netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie po 4 latach

41 odpowiedzi14 317 wyświetleńzałożony przez Anetsien, 27.07.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po 4 latach

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 42 ]

1 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-27 22:49:02)

Temat: Rozstanie po 4 latach

Witam, jestem tu nowa. Zostawił mnie narzeczony po 4 letnim związku. Ostatnio sie niedogadywalismy, często kłóciliśmy. Nie mogę sie z tym pogodzic. Nikt nikogo tu nie zdradził, po prostu odszedł. Próbowałam walczyc o ten związek, pisałam smsy, dzwoniłam, chciałam się spotkac a on mnie totalnie olał, nie odpisuje na smsy, nie chce ze mna rozmawiac. Na poczatku zwiazku obiecalismy sobie ze sie nigdy nie rozstaniemy, ja się tego trzymałam mimo czasem złych chwil, byłam z nim na dobre i na złe a on poprostu odszedł. Nie mogę tego zaakceptowac. Drodzy Panowie, proszę Was także o wypowiedzenie się w tej sprawie, jak to z Wami jest? Odejdziecie od kobiety, którą kochacie i która jest "miłością życia"?


Pierwsze 2 lata związku były piękne, potem zamieszkalismy razem, przeprowadziłam się w jego okolice, żeby nie musial zmieniac pracy, nowe otoczenie, nowi ludzie, pierwsza moja praca, dalsze studia i rezygnacja ze studiów za granica, żeby sie nie rostawac i zeby pielegnowac zwiazek. Zamieszkalismy koło jego siostry i od tego momentu zaczely sie problemy bo siostra stała sie wazniejsza ode mnie i  czesto sie o to kłocilismy. Zaniedbywał moje sprawy i leciał na kazde zawołanie do niej, bardzo mnie to bolało. Okłamywał mnie kiedy cos musiał jej załatwic i kłamał w żywe oczy. Z góry przykleił mi metke, że bede zła. Oczywiscie, w pewnych sytuacjach byłam zła jak ona go wykorzystywała i to widziałam ale tez jestem czlowiekiem i sama czasem potrzebuje na prawde pomocy ale bez przesady. Pewnego razu pokłocilismy sie, ja pojechalam do swoich rodzicow na urodziny ( on nie chcial mimo ze tez byl zaproszony) i nagle telefon, że zadzwonil do swojej mamy i ze sie z naszego wspolnego mieszkania wyprowadza i jedzie do mamy. Tak też zrobił. Nie mogłam dojsc do siebie po jego wyprowadzce, wszystko mi przypominalo jego, wymiotowalam z nerwow, chodzilam do psychologa, nie chodzilam do pracy, nie moglam sobie z tym poradzic. Jak go prosilam aby mi to wyjasnie dlaczego....powiedzial mi przez telefon ze "nie warto o Ciebie walczyc" i że sie nic nie zmienilam. Nie wiedzialam jak mam z nim rozmawiac, jakich slow urzywac żeby było dobrze i zeby niczego sie nie przyczepil. Ja sie wyprowadzilam z tego mieszkania naszego i odezwal sie do mnie kolega po 7 latach (dziwny zbieg okolicznosci). Jak dowiedzial sie ze rozmawiam z kolega to nagle chcial wrocic, walczyc itd. Ja wynajelam pokoj gdzie indziej i mu o tym nie powiedzialam bo chcialam zobaczyc czy rzeczywiscie bedzie sie staral. Jak sie o tym dowiedzial potraktował to jako kłamstwo niedowybaczenia ( ze mu nie powiedzialam o wynajetym pokoju  i myslal pewnie ze bede dojezdzala do pracy od moich rodzicow 90 km). Wpadł w szał przez telefon jak sie o tym dowiedział, zablokowal mnie na gg, na skype, ze nie chce mnie znac, zebym wykasowala jego nr tel, ze poszlam mieszkac do frajera ( w mieszkaniu mieszkal chłopak i dziewczyna), żebym nie przyjezdzala do naszego"bylego" wspolnego mieszkania wiecej ( bo trzebabyło sie jeszcze na koniec rozliczyc za wynajem itd.)

Bardzo mnie zabolały te słowa i to ze uwazał ze go OKŁAMAŁAM. Nie odzywałam sie do niego ponad miesiac, on do mnie tez. Ten kolega przyjechal do polski, spotkalismy sie pare razy ale po kolezensku bo nawet nie przeszlo mi przez mysl zeby sie z kims zwiazac, po prostu moglam sobie z nim pogadac bedac sama w tamtym miescie, nie majac nikogo bliskiego. Postanowilam zadzwonic do ex i sie spotkalismy.
Zeszlismy sie na moment ale ja byłam zazdrosna o jego koleznake, której on sie podobal. Było mi przykro ze nie chce jej usunac z fb, zebym nie cierpiala z tego powodu, wkurzylam sie na niego i powiedzialam mu ze nie chce go widziec i ze go nienawidze ( bo wyszedl z domu i zostawil mnie zaplakana). Fakt, nie powinnam tak mowic, powiedzialam to w złosci ale za to przeprosilam. Nie spotkal sie ze mna osobiscie zeby powiedziec ze nie jestesmy juz razem. Jakbym nie zadzwonila to bym nawet nie wiedziala. Zaczal mnie olewac totalnie wiec spakowalam wszystkie prezenty od niego i wyslalam mu paczke. Dodam jeszcze ze wzial sam po pierwszej swojej wyprowadzce moj pierscionek zareczynowy i jeszcze drugi, ktory kiedys mi podarowal.

Od tego momentu nie odzywa sie do mnie wogole. Mieszka u mamusi i cala wine zwala na mnie. Oczywiscie kłótnie były tez z jego winy ale to opisze pozniej.

Dodam jeszcze, że mielismy oboje ciężkie charaktery.

2

Odp: Rozstanie po 4 latach

Anstein, nie ma co obiecywać sobie "że nie odejdziemy, że na dobre i złe". Nie zawsze "złe" okazuje się być czymś do zaakceptowania, jak i nie zawsze "dobre" jest dla jednej i drugiej strony tym samym. Myślę, że czasami lepiej się rozstać na spokojnie, niż ma dojść właśnie do zdrad, kłótni i tym podobnych rzeczy. Na początku nie da się wszystkiego przewidzieć. To trudne, ale z czasem zobaczysz że widocznie tak musiało być.

3 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-27 23:05:16)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Tak, zgadzam się. Boli nie to jak mnie potraktowal po 4 latach zwiazku. Nie zaproponowal sam nawet spotkania zeby o tym porozmawiac, wyjasnic sobie pewne rzeczy i powiedziec prosto w oczy "nie jestesmy juz razem, nie kocham Cie". Jestesmy dorosli i jakis szacunek sie nalezy. Potraktował mnie jak jakas małolate. Wiadomo, że nikt nie był i nie jest idealny, te błedy które ja popełnialam w zwiazku zrozumialam.

