Witam, jestem tu nowa. Zostawił mnie narzeczony po 4 letnim związku. Ostatnio sie niedogadywalismy, często kłóciliśmy. Nie mogę sie z tym pogodzic. Nikt nikogo tu nie zdradził, po prostu odszedł. Próbowałam walczyc o ten związek, pisałam smsy, dzwoniłam, chciałam się spotkac a on mnie totalnie olał, nie odpisuje na smsy, nie chce ze mna rozmawiac. Na poczatku zwiazku obiecalismy sobie ze sie nigdy nie rozstaniemy, ja się tego trzymałam mimo czasem złych chwil, byłam z nim na dobre i na złe a on poprostu odszedł. Nie mogę tego zaakceptowac. Drodzy Panowie, proszę Was także o wypowiedzenie się w tej sprawie, jak to z Wami jest? Odejdziecie od kobiety, którą kochacie i która jest "miłością życia"?
Pierwsze 2 lata związku były piękne, potem zamieszkalismy razem, przeprowadziłam się w jego okolice, żeby nie musial zmieniac pracy, nowe otoczenie, nowi ludzie, pierwsza moja praca, dalsze studia i rezygnacja ze studiów za granica, żeby sie nie rostawac i zeby pielegnowac zwiazek. Zamieszkalismy koło jego siostry i od tego momentu zaczely sie problemy bo siostra stała sie wazniejsza ode mnie i czesto sie o to kłocilismy. Zaniedbywał moje sprawy i leciał na kazde zawołanie do niej, bardzo mnie to bolało. Okłamywał mnie kiedy cos musiał jej załatwic i kłamał w żywe oczy. Z góry przykleił mi metke, że bede zła. Oczywiscie, w pewnych sytuacjach byłam zła jak ona go wykorzystywała i to widziałam ale tez jestem czlowiekiem i sama czasem potrzebuje na prawde pomocy ale bez przesady. Pewnego razu pokłocilismy sie, ja pojechalam do swoich rodzicow na urodziny ( on nie chcial mimo ze tez byl zaproszony) i nagle telefon, że zadzwonil do swojej mamy i ze sie z naszego wspolnego mieszkania wyprowadza i jedzie do mamy. Tak też zrobił. Nie mogłam dojsc do siebie po jego wyprowadzce, wszystko mi przypominalo jego, wymiotowalam z nerwow, chodzilam do psychologa, nie chodzilam do pracy, nie moglam sobie z tym poradzic. Jak go prosilam aby mi to wyjasnie dlaczego....powiedzial mi przez telefon ze "nie warto o Ciebie walczyc" i że sie nic nie zmienilam. Nie wiedzialam jak mam z nim rozmawiac, jakich slow urzywac żeby było dobrze i zeby niczego sie nie przyczepil. Ja sie wyprowadzilam z tego mieszkania naszego i odezwal sie do mnie kolega po 7 latach (dziwny zbieg okolicznosci). Jak dowiedzial sie ze rozmawiam z kolega to nagle chcial wrocic, walczyc itd. Ja wynajelam pokoj gdzie indziej i mu o tym nie powiedzialam bo chcialam zobaczyc czy rzeczywiscie bedzie sie staral. Jak sie o tym dowiedzial potraktował to jako kłamstwo niedowybaczenia ( ze mu nie powiedzialam o wynajetym pokoju i myslal pewnie ze bede dojezdzala do pracy od moich rodzicow 90 km). Wpadł w szał przez telefon jak sie o tym dowiedział, zablokowal mnie na gg, na skype, ze nie chce mnie znac, zebym wykasowala jego nr tel, ze poszlam mieszkac do frajera ( w mieszkaniu mieszkal chłopak i dziewczyna), żebym nie przyjezdzala do naszego"bylego" wspolnego mieszkania wiecej ( bo trzebabyło sie jeszcze na koniec rozliczyc za wynajem itd.)
Bardzo mnie zabolały te słowa i to ze uwazał ze go OKŁAMAŁAM. Nie odzywałam sie do niego ponad miesiac, on do mnie tez. Ten kolega przyjechal do polski, spotkalismy sie pare razy ale po kolezensku bo nawet nie przeszlo mi przez mysl zeby sie z kims zwiazac, po prostu moglam sobie z nim pogadac bedac sama w tamtym miescie, nie majac nikogo bliskiego. Postanowilam zadzwonic do ex i sie spotkalismy.
Zeszlismy sie na moment ale ja byłam zazdrosna o jego koleznake, której on sie podobal. Było mi przykro ze nie chce jej usunac z fb, zebym nie cierpiala z tego powodu, wkurzylam sie na niego i powiedzialam mu ze nie chce go widziec i ze go nienawidze ( bo wyszedl z domu i zostawil mnie zaplakana). Fakt, nie powinnam tak mowic, powiedzialam to w złosci ale za to przeprosilam. Nie spotkal sie ze mna osobiscie zeby powiedziec ze nie jestesmy juz razem. Jakbym nie zadzwonila to bym nawet nie wiedziala. Zaczal mnie olewac totalnie wiec spakowalam wszystkie prezenty od niego i wyslalam mu paczke. Dodam jeszcze ze wzial sam po pierwszej swojej wyprowadzce moj pierscionek zareczynowy i jeszcze drugi, ktory kiedys mi podarowal.
Od tego momentu nie odzywa sie do mnie wogole. Mieszka u mamusi i cala wine zwala na mnie. Oczywiscie kłótnie były tez z jego winy ale to opisze pozniej.
Dodam jeszcze, że mielismy oboje ciężkie charaktery.