netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

51 odpowiedzi7 679 wyświetleńzałożony przez marlena1987, 05.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 52 ]

1

Temat: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

chciałabym, zeby ktoś mnie pocieszył, dał nadzieje, że będzie lepiej... że życie nie skończyło się na jednym partnerze, ze jeszcze ktoś mnie pokocha i będę szczęśliwa w związku. niedawno zerwałam z moim pierwszym i jedynym poważnym partnerem. teraz widzę, że ta relacja od początku była chora. on wyniszczył mnie psychicznie, nie miałam już ochoty żyć, ale od niego odejść też nie umiałam przez 6 lat, nie wiedziałam jak sobie poradzę bez niego, mówił, że na nikogo lepszego nie trafię, że nikt inny ze mną nie będzie chciał być i jak odejde to zawsze będę sama... mówił, ze to ja jestem zła, bo on się stara, ja nic nie umiem docenić, ale tak ciężko mi było, jeżeli robił ze mnie idiotkę na każdym kroku sad uwazałam, że nikt lepszy mi się nie trafi. ciągle manipulował moimi uczuciami, brał na litość, mówił, że pożałuje jak odejde. jest człowiekiem lubianym, odnoszącym sukcesy, każdy zazdrościł mi takiego partnera, on wmawiał, że ten związek jest dobry tylko ja go psuje swoimi humorami. przez to, że był to mój jedyny i długi związek mam teraz duży problem, nie wiem jak wygląda zdrowa relacja między ludźmi... boję się związków, jest to dla mnie pasmo cierpień, a jednocześnie chciałabym być kochana i kochać, dbać o kogoś, mój ex mówił, że mało jest porządnych facetów, a ze mi się taki trafił to powinnam Bogu dziękować, chyba już zawsze bedę sama... teraz już wiem, że to był toksyczny związek, czytałam o tym i podobno niektóre osoby mają do tego skłonność, zeby tworzyć takie relacje, to znaczy, że zawsze w związku będę cierpiała? jak wyrwać się z tego koła chorych relacji? proszę, pomóżcie mi, chciałabym usłyszeć, ze jest nadzieja dla mnie na szczęśliwy związek od kogoś kto był w podobnej sytuacji i teraz udało mu się stworzyć zdrowy związek... czy to, ze jestem słaba psychicznie i podatna na manipulacje znaczy, że zawsze będę trafiała na takich facetów?

2

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Prawdopodobnie trafiłaś na manipulanta żerującego na Twoim niskim poczuciu własnej wartości. Wmówił Ci, że jesteś nic nie warta i nic lepszego niż on Cie w życiu nie czeka. Za to on jest taki dobry i łaskawy, że jest z Tobą pomimo Twoich wielu ułomności. Są tacy ludzie, zarówno mężczyźni jak i kobiety, którzy tak niszczą drugą osobę w związku, jednak muszą oni trafić na podatny grunt.
Musisz sama czuć się dobrze ze sobą, czuć się wartościową osobą, poznać zarówno swoje słabe i mocne strony, udowodnić sama sobie, że nie jesteś zerem, wówczas kiedy trafisz na kolejnego potencjalnego partnera będziesz mogła podjąć próbę zbudowania zdrowej relacji.

3

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Pewnie, że jest szansa! Sama długo się kiedyś nad tym zastanawiałam, czy uda mi się, po tak długim związku znaleźć kogoś nowego. Mój poprzedni związek wydawał mi się idealny pod każdym względem. Było tam wszystko, czego potrzebowałam. Planów na przyszłość tez było bardzo dużo. Rozstaliśmy się w najmniej oczekiwanym dla mnie momencie, kompletnie się tego nie spodziewałam, co więcej bardzo go wtedy potrzebowałam. Przez długi czas myslałam, że nie ma już dla mnie szansy, że to, co przeżyłam to było właśnie to, co zdarza się tylko raz w życiu, że nie uda mi się zbudować normalnej relacji.

Teraz przede wszystkim musisz wziąć się ostro za siebie. Rób to co lubisz, dbaj o siebie. Nie szukaj niczego na siłę. Samo przyjdzie. Serio. To takie banalne, ale prawdziwe.

Ja teraz jestem szczęśliwa z kimś innym. Tak serio szczęśliwa, chociaż wcześniej wydawałoby mi się to nie do pomyślenia. Co więcej, moj były partner obecnie stara się odbudować wszystko to co było miedzy nami, a ja już nie mam na to najmniejszej ochoty. Wiesz dlaczego? Bo po czasie zdajesz sobie sprawę, że możesz być szczęśliwa. Niekoniecznie z tym, z którym się planowało. Tym bardziej, jesli zdajesz sobie sprawę, że Cię krzywdził.

Po prostu żyj, zobaczysz, że przyjdzie czas, gdy będziesz się z tego śmiała.

Pozdrawiam, nieznośna.

4

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Dziękuje bardzo za te pocieszające słowa, moze z czasem i ja uwierzę, że w związku można być szczęśliwym? że nie każdy facet to taka świnia i można się z kimś dogadać. mój były partner wbił mi przekonanie, że większość facetów to oszuści, którzy zdradzają na boki, że zależy im tylko na jednym, w sumie z tego co teraz widzę, to miał chyba racje... chciałabym zbudować zdrowy związek, w którym obie strony byłyby szczęśliwe, ale to wydaje mi się tak bardzo nieosiągalne... nie mogę zrozumieć jak można uzależnić się od takiej niszczącej relacji, czytałam o tym trochę i wiem, że jestem przypadkiem tej, która im bardziej cierpiała tym bardziej nie mogła odejść

5

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Trzeba zawsze szukać tych dobrych stron. Uwolniłaś się i masz szanse na lepsze zycie. smile
Pytasz czemu tkwimy w takim związku? Może jest tak, że boimy się samych siebie, boimy się być sam na sam ze samym sobą.

6

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

wiem, że decyzja o rozstaniu była słuszna i powoli wychodzi mi na dobre, ale jakoś uzależniłam się od tej relacji, tego nie da się racjonalnie wytłumaczyć... wiele się nauczyłam dzięki tej sytuacji. a jeżeli chodzi o strach przed byciem samym ze sobą, to chyba jego dotyczyło, bo on praktycznie bez przerwy kogoś ma, nie umie być sam nawet przez tydzień i robi wszystko, żeby kobiety go nie opuszczały, prosi, grozi, manipuluje. problem z niskim poczuciem własnej wartości zaczął się dla mnie wtedy, gdy już zaczęłam z nim być, nigdy wcześniej nie myślałam, że coś jest ze mną nie tak, że jestem brzydka i głupia. przyznam, że ludzie dziwili się jak mogę z nim być, że jestem zbyt dobra dla niego, ze ja zasługuje na kogoś lepszego. mysleli tak wszyscy prócz mnie, co on ze mnie zrobił, byłam zupełnie inną osobą zanim go poznałam...

7

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Całkowicie Cię rozumiem. Też tak miałam - myślę, że dlatego, że przed poznaniem mojego toksyka byłam zawsze sama, to była pierwsza miłość, która przerodziła się w jakiś związek, tyle, że ten związek był od początku toksyczny. Facet miał świadomość, że jestem bardzo uczuciowa i że mi zależy i że go bardzo pokochałam i wykorzystał to, żeby sobie ze mną pogrywać. Teraz mam wrażenie, że nigdy nikogo nie poznam. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest dlatego, że jestem jakoś specjalnie brzydka, głupia czy niesympatyczna, po prostu nie mam tzw. "szczęscia" do facetów. Jesli na 10 - 9 będzie mną zainteresowanych to ja i tak zadurzę się w tym 10tym. Wiem tylko jedno - lepiej jest być samą niż w związku z psychopatycznym s...synem, który Cię wyniszcza psychicznie.

8

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

wiecie co, właśnie natrafiłam na książkę "Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić". przeczytałam już część i dzięki temu zrozumiałam w koncu o co w tym wszystkim chodziło. jestem nałogowcem unikania bliskości a mój były partner był nałogowcem kochania. najgorsze jest, że to się powtarza dopóki nie dokonamy zmian w samych sobie. przyciągam właśnie takich mężczyzn jak on, którzy nawet wyniszczeniem próbują mnie zatrzymać i nie mogę się uwolnić... czytał ktoś tą książkę? nie wiem, czy to może w czymś pomóc, czy kiedykolwiek przerwe te ciągle powtarzające się sytuacje...

9

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
marlena1987 napisał/a:

mówił, że na nikogo lepszego nie trafię, że nikt inny ze mną nie będzie chciał być i jak odejde to zawsze będę sama... mówił, ze to ja jestem zła, bo on się stara, ja nic nie umiem docenić

Słyszałem prawie identyczne słowa swego czasu od kobiety i prawie w to uwierzyłem, choć czułem że to nie prawda. Dziś jestem w szczęśliwym związku. Można nawet po najgorszych przejściach zaufać znowu, tylko trzeba trafić na mądrą osobę, która to zrozumie.