Wydaje mi sie ze tu jest jeszcze wpływ mamy i siostry na niego. Duzo by o tym pisac.

Kiedys powiedział ze nawet jak bedzie kogos kochal najbardziej na swiecie a ta osoba nie bedzie go szanowala to odejdzie. Ja bedac w zwiazku bardzo staralam sie aby go nie urazic, nie spawic przykrosci ale byly takie momenty ze on polecial po calosci, obrazal mnie i ja wtedy nie wytrzymalam i tez sie bronilam, pyskowalam ale za kazdym razem umie powiedziec "przepraszam".

Jest mi bardzo ciezko, on sie swietnie bawi, ja zostalam w obcym miescie sama, mialam obrone mgr i nawet sie do mnie nie odezwal, nie napisal glupiego smsa "powodzenia na obronie", nic, kompletnie nic. Na dodatek musze szukac nowej pracy bo nie ma dla mnie godzin w szkole. Nie zainteresowal sie co sie ze mna dzieje, nikt z jego rodziny nie zadzwonil do mnie bo przedstawil swoja wersje rodzince, że ja ta zła (wyszlo potem podczas rozmowy telefonicznej z jego mama). Dla mnie to było i jest zachowanie niedojzałe.

4

Odp: Rozstanie po 4 latach

Anetsien, wiesz co... czasami lepiej za dużo nie wiedzieć. Może nie potrafił powiedzieć, nie wiedział jak... nie mam pojęcia. Niby fakt, że po 4 latach należałoby już potrafić rozmawiać ze sobą o wszystkim. Jednak życie jest życiem... Powiem Ci jedno...
Nic nie dzieje się bez przyczyny. Widocznie tak miało być, żebyś mogła ułożyć sobie życie ... inaczej... z kimś innym...
Gdyby on był idealny dla Ciebie, byłby nadal przy Tobie.

5

Odp: Rozstanie po 4 latach

Margolinko, na moim laptopie mial swoje rzeczy i nie chcialam byc taka "swinia" i to mu usunac tylko zadzwonilam zeby kupi dysk i to sobie zgrał bo moze mu sie przydac. Ostatnie spotkanie mialo na celu zgranie tych danych, mial okazje by mi powiedziec w oczy prawde jednak tego nie zrobil. Na dodatek zgral sobie nasze wspolne zdjecia, chcial zgrac moja muzyke ktora ja slucham. Po co? Pozniej jeszcze kiedys zadzwonilam, rozmawialismy normalnie przez telefon i mu powiedzialam ze chyba on juz od dawna mnie nie kocha, a on na to ze jestem w bledzie i  to w duzym bledzie.

Jestem jednak zdania ze jak ktos kogos kocha to nie zostawia tej drugiej osoby

6 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-27 23:20:35)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Po tej "normalnej" rozmowie telefonicznej za jakis czas chcialam sie z nim skontaktowac i tez tak "normalnie" porozmawiac ale on nagle nie odbierał polaczen ode mnie, nie odpisywal na smsy.



Jest mi bardzo ciezko bo sie w to zaangazowalam bardzo, wspolne plany, marzenia, slub itd.

Myslałam ze sobie z tym poradzimy ale jednak sie nie udało.

On wie, że ja jestem za nim. Moze dlatego mnie olewa. Moze powinnam sie zawziac i sie nie odzywac wogole ( chociaz i tak zadko sie juz do niego odzywam) Moze powinnam wziac sie w garsc, nie myslec o tym, znalezc prace, zyc normalnie i on za jakis czas zateskni? Wiem tez ze jest osoba konsekwentna i powiedzial mi i tak samo powiedziala jego mama ze nie wchodzi sie 2 razy do tej samej rzeki...

On mogł mi powiedziec wszystko, wypomniec itd. ale jak ja sie zdenerwowalam i mnie ponioslo to foch nieziemski. Az tak go zranilam zeby odszedl?

7

Odp: Rozstanie po 4 latach

Byłam w baaaardzo podobnej sytuacji. Byłam z moim eks 4 lata 2 lata mieszkaliśmy ze sobą na andrzejki 2011 mi się oświadczył no  związek bajka dosłownie. Cudowny był świata pozamną nie widział jak to wszyscy mówili. Były kłótnie wiadomo ale dawaliśmy rade. W styczniu przestaliśmy się kłócić pojechaliśmy na wycieczkę... Potem on pojechał na miesiąc do rodziców pomagać ojcu. Przyjechał i stwierdził że odchodzi... Płakał wybił szybę w aucie ze złości i odszedł. Ja byłam na skraju załamania. Byłam pewna że zostawił mnie dla innej. Nie miał nikogo. Spotykaliśmy się mówił że mnie kocha ale nie możemy być razem. Znienawidziłam go. Z każdym spotkaniem telefonem coraz bardziej go nienawidziłam w listopadzie tamtego roku poznałam mojego Z. I co i jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Jak się okazało mój były mnie zostawił bo niby jest bezpłodny. Nie chce mi się w to wierzyć i w sumie nie obchodzi mnie to. Teraz mam mężczyznę na którym mogę polegać. Pół roku płaczu w sumie nie wiem po co.

Ja ci powiem jedno zapomnij o nim. Wykasuj zdjęcia (to jest trudne ale daje ulge). Wyrzuć albo oddaj mu wszystko co z nim związane. Uwolnij się.... Ludzie nie powinni się tak chorobliwie przywiązywać do innych ludzi. Ja to zrozumiałam późno ale zrozumiałam. Da się żyć bez ukochanej osoby. Jeżeli on cię olewa zrób to samo. Idz do fryzjera kosmetyczki wyjdz z przyjaciłmi baw się póki możesz. Znajdziesz jeszcze miłość zobaczysz. Koniec miłości o nie koniec świata...

8

Odp: Rozstanie po 4 latach
Anetsien napisał/a:

Moze powinnam sie zawziac i sie nie odzywac wogole ( chociaz i tak zadko sie juz do niego odzywam) Moze powinnam wziac sie w garsc, nie myslec o tym, znalezc prace, zyc normalnie...

oooooo...zaczynasz pisać mądrze... smile Baaaardzo dobry pomysł. smile Bez tego, że "może on zatęskni" wink
Zajmij się teraz sobą i swoim życiem. Znajdź prace, usamodzielnij się, zacznij korzystać z życia. Co będzie dalej, to się okaże. Nie żyj po to aby "czekać na niego".

9

Odp: Rozstanie po 4 latach

Tez to samo uslyszalam kocha ale nie mozemy byc razem...

Dziewczyny, macie racje ale wiadomo ze na poczatku jest bardzo ciezko. Od pierwszego rozstaia mija wlasnie dobry 3 miesiac a od tego rozstania "na dobre" miesiac. Ja mam 25 lat, on 28.

