Co Wy na to? Ja jestem przerażona. Co piąta osoba nie była w stanie uzyskać 30% punktów... Jak myślicie, dlaczego tak się stało? Zadania były w tym roku wyjątkowo trudne? System szkolny jest do kitu? Nauczyciele źle pracują? Młodzież jest coraz głupsza?
1 2013-07-02 17:37:03 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2013-07-02 17:37:35)
Podobne tematy
2 2013-07-02 18:01:10 Ostatnio edytowany przez allegra90 (2013-07-02 18:02:13)
Chyba w poprzednich latach (odkąd jest obowiązkowa matematyka) był podobny stopień niezdawalności. Dlaczego tak jest? Z jednej strony dlatego,że młodzi ludzie interesują się rzeczami zupełnie niezwiązanymi z przedmiotami zdawanymi na maturze. Chcą się dobrze bawić, ładnie ubrać, przeżyć coś niezwykłego. A nauka jest niestety nudna i co gorsza, wymaga jakiegoś wysiłku. A już na pewno jest nudna w takiej formie w jakiej się ją przekazuje. Zresztą, bycie kujonem jest postrzegane źle. Poza tym, forma matury też nie nagradza kreatywności. Odpowiedzi pod klucz mają właśnie taką zasadniczą wadę. Tylko jakiś schemat, wzór do sprawdzania musi być, żeby było sprawiedliwie. Czy akurat taki, to nie wiem.
Nie wiem czy wiąże się to z poziomem inteligencji, wiadomo, są osoby mniej bądź bardziej zdolne. Tylko czasem mam wrażenie, że tych mniej zdolnych przybywa. A jeszcze więcej jest leniwych. Najwięcej zaś - niemyślących. Młodzi ludzie w dużej części nie potrafią myśleć logicznie. Nie ćwiczą tego, bo Internet robi to za nich. Bo gdy np. uczeń rok przed maturą przy dodawaniu ułamków zwykłych skraca je (!!) to nie wiem czy wynika to z niewiedzy czy z braku podstaw logicznego myślenia.
Się rozpisałam ![]()
3 2013-07-02 20:14:45 Ostatnio edytowany przez Metyl (2013-07-02 20:16:04)
Zadajmy sobie przede wszystkim pytanie - czym BYŁA matura kiedyś a czym jest teraz? I przede wszystkim - jak wygląda ten poroniony system edukacji i kolejne coraz to bardziej zalatujące paranoją reformy ościemy ...
Całe szczęście ja zdawałem maturę kilka lat temu, wtedy gdy obowiązkowa matematyka nie obowiązywała. Byłem 2 rocznikiem 'testowym' nowej reformy ościemy i śmiem przyznać, że to jeden z najgorszych pomysłów jakie nam zaaplikowano a chyba najgorszy jaki dano młodym ludziom w tym kraju w ciągu ostatnich kilkunastu lat.
20 % nie zdało? To co? Może idźmy do wujka Giertycha od brązowych koszul ( niektórzy wiedzą pewnie o co chodzi ) i wyprośmy by podsunął swój pomysł o amnestii obecnemu ministrowi ...
Dlaczego ludzie nie zdają matury? Cóż ... ja to nazywam po imieniu. To jest tak zwane zjełopienie wtórne społeczeństwa. Skoro ludzie nie wiedzą ile dni ma rok, jak się nazywa największa rzeka Ameryki południowej, jak brzmi teoria Kopernika to cóż ...
Młodzi nie czytają. Niczego. Taaak ... ktoś tam czyta, nie twierdzę, że nie ale te 20 % z nieba się nie wzięło. To jest wdupiemanie, nic więcej.
Gdy ja chodziłem jeszcze do szkoły ( średniej dokładniej ) to NIE miałem internetu. Korzystałem z książek, bibliotek, z neta może raz na kwartał dosłownie. Czytałem sporą część lektur, nie będę mówił, że wszystkie bo zwyczajnie nie było czasem chęci/czasu lub były to przeokrucieństwa straszne ale ... niemal zawsze mniej więcej wiedziałem o co chodzi. A teraz co?
Gugl, wikipedia, setki stron i gotowe prace ( jakim trzeba być kretynem by płacić grube pieniądze za coś co można zrobić samemu? ). Nawet bryków chyba nikt nie czyta ...
Ktoś powiedział, że ludzie to z zasady idioci - w takich chwilach ciężko się z tym nie zgodzić.
Chyba w poprzednich latach (odkąd jest obowiązkowa matematyka) był podobny stopień niezdawalności. Dlaczego tak jest? Z jednej strony dlatego,że młodzi ludzie interesują się rzeczami zupełnie niezwiązanymi z przedmiotami zdawanymi na maturze.
Powiem wprost - ludzie to idioci. Bo jak można uwierzyć w gadkę koleżanek/kolegów/kogokolwiek - "zdawaj z przedmiotu X bo z tego jest ZAWSZE łatwa/łatwiejsza matura niż z tego Twojego Y" ( mimo, że z tego jeszcze teoretycznie zdałaby, z bólem ale zawsze ... )? I ja sobie tego nie wymyśliłem ...
To że ludzie olewają szkołę / maturę to też dość powszechne. Najlepiej z bólem skończyć gimnazjum a potem rzucać urwami pod blokiem, że te dziady nie dadzą mi zarobić / nie ma pracy dla mnie / chce żebym pracował na 3 zmiany / nocki w piekarni za 1600 zł i tym podobne wymagania z rzyci wzięte ...
A nauka jest niestety nudna i co gorsza, wymaga jakiegoś wysiłku. A już na pewno jest nudna w takiej formie w jakiej się ją przekazuje. Zresztą, bycie kujonem jest postrzegane źle. Poza tym, forma matury też nie nagradza kreatywności. Odpowiedzi pod klucz mają właśnie taką zasadniczą wadę. Tylko jakiś schemat, wzór do sprawdzania musi być, żeby było sprawiedliwie. Czy akurat taki, to nie wiem.
I tak i nie. Nikt nie każe nikomu być asem ze wszystkiego ale jakieś PODSTAWOWE wiadomości w tych powiedzmy 75-80% ( np: jak te o których pisałem w pierwszym swoim poście ) wypadałoby mieć. To nie są rzeczy wielce trudne ... no chyba, że ktoś jest zwyczajnie kretynem. Ale staje się nim na własne życzenie. Forma formą ale jestem dowodem, że można z danego przedmiotu pamiętać mało / nic i go zdać / zaliczyć na normalną ocenę a nie na samych dopach. To ma też swoje wady ale to ja już wolę być z czegos bdb a z czegoś nogą niż być średnim ze wszystkiego i po 3 latach zapomnieć z 60 % wiadomości. Wszystkich. A sama matura to rzecz jeszcze inna i całkiem odrębna do gruntownego przemodelowania.