10

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
marlena1987 napisał/a:

wiecie co, właśnie natrafiłam na książkę "Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić". przeczytałam już część i dzięki temu zrozumiałam w koncu o co w tym wszystkim chodziło. jestem nałogowcem unikania bliskości a mój były partner był nałogowcem kochania. najgorsze jest, że to się powtarza dopóki nie dokonamy zmian w samych sobie. przyciągam właśnie takich mężczyzn jak on, którzy nawet wyniszczeniem próbują mnie zatrzymać i nie mogę się uwolnić... czytał ktoś tą książkę? nie wiem, czy to może w czymś pomóc, czy kiedykolwiek przerwe te ciągle powtarzające się sytuacje...

Ja bym się za bardzo nie wczytywała w takie mądre psychologiczne książki, bardzo dużo z nich to bzdury. Jakbyś unikała bliskości, to bys nie kończyła w toksycznym związku, nie mogąc uciec. A co do toksyków to można trafić na narcyza albo psychola, a tacy to kochaja nałogowo, ale tylko siebie. Prawda jest taka - jesli masz porblemy z sobą, a szczególnie z poczuciem własnej wartości, albo przechodzić trudny okres w zyciu to łatwiej jest Ci się wkopać w zły związek. Ale to nie jest reguła, bo nikt nie jest tak naprawdę całkiem odporny, niektórym się tak tylko wydaje dopóki im sie nie przytrafi. Grunt to wyciągnąć wnioski z doświadczenia i na drugi raz umiec rozpoznac zagorżenie zanim się uczuciowo zaangazujesz.

11

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

właściwie zainteresowała mnie ta książka, bo wiele z tego jest prawdą. a nieuświadomionym lękiem osoby unikającej bliskości jest właśnie lęk przed porzuceniem, ale taka osoba bardziej boi się, że zostanie omotana, co jest z kolei lekiem świadomym tak tam przynajmniej pisało co zdaje sie być prawdą i że takie osoby są z reguły silne i mają poczucie wyjątkowości na początku związku, później wydaje im się, że właśnie muszą zajmować się cały czas tą drugą osobą, nawet jeżeli ich niszczy...

12

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Też tkwiłam w toksycznym związku, tylko on nie werbalnie wbijał mi do głowy, że jestem nic nie warta, raczej stwarzał takie sytuacje, gdzie mimika jego twarzy, raz oziębłość i to oschłe spojrzenie-rzucony- ochłap zainteresowania moją osobą było normą w tym związku, na dodatek był tak pewny mnie a raczej mojego uzależnienia od niego, że potrafił wyłączyć na weekend komórki (pracuje w innym mieście, bo wyjechał za pracą) że nie mogłam się dodzwonić, bo inną w tym momencie obracał, stłamsił mnie do tego stopnia, że cierpialam w milczeniu, ale nie pytałam dlaczego się tak zachowuje i mnie w ten sposób traktuje....związek z toksykiem jest budowany tylko na jego zasadach, jak zaczynasz czegoś więcej wymagać to od razu pokaże Ci gdzie jest twoje miejsce, Ja też byłam przed nim inną osobą,wesołą, otwartą na ludzi, optymizm udzielał mi się w kazdej sferze życia, a teraz po 4 letnim związku z nim i rozstaniu-już 5 miesięcznym nadal jestem cieniem człowieka, moje poczucie wartości spadło do zera, ciągle obwiniam się,że źle funkcjonowalam w tym nieszczęsnym dla mnie mnie związku, nie zawalczyłam o siebie, nie odeszłam kiedy byly pierwsze oznaki, aby to zrobić, o to mam do siebie pretensje i żałuję sad A teraz czuje się jak w zawieszeniu, za miesiąc jak pójdę do pracy ogarnia mnie strach, czy depresja, w której tkwię nie odbije sie na moich służbowych obowiązkach, strasznie to przeżywam, ale nie mam wyjscia musze to ścierpieć.....wiem co i jak się czujesz:(

13

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

widzę, że nie jestem sama w takiej sytuacji... to chyba dobija bardziej niż zwykłe rozstanie, gdzie nie było żadnej toksycznej relacji między ludźmi, która stopniowo wyniszczyła ich psychicznie. chociaż w sumie to nie wiem, nie byłam nigdy w zdrowym zwiazku, żeby móc to porównać, dla kogoś kto był szczęśliwy, kochany, doceniany przez parę lat i nagle porzucony, wydaje się, ze takie wyjście z toksycznej relacji jest łatwiejsze, bo przecież wyszło na lepsze... ale tak ciężko pozbierać się i wrócić do normalności sad

14

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Twoja historia przypomina moją. Też 6 lat byłam w związku...w toksycznym związku. Wyjście z takiego związku wymaga nie lada siły. Trzeba mieć twardą psychikę by zakończyć chorą relację a Ty to zrobiłaś więc nie jesteś słaba! On Cię podkopał ale dojdziesz do siebie. Ja siebie zbierałam od nowa przez kawał czasu ale mnie sie udało bo nie byłam z tym sama. Pomogły mi z tego wyjść przyjaciółki i praca. Obecnie jestem w normalnym związku i wreszcie wiem co oznacza gdy człowiek kocha innego człowieka smile. Nie jesteś skazana na kolejny taki związek jak poprzedni. Uwierz w siebie i dużo rozmawiaj bo to pomaga smile

15

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

"Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."

Jesteście teraz jak narkoman na odwyku a toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest identico - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczęła swoje życie na nowo... BEZ NIEGO i z dala od uzależnienia!!!

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...

Jak to w toksykach bywa: toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Ale co Ty robisz???
Przez x lat okazywałaś radość, smutek, gniew, podniecenie. ciekawość, zadumę - byłaś sobą. Nic nie udawałaś, oddawałaś partnerowi siebie i robiłaś wsio, by on się czuł wspaniale - syndrom współuzależnienia - a Ty żyłaś jak nieświadomy potencjalnego zagrożenia kotek. Są ludzie, którym tego zwyczajnie dawać w nadmiarze nie wolno. Którzy patrzą z zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach - bo słyszysz to co na daną chwilę chcesz usłyszeć - dają Ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że Ci zależy na "rozwiązaniu", "wyjaśnieniu".
Z tego bycia sobą paradoksalnie tak się uzależniłaś od partnera, że teraz gubisz się co jest nim fizycznie a co wyobrażeniem jego w Twojej głowie. Wyparcia, zaprzeczenia patologiczne, chore by nie powiedzieć urojone wizualizacje to krok od depresji, po której  polecisz błyskawicznie na dno. Jeśli tego nie zastopujesz teraz sama przy wsparciu psychologa, to wykończysz się psychicznie i skończysz w odosobnieniu bez klamek.
Byłaś sobą przed związkiem i jesteś teraz też sobą, tyle że na teraz to samej siebie dopatrujesz się w jego wyobrażeniu.

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.... "moje dwie głowy" to tak na cito.

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
"Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem."

Rzeczywistość pokazała co innego. Okazało się, po krótkim czasie, że moja partnerka to wampir emocjonalny, podkopujący pode mną metrowe doły. Jak to bywa w takich toksycznych związkach, na początku było cudownie, dogadywaliśmy się, w przypadku nieporozumień stawialiśmy na rozmowę. Do tej pory nie wiem, co takiego się stało, co w tego człowieka wstąpiło, albo jak to ja bardzo byłem "ślepy".