Własnie zastanawiam sie nad zmaiana fryzury. W tej chwili jestem w swojej rodzinnej miejscowosci, nie ma tu zbytnio co robic ale nawet zwykle przejazdzki rowerowe sprawiaja frajde, czy spotkania ze znajomymi. Nie wiem co z ta praca, czy jest sens szukania jej w trojmiescie, tam skad on pochodzi, czy tez okolice rodzinne. A moze wyjazd do Niemiec, po jestem nauczycielka niemieckiego. Mam duze mozliwosci tylko nie wiem co wybrac...

10

Odp: Rozstanie po 4 latach

Ludzie nie powinni się tak chorobliwie przywiązywać do innych ludzi. Ja to zrozumiałam późno ale zrozumiałam.

Dzien dobry i dziekuje efter9 za ta konkretna mysl.

A tobie Anetsien moge jedynie powiedziec, ze niestey tak bywa z mezczyznami. Jak sa zauroczeni w pierwszych latach zwiazku, to ich zakochanie wydaje sie takie piekne i takie opiekuncze! Ale jesli zaczynaja w koncu poznawac ksiezniczke jako normalna osobe taka jak oni, to coz, szukaja dziury w calym!
Chodzi tutaj chyba o dojrzalosc emocjonalna zyciowa.

Na samym poczatku nikt z nas nie wie tak naprawde czy osoba poznana jest wlasnie na stale, do konca zycia, czy jej uczucia sa dojrzale. Poznajemy w trakcie zycia, ktore nas doswiadcza i tak sie dzieje, ze jedno w parze traci ta pewnosc milosci, ktora na poczatku tak pieknie okazywalo i mowilo "Kochac cie bede do konca zycia". Malo jest osob (pisze tytaj o mezczyznach ale i o kobietach), ktore cos wiecej zrozumialy bedac z druga osoba niz krazenie wokol wlasnego "ja" i tak zwnej posesywnosci i przyklejenia do narcysyzmu partnera.

Cale nasze zycie jestesmy sami ze soba a osoby, ktore spotykamy na naszej drodze moga przejsc z nami kawalek drogi, ale wiadomo aby zrozumiec cos z tych relacji damsko meskich, to juz wyzsza szkola jazdy!
A ciezko wymagac od mlodosci by miala juz takie samo prawo jazdy jak ludzie po 40 tce!
Ale, nie jest to co pisze, dyktowane absolutna pewnoscia, bo zawsze sa wyjatki od reguly, z tym ze wyjatek jest wyjatkiem. A ja wole skupic sie na przypadkach powtarzajacych sie non stop i realnosci zycia.

Mysle, ze w twojej sytuacji, to doswiadczenie, ktore przechodzisz moze dostarczyc ci cos pozytywnego, na przyklad, mozesz lepiej siebie poznac i przeanalizowac z dystansu juz jaka bylas w tym zwiazku i co chcialabys zmienic, by na przyszlosc nie znalezdz sie znow w podobnej sytuacji.
Absolutnie nie krytykuje tutaj twojej osoby i jest mi rowniez ciezko krytykowac strone twojego bylego partnera, nie co chcialabym ci przekazac, to to, ze nikt z nas nie jest w stanie zagwarantowac drugiej osobie milosci do konca zycia, bo samo zycie nic nam nie gwarantuje prawdziwie oprocz konca!

Twoja wypowiedz dotknela mojej wrazliwosci, w punkcie rozczarowania i wiem, ze przez ten caly czas po rozpadzie twojego zwiazku czujesz sie oszukana i odrzucona, skrzywdzona przez jego nieakceptowanie twojej osoby.
Ale jest cos jeszcze innego, co jest zwiazane z przyciaganiem i oddalaniem.
W twoim poscie, znalazlam punkt inny do refleksji.
Jak to sie dzieje, ze stajemy sie ciekawe wtedy, gdy cytuje ciebie :
"Ja sie wyprowadzilam z tego mieszkania naszego i odezwal sie do mnie kolega po 7 latach (dziwny zbieg okolicznosci). Jak dowiedzial sie ze rozmawiam z kolega to nagle chcial wrocic, walczyc itd. "

Pomysl sobie nad dzwnym ukladem, jaki z nim mialas i ty tez prawdopodobnie zachowywalas sie paradoksalnie... ale dlaczego? Dlatego, ze nie daliscie sobie wystarczajaco zaufania by byc razem, czy potrzebowaliscie siebie ranic by jeszcze cos silnego przezywac, skoro pierwsza fala zakochania sie oddalila?

Czy na takim uzaleznieniu dziwnym chcialabys budowac kolejny zwiazek?

Powodzenia
Zycie z rozami.

11

Odp: Rozstanie po 4 latach

Witam. To moje pierwsze kroki tutaj, jestem zrozpaczona. Mężczyzna zostawił mnie po 4 latach bycia razem ( w miarę zgodnego- jak w każdym związku).
Powiedział, że nie wie czy odejść czy zostać, ze się wypaliło. Po tygodniu postanowił odejść. Nie chce opisywać całej sytuacji, bo szkoda czasu i moich nerwów. Szukam pocieszenia?, rady?, nadziei?.Sama nie wiem czego. Widze, że takich jak ja Kobiet jest wiele. Wytłumaczcie mi, o co tym mężczyzną chodzi. 7 lipca wyznawał mi miłość, (rzadko to robił, ale jak mówił, to wiedziałam, że szczerze), a 18 zostawia, mówiąc, że się wypalił. !! Jak zrozumieć? Jak się pogodzić ze stratą, jak żyć normalnie, kiedy wiem, że juz nigdy nikogo nie pokocham i nie zaufam...?!

12 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 11:56:34)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Życie z różami, zgadza sie, masz racje.

To doswiadczenie skłoniło mnie do mojej analizy siebie, zastanowilam sie nad tym co robilam zle, co mogło pojsc nie tak i wiele rzeczy zrozumialam. On był dla mnie całym swiatem, a teraz juz wiem ze tak nie powinno byc, nie powinnam sie az tak do niego przywiazywac. Zaniedbałam swoje sprawy, kolezanki aby robic wszystko dla niego, czego on nawet nie docenił i nie widzial. W gruncie rzeczy to mu ufałam i wiedziałam, że mnie nie zdradzi jak gdzies np. pojedzie no ale troszke tam zazdrosna byłam.

