W sylwestra zostawil mnie narzeczony po 6 letnim zwiazku,zaznacze ze mieszkalismy razem od 4 lat,bardzo go kochalam i nadal kocham.Jak sie okazalo wymienil mnie na nowszy model-kolezanke z pracy dla ktorej kompletnie stracil glowe,po 6 latach nie nalezalo mi sie nawet wyjasnienie sytuacji,wrecz uslyszalam,ze mnie nie kocha,ze sie wypalilo jak to okreslil...Nie wiem czy milosc tak po pstryknieciu palcem moze sie calkowicie wypalic.Dodam,ze kobieta z ktora jest ma dziecko i rozwodzi sie z mezem.Moj byly partner zamieszkal z nia.W pierwszych dniach nie mialam w ogole checi do zycia-zabral mi wszystko,co kochalam,jego rodzine z ktora tak bardzo bylam zzyta,a teraz udaje ze mnie nie znaja,co boli jeszcze bardziej:( Wczesniej bardzo duzo sie klocilismy,bo bylego partnera co jakis czas przylapywalam na zdradzie emocjonalnej,nie fizycznej,lecz pisanie z kims na czatach,na gg,spotykanie sie z bylymi i jego ciagle niezdecydowanie co do kwestii uczuc w moim kierunku.Myslalam,ze zmadrzal,dorosl(ma 28lat),ale niestety nic z tych rzeczy.Na jaw powychodzily rzeczy,o ktorych nigdy wolalabym sie nie dowiedziec.Dziewczyna,z ktora sie zwiazal ma 5 letniego synka...Zaznacze,ze nie jest to jego pierwszy zwiazek z kobieta z dzieckiem,a co najciekawsze zawsze na poczatku znajomosci opowiada kazdej dziewczynie ten sam bajer,jak to kazda kobieta go zaostawiala,gdzie sie okazuje ze on majac juz dana partnerke w trakcie trwania zwiazku zmienial ja na nowszy model,a pozniej przez jakis czas szukal kontaktu z bylymi twierdzac,ze cos czuje...Nie wiem czy to jest kwestia charakteu czy jakiegos zaburzenia(w dokumentach ma zapisane zaburzenia osobowosci)bywalo tak,ze piszac z dziewczyna na czacie po 3 dniach stwierdzal,ze jedzie do Krakowa,Zamoscia czy gdziekolwiek indziej,bo poznal bratnia dusze i sie zakochal,bo przeciez kazdy normalny czlowiek potrzebuje czasu dla siebie tym bardziej po tak dlugim zwiazku w jakim bylismy,planowalismy slub,od 2 lat staralismy sie o dziecko,a w grudniu zalatwialismy formalnosci zwiazane z wzieciem kredytu na mieszkanie.Z poczatku myslalam,ze to go przeroslo po prostu,ale to on na to wszystko naciskal.Teraz juz sama nie wiem jak to wytlumaczyc,zdarzaja sie dni,w ktorych nie chce mi sie zyc,nie widze sensu,nie mam sil i motywacji.Minelo pol roku,a ja stanelam w martwym punkcie ze swoim zyciem.Doslownie nie mam nikogo,ani nic...Boli bardziej,gdy pomysle,ze tak perfidnie bylam oklamywana,tak doskonale sie kamuflowal,do tego stopnia,ze sypial ze mna,z nia flirtowal i pisal po czatach.Nie wiem czy umiem komukolwiek zaufac.