Kilka 'aktywności' wampira emocjonalnego:
- deprecjonowanie waszych pasji, zainteresowań, dokonań, na początku w żartach, które z czasem stają się natarczywe
- próba zrzucenia win wynikających z jego strony na was - odwrócenie 'kota ogonem'
- dotkliwe, notoryczne uwagi na temat waszego wyglądu, stylu ubierania się, tzw. 'małe szpilki'
- nieumiejętność rozmowy, trzaskanie drzwami, a tym bardziej brak poczucia winy z jego strony
- ignorowanie, próby sił przy znajomych
- wieczne fochy i obrażanie się, nawet przy spokojnej rozmowie, którą on prowadzi do karczemnej awantury
- kompletny brak szacunku pod przykrywką 'nie umiem wyrażać uczuć'
- próby odciągnięcia od nabliższych
- granie na waszych emocjach, czasie i pieniądzach
- pozowanie na kochającego, dobrego partnera, który rzuca wszystko dla was, dopóki grozicie mu odejściem
- wszelkie pozostałe próby przemocy psychicznej, prowadzące do znacznego obniżenia pewności siebie, rezygnowania ze swoich zainteresowań, przyjaciół, prowadzące do przejęcia całkowitej kontroli nad waszymi emocjami

Jak wy czujecie się w związku z wampirem emocjonalnym?
- wykończone, śpiące, niekochane, nieakceptowane
- zaczynacie zwracać uwagę na bzdury i drobnostki w swoim wyglądzie, co często prowadzi do niskiej samooceny
- odcinacie się od ludzi wokół, gdyż zazwyczaj jemu osoby z waszego towarzystwa 'nie pasują'
- rezygnujecie z siebie kompletnie

Co zrobić:
Mówiąc brzydko sp...rzać od takiego człowieka, bo to tylko szkoda czasu, im szybciej tym mniejsze szkody wam wyrządzi. Nie bawcie się w Matkę Teresę, gdyż ona była tylko jedna, tacy ludzie NIGDY, PRZENIGDY się nie zmieniają, żerują na waszych negatywnych emocjach.
Zapewne łatwo jest mówić, ale wierzcie - sam przeżyłem taką sytuację i jedyne, co można zrobić to całkowicie urwać kontakt. Nie jest to łatwe, w szczególności gdy w grę wchodzą dzieci, czy małżeństwo... Ale jedno jest życie i błagam was, nie marnujcie go na kogoś, kto was kompletnie zniszczy! Będzie to trudne, gdyż takie osoby często po rozstaniu próbują nawiązać kontakt i kuszą obietnicami zmian, nie nabierajcie się na to! Nie dajcie się zgnoić tak jak ja, że z sympatycznej, pełnej energii faceta stałem się wrakiem... "wyremontowanym" z pomocą ludzi na tym forum i w realu wink

Nie bójcie się. Jest 6 mld ludzi na świecie, na pewno gdzieś jest tam wasza druga połówka smile
Zasługujecie na miłość i szacunek.
Na swoje zdanie, na realizowanie się i na dużo, dużo szczęścia.

16 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-08-06 22:48:36)

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
marlena1987 napisał/a:

właściwie zainteresowała mnie ta książka, bo wiele z tego jest prawdą. a nieuświadomionym lękiem osoby unikającej bliskości jest właśnie lęk przed porzuceniem, ale taka osoba bardziej boi się, że zostanie omotana, co jest z kolei lekiem świadomym tak tam przynajmniej pisało co zdaje sie być prawdą i że takie osoby są z reguły silne i mają poczucie wyjątkowości na początku związku, później wydaje im się, że właśnie muszą zajmować się cały czas tą drugą osobą, nawet jeżeli ich niszczy...

Nie wiem jak w Twoim konkretnym przypadku, ale w moim - full of crap. Ja bym uważała, jak ktoś Ci mówi, że masz niuświadomione lęki/pragniania bla, bla. W ten sposbób można dac sobie wkręcić cokolwiek, no bo przecież nie wiesz, że to nieprawda, skoro sobie nieuświadamiasz.

ewitta02 napisał/a:

Też tkwiłam w toksycznym związku, tylko on nie werbalnie wbijał mi do głowy, że jestem nic nie warta, raczej stwarzał takie sytuacje, gdzie mimika jego twarzy, raz oziębłość i to oschłe spojrzenie-rzucony- ochłap zainteresowania moją osobą było normą w tym związku, na dodatek był tak pewny mnie a raczej mojego uzależnienia od niego, że potrafił wyłączyć na weekend komórki (pracuje w innym mieście, bo wyjechał za pracą) że nie mogłam się dodzwonić, bo inną w tym momencie obracał, stłamsił mnie do tego stopnia, że cierpialam w milczeniu, ale nie pytałam dlaczego się tak zachowuje i mnie w ten sposób traktuje....związek z toksykiem jest budowany tylko na jego zasadach, jak zaczynasz czegoś więcej wymagać to od razu pokaże Ci gdzie jest twoje miejsce, Ja też byłam przed nim inną osobą,wesołą, otwartą na ludzi, optymizm udzielał mi się w kazdej sferze życia, a teraz po 4 letnim związku z nim i rozstaniu-już 5 miesięcznym nadal jestem cieniem człowieka, moje poczucie wartości spadło do zera, ciągle obwiniam się,że źle funkcjonowalam w tym nieszczęsnym dla mnie mnie związku, nie zawalczyłam o siebie, nie odeszłam kiedy byly pierwsze oznaki, aby to zrobić, o to mam do siebie pretensje i żałuję sad A teraz czuje się jak w zawieszeniu, za miesiąc jak pójdę do pracy ogarnia mnie strach, czy depresja, w której tkwię nie odbije sie na moich służbowych obowiązkach, strasznie to przeżywam, ale nie mam wyjscia musze to ścierpieć.....wiem co i jak się czujesz:(

Miałam bardzo podobnie:(. Na ocieszenie - po 3 miesiącach było mi zdecydowanie lepiej i nie żałuję, że go nie ma.

bags napisał/a:

"Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."

Jesteście teraz jak narkoman na odwyku a toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest identico - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczęła swoje życie na nowo... BEZ NIEGO i z dala od uzależnienia!!!

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...

Jak to w toksykach bywa: toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Ale co Ty robisz???
Przez x lat okazywałaś radość, smutek, gniew, podniecenie. ciekawość, zadumę - byłaś sobą. Nic nie udawałaś, oddawałaś partnerowi siebie i robiłaś wsio, by on się czuł wspaniale - syndrom współuzależnienia - a Ty żyłaś jak nieświadomy potencjalnego zagrożenia kotek. Są ludzie, którym tego zwyczajnie dawać w nadmiarze nie wolno. Którzy patrzą z zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach - bo słyszysz to co na daną chwilę chcesz usłyszeć - dają Ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że Ci zależy na "rozwiązaniu", "wyjaśnieniu".
Z tego bycia sobą paradoksalnie tak się uzależniłaś od partnera, że teraz gubisz się co jest nim fizycznie a co wyobrażeniem jego w Twojej głowie. Wyparcia, zaprzeczenia patologiczne, chore by nie powiedzieć urojone wizualizacje to krok od depresji, po której  polecisz błyskawicznie na dno. Jeśli tego nie zastopujesz teraz sama przy wsparciu psychologa, to wykończysz się psychicznie i skończysz w odosobnieniu bez klamek.
Byłaś sobą przed związkiem i jesteś teraz też sobą, tyle że na teraz to samej siebie dopatrujesz się w jego wyobrażeniu.

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.... "moje dwie głowy" to tak na cito.

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
"Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem."

Rzeczywistość pokazała co innego. Okazało się, po krótkim czasie, że moja partnerka to wampir emocjonalny, podkopujący pode mną metrowe doły. Jak to bywa w takich toksycznych związkach, na początku było cudownie, dogadywaliśmy się, w przypadku nieporozumień stawialiśmy na rozmowę. Do tej pory nie wiem, co takiego się stało, co w tego człowieka wstąpiło, albo jak to ja bardzo byłem "ślepy".

Kilka 'aktywności' wampira emocjonalnego:
- deprecjonowanie waszych pasji, zainteresowań, dokonań, na początku w żartach, które z czasem stają się natarczywe
- próba zrzucenia win wynikających z jego strony na was - odwrócenie 'kota ogonem'
- dotkliwe, notoryczne uwagi na temat waszego wyglądu, stylu ubierania się, tzw. 'małe szpilki'
- nieumiejętność rozmowy, trzaskanie drzwami, a tym bardziej brak poczucia winy z jego strony
- ignorowanie, próby sił przy znajomych
- wieczne fochy i obrażanie się, nawet przy spokojnej rozmowie, którą on prowadzi do karczemnej awantury
- kompletny brak szacunku pod przykrywką 'nie umiem wyrażać uczuć'
- próby odciągnięcia od nabliższych
- granie na waszych emocjach, czasie i pieniądzach
- pozowanie na kochającego, dobrego partnera, który rzuca wszystko dla was, dopóki grozicie mu odejściem
- wszelkie pozostałe próby przemocy psychicznej, prowadzące do znacznego obniżenia pewności siebie, rezygnowania ze swoich zainteresowań, przyjaciół, prowadzące do przejęcia całkowitej kontroli nad waszymi emocjami

Jak wy czujecie się w związku z wampirem emocjonalnym?
- wykończone, śpiące, niekochane, nieakceptowane
- zaczynacie zwracać uwagę na bzdury i drobnostki w swoim wyglądzie, co często prowadzi do niskiej samooceny
- odcinacie się od ludzi wokół, gdyż zazwyczaj jemu osoby z waszego towarzystwa 'nie pasują'
- rezygnujecie z siebie kompletnie

Co zrobić:
Mówiąc brzydko sp...rzać od takiego człowieka, bo to tylko szkoda czasu, im szybciej tym mniejsze szkody wam wyrządzi. Nie bawcie się w Matkę Teresę, gdyż ona była tylko jedna, tacy ludzie NIGDY, PRZENIGDY się nie zmieniają, żerują na waszych negatywnych emocjach.
Zapewne łatwo jest mówić, ale wierzcie - sam przeżyłem taką sytuację i jedyne, co można zrobić to całkowicie urwać kontakt. Nie jest to łatwe, w szczególności gdy w grę wchodzą dzieci, czy małżeństwo... Ale jedno jest życie i błagam was, nie marnujcie go na kogoś, kto was kompletnie zniszczy! Będzie to trudne, gdyż takie osoby często po rozstaniu próbują nawiązać kontakt i kuszą obietnicami zmian, nie nabierajcie się na to! Nie dajcie się zgnoić tak jak ja, że z sympatycznej, pełnej energii faceta stałem się wrakiem... "wyremontowanym" z pomocą ludzi na tym forum i w realu wink

Nie bójcie się. Jest 6 mld ludzi na świecie, na pewno gdzieś jest tam wasza druga połówka smile
Zasługujecie na miłość i szacunek.
Na swoje zdanie, na realizowanie się i na dużo, dużo szczęścia.