Wydaje mi sie ze popsuło sie od tego momentu jak zaczal mnie okłamywac ze swoja siostra i wtedy zaczelam tracic zaufanie, bałam sie ze cos przede mna ukrywa, zataja ( nie chodzi mi tu o zdrady i inne kobiety). Nic z tego sobie nie robil jak mnie okłamywał i tym samym ranil, wypieral sie klamstwa, a potem jak go juz przycisnelam i mialam dowody to sie przyznawał...ja to wszystko znosilam bo go zaakceptowalam jaki jest, natomiast co ja zrobilam zle to bylam potepiana jakby niewiadomo co sie stalo

13 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 11:59:16)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Witaj Fragi20,

sytuacja bardzo podobna do mojej. Kiedys tez uslyszalam, ze nie wiem czy ma ode mnie odejsc, zerwac zareczyny, czy byc ze mna....ze chyba cos sie wypalilo....wiadomo, każdy sie kłóci ale jak ktos bardzo chce i sie  kocha to potrafi dojsc do kompromisu i o to walczyc (ja przynajmiej mialam do tej pory takie podejscie )

Moj były czepił sie byle czego, wymyslil jakis blachy powod zeby odejsc i nawet nie powiedzial mi tego w twarz. Sama tez juz nie wiem o co chodzi tym facetom, czy to ich gra...ja postanowilam sie juz wiecej do niego sie nie odzywac bo ponizam siebie a on za pewne ma z tego satysfakcje. Jest mi bardzo cięzko, codziennie od ponad 3 miesiecy o tym mysle i to wszystko analizuje, wiem ze to nie dobre bo pograzam sie w tym bardziej i nie moge z tego wyjsc. Pocieszajace jest to ze juz nie placze codziennie ale czasem łezka mi sie w oku jeszcze zakreci. Nic mnie nie cieszy, sa jeszcze dni ze nie potrafie wstac z łóżka i normalnie funkcjonowac, potrzeba czasu.

Ciesze sie, ze założyłam ten post i mozemy sie tu wygadac i wymienic swoimi doswiadczeniami, podbudowac na duchu:)

Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko:)

14

Odp: Rozstanie po 4 latach

Ja jestem na etapie - cały dzień płaczę, czasem uda mi się wmówić sobie na parę godzin, że nie zasługiwał etc. Ale jest ciężko.
Postanowiłam, że nie odezwę się do niego, chociaż serce miałoby mi krwawić, w zasadzie i tak krwawi.
Ale on nie szuka ze mną kontaktu... Nie wiem co myśleć. naprawdę nam się układało... A może tylko mi, a jemu nie?

Kochana- nie analizuj, bo oszalejesz. Ja próbowałam się zagłębić, szukać powodów, znalazłam ich aż za duzo, więc przestałam, bo zauważyłam, że to nie ma sensu.

Uchyliłabym mu nieba, ale to widocznie za mało, by ktoś Cię kochał.
Boję się, że ten horror nigdy się nie skończy, że już zawsze będę go kochała, że nikt mi go nie zastąpi i że będę nieszczęśliwa do końca życia ;( Nie radzę sobie- pierwszy raz w życiu.

15 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 12:46:25)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Przechodziłam dosłownie to samo. Płacz co chwila, nawet nie umialam sobie zrobic kanapki zeby zjesc, ciagle o tym myslalam ( i jeszcze mysle), najlepiej bym cały czas spala, byłam sama nagle w obcym miescie, moje koleznaki z pracy okazaly pomocna dłon i zrozumienie, nocowaly u mnie zebym nie byla sama itd. Tabletki uspakajajace nie pomagaly, chodzilam do psychologa, w sumie nic mi to nie dalo ( jedynie tyle co sie moglam wygadac). Psycholog stwierdzila po moich opowiesciach że czyje sie jak w filmie. Wszystko mnie draznilo i drazni nadal, jestem bardzo nerwowa i nie moge sie pogodzic z ta sytuacja:(

Odwrocila sie ode mnie najblizsza mi w tamtej chwili osoba. Bardzo ciezki okres w moim zyciu, obce miasto, obcy ludzie, praca,egzaminy na studiach, obrona magisterki i teraz brak pracy z braku godzin dla mnie w szkole. Wszystko sie w tamtym miescie skonczylo, zakonczenie studiow, koniec pracy w moim zawodzie, koniec zwiazku........moze tak ma byc ze musze zmienic otoczenie i poznac nowych ludzi i moze kogos innego...sama juz nie wiem co mam myslec. Nie potrafie sie na niczym innym skupic. On sie swietnie bawi, a ja cierpie niesmaowicie.

Ja tez bym mu nieba uchylila, w ogien za nim wskoczyła, a ta sytuacja pokazala mi ze on za mna nie. Tez mysle ze kochalam za bardzo, za nas dwoje i on sie byc moze w tym meczyl. Po rozstaniu zaczelam czytac rozne wiadomosci o osobowosciachi stwierdzam, ze moj ex był narcyzem, nie widzial co on robi zle, byl ideałem, nie potrafil przyznac sie do bledu, a wina spadala na mnie.

Zerwal ze mna kontakt, zero odzewu z jego strony, zero. Boli mnie to ze nagle jestem dla niego obca osoba i jakby mnie nie znal. Widac ze bardzo chce o mnie zapomniec i ma mnie gleboko w "powrzaniu". Serce mi peka i krwawi.

16

Odp: Rozstanie po 4 latach

Minęły u Ciebie 3 m-ce, tak? Ja siedzę, nie potrafię się skupić nawet na sprzątaniu, z resztą nie mam siły nawet, żeby pomalować paznokcie... Czuję się jak po środku piekła. Mam znajomą psycholog, czasem z nią rozmawiam, rozmowa koi mój ból, ale dosłownie na chwilę.
A minął dopiero tydzień....
Czy jest jakaś kobietka, która ma to piekło za sobą... która powie, że to mija... ?

17 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 13:18:58)

Odp: Rozstanie po 4 latach

To samo przechodzilam, nie moglam pomalowac paznokci, nawet nie chcialo mi sie myc itd....dopiero jak kolezanka przyjechala do mnie na noc i tak razem siedzialysmy, ona malowala wlosy, paznokcie to wtedy ja z musu tez. Musisz bardzo duzo przebywac posrod ludzi, zebys nie byla sama. Ja tez taka czyscioszka jestem, w domu zawsze porzadek, a teraz nie chce mi sie nawet palcem kiwnac i cos zrobic

Ja na dzien dzisiejszy nie wyobrazam sobie zobaczyc go z inna dziewczyna i nie potrafie i nie chce sie z nikim innym wiazac. Mimo tego wszystkiego jeszcze jest w moim sercu i wyrzucic jest mi go bardzo ciezko. Musimy nauczyc sie zyc bez facetow tzn. nie przywiazywac sie do nich tak bardzo. Tez sie boje, ze nikomu tak juz nie zaufam, ze nie stworze zwiazku itd...

18

Odp: Rozstanie po 4 latach

Chciałabym wyjść do ludzi, ale nie mam na to siły. nie chcę nikogo widzieć, gadać mi się nie chce. Wszystkie miejsca kojarzą mi się z Nim...
Czy po 3 miesiącach wierzysz w swoje szczęście bez niego? Jest łatwiej?

19

Odp: Rozstanie po 4 latach

Dziewczyny, na tym forum jest mnóstwo takich historii.
Zapraszam do wątku "świeżo po rozstaniu".
Wszystkie mamy te same objawy - totalna niemoc, nie chce się NIC. To są normalne objawy.
Przeszłam to raz, przechodzę po raz drugi.
Wierzę że będzie dobrze, musi być.

