Razem z G. jesteśmy dobraną parą z półtorarocznym stażem, i ostatnio coraz częściej zaczęły padać w naszym kierunku - nietaktowne w moim odczuciu - pytania z kategorii : "A kiedy przyjdzie wasza kolej ? Kiedy postaracie się o potomka ? ".
Z początku grzecznie odpowiadałam, że na wszystko przyjdzie czas, ale z czasem te luźne pogawędki zaczęły ustępować swego rodzaju atakom - a przynajmniej ja czułam się napiętnowana. Zwłaszcza świeżo upieczeni rodzice, zaczęli serwować mi wykłady o tym jak bardzo rodzicielstwo jest ważne w życiu człowieka, ile taka malutka istotka zmienia na lepsze, a kiedy staram im się wytłumaczyć, że nie mam 6 lat i dobrze zdaję sobie sprawę, że posiadanie dziecka to nie tylko blaski, ale również cienie, to wszyscy na mnie naskakują, bo przecież dzieci nie mam, to co ja mogę wiedzieć... Najwięcej w tym temacie ma do powiedzenia pewne młode małżeństwo. Mają niespełna 4 miesięcznego synka z tzw. wypadku przy pracy. Ona siedzi w domu z dzieckiem, on do pracy chodzi kiedy chce, przez co ledwo starczy im na podstawowe potrzeby. On całe noce gra na komputerze a w dzień odsypia, w weekendy pije do upadłego... I kiedy słyszę, że zabiera się za rodzeństwo dla małego, bo dzieci to taki skarb, a on czuje się tak spełniony jako ojciec, to - delikatnie mówiąc - szlag mnie trafia. ![]()
O ile rozumiem potrzebę posiada dziecka, tak nie rozumiem wywoływania presji w tej kwestii u innych. Ludzie nie są w stanie pojąć jak dużą przykrość mogą w ten sposób sprawić drugiemu człowiekowi - w końcu są wśród nas osoby, które długimi latami starają się o upragnione zawiniątko, miesiąc w miesiąc czekają na dwie kreski, idą ze znajomymi na piwo, żeby trochę się odstresować, zrelaksować, jeden przejaw wścibstwa i trach - w mgnieniu oka problemy wracają z powrotem. Są też osoby, które po prostu dzieci nie chcą mieć, co wielu ludziom w mózgownicach się nie mieści, i na siłę próbują przekonać do swoich racji, że dzieciątko to takie malutkie, różowiutkie, pocieszne uszlachetnienie życia.
Wspólnie z G. mamy w planach starania o pierwszą pociechę za 2 lata. Przez ten czas chcemy ustabilizować sytuację finansową i mieszkalną, ja muszę unormować sprawy zdrowotne. Chcę móc zapewnić dziecku wszystko co najlepsze do prawidłowego rozwoju - sama miłość w tej kwestii wszystkiego nie załatwi. Szkoda, że nawet tak racjonalne argumenty nie trafiają co do poniektórych... Ostatnio usłyszałam, że kasę zawsze da się jakoś zorganizować. ![]()
A jak Wy radzicie sobie tak przyparci do muru ? Podejmujecie dyskusję, czy może szybko ucinacie, bo jesteście świadomi, że walka z wiatrakami na niewiele się zda?
1 2013-07-12 17:53:30 Ostatnio edytowany przez Coradia (2013-07-12 17:59:07)
Podobne tematy
2 2013-07-12 18:31:12 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2013-07-12 18:58:48)
Coradio- przecież Ty masz dopiero 19 lat.Przyznam,że gdy byłam w Twoim wieku nikt mnie w ten sposób nie zagadywał.Wiadomo było,że idę na studia i koniec.Żadnych dzieci.
Inaczej sprawa się miała gdy na ostatnim roku wzięłam ślub.Dziecko urodziło nam się pięć sześć lat po slubie.Nie czułam,że muszę je mieć,wręcz przeciwnie,gdy widziałam moje kumpelki z dzieciakami to im raczej współczułam.
Kiedy ktoś ze znajomych lub rodziny pytał kiedy planujemy dziecko mówiłam,że jestem bezpłodna ale,że się leczę.
Ileż to mój mąż usłyszał słów współczucia od swojej rodziny:)
Kiedy okazało się,że jestem w ciązy powiedziałam,że to cud:)
Wymyśl jakiś podobny tekst,będą Ci współczuć i będziesz miała święty spokój.