Amen.

17

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

dziękuję bardzo za odpowiedzi. czuje sie po tym jakoś lepiej, wiem, że nie jestem sama. wiele z tego co napisał bags jest mi znane... najbardziej to jak ja się czułam w związku z tym człowiekiem, taka właśnie niezaakceptowana, niekochana. teraz widzę, że ten związek był jedną wielką manipulacją i przymusem... granie na moich uczuciach, wmawianie mi, że bez niego sobie nie poradzę, z drugiej strony on nie poradzi sobie beze mnie. przyznam, ze jeszcze parę dni temu wpadałam w szał, jeżeli widziałam, ze robi coś głupiego przez co moze cierpieć. czułam się jakby odpowiedzialna za to, uważałam, że ja jestem tą jedyną i wyjątkową osobą, która może go wyrwać i ocalić od tego samozniszczenia... czułam, ze ja muszę się nim opiekować i nawet przyznam, że próbowałam mu wyjaśnić, że coś jest z nim nie tak, ale on mnie olał i powiedział, że jest teraz bardzo szczęśliwy. kompletnie nie wiem po co to zrobiłam, czułam wewnętrzny przymus.. teraz powoli zaczynam rozumieć, że to jego życie i sam za siebie jest odpowiedzialny, bo jest dorosły. w tym, że cierpi nie ma żadnej mojej winy. bardzo ciężko mi to sobie uświadomić, jednak z każdym dniem jest coraz lepiej. bardzo chcę z tym walczyć wszelkimi możliwymi sposobami, chcę się od tego uwolnić, bardziej chyba dbałam o niego niż o siebie sad

18

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Witam wszystkich serdecznie,

Zdaję sobie sprawę, że jako facet jestem na tym forum w zdecydowanej mniejszości, ale przeglądając sieć z nadzieją na znalezienie recepty na uleczenie mojego przechodzącego kryzys związku trafiłem tutaj. Myślę, ze sam fakt , iż zdecydowałem się tutaj napisać - jest dowodem na to, jak ważna jest dla mnie moja druga połowa i jak bardzo chciałbym doprowadzić to wszystko do ładu...Alfą i omegą nie jestem, więc może uwagi obecnych tu kobiet podpowiedzą mi jak mam rozmawiać ze swoją Kobietą by uzdrowić sytuację....

Jeśli pozwolicie - zacznę od początku. Kobiet w życiu wiele nie miałem, a swoją obecną poznałem około roku wstecz. Od początku uderzyła mnie Jej uroda i wdzięk - (jakby nie było to pierwsza rzecz, na którą zawracamy uwagę). Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu również rozmowa "kleiła" nam się od początku, nadawaliśmy na tych samych falach, dużo się śmialiśmy. Długo nie trwało aż wyznaliśmy sobie miłość i czułem się najszczęśliwszy na świecie...wiem, ze Ona także
Pasujemy do siebie, potrafiąc się pięknie różnic zarazem...


Jednak od jakiegoś czasu coś jakby zaczęło się trochę psuć - moja Kobieta okazała się być osobą nadwrażliwą i wybuchową (I tu chyba odniosę się do słów Marleny, gdyż sytuacja jest podobna)....Wiem, ze również tkwiła w podobnym, toksycznym związku, bardzo wiele z siebie dawała osobie, która nie potrafiła tego docenić i nie zasługiwała na to i tak naprawdę, nie potrafiła o Nią odpowiednio zadbać. Wiem, ze było Jej cięzko, a skutki tego widoczne są do dzisiaj i oddziałują na nasz związek - Niestety:(...Z czasem zauważyłem, że najmniejsza uwaga z mojej strony wyzwala w Niej sporo agresji. Dodam, ze moim celem jest pomoc aby stanęła na nogi, jestem przy tym spokojny okazując sporo cierpliwości i wyrozumiałości....Kiedy  swego czasu widziałem, ze zaczyna być nerwowa, bądź się rozklejać - kończyłem temat, przytulałem, tłumacząc, ze chcę dobrze - przepraszałem, jeśli Jej zdaniem posunąłem się za daleko...

Z czasem jednak konflikt narastał a Jej reakcje stały sie coraz intensywniejsze - szczerze mówiąc nie wiem jak mam Jej pomóc - uważam bowiem, że nie mogę puszczać tego mimo uszu, a przytuleniem , czy czułymi słówkami nie sprawie, ze problem zniknie, a tym bardziej nie pomogę Jej. Wielokrotnie spokojnie prosiłem, zeby posłuchała co mam do powiedzenia, ze chce Jej pomóc, co na ogół kończyło się krzykiem, przekleństwami i wyjściem z hukiem z mieszkania. Przyznam się, zę i mi czasem kończyła się cierpliwość i zdarzało mi się podnieść głos - z czego oczywiście dumny nie jestem.:/

Jeśli jesteście w stanie doradzić, w jaki sposób mam z Nią rozmawiać, aby nie odbierała wszystkiego w ten sposób??, jak sprawić by zrozumiała, ze chce Jej, a tym samym nam obu pomóc?

Dodam, że bardzo mi zalezy na tym żebyśmy sie pogodzili i wszystko poukładali, ponieważ jest dla mnie bardzo ważna - Niestety wiem że ta złość to nie tylko pancerz - wynik poprzednich doświadczeń, coś rodzaju niechęci przed bliskością, o której również wspomniała Marlena w swoich postach. Tutaj problem jest głębiej i nie wiem jak sobie z tym poradzić...

Jakkolwiek to nie zabrzmi na kobiecym forum, chciałbym napisać, ze jestem osobą dość ułożoną, samodzielną, nie pasującą do stereotypu dzisiejszego faceta i staram się dla Niej wszystko robić jak najlepiej - majac na uwadze Jej doświadczenia. Sam jestem osoba dośc wrażliwą, potrzebującą bliskości, również mając swoje za soba staram się nie przenosić tego na obecny związek - do ideału mi daleko ale staram sie nad sobą pracować i słuchać Jej sugestii - w końcu wszystko polega na tym aby ze sobą rozmawiać i wyciągać wnioski...

Boli mnie jednak to, ze działa to trochę w jedną stronę - i jeśli ja sugeruję jakąś zmianę by rozwiązać problem - jestem oskarżany o marudzenie i jeśli dalej ciągnę temat - kończy się kłótnią jak napisałem wyżej. Z natury uważam, że partnerzy powinni rozmawiać aby wspólnie osiągnąć kompromis. Zdaniem mojej Partnerki, nie powinno się rozmawiać - tylko przemilczeć i za kilka dni jak gdyby nigdy nic ....Tylko moim zdaniem - skutek jest tego taki, ze problemy nierozwiązane się kumulują i w pewnym momencie ich wybuch może być zbyt intensywny i nie do opanowania.


Sam pewnie nie raz dolałem oliwy do ognia - zdaję sobie z tego sprawę, ale jak to mówią - nikt idealny nie jest. Nie oczekuję od mojej drugiej połówki by była idealna...Bardzo kocham Ją taką jaka jest - i bardzo mi Jej obecnie brakuje, a jedyne na czym mi zależy to fakt, aby nauczyła się słuchać, uspokoiła się i wyzbyła tych złych naleciałości z przeszłości...Dodam, ze bardzo Ją szanuję, doceniam każdy najdrobniejszy pozytywny ruch z Jej strony - (czasem sie czepiam, bo chciałbym żeby trochę wydoroślała), nie manipuluje, nie musi się obawiać zdrady, ani przemocy z mojej strony - bardzo bym chciał aby pozbyła się tej bariery, gdyż może się przy mnie czuć 100% bezpiecznie....