Ale w czym jest problem? Mnie nie dziwi, że 1/5 przystępujących do matury jej nie zdała ale po co oni w ogóle do nie przystępowali. Kiedy ja byłem w wieku maturalnym, czyli ponad 20 lat temu wiele rozsądnych osób, szczególnie w szkołach zawodowych i technikach do matury nie przystępowało. Matura nie jest świadectwem ukończenia szkoły średniej. Jest przepustką do studiów wyższych. To że teraz jest idiotyczny pęd do skończenia jakichś, choćby najdebilniejszych studiów jeszcze nie świadczy, że jest to mądre. 20 lat temu studia były jakimś wyznacznikiem poziomu intelektu ale początki erozji były widoczne już wtedy. Tyle, że bardziej w większym rozpowszechnieniu różnych kierunków zaocznych czy wieczorowych. Dziś jest całe multum uczelni i kierunków, które pierwszy lepszy idiota może skończyć, tylko po co?
6 2013-07-02 22:31:25 Ostatnio edytowany przez Stworek (2013-07-02 22:39:40)
Ja tylko powiem że z roku na rok mamy coraz głupsze społeczeństwo i czyja to wina? Z jednej strony systemu edukacji, gdzie przy każdej reformie są dodawane niepotrzebne, zapychające głowę rzeczy a z drugiej już samych uczniów, którzy nie chcą się uczyć. Jednym z największych problemów jak dla mnie jest przepychanie uczniów właśnie z litości. Nauczyciel się zabiera na oczka pełne łez bo co ma zrobić żeby poprawić mimo że zasługuje na jedynkę ale daje coś takiemu do roboty aby wpisać tą dwóje i ktoś przepełza na następny rok. A w następnej klasie i tak jedynka bo większość rzeczy z poprzedniego roku się powtarza lub jest potrzebnych do rozwinięcia następnych rzeczy, a ktoś tego po prostu nie opanował, nie pamięta, nie rozumie i jak ma sobie poradzić? Grunt że się przepchnie do następnej klasy i właśnie na maturach czy egzaminach gimnazjalnych takie oto rzeczy wychodzą bo nie ma do kogo zrobić smutnych min, nikt mu nie pomoże, nie podpowie i nie da szansy na poprawę.
Dlaczego ludzie nie zdają matury? Cóż ... ja to nazywam po imieniu. To jest tak zwane zjełopienie wtórne społeczeństwa. Skoro ludzie nie wiedzą ile dni ma rok, jak się nazywa największa rzeka Ameryki południowej, jak brzmi teoria Kopernika to cóż ...
Widzę, że ktoś oglądał filmik nagrany z egzaminów gimnazjalnych.
Ja na szczęście w szkole mam większość dość starszych nauczycieli, dla których podstawy to konieczność. Jeśli nie znasz podstaw - nie przechodzisz dalej. Niejednokrotnie spotkałam się z sytuacjami gdzie nawet jeśli większość była dobrze a podstawy pominięte, to się dostaje jedynkę i koniec dyskusji. Raz na lekcji chemii jedna z koleżanek była wezwana do odpowiedzi, odpowiedziała dobrze, już miała dostać piątkę ale na koniec nauczyciel zadał jedno pytanie - czy powietrze się pali? - a ona bez namysłu powiedziała że tak i dostała jedynkę bo jak uznał nauczyciel "ona nie wie o czym mówi". ![]()
Ale w czym jest problem? Mnie nie dziwi, że 1/5 przystępujących do matury jej nie zdała ale po co oni w ogóle do nie przystępowali. Kiedy ja byłem w wieku maturalnym, czyli ponad 20 lat temu wiele rozsądnych osób, szczególnie w szkołach zawodowych i technikach do matury nie przystępowało. Matura nie jest świadectwem ukończenia szkoły średniej. Jest przepustką do studiów wyższych. To że teraz jest idiotyczny pęd do skończenia jakichś, choćby najdebilniejszych studiów jeszcze nie świadczy, że jest to mądre. 20 lat temu studia były jakimś wyznacznikiem poziomu intelektu ale początki erozji były widoczne już wtedy. Tyle, że bardziej w większym rozpowszechnieniu różnych kierunków zaocznych czy wieczorowych. Dziś jest całe multum uczelni i kierunków, które pierwszy lepszy idiota może skończyć, tylko po co?
No tak. Ale do matury przystępuje się po ukończeniu kilku klas szkoły, która do tej matury przygotowuje. I zastanawiam się, o czym to świadczy, że aż tyle osób taką szkołę kończy, a następnie z hukiem oblewa sprawdzian z tego, czym się przez ostatnie lata zajmowali.
Przeraża mnie również to, że poziom nowej matury jest zatrważająco niski. Średnio rozgarnięta osoba zda ją z marszu, bez przygotowania. A 20% uczniów świeżo po opuszczeniu placówki edukacyjnej nie jest w stanie uzyskać 6 (!!!) punktów na 20 możliwych.
8 2013-07-03 01:01:01 Ostatnio edytowany przez luc (2013-07-03 01:05:08)
Bliski mi temat - mam w domu tegorocznego maturzystę.
Też obserwuję spadający z roku na rok poziom edukacji w szkołach.
W liceum mojego syna od lat maturę zdaje 100% uczniów.
Syn do matury nie uczył się NIC. Dosłownie. Nawet mnie to trochę denerwowało.
Ale tam pracuje się przez cały okres nauki, a nie przed maturą.
Oprócz spadającego poziomu edukacji, jest też duża rozbieżność pomiędzy różnymi typami szkół.
Jak wynika z danych MEN, najlepiej zdali uczniowie liceów ogólnokształcących (90%), a najgorzej liceów uzupełniających i techników uzupełniających (24 i 23 % uczniów!!!).
Nie mogę sobie wyobrazić jak można nie uzyskać przynajmniej tych 30%
Nie wiem ile w tym prawdy, ale syn mówił mi, że egzamin maturalny jest z roku na rok przygotowywany w taki sposób aby właśnie zdało 80%. Porównując to z poziomem nauki, oznacza, że egzaminy maturalne są coraz łatwiejsze.
Brniemy w ślepy zaułek.
Dobrze, że chociaż przywrócono matematykę.
Panikujecie, a przecież ma to swoje dobre strony.
1. Mniej idiotów zapłaci za studia i uzyska w ten sposób dyplom.
2. Do pracy w sklepie, czy innych miejscach niepotrzebni są inżynierowie, magistrowie, wystarczy dobry technik, by pracować w sklepie elektrotechnicznym, większość urzędników, specjalistów od jednego formularza nie musi mieć tytułu mgr administracji i zarządzania, wystarczy, by rzetelnie pracowali. Znam ludzi ze średnim technicznym wykształceniem, czy samouków, którzy są mistrzami w swojej dziedzinie i niestety na rozmowie o pracę często przegrywają z nieudacznikami z "kupionym" dyplomem.
3. Pierwsza selekcja zdolnych i zdolnych inaczej
może później z mniejszymi wymaganiami finansowymi będą szukać pracy.
Moje dziecko w tym roku pisało sprawdzian 6 kl. Niektórzy uzyskali 12-15 pkt z 40 pkt możliwych. Myślę, że tyle punktów można uzyskać zaznaczając odp metodą losową. Nie wiem, jak jest na dalszych etapach nauki, ale ten sprawdzian nie był sprawdzianem wiedzy, czy umiejętności logicznego myślenia, to był test na łowienie ryby, albo chwyci haczyk, albo odpłynie. Zadania w stylu "kot z ogonem ma 50 cm długości. Ile waży kg sierści?" Czemu to służy?
