Kawały o blondynkach, pedałach, Żydach. Dowcipy o wrednych żonach, babach u lekarza i o politykach. Które Was śmieszą, a które nie?
Jak myślicie, od czego zależy, co nas bawi, a co oburza i zniesmacza? Od wychowania, od posiadania/braku poczucia humoru, jakiegoś ogólnego luzactwa/sztywniactwa, a może jakąś rolę grają też kompleksy i przewrażliwienie na własnym punkcie? Czy po prostu wkurzają nas przedstawiane i szerzone w dowcipach stereotypy? Twierdzimy, że są tematy, z których się nie żartuje: religia, śmierć, choroby, przemoc?