Przyznam, ze ostatnio trochę mi tego optymizmu brakuje przez co jestem oskarżany , ze wiecznie niezadowolony itp. - To prawda, ale po prostu pewnych rzeczy przemilczeć nie umiem, a wiele z nich bardzo boli...Boli również fakt, ze często trzeba cierpieć przez byłych partnerów naszych ukochanych, którzy niszczą im psychikę...boli fakt braku docenienia tego co się robi, ale najbardziej boli fakt braku rozmowy o sprawach tak ważnych....

Jeśli, macie jakieś sugestie, będę wdzięczny za pomoc, gdyż chciałbym ratować mój związek

Pozdrawiam

19

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

czytałam o tym sporo i dowiedziałam się, że niektóre osoby budują mur milczenia, chcą w tej sposób ochronić się od bliskości, która kojarzy im się z bólem i cierpieniem. i im bardziej druga osoba się do nich chcę zbliżyć, porozmawiać, tym bardziej one zamykają się w sobie, bardzo ciężko sobie  z tym poradzić... boję się, że po moich doswiadczniach nie będę umiała zbudować zdrowego związku sad ale podobno najważniejsze jest wyleczenie się z urazów, nie wiem czy to prawda i czy to cos działa, ale ja chwytam sie wszystkiego byle tylko kiedyś być szczęśliwą i czuć się wartościową osobą... nie wiem czy możesz dziewczynie zaproponować taką terapię, najlepiej byłoby z psychologiem jeśli sama sobie nie umie poradzić. ona może być oporna i jeszcze bardziej zamknąć się w sobie, jeżeli zaproponujesz ingerencje w jej sprawy. w jej głowie siedzi jeszcze strach i ból, którego się nie pozbyła, to nie zależy od czasu tylko od niej. jeszcze wszystko można naprawić jeśli bedzie miała chęci. podobno trzeba przeżyć takie oczyszczenie emocji, przypomnieć sobie sytuacje, które powodują lęk przed bliskością i stawić im czoło. to proces bardzo długi, ale podobno pomaga... po prostu niewyrzucony żal kumuluje się i potem robi się z tego ogromny problem

20

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
marlena1987 napisał/a:

czytałam o tym sporo i dowiedziałam się, że niektóre osoby budują mur milczenia, chcą w tej sposób ochronić się od bliskości, która kojarzy im się z bólem i cierpieniem. i im bardziej druga osoba się do nich chcę zbliżyć, porozmawiać, tym bardziej one zamykają się w sobie, bardzo ciężko sobie  z tym poradzić...

Doskonale to rozumiem, ponieważ dokładnie taką sytuacje mam nazwijmy to w domu - mnie zalezy na rozmowie, gdyż uważam, że tylko w ten sposób można coś wyprostować. Oczywiście muszą tego chcieć dwie osoby. Póki co dla mojej kochanej rozwiazaniem, jest wyjście i milczenie. Gdy ona to robi ja czuje się ignorowany i odrzucany, co powoduje i moją frustracje po kilku takich sytuacjach

boję się, że po moich doswiadczniach nie będę umiała zbudować zdrowego związku sad ale podobno najważniejsze jest wyleczenie się z urazów, nie wiem czy to prawda i czy to cos działa, ale ja chwytam sie wszystkiego byle tylko kiedyś być szczęśliwą i czuć się wartościową osobą...

To jest powazny problem, gdyż tak jak wspomniałem wcześniej - nasze obecne zwiazki cierpią przez to , ze kiedyś ktos wyrzadził nam krzywdę. Dla mnie jest to bolesne, gdyż moja Partnerka nie musi obawiać się niczego , czego doświadczyłas np Ty, a mimo to , złe doświadczenia są tak głeboko zakorzenione, że cierpię na tym ja....ciągłe krzyki obelgi itp. Jest mi coraz cięzej to znosić i boję się, ze kiedyś i ja nie wytrzymam.....A za żadne skarby nie chce się z Nią rozstawać

nie wiem czy możesz dziewczynie zaproponować taką terapię, najlepiej byłoby z psychologiem jeśli sama sobie nie umie poradzić. ona może być oporna i jeszcze bardziej zamknąć się w sobie, jeżeli zaproponujesz ingerencje w jej sprawy

Tak, pewnego razu zaproponowałem takie rozwiązanie, bardzo delikatnie...Zasugerowałem nawet, że pójdziemy tam razem (ja idealny nie jestem i może i dla mnie znajdą sie jakieś ważne wskazówki by wiedzieć jak z Nią rozmawiać w przyszłosci)....Niestety spotkało się to z kolejnym atakiem...Wiem i czuję, ze mnie kocha, ale gdy emocje biorą górę - nie zastanawia się nad tym co mówi. Ja jestem osobą wrażliwą i źle to znoszę

w jej głowie siedzi jeszcze strach i ból, którego się nie pozbyła, to nie zależy od czasu tylko od niej. jeszcze wszystko można naprawić jeśli bedzie miała chęci. podobno trzeba przeżyć takie oczyszczenie emocji, przypomnieć sobie sytuacje, które powodują lęk przed bliskością i stawić im czoło. to proces bardzo długi, ale podobno pomaga... po prostu niewyrzucony żal kumuluje się i potem robi się z tego ogromny problem

I tu koło się zamyka - pytanie jak bardzo chce się wyleczyć i jak bardzo chce dać sobie pomóc...Rownocześnie moim zdaniem, chęć zmiany i stawienia temu czoła będzie dowodem na to jak zależy Jej na mnie. Ze swojej strony chce Jej i nam pomóc na ile sił mi starczy, a jestem zdania, ze jesli sie kogos naprawde kocha to sił na zmianę zabraknąć nie powinno....
teraz z kolei odczuwam niepokój, ponieważ Ona kolejny dzień milczy i boję sie, ze jeśli to ja jak zwykle nie zareaguje-bedzie koniec

21

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

myślę, że nie powinieneś reagować, daj jej trochę czasu. popatrz na to tak: ona ucieka przed bliskością, boi się, że to doprowadzi ją do cierpienia. mimo twoich zapewnień ona gdzieś w podświadomości pamieta jak było ostatnim razem dlatego chcę się przed tym bronić. mur milczenia może usunąć tylko ona sama, nie zmusisz jej do tego. jeżeli boi się bliskości narazie daj jej spokój, nie odzywaj się i nie zbliżaj, wtedy jej strach bedzie mniejszy i będziecie mogli porozmawiać normalnie. nie będzie muru, bo przed czym miałby ją chronić jeżeli nie będzie już tej raniącej bliskości?

22

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

No właśnie dla mnie to nie jest rozwiązanie, cóż można osiągnąć nie rozmawiając??Czy milczenie rozwiązuje jakiś problem długotrwale i skutecznie? Nie sądzę...Poza tym, jest to ta sama praktyka, do której przyzwyczaiła się w odruchu obronnym przed ponowną krzywda , której doznała w poprzednim zwiazku. Tym sposobem nie posunie się do przodu i przy każdej stresowaej sytuacji zachowanie bedzie takie samo...Poza tym w tym wszystkim, po drugiej stronie jestem ja i takie podejście uważam za egoistyczne...

Poza tym , czy chcesz powiedzieć, ze bedziemy mogli normalnie rozmawiać gdy jak piszesz "nie bedzie już tej raniacej bliskości"? - Jaki jest sens związku i walki o niego bez poczucia bliskości z obu stron??

23

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Kochane róbcie tak by być szczęśliwe toksyczny związek to często gorzej niż zdrada, w każdym razie efekty tego są gorsze.

24

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

chodzi mi, że jeżeli ona ucieka od tej właśnie bliskości to nic nie pomoże zbliżanie się, prośby i okazywanie uczuć. bo jeżeli ty bedziesz się zbliżał, to ona bedzie uciekać. musisz dać jej czas i to ona musi podejśc do ciebie, kiedy bedzie czuła się już bezpieczna, myślę, że jeżeli będzie miała jakiś czas spokoju to poukłada sobie w głowie, a ty wtedy z nią porozmawiaj ale tylko NA JEJ WŁASNE ŻYCZENIE! niestety, to jest dziewczyna z bardzo ciężkim doświadczeniem, nie możesz jej do niczego zmuszać. wydaje ci się, że bliskość wszystko załatwi, ale to w tym wypadku daje odwrotny skutek. każdy zwiazek ma sens, jeżeli ludzie się kochają i są ze sobą szczęśliwi.

właśnie dokładnie to samo myślę, ze efekty są gorsze... mój partner wykorzystywał mnie seksualnie, twierdził, że taki jest mój obowiązek jako jego kobiety, nie chciałam ale myślałam, że tak trzeba, że tak to wygląda, nawet jak mówię nie. nie miałam jakiegoś wzorca zdrowego zwiazku, myślałam, ze każdy ma tak samo, wiadomo ludzie narzekają na związki, ale nie wszędzie jest patologia... w dodatku mówił mi, ze to moja wina, bo np chodziłam przed snem w koszulce i majtkach co go podniecało i nie mógł się powstrzymać. albo nawet coś tak głupiego jak nieświadome oblizanie się po jedzeniu, też uważał, ze robię to specjalnie, żeby go kusić. mówił, ze jak się nie zgodzę to będzie musiał mnie zdradzić, bo nie wytrzyma...