W szkole średniej nie miałam żadnych problemów z matmą, tylko kompletnie nie wiedziałam, po co mam rysować wykresy funkcji, czy liczyć jakieś tasiemcowe wielomiany, dopiero na studiach odkryłam, że jest to narzędzie do innych zagadnień. Tak samo z ang. dobrze zaliczałam klasówki z gramatyki, ale nie umiałam mówić. Na co komu taka umiejętność, jeśli nie może się dogadać z innymi? Do dziś dziwi mnie, po co ludzie uczą się szkieletu żaby, a w lesie nie potrafią nazwać drzew pospolicie występujących. Nie wiem, czy teraz jest gorzej czy lepiej. Nie wydaj mi się, by system edukacji w Polsce pozwalał wyszkolić uczniów na ludzi inteligentnych. Matura tylko potwierdza ten fakt.
Temat edukacji powoduje u mnie nadciśnienie. Patrząc na to, czego uczy się mój ośmiolatek jestem w szoku! Poziom nauczania jest poniżej jakiejkolwiek krytyki - piszę tutaj o jego szkole, chociaż pewnie sam program ma znaczny wpływ na całokształt.
Kiedyś na jednym z portali społecznościowych przeczytałam :
REFORMA EDUKACJI W POLSCE na przykładzie zadania z matematyki:
1950 r.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty.
Ile zarobił drwal?
1980 r.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty - czyli 80 zł.
Ile zarobił drwal?
2000 r.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł.
Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.
2010 r. (tylko dla zainteresowanych)
Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
W tym celu musiał wyciąć kilka starych drzew.
Podzielcie się na grupy i odegrajcie krótkie przedstawienie, w którym postarajcie się przedstawić, jak w tej sytuacji czuły się biedne zwierzątka leśne i rośliny.
Przekonajcie widza, jak bardzo niekorzystne dla środowiska jest wycinanie starych drzew.
2013 r.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
Pokoloruj drwala."
Nic dodać, nic ująć.
11 2013-07-03 09:15:16 Ostatnio edytowany przez nbm (2013-07-03 09:18:04)
Winni po trochu są wszyscy: nauczyciele, bo nie oszukujmy się - część z nich pracuje jakby za karę, nie potrafi przekazać wiedzy. Ministerstwo na okrajanie programów nauczania, idiotyczna siatka zajęć, nikomu nie potrzebne przedmioty typu religia czy 3h wfu. I na koniec sami uczniowie. Zadań nie odrabiają, tego się nie będą uczyć, bo w życiu taka wiedza się nie przyda, nagminne odpisywanie i potem efekty widać na prostej maturze. Chciałbym, aby wróciła stara matura z matematyki. Ta z lat 80. do ~2000r. Z wiadomych względów nikt się na to nie zdecyduje, więc niech podniosą próg z 30% do minimum 50% (tak jak jest na studiach, chociaż czasami i 50% uzyskanych punktów daje ndst) lub powrócą do egzaminów wstępnych na uczelniach.
Jak wygląda sprawa z kalkulatorami? Można mieć taki najprostszy? No i pozabierać te 'pomoce', które są książkami, wszystkie wzory napisane itd. Parodia.
Myślę, że wszystko po trochu- to, co wymieniłaś.
Program nauczania jest tak durny, nieprzydatny praktycznie (a może tak wykładany? wierzę, że nauczyciel potrafi jeśli chce przełożyć wszystko na praktykę) że się nie dziwię.
Jako przyszła maturzystka zgadzam się z tym w większości co pisaliście. To smutne i ja też to widzę. Jestem akurat w klasie bio-chem i jest to dosyć ambitna klasa, mamy dużo dobrych uczniów i widać, że większość się stara. To pomaga się zmobilizować.
U innych znajomych, którzy totalnie zlewają naukę albo mają standardowo po kilka zagrożeń na semestr przyczynę widzę przede wszystkim w lenistwie. Teraz ludzie (ja też niestety muszę z tym walczyć) mają takiego lenia, że to jest coś okropnego.
Ewidentnie głupich to może spotkałam parę osób, reszta jest leniwa do potęgi. Wydaje mi się, że na to wpływają środki masowego przekazu, telewizja, internet, zagłuszają ludzi, zajmują im czas, ogłupiają, uczą jakiegoś prymitywnego myślenia, pokazują zwierzęce zachowania ludzi jako sensacje... to ma duży wpływ na osobę kształtującą swoją osobowość. No i środowisko szkolne.
Myślę też, że w liceum to trochę jest taka przegrana sprawa, bo jak ktoś się nie uczył w podstawówce, gimnazjum choć i tego było śmiesznie mało to w liceum tym bardziej mu się nie zachce. Nie mówię, że wszyscy tak będą mieć ale to widać jakie kto ma podejście do nauki wykształcone od małego. I w tym biorą udział też rodzice, oni zajmują się w młodości dzieckiem i mogą zaszczepić ten pociąg do nauki, zapisać go na jakieś zajęcia np. grania na jakimś instrumencie co bardzo rozwija.
Co do matury to zależy z czego jest prosta. Jak patrzę na arkusze z rozszerzonej chemii to przerażenie mnie ogarnia przed tym co oni mogą za rok wymyślić.
Od nauczycieli też wiele zależy, naprawdę. Mogą bardzo zachęcić, zmobilizować jak i zrazić do przedmiotu. Mam i takich i takich w szkole. Najgorsi są ci co oceniają jak im się podoba a jak chcesz podyskutować czemu jest tak niesprawiedliwie to zaczyna się na ciebie drzeć, że śmiem podważać jego kompetencje i masz przechlapane do końca roku. W liceum trzeba nauczyć się samemu dbać o swój rozwój, więc jak innym to zwisa to wychodzi jak wychodzi.
Averyl co do tych drzew to pocieszę cię, nasza pani z biologii kazała nam się nauczyć 50 gatunków drzew, ich nazw łacińskich i rozpoznawać je po wyglądzie liścia... xD
Co prawda w mojej szkole matematyka na maturze (oczywiście starej maturze
) nie była obowiązkowa, ale i tak na około 100 zdających osób nie zdała tylko jedna (z języka polskiego). Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że uczyłam się (a i tak niewiele) tylko przed egzaminem ustnym z języka polskiego, bo miałam do opracowania konkretny zestaw pytań, a mimo to zdałam bardzo dobrze. Z kolei w tym roku z przerażeniem obserwowałam poczynania mojego syna, który do egzaminów gimnazjalnych zaczynał ,,uczyć się" (świadomie daję to w cudzysłów) po godzinie 21.00 dnia poprzedniego przed każdym z kolejnych modułów, a jednak poszedł i zdał znacznie lepiej niż się tego spodziewaliśmy.
Tak jak piszecie - do poważnych egazminów nie można zacząć uczyć się za pięć dwunasta, bo w ten sposób można się tylko dodatkowo zestresować, a straconego czasu i tak nie uda się już nadgonić. Wydaje mi się zatem, że z jednej strony szwankuje system, być może szkoła źle przygotowuje do matury, a z drugiej młodzież jest niesystematyczna i nieobowiązkowa, a nauczyciele niewymagający.
