netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Toksyczny związek? Prośba o pomoc...

3 odpowiedzi1 741 wyświetleńzałożony przez wilma, 04.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Toksyczny związek? Prośba o pomoc...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

1

Temat: Toksyczny związek? Prośba o pomoc...

Cześć

Proszę Was o pomoc bo czuję się zagubiona w związku. Wręcz samotna.

Jestem z chłopakiem lat już 5,5. Dużo powiecie... Na początku mało się spotykaliśmy bo miałam problemy - nerwica, depresja z których ciężko mi było wyjść, ale z pomocą psychologa jakoś sobie radziłam. Już nie korzystam z wizyt - działam sama.

On, lat 25 - ukończone studia, ale ze względu na obowiązkowy staż pracę rozpocznie najwcześniej za rok.
Ja, lat 24 - pracuję, mieszkam z problemową rodziną.

Czasami czuję, że w związku przebiera się miarka... On już raz był u psychologa gdy z nim zerwałam bo miałam dość ciągłej zazdrości, wywoływania poczucia winy za wyjścia ze znajomymi. Nawet raz myślałam sobie o życiu z kimś innym i się mu do tego przyznałam. Do psychologa udał się sam bo mu na mnie zależało i musiał/chciał się zmienić.
Nie do końca wiem co i jak przekazała mu lekarka, ale nastąpił zwrot w pozytywną stronę. Było to ok. 3 lata temu.

Ja w związku z moimi problemami o których pisałam wcześniej byłam szarą myszką, nigdzie nie chciałam wychodzić, denerwowałam się, raczej dbałam o wygląd w podstawowym zakresie.... Po wizytach u psychologa zaczęłam wychodzić na prostą i zaczęły się schody... Jako, że moim zdaniem "wynormalniałam" chłopak nie może tego zrozumieć. Dla niego cały czas jestem naturalną kobietą bez makijażu. Nawet noszenie sukienek było problemem. Widzę, że gdy chcę coś zmienić jego nastrój zmienia się o 180 stopni. Nie jest przy tym agresywny. Tłumaczy, że nie wie skąd mu się bierze strach, że jak będę atrakcyjniejsza to coś mi się stanie (wiece, odkryta noga w sukience może przyciągnąć jakiegoś zboczeńca itd.).
Teraz doszedł dodatkowy problem - możliwe że awansuje w pracy. Oczywiście mam w związku z tym obawy, środowisko jest nieprzychylne, złośliwe i bezwzględne. Opowiadam mu co się dzieje, że jak się wieść o awansie rozniosła to "koleżanki" zaczęły mi wytykać każdy błąd. Potrafi to skwitować słowami: chciałaś większe pieniądze to nie narzekaj. Widziałam niezadowolenie u niego z takiego obrotu sprawy. On nie może jeszcze pracować w zawodzie, póki co jest w firmie u ojca, więc jakiś pieniądz ma.
Rozumiem, że moje małe sukcesy mogą rujnować jego ego, ale on podcina mi skrzydła...

Czuję się psychicznie coraz lepiej, mam ochotę stać się bardziej kobieca. Po nerwicy został mi nawyk drapania niedoskonałości skóry, które maskuję korektorem i to też jest źle i tragedia bo kosmetyk kolorowy... Gada mi, że ma w głowie obraz mnie jako osoby naturalnej i jak to miałabym się zacząć malować? Do tego jego skończona farmacja spowodowała, ze wytyka jakie to świństwa znajdują się w kosmetykach. On nie lubi jak coś się zmienia a dla mnie zmiany są naturalne z biegiem czasu. Zresztą mi raczej się nie zdarza krytykować jego pomysłów, chociaż przyznam, że nie ciągnie mnie do słuchania o częściach motorów i o tym jak co działa... Zapewne to widzi.