Gojko, myślę że to kwestia tego, że G. jest starszy ode mnie o 11 lat, i oboje mamy znajomych w jego przedziale wiekowym. Jestem najmłodsza w towarzystwie, ale nie widać tej przepaści, i według mnie oni sami czasem zapominają, że mają do czynienia z 19-latką. ![]()
Mogę kłamać, ale nie chcę.
No to jak nie chcesz klamac to wdawaj sie w zawile dyskujse i tlumaczenia. ![]()
Ja na takie pytania wprost mowie ze to nie twoj interes kiedy co i jak.
A jak slysze okreslenia typu "co ja tam wiem" to mowie ze "wiecej od ciebie"
Jeszcze sie nie znalazl taki co by sie dalej dopytywal ![]()
Powiedz, ze w przeciwieństwie do innych jesteś jeszcze piekna i młoda, masz jeszcze dużo czasu na dziecko. Pewnie się obrażą i powiedzą, ze jesteś niewychowaną smarkulą, ale przynajmniej dadzą Ci spokój
Powiedz, ze w przeciwieństwie do innych jesteś jeszcze piekna i młoda, masz jeszcze dużo czasu na dziecko. Pewnie się obrażą i powiedzą, ze jesteś niewychowaną smarkulą, ale przynajmniej dadzą Ci spokój
A jak powiedza zes niewychowana smarkula to zapytaj "czy jak sie do tego przyznam to nadal bedziemy musieli o tym rozmawiac czy moze juz nie?" ![]()
Ludzie faktycznie wciskają nos w nie swoje sprawy, zawsze chcą ślubu, dzieci, zaręczyn czy czegokolwiek innego, argumentując to jakimś tam stażem związku, tym, że inni już mają, albo tak jak w Twoim wypadku urokami rodzicielstwa.
Gojka świetna riposta.
Ja bym nie próbowała się tłumaczyć, raczej ucinała dyskusję, że to moja decyzja, kiedy i czy w ogóle będę mieć dzieci. Nie podając żadnych argumentów, jak ktoś jest nastawiony na narzucenie swojego zdania to podważy nawet te najbardziej racjonalne.
JA mam męża 12l starszego i fakt, teraz po ślubie czasami pytają, ale przed nigdy. A na pewno nie jak miałam 19 lat.
Mój wiek to odrębna kwestia, która nie jest tematem przewodnim tego wątku. Tematem przewodnim jest wścibstwo, brak wyczucia i taktu, potrzeba uczestnictwa w życiu drugiego człowieka. Zastanawiam się z czego wynika ta potrzeba, i dlaczego ludzie zmierzają w taki sposób do jej zaspokojenia. Zupełnie tak, jakby nie mieli w domu toalety, i potrzebowali skorzystać z toalety sąsiada.
Kłamać to ja przede wszystkim nie umiem. Wolę już zarzucić ciętą ripostą, ale mimo to i tak ten temat wraca jak bumerang.
U nas tylko teściowa notorycznie dopytuje się, czy może jest już babcią, albo kiedy będzie. Pyta tylko mojego męża i tylko wtedy, kiedy myśli, że nie słyszę. Przy mnie tylko rzuca aluzjami na ten temat.
Poza tym pytanie o dziecko usłyszałam może ze 2-3 razy, zawsze wynikało z wcześniejszej rozmowy na tematy dziecięce i zadawały je osoby zaprzyjaźnione.
Ja to slysze ciagle, a jak odpowiadam , ze nie bedziemy mieli dzieci to ludzie sie obrazaja
jakby to byl ich interes.
I slyszalam to majac lat 19 juz.
Mimo że temat mnie nie dotyczy, bo mimo że mam 23 lata to jakoś w moim otoczeniu to jest jeszcze za mało na dzieci, a z facetem jestem dopiero rok z hakiem to intryguje mnie to, że ludzie potrafią być TAK BEZCZELNI. I jak widzę i czytam to NIE ROZUMIEJA, że ktoś nie chce/nie może/chce później/<jakikolwiek inny powód>.
Przeczytałam natomiast w Internecie kiedyś, co odpowiadać i spodobało mi się.
Np.
Kiedy będzie dziecko
Jak wrócę z Radomia.
A kiedy jedziesz?