Nie wiem ile w tym prawdy, ale syn mówił mi, że egzamin maturalny jest z roku na rok przygotowywany w taki sposób aby właśnie zdało 80%.
Nie neguję tego stwierdzenia, ale niestety nie umiem doszukać się logiki takiego myślenia, czyli jaki mogłoby to mieć sens? Żeby mniej uczniów miało szansę na studia?
A matura to ponoć egzamin dojrzałości
Czyli potencjalnie: jak ktoś nie zda, nie powinien być uznawany za dorosłego ![]()
Ech tak, to było w czasach gdy na maturze zazwyczaj kończyła się edukacja ![]()
16 2013-07-03 11:07:29 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-07-03 13:14:23)
Co piąta osoba nie zdała matury, a co 10 w ogóle nie powinna być do niej dopuszczona!
Lata temu szkoły zawodowe pękały w szwach - byłeś "mniej zdolny", to uczyłeś się w zawodówce, teraz to samo można powiedzieć o liceach.
Nie masz pomysłu na siebie, nie wiesz co robić w życiu, ewentualnie nie chce Ci się nic robić, idziesz do liceum (wyłączam z opisu osoby, które świadomie wybierają dobre liceum, które ułatwia im start na dobre studia).
Szkołę średnią kończysz mając wykształcenie średnie, ale do kompletu brakuje Ci świadectwa maturalnego, bo w sumie dalej nie wiesz co masz w żuciu robić, czyli przydałoby się iść na studia, na które przepustką jest właśnie matura.
No to do niej przystępujesz, a że tak naprawdę zaliczasz się do grupy tych "mniej zdolnych", to de facto wcale nie powinieneś być tu gdzie jesteś i "pokolorowanie drwala" jest poza zasięgiem Twoich możliwości.
Jestem tegoroczna maturzystką, ( ze zdaną maturą
) dla mnie oblanie egzaminu jest po prostu śmieszne. Wydaj mi się że winni to nie kto inni jak uczniowie obiboki, i nauczyciele którzy przychodzą odklepać swoje, napić się kawki i obowiązkowo zadać jakiś ciężki temat do samodzielnej realizacji. W przypadku prośby o wytłumaczenie często następuje chłodne zignorowanie prośby. Uczeń niemotywowany do pracy, z brakiem jakichkolwiek notatek z wykładu (którego po prostu nie ma!) jak ma się czegokolwiek nauczyć. Są oczywiście osoby na tyle mądre aby iść na korki, czy też samemu bardziej się przykładać ale wielu po prostu się nie chce dokładać swojego czasu wolnego na to co powinni z pomocą nauczyciela opanować w szkole. Matura przebiega schematycznie, z dobrym przygotowaniem nie ma tam NIC co może nas aż tak zaskoczyć żeby oblać. Trzeba się po prostu przyłożyć.
18 2013-07-03 18:42:35 Ostatnio edytowany przez Zuzia z Warszawy (2013-07-03 18:43:12)
A nauka jest niestety nudna i co gorsza, wymaga jakiegoś wysiłku. A już na pewno jest nudna w takiej formie w jakiej się ją przekazuje.
No sorki, ale w jakiej formie niby powinna być przekazywana... Maturę zdawałam 25 lat temu... I zdałam ją dobrze - dzięki ciężkiej pracy własnej... Nauczyciele nie tańcowali przed tablicą, nie robili gościnnych występów, nie mieli tyle technologii, które urozmaiciłyby lekcje...
Zresztą o czym mowa, te cuda , tablice interaktywne, prezentacje też już się uczniom znudziły... Mam wrażenie ,że lepiej słuchają jak nauczyciel opowie coś ciekawego.
Metody aktywizujące??? Zapomnijcie!!! Właśnie podejrzewam,że te 20% ( tak to by się zgadzało patrząc na przeciętną klasę) traktuje np. pracę w grupie na lekcji jako czas wolny, czas na pogaduszki nie na temat i grzebanie w telefonie. Dla mnie,jako nauczyciela, od którego oczekuje się wyników - to czas stracony!!!
Przepraszam bardzo- ale nie jestem nie mam wykształcenia aktorskiego, aby robić show na każdej lekcji..., zresztą aktor do swojej premiery przygotowuje się długo, a my nauczyciele mamy średnio 5 takich premier dziennie...
Ludzie weźcie się do nauki... Nikt Wam wiedzy do głowy nie wtłoczy... zwłaszcza jeśli mózgi zamknięte!!!
Szczerze ??? Mnie jako czynnego nauczyciela wcale, a wcale te 20% nie dziwi... Mogłabym zapytać - tylko tyle???
No ale co ta matura daje? Oprócz "wstępu" na studia?
Zuziu, nie do końca jest tak, jak piszesz. Są nauczyciele i nauczyciele, jedni wchodzą do klasy tylko po to, aby odbębnić kolejne 45 minut, inni wykonują swoją pracę z pasją, bo kochają to, co robią i kochają przedmiot, którego uczą. Niestety to się przekłada na wyniki nauczania, bo można w młodzieży zaszczepić pęd do nauki lub ich do niej zniechęcić. Wiem sama po sobie, bo miałam takich nauczycieli, którzy mnie motywowali i skłaniali do samodzielnego zgłębiania tematu, ale i takich, którzy skutecznie dany przedmiot obrzydzali.
Zuziu, nie do końca jest tak, jak piszesz. Są nauczyciele i nauczyciele, jedni wchodzą do klasy tylko po to, aby odbębnić kolejne 45 minut, inni wykonują swoją pracę z pasją, bo kochają to, co robią i kochają przedmiot, którego uczą. Niestety to się przekłada na wyniki nauczania, bo można w młodzieży zaszczepić pęd do nauki lub ich do niej zniechęcić. Wiem sama po sobie, bo miałam takich nauczycieli, którzy mnie motywowali i skłaniali do samodzielnego zgłębiania tematu, ale i takich, którzy skutecznie dany przedmiot obrzydzali.
Oczywiście, że tak!! Wszystko tu zależy od nauczyciela.
22 2013-07-03 19:47:24 Ostatnio edytowany przez Zuzia z Warszawy (2013-07-03 19:50:06)
Zuziu, nie do końca jest tak, jak piszesz. Są nauczyciele i nauczyciele, jedni wchodzą do klasy tylko po to, aby odbębnić kolejne 45 minut, inni wykonują swoją pracę z pasją, bo kochają to, co robią i kochają przedmiot, którego uczą. Niestety to się przekłada na wyniki nauczania, bo można w młodzieży zaszczepić pęd do nauki lub ich do niej zniechęcić. Wiem sama po sobie, bo miałam takich nauczycieli, którzy mnie motywowali i skłaniali do samodzielnego zgłębiania tematu, ale i takich, którzy skutecznie dany przedmiot obrzydzali.
Tylko, co wtedy jak uczniowie nie chcą się nijak zmotywować?
I nie mów mi proszę, że słabo motywuję... Uwierz stoję "przy tablicy" prawie 20 lat i naprawdę umiem odróżnić ucznia, który ma wszystko głęboko, od tego któremu przynudzam....