20 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 13:23:30)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Nie potrafie sobie wyobrazic zycia bez niego bo byl moim pierwszym powaznym partnerem, bylismy narzeczenstwem, wyobrazalam sobie juz nas w roli mamy i taty, rodziny, wspolnej przyszlosci. Sa dni ze mysle realistycznie, jestem swiadoma tego ze sie nie dogadywalismy i jakim chamem sie okazal na koniec i to jak mnie potraktowal i moze dobrze ze tak sie stalo ale jest tez serce ktore mowi mi co innego, ze go kocham, nie potrafie sie bez niego obejsc...juz sama nie wiem bo moze to jest uzalenienie od niego.

21 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 13:29:46)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Mi tez wszystkie miejsca kojarza sie z nim. Płacz ile mozesz, wygadaj sie ile chcesz moze to Ci pomoze wyrzucic z siebie emocje. Ja teraz w sierpniu wyjezdzam z kolezanka w gory zeby odpoczac od tego stresu. Moze i Ty wyjedz gdzies na pare dni w jakies zacisze, tam gdzie nie byliscie razem i zabierz ze soba jakas zaufana kolezanke, ktora Cie rozumie i stara Ci sie pomoc.

Ja proboje sie czyms zajmowac zeby o tym nie myslec ale i tak jest bardzo ciezko.

Denerwujace jest takie gadanie, ze tego kwiatu jest pol swiatu, ze nie ten to inny, ze bedzie dobrze, glowa do gory....to nie pomaga, jeszcze bardziej mnie np. drazni.

22

Odp: Rozstanie po 4 latach
ja_pogubiona napisał/a:

Przeszłam to raz, przechodzę po raz drugi.
.

Z tym samym partnerem, czy udało Ci się stworzyć coś nowego?

23 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 13:38:29)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Nie wyobrazam sobie nikogo innego.
Zostawil mnie w kwietniu,przezywalam bardzo mocno. Ja wyciagnelam reke w czerwcu, zeszlismy sie na pare dni ale niby "ja" zawalilam sprawe bo wkurzylam sie na niego, nie czulam sie zrozumiana i powiedzialam pare slow dla niego za duzo ( potem przeprosilam) i on odszedl na dobre, wiec przechodze to poraz kolejny.

Co najlepsze nie powiedzial mi w oczy ze zrywa ze mna zareczyny! Tylko zerwal ze mna kontakt. Brak dojzalosci

24

Odp: Rozstanie po 4 latach
Fragi20 napisał/a:
ja_pogubiona napisał/a:

Przeszłam to raz, przechodzę po raz drugi.
.

Z tym samym partnerem, czy udało Ci się stworzyć coś nowego?

Nie, z innym.
Dużo błędów - za wcześnie po tamtym, trochę na siłę na początku. Niestety ja się w końcu zakochałam - on jak się okazało - nie.
Wszystko jest w wątku "świeżo po rozstaniu". Poczytaj sobie, zajmiesz czymś czas na chwilę smile

25

Odp: Rozstanie po 4 latach

Drogie dziewczyny,

Bo mezczyzni sa inni i maja inaczej rozwiniety horyzont wrazliwosci.

Byc moze dla nich, sprawa milosci to wlasnie chwila? i nic poza ta chwila nie da kobiecie pewnosci, ze on bedzie tym jedynym?

W innych dobranych slowach wachalabym sie nawet aby wam powiedziec, ze tak wlasciwie, to zadna milosc, oprocz milosci do swojego dziecka, nie zdaje egzaminu czasu.

Ale za to sa pary, ktore razem cos dobrego zrozumialay i przez lata sa razem, mianowicie to, ze :
- skoro, zycie ma to do siebie, ze jest umieszczone w swerze czasu a czas to zmiany, to i kazda milosc jest w kadrach zmian,
- od pierwszego zauroczenia do pelnosci milosci i pelni zakochania az do swiadomosci ze oboje sie starzeja i przechodza uczuciowe hustawki i burze doswiadczen i trudnosci zyciowych, sa jednak razem, bo siebie lubia i lubia robic cos razem i panuja nad negatywnymi emocjami, ktore powoduja zazwyczaj potok przykrych slow, ktore zostaja w pamieci i wywoluja panike emocjonalna,
- dowartosciowuja druga polowe dobrymi i prawdziwymi spostrzezeniami o jej kreatywnosci, poczuciu humoru i nawet jej wrazliwosci i nie wysmiewaja sie przede wszystkim z jej slabosci, ale jej pomagaja by nadal, pomimo biegu czasu stala sie ciekawsza, a to tak duzo !
- nie szukaja specyjalnie sytuacji zazdrosci i porownywania sie z innymi kobietami i mezczyznami,
-dbaja o estetyke ich zycia, sa inteligentni i dyplomatyczni no i lubia sie razem dobrze czuc ( no prosze tutaj znow sie powtarzam, to znaczy, ze istnieje cos jak natura dobrego samopoczucia z partnerem i chyba tu jest klucz do udanych zwiazkow),

Chemia? No to nich to bedzie chemia, ale dla mnie to loteria i budowa wspolnej przyszlosci nie minowanej podszytymi zlymi intencjami niszczycielskimi. Aczkolwiek takich par jest mnostwo!!!
Par, ktore nie przechodza testu minimalnego po zauroczeniu, par, ktore wkraczaja na droge sado mazo w meczeniu siebie psychologicznym a to jest tylko dowodem, ze nie umieja przechodzic z jednego etapu do drugiego by pielegnowac z energia pozytywna to co jest najcenniejsze czyli walka z przemijaniem i swiadomoscia, ze tak naprawde, kochac, to byc z ta wybrana osoba nawet jezeli cos jej sie stalo, nawet jezeli ona ma trudny etap zyciowy i kochac to nie tylko wiedziec piekno fizyczne, bo i ono jest tylko przejsciem do drugiego etapu i tak dalej....
Kochac, to jest rowniez walka z nurtami zycia uwazajac na to by "statek" nie zostal zaatakowany przez spotkane skaly! To wlasciwie wieczna odnowa, ale taka, ktora poddaje sie danym etapom w historii danego zycia pary.


Jest tyle nieszczesliwych kobiet i mezczyzn, korzy bladza non stop szukajac sobie kochanek!!
Dlaczego?
Czyzby kobiety byly apodyktyczne, czekajace na powrot tych pierwszych chwil, gdy czuly sie jedyne i wyjatkowe w ramionach tego, ktory jej o tym powiedzial po raz pierwszy? A skoro juz powiedzial to maja taka pewnosc, ze te slowa sa na wiecznosc ?