Nie planuję.
lub
A kiedy dzidziuś?
A jak Tobie układa się w łóżku z mężem?
Albo rzeczywiście powiedzieć, że jesteś bezpłodna i NARA. Potem będzie cud i jeszcze więcej radochy skoro tak czekają ![]()
Myślę, że trzeba tutaj być stanowczym, bo ludzie chyba potrafią wejść na głowę w tym temacie.
I jeśli nie ma się na to ochoty, to nie wdawać się w dyskusję. Ucinać temat, jeśli trzeba, to bez zbędnych grzeczności. Niestety są ludzie, do których dociera tylko drukowanymi literami.
Jezu, ja jestem matką trzydziestolatki i ciagle słyszę pytania od rodziny, kiedy to moja córka będzie mieć dziecko!!!!! Tak mnie to wkurza, że bywam niegrzeczna. Moja córka jest dorosłą osobą, jest mężatką i sami z mężem układają swoje życie. A ja slyszę, co to za małżeństwo bez dziecka. Że to bezsensowne, że na czym polega ich związek (czyżby tylko na bezproduktywnym "przewalaniu" się po łóżku(?!)), skoro nie ma dziecka? Tak jakby jedynie dziecko było sensem życia.
Jestem wkurzona na te stereotypy. Na to myślenie, że dla kobiety jedynie dziecko może być życiowym spełnieniem.
Moja córka i zięć maja dobre zawody, realizują się w pracy. I to nie tak, że nie myślą o dzieciach. Planują być "późnymi" rodzicami.
Dla mnie to zrozumiałe, akceptuję ich wybory, ale dla babć i ciotek nie do przyjęcia. Zła to kobieta, bo nie chce dziecka teraz i już....(!).
Wrrrrr.....
Pół biedy jeśli to wybór, że jakaś para nie chce w ogóle dziecka albo odkłada tę decyzję na później. Gorzej jeśli, ktoś nie może.
Kiedyś przez przypadek, zaczęłam temat dzieci z kolegą tzn. pochwaliłam się, że jestem w ciąży, nie wiedziałam kompletnie, że starają się o dziecko od 10 lat i kilka razy ciążę stracili. Czułam się koszmarnie kiedy mi o tym powiedział. Od tego momentu nigdy nie zaczynam tematów o dzieciach, boję się urazić czyjeś uczucia, ktoś może nie móc, ktoś może nie chcieć jego sprawa. Dobra odpowiedź "Jak już się zdecydujemy to poprosimy o instrukcję" ![]()
A kiedy dzidziuś?
A jak Tobie układa się w łóżku z mężem?.
Musze ci to ukrasc
Wspaniala riposta ![]()
17 2013-07-13 08:33:57 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-07-13 08:36:15)
Specjalnie dla autorki przeklejam posta Sadie z innego tematu dotyczącego rodziecielstwa ![]()
Tekst "nie stac nas na dziecko" pieknie zamyka ludziom usta i zabija komentarze.
Zabawne...wiekszosc osob uwaza ze jest ok komentowac zycie seksualne mlodej pary (wlasnie kiedy dzieci i najlepiej porady jak robic i kiedy robic) ale absolutnie wszyscy zgadzaja sie z faktem ze do portfela nikomu zagladac nie wolno
Dziwne to dla mnie ale niech bedzie.
Sama uzylam tego argumentu wlasnie zeby sie kilka osob ode mnie odfikalo.
Wylecialam z kartka papieru na ktorej wielkimi cyframi wykonalam zestawienie przychodow i rozchodow ze szczegolnym wyroznieniem pozycji "dziecko" i za kazdym razem jak wychodzila mi roznica 700-900zl radosnie informowalam: "ciociu/babciu/tesciowo my bardzo chetnie i w ogole nie ma sprawy, zajmiemy sie produkcja rozkosznego dzieciatka pod warunkiem ze sama z wlasnych dochodow miesiecznie uszczkniesz i oddasz nam ta roznice. Te 700-900zl to przeciez jakos trzeba zdobyc"Chetnych nie bylo.