A swoją drogą najlepszą motywacją dla nauczyciela do jeszcze efektywniejszego prowadzenia lekcji jest wymagający uczeń, zainteresowany uczeń, drążący uczeń...
Oczywiście, że tak!! Wszystko tu zależy od nauczyciela.
I tu się nie zgadzam - niestety nie wszystko!
No ale co ta matura daje? Oprócz "wstępu" na studia?
Nic nie daje, ale właśnie tak ewoluuje nasze społeczeństwo. Moja babcia miała 12 dzieci i zawsze mówiła, że dzieciom nie mogła wiele dać, ale każde z nich zdobyło zawód i to jest jej wielki sukces - mimo, że wszyscy po zawodówkach.
Teraz zawód mało kto zdobywa, ale maturę "musi" mieć każdy.
Nie wiem czy w waszym otoczeniu tez był taki pogląd ale jak ja kończyłam gimnazjum to wielu rodziców doradzało dzieciom - idź do liceum, a nie do zawodówki, jakoś się przemęczysz do matury, najwyżej Cię wywalą to wtedy pójdziesz do zawodówki.
Nie mam dziecka i nie wiem jak to jest zmuszać je do nauki, ale częściową "winę" za uwstecznienie pociechy jednak przełożyłabym na rodziców - nie czytaj lektur, posłuchaj audiobooka, jakich te dzieci się głupot uczą, po co to dziecku potrzebne, za dużo zadania, dziecko nie będzie chodziło na wf, bo się zmęczy itp. Rodzice odciążają dzieciaki we wszystkim, także i w nauce, a później winę zwalają na nauczycieli albo towarzystwo.
Nie zgodzę się jednak z wypowiedzią Zuzi .
Prawdziwy nauczyciel nie będąc aktorem potrafi zainteresować dzieci wykładanym tematem, oczywiście, że nie każda lekcja musi być super interesująca, ale sposób prowadzenia zajęć nawet bez wykorzystania cudów na patyku może wiele zdziałać.
Mój polonista z gimnazjum jest pedagogiem, którego zawsze będę stawiała jako wzór. Zwykły język polski... zwykłe nudne lektury, plany wydarzeń i charakterystyki albo rozbiory gramatyczne zdań. On jednak zawsze znalazł sposób żeby klasę zainteresować i rozbawić.
Np. mieliśmy nauczyć się wiersza Stanisława Barańczaka pt. "Pan tu nie stał" i wyrecytować go w scenerii typowej PRL-owskiej kolejki. Wszyscy założyli "epokowe" ciuszki, był komitet kolejkowy, wpychanie się do kolejki, wiejska owinięta szarym papierem a także kupa śmiechu
A wiersz pamiętam do tej pory
Przepraszam za mały offtop.
A swoją drogą najlepszą motywacją dla nauczyciela do jeszcze efektywniejszego prowadzenia lekcji jest wymagający uczeń, zainteresowany uczeń, drążący uczeń...
Tak być powinno. Niestety w większości przypadków nie jest. Przerabiałam to z moim synem. Fakt, bywa bezczelny co może nauczyciela denerwować, ale jeżeli okazuje się, że ma większą wiedzę od nauczyciela to już jest paradoks. Wiadomo do czego to prowadzi w relacji: uczeń-nauczyciel.
Nie wiem czy w waszym otoczeniu tez był taki pogląd ale jak ja kończyłam gimnazjum to wielu rodziców doradzało dzieciom - idź do liceum, a nie do zawodówki, jakoś się przemęczysz do matury, najwyżej Cię wywalą to wtedy pójdziesz do zawodówki.
Mój syn złożył papiery do trzech techników (w piątek okaże się czy dostanie się na wymarzony kierunek), bo ma umysł ścisły, techniczny, ale też, aby zdobył konkretny zawód. Jeśli zdecyduje się kontynować naukę, to na studiach wyższych (na pewno technicznych) też będzie mu łatwiej.
Nie mam dziecka i nie wiem jak to jest zmuszać je do nauki, ale częściową "winę" za uwstecznienie pociechy jednak przełożyłabym na rodziców - nie czytaj lektur, posłuchaj audiobooka, jakich te dzieci się głupot uczą, po co to dziecku potrzebne, za dużo zadania, dziecko nie będzie chodziło na wf, bo się zmęczy itp. Rodzice odciążają dzieciaki we wszystkim, także i w nauce, a później winę zwalają na nauczycieli albo towarzystwo.
Nigdy nie zmuszałam syna do nauki, ale cierpliwie tłumaczyłam, że nie uczy się dla nas, ale dla siebie i po to, aby było mu w życiu łatwiej. Nigdy też nie narzekałam, że czegoś mają w szkole za dużo, czegoś za mało, że nauczyciel jest niesprawiedliwy lub aby zamiast czytania lektur słuchał audiobooków. Czasem jednak, gdy zerknęłam do notatek, komentowałam śmieciowy program nauczania, bo szczerze współczułam ogromu rzeczy, które dziecko musi się nauczyć, a których my uczyć się nie musieliśmy i jak doświadczenie wskazuje nigdy nie było nam potrzebne. Za to przyznaję, że w tym roku byłam mile zaskoczona ilością życiowych umiejętności, które syn wyniósł ze szkoły - na przykład pisanie podań, CV, różnego rodzaju pism, ale i wiele innych, naprawdę użytecznych.
Mój polonista z gimnazjum jest pedagogiem, którego zawsze będę stawiała jako wzór. Zwykły język polski... zwykłe nudne lektury, plany wydarzeń i charakterystyki albo rozbiory gramatyczne zdań. On jednak zawsze znalazł sposób żeby klasę zainteresować i rozbawić.
W szkole podstawowej miałam nauczycielkę historii, która wyraźnie męczyła się na lekcjach, a my razem z nią. Natomiast w szkole średniej historyca opowiadała fakty z przeszłości z taką pasją i zaangażowaniem, jakby przedstawiała najciekawszy film, więc obrazy same stawały nam przed oczami. Bywało, że kazała nam zamykać książki i ze słowami ,,teraz będziemy uczyć się prawdziwej historii" mówiła o tym, czego mówić jeszcze nie było wolno. To ona pozwoliła mi uwierzyć, że historia jest pasjonująca. Na maturze też wybrałam ten przedmiot - napisałam 16 stron A4, wynik pozwolił mi być zwolnioną z ustnej. Zatem można efektywnie nauczać - z pasją i bez techniki? Można!
Tylko, co wtedy jak uczniowie nie chcą się nijak zmotywować?
I nie mów mi proszę, że słabo motywuję... Uwierz stoję "przy tablicy" prawie 20 lat i naprawdę umiem odróżnić ucznia, który ma wszystko głęboko, od tego któremu przynudzam....
Nie wiem jak wygląda Twoja lekcja, więc w kwestii umiejętności motywacji się nie wypowiem, ale uważam, że największą sztuką jest dotrzeć do tych najmniej zainteresowanych tematem.
Fakt, bywa bezczelny co może nauczyciela denerwować, ale jeżeli okazuje się, że ma większą wiedzę od nauczyciela to już jest paradoks. Wiadomo do czego to prowadzi w relacji: uczeń-nauczyciel.
