Witam, ciężko mi opisać co czuję, jednak postaram się...
Mój mąż i ja poznaliśmy się parę lat temu, zupełnie przypadkowo. Od ponad roku jesteśmy małżeństwem. On jest osobą dynamiczną tzw. ,,harpagan'' i na dodatek bardzo nerwową o mocnym charakterze. Ja natomiast bardziej spokojniejsza ale też lubiąca postawić na swoim. Po ślubie między nami często dochodziło do sprzeczek i kłótni, straszenie rozwodem itd. Kiedy zaszłam w ciążę (jestem w 3 miesiącu), mąż był szczęśliwy, opiekuńczy, pytał co jadłam, masował po brzuchu itd...teraz sytuacja się zmieniła. Mąż stał się bardzo nerwowy, wyzywa mnie od śmieci, idiotek, brak w nim uczucia do mnie, troskliwości chociaż nigdy nie był delikatny, do czego już zdążyłam się przyzwyczaić. Jeżeli mamy razem wolne, to on przesiedzi na necie, ewentualnie pogrzebie coś przy aucie. Na spacer z psem wychodzi tylko jak musi, a jak już wyjdzie to na ''długość cygara''. Nawet nie ma mowy abyśmy wyszli razem z psem na dłuższy spacer.
Boli mnie to, że tak się od siebie osuwamy, on mnie irytuje, zgrywa inteligencika, a co najgorsze wyzywa... Dzisiaj doprowadził mnie do takiego stanu, że aż go uderzyłam w ramię parę razy pięścią z całej siły, bo powiedział że jestem śmieciem, a ja przecież noszę jego dziecko. Nigdy taka nie byłam, nigdy nikogo nie uderzyłam, nie wiem co się między nami dzieje ale to już nie jest miłość. Po tej całej sytuacji, przeprosił mnie i udawał, że nic się nie stało, a jednak...
Już dawno stałam się osobą chłodną i oschłą w stosunku do niego, zero buziaków na dzień dobry itd.
Ostatnio kupiłam mu spodenki, (nigdy nic mu nie kupowałam, bo mamy inne gusta) Spodenki spodobały mu się ale narzekał że kupiłam za duże i zrobił wojnę. Dużo przytył, prosiłam aby zaczął dbać o siebie bo ma 26 lat i 100 kg wagi, zero ruchu, gdyż pracuje jako kierowca. W odpowiedzi usłyszałam że jak mi nie pasuje, to mam sobie zmienić.
Próbowałam z nim rozmawiać ale on reaguje zaraz krzykiem jak coś jest nie po jego myśli. Nie wiem czy ślub z nim był dobrą decyzją, gdyż miałam dużo obaw przed ślubem, tylko było za późno na wycofanie się. Wiem że nie ma nikogo na boku, tylko nie wiem dlaczego się tak zachowuje. Dodam tylko, że mieszkamy za granicą i jesteśmy w trakcie szukania domu do kupienia, a dziecko w drodze. Może ta cała niestabilność wyzwala w nim takie zachowanie/?? Brak mi wsparcia od rodziców, nie mam nawet koleżanki, z którą mogłabym wyjść i porozmawiać, są ale za daleko. co o tym sądzicie? Jak uratować nasze małżeństwo? Nie chcę go stracić, chcę aby był czuły i troskliwy, mam dosyć życia z harpaganem....
Z góry dziękuję za odpowiedzi, pozdrawiam
Renata
Podobne tematy
A co budziło Twoje przedślubne obawy?
Może powinnaś z nim poważnie porozmawiać - powiedzieć mu jakie są Twoje odczucie i czy wie, że się tak zachowuje, a jeśli wie, to dlaczego.