Na moje pytanie: "skad wziac brakujaca kwote" jakos tez nie bylo zadnych sensownych odpowiedzi
Temat stary jak świat i bolesny. Nas też tak wypytywano, robiły to osoby, które chciały się chociaż troszkę dowartościować, bo same albo wpadły, albo wyznawały jedynie słuszną politykę "dzieci są przeznaczeniem każdej kobiety". Moja szwagierka wyjątkowo przez to cierpiała, bo chcieli z mężem pokończyć spokojnie studia podyplomowe i sprowadzić dziecko na świat, mając swoje lokum. Sześć lat mordęgi i wścibstwa, podejrzliwości zarówno ze strony teściów, jak i wydawałoby się dobrych znajomych.
Co ciekawe to do niej pito, to ją obwiniano, to wobec niej snuto przypuszczenia. Mężczyzna jest ostatnim, którego można ewentualnie posądzić o bezpłodność. Jeśli para nie ma dzieci, to w tym wypadku kobieta ma przekichane.
Współczuję wszystkim rodziny bez wyczucia i bezczelnych znajomych. Szkoda, że nie znałam takich ripost, są boskie.
19 2013-07-13 11:11:17 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-07-13 11:12:21)
Mąż mojej znajomej zwykle odpowiadał wtedy: "Jak tylko zostaniemy sami." lub inne tego rodzaju. Tymbardziej było to dla nich ciężkie, że od kilku lat się starali, wydawali fortunę na lekarzy, mieli kilka poronien na koncie i ogólnie temat był dla nich trudny, a takie pytania tylko dodawały bólu.
Ja w poprzednim związku też wielokrotnie słyszałam różne sugestie na ten temat. Zwykle wtedy odpowiadałam, że mój pies nie lubi dzieci i nie jest skłonny do negocjacji, albo, że to moja macica i nie życzę sobie zaglądania do niej. Dla mnie takie pytania są szczytem chamstwa - szczególnie teraz, kiedy tyle par stara się i ma problemy z płodnością, to nie znając dobrze sytuacji nie powinno się tematu poruszać.
A jak Twój partner reaguje na takie teksty?
No właśnie, czemu tylko do kobiety te pytania i czemu mężczyźni nie reagują lub chowają głowę w piasek. Kiedyś przeczytałam celną ripostę synowej na ględzenie teściowej: bo mamusia tak go karmiła źle, że wszystkie żołnierzyki wybiła.
Na takie pytania od razu odpowiadam, że przyjdzie na to czas i nikt więcej nie pyta
Częściej padają pytania "kiedy ślub", to odpowiadam, że za tydzień. Ale w wieku 19 lat nikt o to nie pytał, teraz tak jakoś z tym ślubem wyskakują ![]()
Mnie też denerwują takie pytania.
OK raz można się zapytać, z czystej ciekawości, ale jak usłyszy się odpowiedź, nie ważne jaką " Staramy się" ," jeszcze za wcześnie", " nie wiemy jeszcze" itp. to powinien to być koniec tematu. To jest takie dręczenie...i wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Dla mnie temat
CIĄŻĄ I STARANIE SIĘ O DZIECKO CZY PLANOWANIE jest bardzo osobistym tematem i nikt z zewnątrz nie powinien na to naciskać i wywoływać presji.
Jakby mnie tak non stop zadręczali takimi pytaniami to bym chyba odpowiedziała " Zrobię sobie dziecko specjalnie dla Ciebie,żeby mieć święty spokój" ![]()
23 2013-07-13 18:59:01 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-07-13 19:12:25)
Pytania swoją drogą, ale te przypowieści o znajomej znajomej, o kimś w rodzinie, podawanie przykładów o nieszczęśliwych parach bez dzieci, jakie ich życie jałowe, a komu ten majątek zostawią, a jak można być takim egoistą, teraz to młodzi materialnie podchodzą do wszystkiego - zwieńczone "bo dawniej to ludzie lepsi byli". Kurde dawniej to antykoncepcja kulała, taką co się zabezpiecza paluchem wytykano. Przyznanie się do planowania potomka w późniejszym terminie, bo chce się człowiek czegoś dorobić skutkowało niesamowitą krytyką.
Powody tego nachalnego wtykania nosa mogą być różnorakie. Ktoś sam jest szczęśliwy w małżeństwie, spełnia się jako rodzic, tym samym życzy innym tego samego. Ewentualnie chciałby żebyśmy też tego miodu związanego z nieprzespanymi nocami, gorączkowaniem przy ząbkowaniu, tudzież innymi rzeczami związanymi z macierzyństwem sami przeżyli.