Spotkałam na swojej drodze takich nauczycieli, dla których byłoby to wyzwaniem, a nie powodem do zdenerwowania i tłamszenia dzieciaka. Nie ukrywam jednak, że miałam szczęście chodzić do wyjątkowej szkoły, takiej, do której uczęszcza się z przyjemnością i za którą tęskni się latami, bo choć stawiane są spore wymagania, to uczeń jest partnerem, z którym po prostu się rozmawia, którego się szanuje i który ma swoje prawa.
26 2013-07-03 20:53:22 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-07-03 20:57:29)
Zgadzam się. Matura jest teraz bardzo prosta. Nawet ja, osoba, która miała często jedynki z matematyki, niewiele rozumiała i do tego miała braki, do tego 2 poprawki, zdałam maturę już na 60 % i to mimo braków, bo tam nie zrobiłam wcale z 2 zadań, bo nauczyciel nie zdążył nas przygotować. No, ale mimo wszystko od tego nauczyciela nauczyłam się dużo więcej niż od babki z wcześniejszego liceum, gdzie miałam te poprawki ![]()
A polski, angielski to też banał, zwłaszcza, że generalnie byłam dobra z tych przedmiotów.
Rząd nas "otępia".
Macie też rację z tą nauką o starożytności... Nawet lubiłam historię.. ale no właśnie.. wolałabym więcej dowiedzieć się o PRL-u, o II wojnie światowej, poczytać na historii wspomnienia ludzi, którzy przeżyli wojnę, bo to dotyczy nas i jest takie "autentyczne" niż ciągle wałkować temat starożytności. Gdy ciągle uczysz się tego samego, to naprawdę, trudno, by wtedy nauka była przyjemnością. U nas, o PRL-u itp to w sumie były takie wzmianki, a to jakiś filmik, że stali w kolejkach z kartkami. Taki filmik, który właściwie wiele nie mówił. Schematyczny, nic ciekawego.. A nie... Wy tego nie pisaliście.. ale na pewno ten temat Wam też jest bliski.
Wydaje mi się, że należałoby rozróżnić poziom podstawowy a poziom rozszerzony. Dajmy na to matura rozszerzona z anglika wcale nie jest taka prosta, to samo matma(kosmos), nie wspominam o bioli i chemi. Zadajmy sobie pytanie, czy każda osoba w dzisiejszych czasach powinna mieć maturę, skoro nie zdała jej co piąta? Nie sądzę.
Ja maturę z matmy zdałem na 70 %, miałem w LO 4 z matmy, ale nie uważam, żeby była ona tak prosta, jak pisze o niej truskaweczka( poza wyłączeniem polskiego może:)
Moim zdaniem głównym powodem oblanych matur jest nieefektywny system nauczania, brak priorytetów, zainteresowań u młodzieży.
Rosnąca tępota jest także spowodowana coraz mniejszym zainteresowaniem rodziców w stosunku do edukacji swoich dzieci.
Przypomina mi się pewna sytuacja z czasów licealnych. Miałam kolege który pochodził z bardzo biednej rodziny. Musiał dużo pomagać rodzicom w gospodarstwie a co za tym idzie dostawał marne oceny. Rodzice oczywiście mieli to gdzieś, bo syn profesorem zostać nie musi, a krowy same sie nie wydoją. Tak więc "chcieć to móc "nie zawsze się sprawdza.
Należy jednak przyznać , że matura trudna nie jest. Trzeba sie postarać aby jej nie zdać. Teraz nawet książek nie trzeba czytać, bo wypracowania najczęściej polegają na odniesieniu się do fragmentu, a nie całego utworu. Idą na łatwiznę jak mogą.
Matematyka?
Schemat zadań powtarza sie co roku, tylko dane się zmieniają. Kalkulator do ręki i koniec problemów.
Teraz nawet książek nie trzeba czytać, bo wypracowania najczęściej polegają na odniesieniu się do fragmentu, a nie całego utworu. Idą na łatwiznę jak mogą.
No właśnie
Fragment utworu podany pod nos i parę pytań z gatunku "audio-tele".
Rocket Queen napisał/a:Teraz nawet książek nie trzeba czytać, bo wypracowania najczęściej polegają na odniesieniu się do fragmentu, a nie całego utworu. Idą na łatwiznę jak mogą.
No właśnie
Fragment utworu podany pod nos i parę pytań z gatunku "audio-tele".
i w razie czego "telefon do przyjaciela" :-)
Jak nauczyciel przychodzi przykładowo na lekcję matematyki, pisze na tablicy wzór, po czym sam rozwiązuje zadania, a uczniowie przepisują albo i nie, a potem daje uczniom 15 minut czasu wolnego, bo on już materiał przerobił (przypadek autentyczny), to nie jest to dobry nauczyciel. Teraz dobry nauczyciel to taki, który nie odpuści uczniowi, dopóki ten się choć trochę nie nauczy.
Ostatnio miałam okazję wysłuchać dość głośnej rozmowy dwóch dziewczyn w autobusie, które skończyły w tym roku gimnazjum. 3/4 czasu to była gadka o imprezach, jak to ostro było,kto ile wypił, potem o chłopakach, niechcianej ciąży jakiejś koleżanki i obgadywaniu koleżanek, które się uczą, że takie kujonki i sztywniaczki, bo na imprezy nie chodzą. Rozmawiały też o swoich wynikach egzaminu, i wcale nie były takie najgorsze (ok. 50%). Zwyczajne nastolatki w zasadzie :]
a ja uważam że to świadczy o systemie edukacji w ogóle, a nie tylko o ogólniakach. Gdyby w Polsce nie rozwalono szkolnictwa zawodowego, to być może część z tych co nie zdal, nie myśleli by nawet o podchodzeniu do matury, tylko spokojnie się realizowało w jakimś zawodzie.
Wydaje mi się, że należałoby rozróżnić poziom podstawowy a poziom rozszerzony. Dajmy na to matura rozszerzona z anglika wcale nie jest taka prosta, to samo matma(kosmos), nie wspominam o bioli i chemi. Zadajmy sobie pytanie, czy każda osoba w dzisiejszych czasach powinna mieć maturę, skoro nie zdała jej co piąta? Nie sądzę.
Ja maturę z matmy zdałem na 70 %, miałem w LO 4 z matmy, ale nie uważam, żeby była ona tak prosta, jak pisze o niej truskaweczka( poza wyłączeniem polskiego może:)
No, matura jeszcze z nie każdego przedmiotu jest taka prosta, ale jakbyś porównał przed reformą i jak np była obowiązkowa matematyka, gdzie nie było zadań zamkniętych jak teraz, to przepaść jest duża. Takiej matmy to bym nie zdała
A na obecnej jak pisałam miałam 60%, więc jak na mnie to świetnie, a koleżanka, która też często miała z matematyki jedynki i dwójki jeszcze solidniej się przygotowała i miała chyba 80% ![]()
34 2013-07-04 20:49:21 Ostatnio edytowany przez Zuzia z Warszawy (2013-07-04 20:50:54)
Nie zgodzę się jednak z wypowiedzią Zuzi .