Sytuacja z wczoraj - jesteśmy u niego. Ja jestem zakompleksiona w tym domu. Jego rodzice ciągle coś zmieniają, wydają mnóstwo pieniędzy w dom. My mieszkamy skromnie, problemowa matka narobiła ogromnych długów mimo, że obie z siostrą pracujemy to nie potrafiła się odezwać, że brakuje jej pieniędzy. Po prostu głupio się u nich czuje w tym przepychu... Pojechaliśmy rowerami na wycieczkę, ale piaszczysta trasa uniemożliwiła dalszą jazdę, więc zawróciliśmy. W trakcie omawialiśmy wyjazd na wakacje i odmówiłam prowadzenia samochodu na autostradzie. Słabo prowadzę, miałam kilka głupich akcji i nie chce testować swoich umiejętności na trasie szybkiego ruchu samochodem teściów... Po powrocie na działce biegał ich pies który jakiś czas temu chciał się na mnie rzucić. Próbowałam mu dać smakołyk, ale nie chciał. Po chwili chłopak do mnie żebym kazała psu siadać i podawać łapę żeby się do mnie przyzwyczajał. Odmówiłam bo nie czuje się pewna psa, który siedzi w kojcu na końcu działki i po prostu zrobił się dziki. Chłopak nie omieszkał mi wypomnieć wszystkich tych rzeczy jak byliśmy w domu. To co ja mam się na wszystko zgadzać żeby raczył ze mną rozmawiać? Nie mam siły.

Na moje uwagi dotyczące tego, że nie szanuje rodziców a szczególnie harującego na cała rodzinę ojca jest głuchy. Ciągle mu docina że w aucie ma brudno czy że czegoś w domu mu się nie chce robić itd. Siostra cytuję: kreski sobie robi nad oczami jak mała kurewka (lat ma 18). Ślub sobie wymyślił we dwoje bez żadnych imprez co uważam za niestosowne względem chociażby jego rodziców, którzy płacili mu za studia niemałe pieniądze. Ja jestem osobą niewierzącą, więc dla mnie sam ślub nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Mógłby być sam USC, ale nie przeszkadza mi żeby wziąć jednostronny w kościele.

Jeszcze jedna rzecz - jak ja mu porównuję, że może ty sie nie gól skoro ja się nie maluję to on gotów jest na to przystać bylebym ja zrezygnowała ze swoich zamiarów... To mnie już trochę przeraża.

Poza takimi sytuacjami, które wyprowadzają mnie z równowagi nie mogę narzekać. Nigdy nie wracam późno sama, w chorobe mam opiekę lepszą niż własnej matki. Przyznam, że głowę mam zajętą dość mocno problemami z pieniędzmi bo niestety to mnie dotyczy. On nigdy nie miał takich problemów.

Wczoraj wrociliśmy do mnie w ciszy i do tej pory się nie odezwał. Naprawdę mam mieszane uczucia co do sensu takiego związku... Niby błahostki, ale powtarzają się z taką częstotliwością, że za którymś razem ma się ochotę wyjść i zniknąć...

Wiem, że to nie jest normalnie. Nawet nie wiem czy jest sens się dalej starać bo widzę ogromną różnicę charakterów, której ni było widać jak chorowałam.

Bardzo proszę o pomoc...

2

Odp: Toksyczny związek? Prośba o pomoc...

Wygląda na to, że gdy wyzdrowiałaś, zaczęłaś dostrzegać życie takie, jakie jest naprawdę. Wcześniej choroba nie pozwalała Ci żyć normalnie, wielu rzeczy nie dostrzegałaś - teraz, gdy jesteś zdrowa - dostrzegasz to, z czego wcześniej nie zdawałaś sobie sprawy. Przede wszystkim prawdziwy charakter Twojego chłopaka.
Wydaje się, że podjęłaś właściwą decyzję, że taki związek nie ma dłużej sensu. Twój chłopak wcześniej był obsesyjnie zazdrosny, teraz czepia się makijażu, sukienek - a dla większości kobiet taki strój to coś naturalnego : ) Nie cieszy się z Twoich sukcesów, traktuje z pogardą swoich rodziców i siostrę, ma do Ciebie pretensje nie wiadomo o co, o to, że boisz się agresywnego psa albo nie chcesz prowadzić auta na autostradzie...
Nie dziwię się, że masz już dość. Taka osoba nie nadaje się do prawdziwego związku.

3

Odp: Toksyczny związek? Prośba o pomoc...

On Cie obsesyjnie ogranicza. Jesli z nim zostaniesz i nic sie nie zmieni, wroci Twoja choroba.
Dzialaj.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Toksyczny związek? Prośba o pomoc...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026