25

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Marlena,ale ja mowie tutaj o probie znalezienia rozwiazania dlugofalowego,a nie na chwile.W czym pomoze nam milczenie i czekanie?...Ja szukam sposobu na to,jak do Niej dotrzec,zeby Jej pomoc?..Jesli to przemilcze,zyskam spokoj do czasu kolejnego wybuchu i kolejnej klotni...Poza tym,ja rowniez chce czuc sie kochany,a z okazywaniem tych uczuć tez jest u Niej.slabo...Uwazam to za dorosle podejscie,a milczeniem niczego sie nie naprawi....Napisalas w swoim poscie,ze chcialabys czuc sie kochana.Czy Twoim zdaniem ataki,wyzwiska i milczenie sa dowodem milosci..Dla mnie moja Kobieta jest najwazniejsza i nigdy nie zachowalbym sie w ten sposob i na pewno nie milczal.To nie pomaga,tylko wzbudza niepokoj u drugiej.osoby....a przeciez w zwiazku chodzi o to by sprawic zeby druga strona czula sie kochana i bezpoeczna,prawda?

26

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

zgadzam się z tobą, ale chodzi mi o samo nawiazanie z nia kontaktu. jak chcesz to zrobić jeżeli ona zbudowała mur milczenia? będziesz próbował na siłę to ona zacznie uciekać, coraz bardziej się zamykać a chyba nie chcesz tego, jak mówiłeś chcesz ratować związek. w kochaniu chodzi także o akceptowanie człowieka jakim jest, nie można go do niczego zmuszać. rozumiem, że chcesz czuć się kochany i doceniany ale widzisz, wybrałeś sobie osobę z którą bardzo trudno nawiązać bliski kontakt. możliwe jest naprawienie tego, ale wy kompletnie nie mozecie się porozumieć i ja nie wiem czy coś z tego będzie, bo ty nie rozumiesz jej potrzeb a ona twoich...

27

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
P_11101983 napisał/a:

Jeśli, macie jakieś sugestie, będę wdzięczny za pomoc, gdyż chciałbym ratować mój związek

Pozdrawiam

Nie wiem czy to wina upału, że coś źle może kojarzę. Dlatego zapytam, bo tego nie zauważyłem w Twoich postach. Skąd wiesz, że dziewczyna Cie kocha? Wasz "związek" wygląda mi na jej odreagowywanie po poprzednim chłopaku, ciągłym rozmyślaniu o nim. Brakiem pogodzenia się z utratą tamtej miłości.

28

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Na tyle ile Ja znam,mysle ,ze potrafie rozpoznac i spelniac wiekszosc Jej potrzeb...dodatkowo kazdego niemal dnia okazywalem to,co do niej czuje.Wiem,co przeszla,dlatego tez staram sie robic wszystko by nie wywolywac jakichs zlych skojarzen z przeszloscia...uwazam jednak,ze Ona rowniez powinna mad soba pracowac,by zle nie interpretowac pewnych faktow...Po prostu zyjac przeszloscia mozna znoszczyc terazniejszosc...Moim zdaniem jest o co walczyc,a ja chcialbym tez choc raz zobaczyc walke z Jej.strony...Skoro mowi ze bardzo mnie kocha,dlaczego tak reaguje i tak trudno jej sie zmienic.??..ode mnie ma pelne wsparcie,choc nie ukrywam ze jest ciezko:-(

29

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

a kiedy ona rozstała się z tamtym chłopakiem? wydaje mi się, ze ona nie umie jeszcze zbudować zdrowej relacji. wiesz, jak człowiek pakuje się w kolejny związek to będzie on udany jedynie wtedy kiedy poradził sobie z sobą samym po poprzednim związku, poukładał już wszystko, pogodził się z bólem i wyciagnął wnioski na przyszłość... a ile wy jesteście razem?

30

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Czas goi rany. Tak jest zawsze i będzie i w Twoim przypadku. Zajmij się czymś.

31

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Mysle,ze nie o odreagowanie tu chodzi,po poprzednim zwiazku sie otrzasnela i ptzez dlugi czas nic nie wskazywalo na takie zachowania,chyba ze je ignorowalem,co z.kolei pozwolilo nie wzbudzac w niej agresji.Fakt od poczatku wiedzialem,ze jest wrazliwa na swoim punkcie i rozpieszczona (najwieksza Jej matki w tym zasluga)..ale potrafi byc ciepla i zaangazowana.Jestesmy razem prawie rok i mam nadzieje ze przetrwamy.Mam nadzieje ze uda mi sie Jej pomoc i ze pewnego dnia to doceni i bedziemy szczesliwi..

32

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

liczę na to, że nadejdzie dzień kiedy będę całkowicie wolna od wszystkich tych ponizających rzeczy, których doświadczyłam... chcę, żeby to było przeszłością i nigdy już nie chcę się tak czuć sad

33

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
P_11101983 napisał/a:

Mysle,ze nie o odreagowanie tu chodzi,po poprzednim zwiazku sie otrzasnela i ptzez dlugi czas nic nie wskazywalo na takie zachowania,chyba ze je ignorowalem,co z.kolei pozwolilo nie wzbudzac w niej agresji.Fakt od poczatku wiedzialem,ze jest wrazliwa na swoim punkcie i rozpieszczona (najwieksza Jej matki w tym zasluga)..ale potrafi byc ciepla i zaangazowana.Jestesmy razem prawie rok i mam nadzieje ze przetrwamy.Mam nadzieje ze uda mi sie Jej pomoc i ze pewnego dnia to doceni i bedziemy szczesliwi..

Obawiam się, że z tego nic będzie.

34

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

a moze nic nie wskazywało na takie zachowania, bo chciała spróbować zwiazku z kimś innym, myślała, że już jest gotowa a tymczasem później to ją przytłoczyło, moze zbierała w sobie i wybuchło? przypomniała sobie te wszystkie rzeczy i uświadomiła, ze nie jest jeszcze całkowicie od wszystkiego wolna? moze faktycznie chciała zapomnieć o tym całym bólu poprzez związek z tobą? przyczyn może być wiele, musisz najpierw poznać jej sposób myślenia, zastanowić się czemu się tak dzieje. zrozumieć ją, bo bez tego to raczej ciężko bedzie ci do niej trafić, ale i to może okazać się bardzo trudne. ktoś z was musi wreszcze coś z tym zrobić, a nie stać w martwym punkcie, gdzie ty upierasz się przy swoim i chcesz walczyć o nią bliskością od której ona ucieka... życzę wam szczęścia i wierzę, że dla was jeszcze nie jest za późno, trzeba tylko podjąć odpowiednie kroki smile

35

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

A ja licze na to,ze moja druga polowka wreszcie zrozumie jak bardzo jest kochana i zda sobie sprawe do czego takim zachowaniem moze doprowadzic...czekam na chwile kiedy dotrze do Niej to,ze ktos na Nia czeka i za Nia teskni....tyle:-(.......tak przy okazji Marlena,jak.wyglądają Twoje obecne relacje z mezczyznami bo takich przejsciach?

