A może trochę prościej ?
Dzieci "obdarowane" dobrym, szczęśliwym dzieciństwem poprzez jeden nietrafiony wybór lub też chęć zrobienia czegoś "na przekór" często staczają się i żyją tak, jak ich najbliżsi nigdy by się nie spodziewali.
Natomiast ci, których los obdarzył trudnym startem często wychodzą na prostą, robią w życiu coś wartościowego, pomagają innym, zdobywają szacunek i uznanie.
Oczywiście nie jest tak we wszystkich przypadkach.
Jakie w tym temacie uczucia wzbudza religia? Jeżeli Bóg stworzył ludzi na swoje podobieństwo (katolicyzm), to powinni z natury być dobrzy i dążyć do dobra. A jednak ulegli szatanowi. I co teraz?
Skąd bierze się niczym nieuzasadnione okrucieństwo wobec zwierząt, prześladowanie subkultur i ludzi innych ras, czemu prowadzone są wojny?
Zło współistnieje z dobrem, ale jaki jest człowiek?
Obojętny?..
Do czego on dąży?
Nie myślcie sobie, że chcę cokolwiek uogólniać, może samo określenie "z natury" nie jest trafne. Wiem, że każdy jest jedyny, wyjątkowy, w swoim rodzaju.
Ale co jest kierowane naszą wewnętrzną potrzebą, a co (które emocje) warunkowane przez otaczający nas świat i otoczenie?
Ktoś może być dobry, bo 'dobro' jest doskonałą monetą w miejscu gdzie przebywa, gdzie funkcjonuje na co dzień, a sam w rzeczywistości jest dwulicowym zdrajcą. Inny może dusić w sobie kulturę, uprzejmość i odruchy takie jak współczucie czy chęć pomocy, by nie wyjść na mięczaka.
Życie i doświadczenie kieruje takimi pobudkami.
Wobec tego świetnym przykładem są dzieci - te niewinne i nieskażone komercją istoty. A jednak również bywają grzeczne, spokojne i sympatyczne, a także niegrzeczne, ciągnące kota za ogon...
To jak to jest z tym człowiekiem?
Jest dobry czy zły?
Co sądzicie o całej tej sprawie?