Ogolnie zastanwiam sie nad kwestja roznicy, ale nie naleze do zadnego grona feministek, ale tez nie jestem pozbawiona wrazliwosci kobiecej, i chcialabym rowniez wysluchac mezczyzn, bo my kobiety tez jestesmy matkami i mamy synow, i to moze my tez mamy role wazna w tym cyklu milosci damsko meskiej!

Wlasciwie poszczegolne przypadki daja calosc jesli chodzi o forme naszego dzisiejszego spoleczenstwa w dziedzinie trwalosci zwiazkow!

A dla pozostawionych dziewczyn mam taka mysl!
Lubisz siebie? To najwazniejsze, czujesz sie samotna placzesz, analizujesz, wychodzisz z zasad twoich wartosci i czujesz sie pokrzywdzona przez los nic nie rozumiejaca? Nie szkodzi, bo to sie zmieni! Robisz sobie przyjemnosci? A jezeli nie to je rob!!!! Boisz sie, ze po nim, tym, ktory cie zostawil, oszukal, zdobyl twoje zaufanie i odszedl, juz nikogo nie bedzie? Blad!!! Bo czesto stajemy sie takie jak ten mezczyzna, z ktorym zylysmy chcial nas widziec! Myslalysmy, ze jak bedziemy takie jak on chcialby, to juz bedzie dobrze, ale nie!, bo nie o to chodzi w milosci... Nikt nie ma prawa wymagac od partnera zmiany formy kategorycznie i oprocz tego strofowac o byle co!!! Prawda istneje po srodku!!! i to tak jak poezja, ktora sie odgaduje w metaforach i jest przystosowana do kazdej wrazliwosci, ale!!! Dobrze by bylo, by kobiety byly jakby to powiedziec, przewidujace, mniej takie chlonne romantycznosci w 25 roku zycia i bardziej skupiajace sie na rzeczowej prawdzie, ze : ucze sie pracuje, jestem ciekawa, mam mozliwosci, zdobywam moja niezaleznosc, umiem sobie por

26

Odp: Rozstanie po 4 latach

sory, koncze, bo moj post jest urwany,
umiem sobie poradzic w kazdej sytuacji , a mezczyzna, ktorego spotkam jest moim wyborem, ale nie jest moja wyrocznia!! od niego moje zycie nie zalezy, ale chcialabym z nim byc bo mi sie podoba fizycznie i wewnetrznie!!! To moj partner!!!

Zycie z rozami i znow sklaniam sie do tak prostego zdania, ktore napisla Efter9 ( ta mloda i piekna), nawet nie wiem, czy zdaje sobie sprawe z madrosci jej slow, choc ja nie lubie slowa "powinna", ale dlaczego nie cytuje :

Ludzie nie powinni się tak chorobliwie przywiązywać do innych ludzi. Ja to zrozumiałam późno ale zrozumiałam.

27

Odp: Rozstanie po 4 latach
Fragi20 napisał/a:

Minęły u Ciebie 3 m-ce, tak? Ja siedzę, nie potrafię się skupić nawet na sprzątaniu, z resztą nie mam siły nawet, żeby pomalować paznokcie... Czuję się jak po środku piekła. Mam znajomą psycholog, czasem z nią rozmawiam, rozmowa koi mój ból, ale dosłownie na chwilę.
A minął dopiero tydzień....
Czy jest jakaś kobietka, która ma to piekło za sobą... która powie, że to mija... ?

To mija;)
Ja jestem sama od listopada. I na serio- wiem co czujecie. Znam ten rozdzierający ból, kołatające myśli, niepewność, strach, tysiąc pytań w głowie;)
I chociaż myślałam,że eks będzie moim mężem i ojcem moich dzieci to srogo bym się przeliczyła;). Ten ból minie, powoli, będzie stawał się co raz mniejszy. W pewnym momencie zorientujecie się,że nie kochacie eksa, ale pewnie jakaś zadra zostanie. Potrzeba czasu i cierpliwości. Ja godziny spędzałam na tym forum żeby się pocieszyć.Czytałam i rosła we mnie nadzieje;) Dzisiaj- jestem sama, ale całkiem szczęśliwa. Mam dni zwątpienia, ale nie o eksa, tylko o to czy kiedyś kogoś pokocham i czy ktoś pokocha mnie. Eks w zasadzie wyparował z głowy;) I prawidłowo. Będzie dobrze- i to nie jest pusty frazes:)

28

Odp: Rozstanie po 4 latach
zycie z rozami napisał/a:

Drogie dziewczyny,

Bo mezczyzni sa inni i maja inaczej rozwiniety horyzont wrazliwosci.

Byc moze dla nich, sprawa milosci to wlasnie chwila? i nic poza ta chwila nie da kobiecie pewnosci, ze on bedzie tym jedynym?

W innych dobranych slowach wachalabym sie nawet aby wam powiedziec, ze tak wlasciwie, to zadna milosc, oprocz milosci do swojego dziecka, nie zdaje egzaminu czasu.

Ale za to sa pary, ktore razem cos dobrego zrozumialay i przez lata sa razem, mianowicie to, ze :
- skoro, zycie ma to do siebie, ze jest umieszczone w swerze czasu a czas to zmiany, to i kazda milosc jest w kadrach zmian,
- od pierwszego zauroczenia do pelnosci milosci i pelni zakochania az do swiadomosci ze oboje sie starzeja i przechodza uczuciowe hustawki i burze doswiadczen i trudnosci zyciowych, sa jednak razem, bo siebie lubia i lubia robic cos razem i panuja nad negatywnymi emocjami, ktore powoduja zazwyczaj potok przykrych slow, ktore zostaja w pamieci i wywoluja panike emocjonalna,
- dowartosciowuja druga polowe dobrymi i prawdziwymi spostrzezeniami o jej kreatywnosci, poczuciu humoru i nawet jej wrazliwosci i nie wysmiewaja sie przede wszystkim z jej slabosci, ale jej pomagaja by nadal, pomimo biegu czasu stala sie ciekawsza, a to tak duzo !
- nie szukaja specyjalnie sytuacji zazdrosci i porownywania sie z innymi kobietami i mezczyznami,
-dbaja o estetyke ich zycia, sa inteligentni i dyplomatyczni no i lubia sie razem dobrze czuc ( no prosze tutaj znow sie powtarzam, to znaczy, ze istnieje cos jak natura dobrego samopoczucia z partnerem i chyba tu jest klucz do udanych zwiazkow),

Chemia? No to nich to bedzie chemia, ale dla mnie to loteria i budowa wspolnej przyszlosci nie minowanej podszytymi zlymi intencjami niszczycielskimi. Aczkolwiek takich par jest mnostwo!!!
Par, ktore nie przechodza testu minimalnego po zauroczeniu, par, ktore wkraczaja na droge sado mazo w meczeniu siebie psychologicznym a to jest tylko dowodem, ze nie umieja przechodzic z jednego etapu do drugiego by pielegnowac z energia pozytywna to co jest najcenniejsze czyli walka z przemijaniem i swiadomoscia, ze tak naprawde, kochac, to byc z ta wybrana osoba nawet jezeli cos jej sie stalo, nawet jezeli ona ma trudny etap zyciowy i kochac to nie tylko wiedziec piekno fizyczne, bo i ono jest tylko przejsciem do drugiego etapu i tak dalej....
Kochac, to jest rowniez walka z nurtami zycia uwazajac na to by "statek" nie zostal zaatakowany przez spotkane skaly! To wlasciwie wieczna odnowa, ale taka, ktora poddaje sie danym etapom w historii danego zycia pary.