Bubuś napisał:
Prawdziwy nauczyciel nie będąc aktorem potrafi zainteresować dzieci wykładanym tematem, oczywiście, że nie każda lekcja musi być super interesująca, ale sposób prowadzenia zajęć nawet bez wykorzystania cudów na patyku może wiele zdziałać.
Otóż to właśnie chciałam powiedzieć , nie wiem tylko jakie formy przekazywania wiedzy miała na myśli allegra ????
Złe to znaczy jakie?
Nauczyciele sa beznadziejni. Niszcza chec nauki w uczniach i w zadnej grupie zawodowej nie widzialam chyba tylko palantow jak wsrod nauczycieli. Sa wyjatki, ale to niestety wyjatki.
Ja sama bym nie zdala teraz matury, a intelekt mam niestety wiekszy i wiedze rowniez od mojego kolegi, ktory jest dyrektorem szkoly, nauczycielem dwoch przedmiotow i matuke zawsze co roku rozwiazuje i zdaje rzecz jasna z dobrymi wynikami.
36 2013-07-04 23:19:20 Ostatnio edytowany przez ola_15 (2013-07-04 23:30:27)
Tegoroczna matura z matematyki była wyjątkowo łatwa. Wszyscy znajomi maturzyści oraz koledzy i koleżanki którzy przeglądali lub rozwiązywali test stwierdzili, że był naprawdę prosty. Sama pisząc uzyskałam 98%. Nauczyciele również potwierdzają, że tak łatwych zadań nie było chyba nigdy. Język polski też niespecjalnie trudny, co do angielskiego nie wypowiadam się, bo akurat z tego delikatnie mówiąc nie jestem ekspertem...
Jaka jest przyczyna niskiej zdawalności? To bardzo proste... W ostatnich latach do liceów idzie o wiele więcej osób niż kilkanaście lat temu. Prywatne licea ogólnokształcące wyrastały jak grzyby po deszczu, a wszyscy absolwenci gimnazjów zasilali szeregi licealistów. Coraz mniejszy odsetek wybierał technika, a szkoły zawodowe są niemal na wyginięciu. Wszyscy w dzisiejszych czasach chcą iść na studia, rzadko można spotkać osobę, która nie planuje nieć mgr. przed nazwiskiem. Kiedyś do matury przystępowali ludzie ambitni, którzy skupiali się na nauce i faktycznie nadawali się na studia, a nie pierwsi lepsi, którzy pół liceum wagarowali albo przechodzili z klasy do klasy na dopach. To chyba dość oczywiste, że kiedy do matury przystępuje przypuśćmy 40% to są to ludzie zdecydowali na dalszy rozwój, którzy się do tej matury naprawdę przygotowali i poziom zdawalności jest wyższy, niż gdy maturzyści to 70-80% danego rocznika, a bądźmy szczerzy nie trzeba być specjalistą od statystyki, żeby stwierdzić, że wyniki będą przypominały krzywą Gaussa, ponieważ do egzaminu dojrzałości podchodzą ludzie, którym mamusia z tatusiem płacili przez 3 lata za prywatną szkołę, w której dostawało się dobre oceny bez większych trudności co wzmaga wysokie mniemanie o własnych możliwościach. Znam wiele osób, które podchodziły do matury tylko dlatego, że jak to on/ona matury mieć nie będzie? teraz wszyscy mają papierek. A to, że delikwent nie umie rozwiązać prostego równania kwadratowego, bo nie zaszczycił nauczyciela swoja obecnością na lekcji lub olewał to co się do niego mówi to już zupełnie inna sprawa. Niektóre zadania z tegorocznej matury z matematyki czy j. polskiego rozwiązałby RZETELNY uczeń gimnazjum, więc nie czarujmy się, wysokim poziomem trudności ten egzamin nie grzeszy.
wszystko jest winą systemu. Chcieli mieć całe społeczeństwo z wyższym wykształceniem? No to maja ludzi, którzy przy sprzyjającym wietrze zdadzą maturę, zapłacą za prywatna uczelnie, po 5 latach nic nie robienia dostaną piękny papierek z pieczątką i tytuł a specjalistą w żadnej dziedzinie nie będą... No ale będą mieli mgr. inż. przed nazwiskiem bo jakże to nie mieć...
Niektórzy mówią- wina nauczycieli, nie potrafią nauczyć... Jestem w publicznym liceum i skłamałabym, gdybym powiedziała, że pracują tu nauczyciele, którzy nie chcą poświęcić czasu uczniom, prowadzą lekcje na "odczep się", nie odpowiadają na pytania i wątpliwości uczniów. Wręcz przeciwnie, są i tacy, którzy siedzą w soboty w szkole z uczniami na dodatkowych zajęciach lub odbierają telefon późnym wieczorem, w swoim prywatnym czasie, w weekendy, święta, wolne dni i udzielają rad, służą pomocą, jeżdżą na konkursy, warsztaty choć nikt im za to nie płaci... Czy miałam szczęście i na swojej edukacyjnej ścieżce od szkoły podstawowej aż po liceum napotkałam większość (no bo to nigdy nie jest 100% zdarzyło się kilka wyjątków) porządnych pedagogów z pasją? A może po prostu nauczyciele jak i większość ludzi chcą dobrze wykonywać swoja pracę, tylko nie zawsze uczniowie chcę to docenić i odpowiednio wykorzystać, bo wolą spać na lekcji, przeglądać katalogi z kosmetykami, wymieniać się najnowszymi plotkami, nie notować ani słowa,iść jak najszybciej do domu, nie odrabiać zadań domowych lub w szkole bywać sporadycznie. Jako licealistka znam realia szkół, wiem, że wielu moich znajomych zamierza przystąpić do matury, bo jakżeby inaczej, a nie znają podstawowych rzeczy i nie odróżniają metafory od epitetu, no bo przecież mc jest koło szkoły, grzech nie skorzystać... A na maturze byle jakoś mieć 30%, po co komu więcej, a tak wgl. to komu by się chciało siedzieć w szkole... I nie mogą doczekać się studiów, bo to jest dla niektórych 5 lat picia, imprezowania, nie trzeba pracować, nie trzeba nic robić, czego więcej chcieć od życia? A ostatnie zadanie domowe to odrobili w szkole podstawowej jak mama pilnowała czy lekcje odrobione... No i jak ludzie z takim nastawieniem mają zdać maturę?
37 2013-07-05 15:23:15 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-07-05 15:29:34)
Tak z perspektywy czasu Wam napiszę: to już chyba standard, że każde następne pokolenie nazywane jest tym mniej zdolnym i leniwszym. Uważam, że wielu poprawia sobie samopoczucie " patrzcie jaka zdolna/zdolny byłem", ja dokonałam tego czynu, a ileś tam osób nie. W zamierzchłych czasach owa zdawalnosc matematyki nie była najlepsza. To my, starsze pokolenie chełpimy się i kadzimy sobie sami, no bo kto to ma zrobic? Moim zdaniem każdy kto się czuje na siłach niech tą maturę zdaje, niech sobie studiuje, niech się bawi, dlaczego mam komuś tego żałowac?