36

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

dlaczego tak myślisz? ja uważam, że jeżeli chłopak zrozumie sposób myślenia dziewczyny i zrozumie co tak naprawdę jest powodem jej zachowania, może nie wyleczone rany, moze strach przed bliskością, musi poważnie przeanalizować jej zachowanie i według tego podjąć odpowiednie kroki, zeby o nią walczyć. a co do odreagowania po poprzednim związku, to może na początku się strała, chciała z tobą stworzyc coś zdrowego, gdzie nie bedzie raniona, ale z czasem uświadomiła sobie, że to nie takie proste, ze ona jeszcze nie zapomniała i w pewnym momencie zaczęła wycofywać się z tej relacji otaczając murami

37

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

chyba troche namieszałam z tymi postami, wolniej się dodają, bo mam problem z internetem, mam nadzieje, że da się je jakoś zrozumieć smile myślę, ze twoja druga połówka ma bardzo duży problem, potrzebuje twojej pomocy ale jednocześnie boi sie tego, ciężko bedzie wam dojść do porozumienia... ja jestem dopiero 2 miesiące po rozstaniu, a kontaktu z mężczyznami hmmm... nie było ich wiele, ale mogę powiedzieć, że na początku czułam się ogromnie samotna, stwierdziłam, że nikogo już sobie nie znajdę, że jednak trzeba było sie jego trzymać, byłabym bezpieczna finansowo i nie zostałabym starą panną. kompletnie bezmyślne to było. myślę, że gdyby pojawił się w moim życiu jakiś mężczyzna wtedy, to rzuciłabym się w jego stronę i trzymała na siłę. myślałam także nad powrotem do byłego, myslałam 'ok, byłam nieszczęśliwa, ale moze przesadzałam, przynajmniej byłabym bezpieczna', bardzo bałam się być sama... potem jakoś do tego przywykłam i wpadłam w szaleństwo imprezowe i podrywanie chłopaków, mówiłi mi, że jestem taka piękna i cudowna, wreszcie poczułam się wartościowa, jednak to nie było to czego chciałam tak naprawdę. gdy jakiś facet próbował się do mnie zbliżyć uciekałam, a następnie załowałam, że go nie zatrzymałam. wydawało mi się, że byle jaki związek jest lepszy od samotności, wszędzie widziałam zakochane pary... tak bardzo chciałam mieć kogoś przy boku, byłam tak zdesperowana, ze nie miałam prawie żadnych wymagań. wszędzie szukałam kolejnego faceta, który by ukoił mój ból. właśnie dopiero niedawno stwierdziłam, że to nie ma kompletnego sensu, jeżeli nie poradzę sobie z tym sama, że musze przeżyć samotność, ze nie warto tak cierpieć znowu... miałam taką nagłą potrzebę bliskości połączoną ze strachem przed bliskością

38

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Jesteś pewien, że to ona była "ofiarą" toksycznego związku a nie jej były ofiara jej? Niestety widzę 2 rózne krańcowo scenariusze: albo ona rzeczywiście została ciężko skrzywdzona i potrzebuje pomocy albo tak naprawdę manipuluje Twoimi uczuciami w wyrachowany sposób i patrzy na ile sobie może pozwolić. To jest czasem trudno odróżnić.
Jeśli pierwszy scenariusz jest prawdziwy to może pomów wizyta u psychologa z nią, chociaz może byc ciężko ja namówić. Problem polega na tym, ze ona nie chce gadac w ogole, inacej pewnie problem bylby juz rozwiązany. Czy ona kiedykolwiek rozmawiała z Tobą szczerze o uczuciach, czy zamknęła się dopiero teraz czy zawsze była taka?

39

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

krokodyl...

Po przeczytaniu Twojego posta zacząłem się bardziej zastanawiac nad przyczyną takiego zachowania. Nie neguje faktu, że dziewczyna przeszła w życiu wiele i ja to rozumiem jak najbardziej...co mnie zaskakuje to fakt, ze sama wielokrotnie mówiła, ze wreszcie ma spokój, ze poznała "normalnego faceta", a jednak zachowuje się w stosunku do mnie w taki sposób...:(Jest mi szczerze przykro, poniewaz wiem, ze poświecam wiele, aby czuła się ważna szanowana i kochana...żeby po prostu czuła sie dobrze...Jednak ja też mam jakies swoje granice i swoje potrzeby lub rzeczy, które chciałbym aby w sobie zmieniła, ale od jakiegos czasu jakakolwiek próba rozmowy na ten temat konczy sie kłotnią...Jestem przekonany w 100%, ze jesli nauczyłaby sie rozmawiać - większości kłotni by nie było, jesli w ogole byłyby jakiekolwiek...

Kończąc - moja druga połowka, nigdy nie była wylewna jesli chodzi o okazywanie uczuć, jednak przyznam szczerze, ze potrafiła to robić...Teraz mi tego brakuje, gyż przez to pokazujemy , jak wazna jest dla nas druga osoba......a jesli tego brakuje to....:(

40

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

chyba nie ma co jej zmuszać do rozmowy, jak bedzie chciała to sama wyciągnie rękę, inaczej nic z tego nie bedzie

41

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

i tu jest Marlena pewien niezrozumiały dla mnie paradoks......każdy z nas cos tam przeszedl, ale skupmy sie na kobietach...Moja wyniosła cos negatywnego ze swojego zwiazku, do tego dochodzą jeszcze inne przyczyny i wiem czego Ona chce w związku, a czego nalezy unikać...To samo tutaj - wiele kobiet pisze iz w związku chciały by czuć sie tak , tak -  byc traktowane tak czy tak. Dostają to i maja tego świadomośc (tak jest też w przypadku mojej kobiety), ale mimo wszystko nie potrafi tego docenić...przy sporze nawet nie z mojej winy reaguje milczeniem i czeka na moją reakcje.....do tej pory zawsze to robiłem, ale ileż można??

42

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

muszę ci powiedzieć, ze miałam podobnie jak byłam w związku. chyba ta twoja relacja też nie jest do konca zdrowa. powiem ci co wtedy myslałam: pokłóciliśmy się z mojej winy i wiadomo nie odzywaliśmy się do siebie. mój partner zawsze przepraszał i miał mi to za złe, mówił, ze nawet jak cos jest z mojej winy to on musi przepraszać i takie tam. przyznam, ze gdyby dał mi troche czasu na ochłoniecie, dzień, dwa to ja bym go przeprosiła i wszystko by się dobrze zakończyło. tymczasem on godzinę czy dwie po tej kłótni przepraszał mnie, nawet jak nie było jego winy dodając, że ja nigdy nie przepraszam i ja rozumiałam to tak, ze jestem zła, miałam wyrzuty sumienia, jeszcze bardziej wściekałam się na niego, bo nie dał mi czasu na ochłonięcie i napadał na mnie i wywoływał wyrzuty sumienia. czułam się okropnie, byłam na niego jeszcze bardziej zła niż przed 'pogodzeniem się'. nigdy nie rozumiał tego i nie umiał uszanować, ze ja potrzebuje więcej czasu. moze ci to coś pomoże...

43

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

myslę, że gdyby wypowiadał sie tutaj mój były partner to to samo by powiedział co ty, że ile można czekać na reakcje, że ja zawsze czekałam na przeprosiny, nie chciałam się przyznać do błędu... nieprawda, ja chciałam ale on nie zauważał, że potrzebuje więcej czasu, zawsze jak to mówiłam to on na to, że nie może tyle sie do mnie nie odzywać, bo go roznosi... nawet nie chciałam, żeby mnie przepraszał, chciałam sama ale zawsze mnie wyprzedzał, wiadomo po kłótni potrzeba czasu, żeby ochłonąć, jedni potrzebują go więcej, drudzy mniej. ale to właśnie wynikało z tego, ze on nie chciał zrozumieć i a ja czułam nacisk z każdą następną sytuacją, dusiłam w sobie te emocje, zeby znowu nie powiedział, ze jestem dla niego zła. potem to wszystko wybychało i robił się wielki problem, bo już nie chciałam znosić tej presji

44

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
marlena1987 napisał/a:

wiecie co, właśnie natrafiłam na książkę "Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić". przeczytałam już część i dzięki temu zrozumiałam w koncu o co w tym wszystkim chodziło. jestem nałogowcem unikania bliskości a mój były partner był nałogowcem kochania. najgorsze jest, że to się powtarza dopóki nie dokonamy zmian w samych sobie. przyciągam właśnie takich mężczyzn jak on, którzy nawet wyniszczeniem próbują mnie zatrzymać i nie mogę się uwolnić... czytał ktoś tą książkę? nie wiem, czy to może w czymś pomóc, czy kiedykolwiek przerwe te ciągle powtarzające się sytuacje...

Jeśli jesteś "nałogowcem unikania bliskości" to nie obwiniałbym tylko partnera toksycznośc...
Może rzeczywiście bardziej pasowałby Ci ktoś bardziej zrównoważony, może mnie kochający, ale bardziej stabilny... Bo ten pewnie taki nie był?
Oczywiście, ze mozesz kogoś takiego znaleźc. Możesz nawet szukac celowo wśród księgowych i zawodów technicznych.
Jeśli jednak podobają Ci się zwykle bardziej humaniści i artyści, to problem rzeczywiście się może powtarzac.