Jest tyle nieszczesliwych kobiet i mezczyzn, korzy bladza non stop szukajac sobie kochanek!!
Dlaczego?
Czyzby kobiety byly apodyktyczne, czekajace na powrot tych pierwszych chwil, gdy czuly sie jedyne i wyjatkowe w ramionach tego, ktory jej o tym powiedzial po raz pierwszy? A skoro juz powiedzial to maja taka pewnosc, ze te slowa sa na wiecznosc ?

Ogolnie zastanwiam sie nad kwestja roznicy, ale nie naleze do zadnego grona feministek, ale tez nie jestem pozbawiona wrazliwosci kobiecej, i chcialabym rowniez wysluchac mezczyzn, bo my kobiety tez jestesmy matkami i mamy synow, i to moze my tez mamy role wazna w tym cyklu milosci damsko meskiej!

Wlasciwie poszczegolne przypadki daja calosc jesli chodzi o forme naszego dzisiejszego spoleczenstwa w dziedzinie trwalosci zwiazkow!

A dla pozostawionych dziewczyn mam taka mysl!
Lubisz siebie? To najwazniejsze, czujesz sie samotna placzesz, analizujesz, wychodzisz z zasad twoich wartosci i czujesz sie pokrzywdzona przez los nic nie rozumiejaca? Nie szkodzi, bo to sie zmieni! Robisz sobie przyjemnosci? A jezeli nie to je rob!!!! Boisz sie, ze po nim, tym, ktory cie zostawil, oszukal, zdobyl twoje zaufanie i odszedl, juz nikogo nie bedzie? Blad!!! Bo czesto stajemy sie takie jak ten mezczyzna, z ktorym zylysmy chcial nas widziec! Myslalysmy, ze jak bedziemy takie jak on chcialby, to juz bedzie dobrze, ale nie!, bo nie o to chodzi w milosci... Nikt nie ma prawa wymagac od partnera zmiany formy kategorycznie i oprocz tego strofowac o byle co!!! Prawda istneje po srodku!!! i to tak jak poezja, ktora sie odgaduje w metaforach i jest przystosowana do kazdej wrazliwosci, ale!!! Dobrze by bylo, by kobiety byly jakby to powiedziec, przewidujace, mniej takie chlonne romantycznosci w 25 roku zycia i bardziej skupiajace sie na rzeczowej prawdzie, ze : ucze sie pracuje, jestem ciekawa, mam mozliwosci, zdobywam moja niezaleznosc, umiem sobie por

29

Odp: Rozstanie po 4 latach

Dziękuje lilka za pocieszenie !
Na razie nie wiem jak zacząć nowy dzień, czy jest sens wychodzić z łóżka. Nie wiem co robić, czym zająć głowę, budzę się ze łzami w oczach kilka razy w nocy.
A czy Ty też zostałaś porzucona, czy powód był inny? Bo wydaje mi się, że to różnica, bo ja nadal kocham, nawet nie umiem wymusić w sobie złości na niego...

30 Ostatnio edytowany przez lilka19 (2013-07-28 16:48:06)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Fragi20 - hmm. zostałam porzucona, można nawet powiedzieć,że zdradzona emocjonalnie;) Ból myslałam,że się nie skończy. Ja byłam tą co walczyla, co chciała ratować- o ja głupiutka i naiwna hahah. Oczywiście eks jak zrywał uważał,że nie zrywa z powodu osoby trzeciej,że oni nic od siebie nie chcą. Ehh takie rzeczy to między bajki wlożyć;)
Ja mam dla ciebie dobrą radę- nie rób nic na siłę. Ja byłam w mega złym stanie. Wyglądałam koszmarnie. Jeśli miałam już jakieś apogeum to ryczałam w wannie, potem pod kocyk i książka. Moi przyjaciele mi dużo pomagali, chociaż na chwilę ból mijał. Ale nie powiem- nie raz i nie dwa szłam po mieście i łzy same kapały. Rób jak najwięcej rzeczy poza domem. Ile tylko możesz. Czytaj, wychodź. Teraz jest lato więc pewnie będzie ci łatwiej- ja tam tyłka na -20 nie chciałam zimą spacerując wystawiać;)
Co do snu- tu się zaczyna problem. Nigdy problemów ze snem nie miałam, a po porzuceniu.. hmm. spalam po 3 godziny, nie mogłam usnąć do 2,3 nad ranem? Tragedia. W sumie przez około pół roku eks się mi śnił koło 4 razy w tygodniu. Nie raz wydawało mi sie,że już jest ze mną dobrze,że się otrząsnęłam, a śnił mi się tak,że wstawałam z płaczem. Dopiero jakos od dwóch mięsięcy jest lepiej. Ale sen to porażka od kilku miesięcy  bo całkowicie mi się organizm rozstroił.

Prawda jest taka,że za kilka miesięcy wyciągniesz z tej sytuacji dużo dobrych rzeczy- ja np. wiem, czego nie chcę już więcej w związku, jaki mężczyzna mi nie odpowiada, a jaki tak. Niby tyle łez i bólu, ale jestem mądrzejsza;) I mam nadzieję,że moją wiedzę będę miała okazję jeszcze wykorzystać

31 Ostatnio edytowany przez Fragi20 (2013-07-28 16:54:25)

Odp: Rozstanie po 4 latach

jakbym o sobie czytała.
a długo kochana byliście ze sobą?
Cieszę się, że się z tego otrząsnęłaś, bo najgorszemu wrogowi nie życzę takich emocji.
Tak, jest lato, ale nie mam z kim wyjść. Znajomości się pourywały. Poznałam go chwilę przed maturą, po maturze znajomi powyjeżdżali, poszli do pracy, nie dbaliśmy o kontakty, bo każdy zaczął swoje życie (ja przecież miałam jego, więc po co byli mi znajomi...)
Tzn mam, ale nie aż na tyle bliskich, by spotykać się codzień. Moja przyjaciółka ma chłopaka, wyjechali na wakacje, więc nawet jej teraz nie ma.
Minął tydzień, a na dobrą sprawę, jak przyznam się przed sobą, to ja jeszcze nie wierzę, że to koniec... Wciąż żyję jakąś durną nadzieją. Znajoma psycholog usilnie sprowadza mnie na ziemię, ale marnie jej idzie...

