Na początku zaznaczę, że nie, to nie prowokacja jak zasugerowano mi na innym form. Pytam na forum, bo liczba osób które mogę zapytać o zdanie jest mocno ograniczona.
On - mój były wykładowca, 15 lat starszy ( mam 24 lata). Na początku mnie nie interesował, bo wiedziałam, że był żonaty i jest typem do którego wzdychała połowa żeńskiej części grupy. Od początku złapaliśmy kontakt, wspólny język. Znajomi mówili, że wpadłam mu w oko,choć ja wyczuwałam raczej dystans. Mało mówiłam na zajęciach, po jakimś czasie zaczął sam pytać mnie o zdanie. Nieco dziwną była sytuacja, kiedy przepisał mnie do innej grupy, którą egzaminował inny wykładowca, ale wówczas nie wydawało mi się to jakieś bardzo dziwne.
Jakiś czas po egzaminie mailowo zaprosił mnie na kawę. Miałam opory, ale ostatecznie się zgodziłam, bo wyglądało jakby chodziło o sprawy naukowe. Spotkaliśmy się kilka razy, rozmowy dotyczyły masy rzeczy (zainteresowań, zainteresowań naukowych itd.), ogólnie życia. Na początku w ogóle nie schodziliśmy na tematy prywatne, ale oczarowywał mnie coraz bardziej. Potem wyjechałam na kilka tygodni i kontakt był tylko mailowy. Po powrotcie postanowiłam się spotkać, żeby to zakończyć (bo zaczęłam się bardzo angażować).
Wcześniej mówił, że żona nie wie o spotkaniach, ale może jej powiedzieć. Postawiłam sprawę jasno - nie chcę więcej żadnego kontaktu, na żadnej stopie i powiedziałam mu wprost, że się zaangażowałam. Na co on zaczął mnie prosić, mówić, że jest zdecydowany i zdeterminowany na związek ze mną w dość kwiecistych słowach, że się rozwiedzie, że z żoną był ze względu na dzieci (a ślub był 10 lat wcześniej ze względu na ciążę). Pytał czy gdyby był po rozwodzie byłaby jakakolwiek opcja, byśmy ze sobą byli (nie potwierdziłam ani nie zaprzeczyłam). Próbował mnie pocałować, dostał w twarz i tak to się skończyło.
Nie jestem typem osoby, która chciałaby rozbijać małzeństwo i wdawać się choćby we flirty z zajętymi. Po tym spotkaniu nie mieliśmy w ogóle kontaktu, oprócz tego, że 3 razy wysyłał życzenia świateczne, urodzinowe itd.
Minęło nieco mniej niż rok i ostatnio dostałam kurierem kwiaty, ksero postanowienia sądowego o rozwodzie z krótkim liścikiem, że orzeczono rozwód z jego winy, że jestem kobietą jego życia i że chce naciskać, że jak widać ma poważne zamiary, że czekał na mnie itd.
Z tego co wiem dwukrotnie zdradził żonę i tego m. in. dotyczy mój dylemat. No i czuję się trochę kroplą która przepełniła czarę i rozwaliła jego małzeństwo. zaangażowałam się wtedy bardzo, zdążyłam to ścierpieć i zapomnieć, a teraz to wraca. Chciałabym poznac opinie osób z zewnątrz. bajerant? możliwe żeby dojrzały facet zakochał się aż tak jak twierdzi mając ze mną przez rok zajęcia a potem spotykając 5 razy na kilka godzin i wymieniając przez kilka tygodnie maile? sama nie wiem co myśleć...