Wracam do Was kobietki z kolejnym moim problemem. Mianowicie chodzi o osobę w pewnym sensie bliską, jest to kobieta mojego "szwagra" (cydzysłów ze wzg na to, że formalnie nim się jednak nie stał
.) Sprawa wygląda tak: Ojciec przepisał na nią mieszkanie w zeszłym roku. Kilka dni temu powiedziała mi Ona, że jej ojciec dostał mieszkanie w domu kombatanta i chce się tam wyprowadzić, aby Ona mogła sobie spokojnie tam mieszkać ze swoją rodziną ( do tej pory byli na wynajmie). Super, będą mieli własne mieszkanie, o które w dzisiejszych czasach lekko nie jest. Zapytałam ją tylko, czy nie szkoda jej ojca, że będzie tam mieszkał, jakby nie patrzeć to tak jakby dom opieki, aha i dodałam, że ja swojej mamie nie pozwoliłabym na coś takiego, bo mi nie przeszkadza i może mieszkać ze mną. Ona odebrała to w taki sposób, iż ja jej zarzuciłam, że jest złą córką, że zrobiłam z niej nie wiadomo kogo i powiedziała, że mogłabym ugryźć się czasem w język bo mogę komuś sprawić przykrość swoimi słowami. Ale czy ja tak naprawdę powiedziałam coś złego ?! Kurcze jakoś nie czuje się winna. W dodaku dodała, że żaluje, że zwierzała mi się z czego kolwiek i mówiła mi tyle o sobie bo teraz ma nauczke. Nie mam pojęcia co o tym myśleć. I to raczej Ona zachowała się bardzo nie w porządku bo oczerniła mnie w oczach tego mojego "szwagra" bo powiedziała mu tylko o tym jak to ona odebrała. Oczywiście mimo wszystko przeprosiłam ją za to, bo nie chciałam absolutnie jej urazić. Ale Ona nie słucha, nie chce sobie dać nic wytłumaczyć i idzie w zaparte. Co robić?
Przepraszam za chaotyczność mojej wypowiedzi, ale jestem w nerwach i sama nie wiem jak to już ująć. POMOCY.