Chciałabym sobie przemówić do rozsądku, by zacząć normalnie funkcjonowac, wiem, że kiedyś musi minąć, ale chyba muszę dwoje "odcierpieć"...

A co, jeśli ja nie chcę nikogo innego, jeśli wydaje mi się, że tylko Jego chcę, że był taki, jakiego chciałam..>? To też minie...?

32 Ostatnio edytowany przez lilka19 (2013-07-28 16:57:53)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Prawie 3,5 roku. Kawał mojego życia. W zasadzie całe moje "dorosłe" życie;) A nadzieję będziesz mieć jeszcze nie raz. Człowiek czuję się w takiej sytuacji oderwany jakby od rzeczywistości. Ja się czulam jakby zamknięta w wielkiej bańce- nic do mnie nie dochodziło. Będzie ci się mieszać co jest na prawdę a co byś chciała.

W pewnym momencie zobaczysz, że twój "cud" nie był taki cudowny. Na serio. Ja swojego przed sobą baaaardzo wybielalam. Chociaż złym człowiekiem nie był. Ale nie był dla mnie. Na serio. To minie. Teraz masz taką reakcję i strach- nikt inny! To minie;)

33

Odp: Rozstanie po 4 latach

No to dałaś mi mega dawkę nadziei, że "to nie koniec świata''. Ja również "całe moje dorosłe życie" mu poświęcałam. Jesteśmy w tym samym wieku.. wink

I czuję tak jak Ty mówisz- słowo w słowo. Aż niewiarygodne.
Zdaję sobie sprawę, że idealny nie był, znałam jego wady, Ale na razie nie umiem sobie powiedzieć "nie był dla mnie".

Zazdroszczę Ci tej pozytywnej energii i szczęścia z bycia singielką. Może jeszcze przede mną również uśmiech...?

34

Odp: Rozstanie po 4 latach

Wiesz to nie jest tak,że ja chcę być singielką- jest mi dobrze samej, ale wiem,że kiedyś chcę założyć rodzinę. Po prostu mam taki czas w życiu,że skupiam się na sobie jednocześnie poznając masę nowych ludzi:) I na serio- taka towarzyska jak teraz, nie byłam chyba nigdy (chociaż nigdy nie byłam smutasem podpierającym ściany;)). Miałam do wyboru- albo wyć do księżyca i czekać aż jakiś ksiązę mnie porwie z mej jamy, nie znając mojego adresu nawet, albo się uśmiechnąć do tego co mi przyszło przeżyć i czerpać, czerpać i jeszcze raz czerpać. A że jestem optymistką to wybór był jasny. Wiadomo są chwilę zwątpienia, ale pre do przodu!;)
Uszy do góry. Wiem,że nie czeka cię łatwa droga, ale będzie tylko lepie. Musisz tylko sobie uzmysłowić, ze w dużej mierze zależy to od ciebie;)
Oczywiście,że czasem jest mi smutno jak słysze,że każdy się zaręcza, bierze ślub itp. Ja lubię stabilizację emocjonalną, a ta niepewność co będzie za rok i dwa jest ekscytująca, ale też czasem straszna;) Ale nigdy nie wiesz co cię czeka za rok- ja na pewno nie podejrzewałabym takiego obrotu sprawy big_smile Dlatego trzymajmy za siebie kciuki;)

35 Ostatnio edytowany przez Anetsien (2013-07-28 23:27:41)

Odp: Rozstanie po 4 latach

Dziewczyny, przechodze doslownie to samo, moja historie pewnie juz przeczytalyscie ale nie jest łatwo jak sie mówi:)

Nie zycze mu zle ale mam nadzieje ze kiedys bedzie tego żalował albo jest takim typem faceta ze do do niego nigdy nie dotrze.

Po mału trafia do mnie to ze nie jestesmy juz razem ale sa dni ze nie do konca chce w to uwierzyc.

Trzymam za nas wszystkie kciuki aby udało nam sie z tego szybko wyjsc:)

36

Odp: Rozstanie po 4 latach

Łatwo nie jest, ale da się przejść przez to;) Tak jak pisałam wcześniej- jestem sama prawie 9 miesięcy i żyję, oddycham, uśmiecham się;) Ale swoje przeszłam:) Mam nadzieję,że to że mi się udało z tego wyjść wam da troszkę światełka w tunelu;)

37

Odp: Rozstanie po 4 latach

Czytam tu Wasze historie i takich przypadków jest pełno. Tak, na pewno daje to jakies swiatełko w tunelu i nadzieje ze bedzie w krotce lepiej i ciesze sie ze takie forum powstało:) Podtrzymanie na duchu jest mega:)

38

Odp: Rozstanie po 4 latach

Zastanawiam sie tylko jak po takim zaangazowaniu, wspolnych planach itd, wybic sobie go z glowy?  Jak sobie pomysle co przez niego przechodze i jak mnie potraktowal to jest dobrze ale tylko przez moment. Jak zapomniec? Czy wogole da sie zapomniec? Pewnie poznac kogos nowego...ale boje sie otwierac na nowe znajomosci.

39

Odp: Rozstanie po 4 latach

To może ja ci powiem jak było u mnie- ja przez pierwsze pół roku nie nastawialam się na jakiekolwiek poznawanie facetów jako facetów- kumpli oczywiście, zawsze lubiłam poznawać ludzi. Dopiero całkiem niedawno doszło do mnie,że jeśli bym się zakochała to mogłabym wejść w nowy związek. Inna sprawa,że nie ma z kim;)  Ale ja nie byłam fanką podejścia "klin klinem". Wspólne plany, wspomnienia, to wszystko wyblaknie. Z czasem. Taka prawda i nie ma innej rady. Oczywiście- podejrzewam,że jeśli nagle się zakochasz to będzie to jeszcze szybciej i przyjemniej;)

40

Odp: Rozstanie po 4 latach

Witam dziś ponownie smile
Dzisiaj mija jakieś 1,5 tygodnia jak odszedł.. Wiem, że to na pewno chwilowe i że jutro będzie na pewno inaczej, ale dziś wstałam i czułam PUSTKĘ ! smile Nic, po prostu. Jakby mnie ktoś odczarował. Zakupy z mamą, wreszcie zjadłam normalne śniadanie. Nawet się uśmiałam nieźle.
Zdaję sobie sprawę, że to zgubne i beznadziejne, wiedząc, że jutro będzie inaczej, ale co tam. Dziś się tym cieszę, idę wszamać zupkę i zabieram się za porządki, bo 1,5 tygodnia zaniedbania da się zauważyć big_smile

Wam również życzę jak najwięcej takich chwil wink

41

Odp: Rozstanie po 4 latach

Ja wczoraj kontaktowalam sie z naszym wspolnym znajomym, a jego przyjacielem o co w tym wszystkim chodzi....ale jak widac meska solidarnosc, wie ale nie powie...

Posty [ 42 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po 4 latach

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026