Ale na koniec dodam, że akurat facetów normalnych, potrafiących tworzyc normalne związki, zapewniam Cie, że jest bardzo dużo:)

45

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

wiem, ze moje zachowania też były toksyczne... ale to był taki łańcuch, jezeli on zrobił coś co mnie zabolało, nawet nie celowo, to ja nie umiałam mu o tym powiedzieć tylko atakować z zupełnie innej strony. jeżeli ja to zrobiłam to on miał pretensje do mnie, bo nie wiedział o co chodzi, ja miałam pretensje, że nie rozumie... a zaczęło się chyba od tego, że jeszcze na początku naszej znajomości mówiłam mu o swoim dużym problemie, a on wysłuchał, okazał wsparcie a za parę dni naśmiewał się z tego przy mnie. było to dla mnie ważne i bardzo mnie zabolało. było też wiele innych sytuacji, moich problemów, które on opowiadał znajomym jakby to była jakaś ciekawa historyjka, nie chciałam, zeby o tym wiedzieli, mówiłam mu po co to w ogóle opowiadasz, a on, że przesadzam. bałam mu się mówić o czymkolwiek, bo wiedziałam, że mnie wyśmieje albo skrytykuje

46

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

nie widzię nic niezdrowego w checi kontaktu z najblizszą osobą. dodam stanowczo, ze nie jestem typem, którego roznosi z tego czy innego powodu. Jedyne, co moge powiedziec to fakt, ze jest mi po prostu przykro:(....Poza tym myślę, że przez Twoje unikanie bliskości możesz mieć mylną opinie na okazywana bliskość nawet w tym najzdrowszym znaczeniu, przez co mozesz w przyszłosci odepchnąć od siebie kogoś, kto Cie pokocha i uszanuje.

i tu wracamy do tego , co pisałem wyżej - ludzie często nie umieją wyzbyć sie tego , czego doświadczyli wcześniej, przenoszą to na nowe zdrowe relacje czyniac nowe związki toksycznymi, bo nie umieją ocenic partnere/rki takim jakim jest naprawdę - oceniając go i traktując przez pryzmat negatywnych doswiadczeń....

Odpowiadając na pytanie z tematu - toksyczny zwiazek i co dalej?? - tacy toksycy niszcza psychikę innym, przez co oni stają sie toksyczni dla swoich kolejnych partnerów (nie zawsze ale jednak czesto)

47

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

chodzi mi o to, ze zachowanie twojej dziewczyny, poprzez te trudne doświadczenia jest toksyczne i psuje wasz zwiazek. a ja właśnie tego się boję, bo ja nie wyobrażam sobie pozytywnej i zdrowej bliskości, związku, który daje radość a nie niszczy... mam alergie na słowa 'kocham cię', czuje w tym taki obowiązek dbania o drugą osobę, nie chęć właśnie a przymus i obowiązek nawet jak robi źle i mnie rani. trzeba przerwać to błędne koło tylko jak?! a ile czasu upłynęło od jej rozstania do rozpoczęcia waszego związku?

48

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

nie wiem i szczerze nie do konca mnie to interesuje....uważam, ze jesli ktoś decyduje się na nowy zwiazek, tzn ze jest na to gotowy. Zamyka poprzedni rozdział i zaczyna nowy. Kazdy dzwiga jakiś bagaż - ja również. Miałem też z tego powodu jakieś problemy, ale kilka sytuacji i rozmów i próśb mojej lubej sprawiło, ze zmieniłem podejscie i nie zatruwam naszych relacji przeszłościa, Staram się jej słuchać i jesli prosi mnie bym coś zmienił - robie to , bo bardzo mi na Niej zalezy.....Szkoda, ze moje prośby konczą sie kłotnią i ciszą bo to mnie najbardziej boli.....mija juz kolejny dzień i jest mi cięzko:(

49

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

i właśnie tu błąd w myśleniu, nie każdy rozpoczyna związek jak jest już gotowy. zauważ, że w wielu przypadkach po rozstaniu czuje się taką ogromną pustkę, taką samotność jakiej nie było przed tym zwiazkiem. przecież do tej pory miało się kogoś przy swoim boku nawet jeżeli był to toksyczny związek. a po takim to jest chyba jeszcze gorzej, bo wyniszczył psychicznie. jeżeli do głowy nie dojdzie rozsądek, to można za wcześnie wpakować się w następną relacje, a to niezbyt dobre rozwiazanie na dłuższą metę. po prostu często ma się taką wielką pustkę i potrzebę bliskości... muszę się przyznać, że był czas kiedy ja sama miałam taką potrzebę, ale teraz do głowy przyszedł rozsądek. na początku nowego związku na pewno bym się starała i wydawałoby mi się, że jest tak pięknie... ale co potem? nie wiem, na pewno źle by się to skończyło, bo kiedyś nadszedłby ten moment w którym by to wróciło z podwójną siłą. wydaje mi się, że twoja dziewczyna nie do końca sobie poradziła z tym, a niestety bez tego to ani rusz dalej... wydaje się, ze ty już sobie ze wszystkim poradziłeś i chcesz zbudować coś zdrowego, tylko ona nie bardzo

50 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-08-08 23:59:14)

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?
P_11101983 napisał/a:

krokodyl...

Po przeczytaniu Twojego posta zacząłem się bardziej zastanawiac nad przyczyną takiego zachowania. Nie neguje faktu, że dziewczyna przeszła w życiu wiele i ja to rozumiem jak najbardziej...co mnie zaskakuje to fakt, ze sama wielokrotnie mówiła, ze wreszcie ma spokój, ze poznała "normalnego faceta", a jednak zachowuje się w stosunku do mnie w taki sposób...:(Jest mi szczerze przykro, poniewaz wiem, ze poświecam wiele, aby czuła się ważna szanowana i kochana...żeby po prostu czuła sie dobrze...Jednak ja też mam jakies swoje granice i swoje potrzeby lub rzeczy, które chciałbym aby w sobie zmieniła, ale od jakiegos czasu jakakolwiek próba rozmowy na ten temat konczy sie kłotnią...Jestem przekonany w 100%, ze jesli nauczyłaby sie rozmawiać - większości kłotni by nie było, jesli w ogole byłyby jakiekolwiek...

Kończąc - moja druga połowka, nigdy nie była wylewna jesli chodzi o okazywanie uczuć, jednak przyznam szczerze, ze potrafiła to robić...Teraz mi tego brakuje, gyż przez to pokazujemy , jak wazna jest dla nas druga osoba......a jesli tego brakuje to....:(

Nie wiem czy znasz angielski, ale jesli tak to przejrzyj to:
http://www.psychopathfree.com/content.php?212-30-Red-Flags
Jesli coś brzmi znajomo to może masz problem. Generalnie jest wiele informacji o toksycznych związkach i może powinieneś poczytać i zobaczyć czy w Twoim związku powtarzają się jakieś schematy. to jest czasem trudno zauważyć jak się w tym siedzi, bo wydaje Ci się, że to albo normalne albo Twoja wina. Pamiętam, że mi kilka miesięcy zajęło dojście do tego czemu właściwie miałam uczucie, że jestem skrzywdzona. Okazało się, że nikt z mojego otoczenia nie miał wątpliwości, tylko mi się wydawało, że to ja jestetem ta zła.
Problem polega na tym - nieszczęśliwi ludzie krzywdza innych, bo nie radzą sobie z własnym cierpieniem. Wiem, bo sama tak miałam - odreagowywałam wszystkie stresy z toksycznego związku na otoczeniu, bo nie byłam sobie w stanie z tym sama poradzić, gdy było naprawdę źle. Ale często jeśli ktoś się zachowuje w taki sposób to jest to psychiczna manipulacja. Dlatego tak ważne jest żebys przejrzał sobie różne strony, gdzie opisane są typowe zachowania i manipulacje i sprawdził na ile Ci to pasuje do rzeczywistości.

marlena1987 napisał/a:

i właśnie tu błąd w myśleniu, nie każdy rozpoczyna związek jak jest już gotowy. zauważ, że w wielu przypadkach po rozstaniu czuje się taką ogromną pustkę, taką samotność jakiej nie było przed tym zwiazkiem. przecież do tej pory miało się kogoś przy swoim boku nawet jeżeli był to toksyczny związek. a po takim to jest chyba jeszcze gorzej, bo wyniszczył psychicznie.

Dlatego złota zasada jest taka - odczekaj rok. A w przypadku toksyka czasem i dłużej, bo jest duża szansa, że się wpakujesz z deszczu pod rynnę. Są ludzie, którzy tak mają z natury, ale są tacy, którzy muszą leczyć kaca klinem i to się często źle kończy.

51

Odp: czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

dokładnie tak, trzeba odczekać, nie podejmować decyzji o kojenym zwiazku pod wpływem chwili. wiem, że ta samotność jest okropna, wydaje się, że nastepny związek będzie idealny, bo my się postaramy. ale nie oszukujmy się, tak nie ma. co za rok jak nam spadną klapki z oczu? obudzimy się obok osoby, której nie kochamy, która była tylko lekarstwem na ból? lepiej zastanowić się nad tym, bo przez to mozemy krzywdzić kolejne osoby

Posty [ 52 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czemu tkwimy w związku, który nas wyniszcza? co później?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026