Kiedyś tam wiedzę weryfikowały egzaminy na studia ( piję do ściągających na maturze),teraz zrobi to sama uczelnia, oczywiście trochę uszczuplając naszą kieszeń. Tysiące chętnych, od nich pobierane opłaty i czasami radosc z dostania na jakiś kierunek, by po pierwszym semestrze nastąpił smutek, odsiew jednak jest.
Moi synowie na różnych nauczycieli trafiali, jednak większosc się nie wysilała. To uczniowie "drapali wiedzę pazurami", bo im zależało oraz ich rodzicom. Ambitni uczniowie celują w licea i technika o jak najlepszej renomie.
Tu gdzie mieszkam są społeczne i prywatne licea. Zdawalnosc matury jest tam zawsze największa, właściwie od lat na poziomie 100%, czyli coś ci nauczyciele tam robią.
Nie ma co się czarowac, na najbardziej oblegane kierunki na uczelniach publicznych, dostaną się ci piszący maturę rozszerzoną. Student mający konkretne zaplecze finansowe oraz perspektywę załatwionej przez rodziców pracy, wybierze studia na uczelni prywatnej, co się ma wysilac.
Jako ciekawostkę podam fakt, że kiedyś ukończenie pewnej prywatnej uczelni w Nowym Sączu otwierało drzwi kariery, a dziś mówi się o niej "Wyższa Szkoła Likwidatorów".
Student mający konkretne zaplecze finansowe oraz perspektywę załatwionej przez rodziców pracy, wybierze studia na uczelni prywatnej, co się ma wysilac.
Jako ciekawostkę podam fakt, że kiedyś ukończenie pewnej prywatnej uczelni w Nowym Sączu otwierało drzwi kariery, a dziś mówi się o niej "Wyższa Szkoła Likwidatorów".
1. Troszkę generalizujesz ![]()
Żadne z moich dzieci nie wybrało uczelni prywatnej. Własnie DLATEGO, że łatwiej ją skończyć.
2. W Krakowie jest Krakowska Szkoła Wyższa (dziś już się nazywa Akademią
), o której złośliwie mawia się: "Kup Se Wykształcenie" ![]()
39 2013-07-06 08:37:16 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-07-06 08:50:03)
Tak szczerze Luc, to gdyby byla możliwosc załatwienia pracy synom, nie wahałabym się ułatwic im życia. Studia na tutejszej prywatnej uczelni, ich koszt podobny do opłat jakie ponosimy za mieszkanie w innym mieście. Nie wspomnę o sensowniejszym grafiku zajęc oraz o prawie całkowitym braku wykładowców z odchyłami, nierównościami pod sufitem ( tylko nie mieliby o czym później opowiadac). Niestety pracuję w spółce z "ograniczoną odpowiedzialnością umysłową szefa", a mąż w czymś podobnym i nie ma szans na cokolwiek po znajomości. Dlatego muszą synowie wyciskac siódme poty.Ten, który powinien ważyc co najmniej 88 kilo wrócił z wagą 76 kg. Rozumiem też tych studentów czasami imprezujących, jak się nie cieszyc ze swoich sukcesów, gdy już po pierwszym roku 40% odpadło.
Nie lubię gloryfikowania dawnych czasów, ponoc lepszego kształcenia, to bajki. Tak jak teraz są korki, tak i nas do nich zmuszano. Na maturze oraz egzaminach wstepnych też ściągano lub przymykano oczy na wybrańców. Matematyczka wcale nie uczyła, nadchodziło półrocze i dziennik świecił od pał na semestr, a ta cwaniara polecała koleżankę z zaprzyjaźnionego liceum. Wymieniały się, korepetycji udzielały grupowo. Moja matka była wściekła, ale płaciła, bo nie chodziło o samą maturę lecz o klasyfikację do klasy czwartej oraz samo dopuszczenie do matury. Myślicie, że rodziców nie trafiało? Klasę rozwiązano z powodu nieklasyfikowania 22 osób, takie jaja były. Tak jak teraz nie dopuszczają do matury, bo chcą podniesc zdawalnosc, tak robiono dawniej.
Studia też były dla tych zwykłych i dla tych wysoko postawionych. Miejsca rektorskie to nie mit, tak jak wieczni studenci.
Chaber, co do uczelni prywatnych, to w dużej mierze wykładają tam Ci sami wykładowcy, co na uczelniach publicznych. Niby po zmianie przepisów ten proceder miał zostać ukrócony, ale i tak taka możliwość pozostała. Mówię tu o tych bardziej prestiżowych prywatnych uczelniach (bo takie też są i czasem jest na nich trudniej niż na publicznych bądź poziom jest porównywalny).
Fakt, żeby dostać się na dobry kierunek, to trzeba dobrze zdać maturę rozszerzoną, a ona aż taka łatwa nie jest, więc myślę, że i tak dostają się Ci nieco zdolniejsi i bardziej pracowici.
Tak szczerze Luc, to gdyby byla możliwosc załatwienia pracy synom, nie wahałabym się ułatwic im życia.
Jak większość rodziców ![]()
Ale piszesz o pracy, a ja głównie o studiach. Stać mnie na aby opłacić studia dzieciom na prywatnych uczelniach. One same zadecydowały, że chcą studiować na państwowych uniwersytetach. Właśnie dlatego, że tam potrzeba większego wysiłku. Nie chcę moich dzieci gloryfikować, one po prostu myślą przyszłościowo.
Oczywiście dochodzi też jeszcze jedna okoliczność - prywatne uczelnie nie mają wcale lub niewiele kierunków ścisłych, technicznych.
Największą kasę robi się na wszelkiej maści kierunkach humanistycznych. Ten problem też nie jest obcy uczelniom państwowym.
Allegra prawdą jest, że w prywatnych uczelniach w większości uczą wykładowcy z państwowych i to często ci bardzo dobrzy. Ale ukończenie uczelni prywatnej jest jednak łatwiejsze niż państwowej.
Zresztą jak ktoś się chce uczyć to będzie to robił też na kiepskiej uczelni, w słabej szkole etc.
I odwrotnie - leń w najlepszej szkole uczył się nie będzie, ewentualnie tyle wysiłku żeby zaliczyć.
42 2013-07-06 15:14:50 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-07-06 15:27:23)
W sumie temat małej zdawalności matur wypłynął tylko dlatego, że królowa nauk znów się na nich pojawiła. Gdyby nie to, to nikt by się tak nie ekscytował. Pamiętam podobny wątek z innego forum i aż kładłam się ze śmiechu, bo znałam przybliżony wiek niektórych internautek. Z pewnością matematyka nie była wtedy obowiązkowa, ale z jaką dumą pisały o tym zdaniu matury z paluszkiem gdzieś tam.
Jest tak jak piszecie, ten sam wykładowca, a na uczelni prywatnej milusi dla studenta i jaki wyrozumiały.
Niestety pracodawca może wybierac i wybiera najczęściej tego po renomowanej uczelni. Tutaj na miejscu mam prywatną uczelnię techniczną i to nie jedną, ale z jakichś powodów uznawane są za marne. Zapomniałam napisac, że nasza polibuda też w rankingach jest notowana nisko.