Moja koleżanka jest singielką, nigdy nie chciała dzieci. Uważa, że mało jest ludzi, którzy z wyrozumiałością podchodzą do jej decyzji. Większość jej dogryza jak może. Gdy miała te 30 lat i była jeszcze jakaś nadzieja, że chociaż samotną matką zostanie, była tak nagabywana, że zrobił się z niej odludek. Mężczyźni też jej dowalali. Jak to, kobitka niczego sobie, zaradna, nie trzeba byłoby jej utrzymywać, kogoś zawsze u boku ma, ale ślubu nie chce. Co ona taka wybredna, a może felerna, wciąż dociekali.
Kobieta powinna być otoczona wianuszkiem dzieci, a jak atrakcyjna to to posiadać jedną parę obuwia - trampki, wiadomo zimą nie zajdzie daleko, a na wiosnę następna ciąża. Taką argumentację kiedyś usłyszałam z ust pewnego faceta.
Teraz mężczyznom się oberwie.To oni często nie chcą tak szybko potomka, ale gdy mamusia takowego synową odpytuje, to zawsze pada sakramentalne "myśmy postanowili". Nie przyzna, że to jemu nieśpieszno, no skąd! Podobnie gdy to facet ma problemy z płodnością, schowa się za spódnicę żony. Z kwestią dzielenia obowiązków oraz opieki nad malcem jest podobnie, w razie czego taki misio strzeli sakramentalne "bo ona karierę wybrała". Kobieta stachanowiec przez facetów jest nadal mile widziana. Chcą powielenia postawy swojej matki z okresu PRL-u. Zaraz po zejściu z taśmy zakupy, następnie obiad, by zakończyć dzionek sprzątaniem i praniem. Zapomniałam dodać, że dzieci to też obowiązek kobiety. Jak ona wyrobi pana nie bardzo interesuje. Wcześniej zasiadał z gazetą lub pilotem przed TV, teraz ma inne zabawki.
Macierzyństwo jest kwestią delikatną i prywatną, ale czasami warto byłoby wysypać prawdziwe przyczyny odsunięcia w czasie posiadania dzieci lub ich nieposiadania.
19lat i 1,5 roku związku i już takie pytania? Według mnie to przesada o takie sprawy pytać. Ludzi teraz nie interesuje ich bieżące sprawy i problemy a sprawy i problemy sąsiadów. Takie są już czasy moja droga. Ja bym takim zaraz powiedziała co myślę i byłoby po ich ciekawości ![]()
Oj widzę, że nie tylko mnie takie pytania irytują. Ja mam 30 lat, bardzo chciałabym mieć dziecko, ale niestety mam problemy zdrowotne i niestety zajście w ciąże w moim przypadku to nie takie hop siup. O dziecko czasami mnie pytają znajomi, ale jakoś sobie z nimi radzę. Najbardziej irytują mnie słowa teściowej w tej kwestii "weźcie się do roboty". Nie zamierzam jej opowiadać o swoich problemach zdrowotnych, bo to kobieta, która nie potrafi żadnych informacji zatrzymać dla siebie i zaraz będzie mi tyłek obrabiać z całą familią. Staram się to ignorować, ale któregoś dnia chyba wybuchnę i powiem, że to nie jej sprawa. Rozumiem chęć posiadania wnuczków, ale sposób w jaki ona to wyraża spędza mi sen z powiek. Kompletnie kobiecie brakuje taktu.. ![]()
Spoko - ja jestem sama ale i tak co chwilę słyszę "a kiedy planujesz dziecko?"
Chyba oczekują że planuję sztuczne zapłodnienie czy co..
Jak pytaja o pierwsze dziecko to pół biedy,gorzej jak pytają o następne
mój pierwszy syn był prawie 10 lat jedynakim,cały czas pytali kiedy drugie,a bo jedno to
źle,a bo jedynak, no ok,pogadali i tyle
urodziłam 2 syna,ładnie , fajnie bo w końcu 2 dzieci juz jest
a teraz co?słysze kiedy trzecie,że już czas na córkę,no sorry ale chyba kogos pogięło
a zwłaszcza jesli takie pytania zadaje osoba bezdzietna
ja juz sie uodporniłam na te gadki,teraz odpowiadam"ty sobie zrób najpierw pierwsze dziecko,to moze ja o 3 pomyslę" ![]()
takie czasy że strach miec jedno