona grzecznie zostawała w domu, a ja "szlajałam się po osiedlu jak idiotka". ja przynosiłam wstyd. Ona była zdolna, mądra, grzeczna - ja przynosząc do domu piątkę, słyszałam komentarz " aa udało ci się/ściągałaś ".
Zdaję sobie sprawę, że nie jetsem tak zdolna jak moja siostra. JEdnak porównywanie do niej, uwłaczanie mi, sprawiło że ją znienawidziłam.
Opinia rodziców na temat mojego mózgu że tak to ujmę, zmieniła się dopiero po wynikach matur. Wczesniej zapisano mnie na korepetycje z matematyki, na których korepetytorka pytała - co ja tutaj robię? odpowiadałam "mama kazała mi przyjśc a nie miałam juz siły jej odmawiać". dlaczego matematyka? bo moja siostra błyszczała, a ja w podstawówce miałam problemy. Niby wynik o niczym nie świadczy, ale..Maturę zdałam na ponad 90%.
Od zawsze moje koleżanki mówiły mamie że jestem bardzo dobra z języków obcych. Nie wierzyła. Przeciez nigdy nie chodziłam na korepetycje. Przecież nie jestem zdolna. Na rozszerzony angielski zapisala mnie moja nauczycielka. Siłą. Angielski zdałam najlepiej w moim liceum.
Moim marzeniem były studia na akademii medycznej. W drugiej liceum wypisałam się z profilu rozszerzonego. Uwierzyłam w to, że jestem głupia i mało zdolna. że to "przewyższa moje możliwości i umiejętności bo nie poradze sobie, lepiej od razu odpuścic niż póxniej żałować". Zdawałam tylko podstawową biologię. (na szczęście moje myslenie się zmieniło po wyprowadzce z domu, za rok podchodzę do rozsz chemii i biologii, pójde na mój wymarzony kierunek)
W sumie to moja wina, mogłam nie słuchac rodziców, jednak jako dziecko, wierzyłam w to co mówili, byłam przekonana że mają rację. Nie mieli.
Mój tato całe życie ciężko pracował. Zapewnił mi wspaniałe, dostatnie życie. Jednak był tak pochłonięty pracą, że praktycznie nie pamiętam go ze swojego dzieciństwa.
Matka również bardzo ciężko pracowała. Oboje sa pracoholikami. Praca po ponad 12 h i więcej dziennie. Codziennie.
Matka jest trochę toksyczną osobą. U niej nie ma wyposrodkowania. Wszystko jest albo czarne albo białe. Błędy wytykać potrafi kilka lat. Przesadnie się martwi, przesadnie wtrąca, manipuluje. Krytykuje wszytsko. Zadna moja kolezanka nie była wystarczająco dobra koleżanką. Wmawiała mi by im nie ufać bo każda mnie zdradzi. Ona nie ma koleżanek. Ona wsyztskie problemy zwala na mnie i siostre, wszytskim nas obarcza. Wmawiała bym nie umawała się z facetami bo to " ch*je ". Kiedy odrzucałam Każdego który się mną interesowal, miała do mnie pretensje że "szukam w dupie mózgu".chce ustawiac moje zycie pod swoje dyktando. Nic jej się nie podoba. Chce miec idealne córki. Zrobiła z nas pieprzone perfekcjonistki.
Mam fatalny kontakt z matką. Zawodziła mnie neizliczoną ilość razy tracąc moje zaufanie. Staram się ją zrozumiec, tłumacze, proszę. Nic nie pomaga.
W wieku 17 lat zachorowałam na anoreksję.
Do dzisiaj nie zaakceptowałam swojego ciała po rekonwalescencji.
Co do facetów - nie potrafię się z żadnym związac na dłużej. Bawię sie każdym, z każdym, ciesżą mnie tylko jednorazowe zabawy, flirty (nie puszczam się). Kiedy ktoś mówi KOCHAM - ja uciekam. Kiedy komuś zaczyna zależeć - ja uciekam....Zraniłam już z byt wielu. Nie radze sobie z tą myslą, nie umiem pogodzic się z faktem, że skrzywiłam kogoś przez to że nie umiem sobie ze sobą poradzić...
A ja potrzebuje miłości, czuję że jetem gotowa na miłość - nie, nie dam rady się przełamac.
Często, bardzo często nie potarfię byc sobą. udaje kogoś innego, a później ryczę. Zauważylam że jestem sobą w sytuacjach, kiedy osobę widze raz na jakiś czas, nie jestem zmuszona by ciągle z nią przebywać.
Po zachorowaniu an anoreksję straciłam większość kontaktów z ludźmi.
Teraz czuję że jestem sama. Mam potężną ilość znajomych. Ale nikogo nie dopuszczam zbyt blisko. Mam wrażenie że będzie człowiekowi nudno w moim towarzystwie. Dużo koleżanek, kolegów chciało mnie gdzies wyciągać, ale ja często odmawiałam bo bałam się byc z nimi sam na sam. Bałam się że okażę się nudziarą, beznadziejną osoba.
Łatwiej zawiązać mi znajomość z facetem. Niestety, znajomości kończą sie w momencie kiedy on nie potrafi pogodzić się z faktem, że nie będziemy razem bo ja chcę tylko przyjaźni.
Po anoreksji zepsułam zdrowie. Dużo mnie ominęło przez wizyty u lekarzy. Często źle się czułam, poniewaz mam też duże problemy w kręgosłupem. Moja mama zawsze wmawiała mi choroby. 10000 razy dziennie pytała jak sie czuję. Jeżeli mówiłam OK - kłamałam. Jeżeli mówiłam że źle - lamentowała. Kobieta potrzebuje sensacji, tragedii. Kiedy bylo ze mną  źle, widziałam w niej werwę. w końcu mogła sie wykazać (była pielęgniarka). sama musiałam sobie wytłumaczyć że choroba nie powinna przesłaniać mi radości życia. sama się wewnętrznie leczyłam. ona nie pozwalała zapomnieć o bólu, o problemach. ona uwielbia problemy. ja uwielbiam beztroskę i uczucie, że dążę do celu mimo wszytsko, że problemy nie są CENTRUM. centrum to teraźniejszość. bo zyję raz. chcę żyć w pełni. niestety, mam w głowie ograniczenia.


Chcę się zmienić. Chcę się naprawić.
Jestem jednym wielkim problemem. Miewam ataki  złości po tym, kiedy zbyt dlugo tłumię w sobie gniew.
Dużo ćwiczę by odreagowywać.
Uspokaja mnie też alkohol.
Uciekam też w pracę, w książki, w naukę, w muzykę, w taniec.
Uspokajają mnei spotkania w sporym gronie znajomych.

Męczy mnie niemożność zawiązania przyjaźni, niemożność zaufania, związania się z facetem, zły kontakt z matką.

Pomocy.

2

Odp: Wpływ zdrady na moje życie, wpływ nadopiekuńczej matki na moje zycie.

Trudno czytać takie posty, ale mimo wszystko, Twój apel o pomoc to pozytyw; bez niego nie miałoby szansy nic się zmienić.
redemption nikt nie potrafi zepsuć życia dziecka tak, jak jego własna matka. Mimo to znów jest pozytyw: z tego co piszesz, ona nie chce zmienić swojego nastawienia, nie szuka pomocy, Ty TAK.

Te historie z chłopakami w bardzo wczesnym wieku, agresja, to nic innego jak próba zwrócenia na siebie uwagi. Uwagi rodziców. Popchnięcia ich do jakiegoś działania, zainteresowania się Twoim losem, a nie tylko siostry.
....a osoby rozchwiane emocjonalnie padają niestety najczęściej ofiarami przemocy (w Twoim przypadku tyranizowanie w szkole - no, chyba że miało ono zupełnie inne podłoże).
Anoreksja- choroba duszy najczęściej. Tak odreagowałaś całą złość, bezsilność, uciekłaś w tę chorobę.

Ale wiedz, że nie jesteś sama. Tutaj na forum znajdziesz co najmniej kilka grup wsparcia. Rozejrzyj się po działach, zwłaszcza "Niska samoocena, kompleksy" , "Psychologia" - myślę że i tam dowiesz się jak uzyskać pomoc specjalisty.
Najważniejsze, że jesteś świadoma, że chcesz to wszystko zmienić. Głowa do góry! smile Z każdym dniem będzie coraz lepiej.

3

Odp: Wpływ zdrady na moje życie, wpływ nadopiekuńczej matki na moje zycie.

Parę pytań kontrolnych, jeśli nie chcesz na jakieś odpowiadać, napisz "pomidor" albo cóś, ale nie pisz nieprawdy albo półprawdy, bo nam wyjdzie zaburzony obraz. Jeśli chcesz, odpowiedz mi mailem (na gg mnie nie ma, bo jestem w pracy).

1. Miałaś/masz problemy z autoagresją? Od jak dawna, jak intensywne, na czym one polegały?
2. --||-- jakieś problemy ze snem? Bywasz zmęczona bez większego powodu?
3. --||-- jakieś przykre zdarzenia o podłożu seksualnym?
4. --||-- dość nagłe zmiany nastrojów? Jesteś smutna a za jakiś czas stwierdzasz, że uj z tym i jesteś wesoła lub odwrotnie - byłaś wesoła i bez większej przyczyny złapałaś doła?
5. Czy mama poza krytykowaniem i nadopiekuńczością bywała jakkolwiek agresywna wobec Ciebie?

Czy w ogóle przeszłaś fachową terapię swojej anoreksji? Czy przy okazji był poruszany motyw Twoich relacji z mamą?

4

Odp: Wpływ zdrady na moje życie, wpływ nadopiekuńczej matki na moje zycie.

Dziękuję za wasze odpowiedzi, rozejrzę się w proponowanych działach:)
Vian - napisałam maila.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wpływ zdrady na moje życie, wpływ nadopiekuńczej matki na moje zycie.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026