Zapewne ten wątek przewijał sie już wiele razy, ale ja jestem, że tak powiem świeżynką na forum i za bardzo nie mam czasu żeby je przeglądać... Więc jak w temacie moja praca mnie dołuje... Dokładnie rok temu obroniłam mgr z politologi, bo zawsze marzyłam o tym żeby pracować w urzędzie i pomagać ludziom, siedzieć w ustawach i artykułach, wiem, że to dziwnie zabrzmi ale ja to kocham... Jednak jak to w Polsce bez znajomości nie ma pracy w urzędzie i moja ścieżka zawodowa potoczyła się inaczej. Od czerwca ubiegłego roku dzielnie szukałam pracy wszędzie, zarejestrowałam sie PUP i czekałam na odzew... W kuńcu dostałam list, iż mam się stawić na rozmowę kwalifikacyjną do pewnej firmy(w której obecnie pracuje). Poszłam rozmowa przebiegła w miłej i spokojnej atmosferze. Przeszlam pierwszy i potem drugi etap... Cieszyłam się jak dziecko, które dostaje lizaka i tak od pierwszego grudnia byłam stażystką w swojej firmie... Wszystko na początku było dla mnie takie super... Ludzie, atmosfera, szefostwo... Ogólnie wszystko... chciałam tam zostać jak najdlużej i nie zmieniać pracy do końca życia... Jednak od pewnego czasu a właściwie od kwietnia wszystko się zmieniło... A to za sprawą słów, które usłyszałam (nie w prost oczywiście) od szefostwa, iż błędem jest to, że ja tam pracuje... No ludzie przecież ja sie tam na siłe nie pchałam, nie błagałam ich o ta pracę itd. Bylam jedną z wielu kandydatek mogli wybrać każdą, a jednak wybrali mnie... Więc o co chodzi? Po tych słowach coś we mnie pękło... Podcieli mi skrzydła, przestałam się starać i im nadskakiwać... Ide do pracy na 8 godzin i uwierzcie mi, ale cale 8 godzin nikt ze mną nie rozmowia... Tylko jakieś rozmowy służbowe lub wydawanie mi poleceń. jest mi strasznie cięzko, bo jestem osobą która lubi sie śmiać i rozmawiac, zawierać nowe kontakty itd. Chodzenie do pracy stało sie dla mnie koszmarem, który spędza mi sen z powiek... Czuje jak powoli sie zmieniam, jak przenosze sfoje frystracje do domu i wyładowuje sie na wszystkich dookoła... Rodzice też mnie rozumieją, bo przecież na początku było tak super a teraz co? na pewno sobie to wymyśliłam... Możę wy macie jakieś porady i rady co robić...
Podobne tematy
2 2013-06-23 20:01:22 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-06-23 20:02:10)
A to za sprawą słów, które usłyszałam (nie w prost oczywiście) od szefostwa, iż błędem jest to, że ja tam pracuje...
Co to znaczy nie wprost? Piszesz, ze od szefostwa. Czy usłyszałaś to z ich ust, czy ktoś Ci przekazał ta informacje?
Ja bym porostu poszła do szefa na rozmowę i poprosiła o ocenę mojej pracy.
Witaj Wonder ![]()
Ciężka sprawa,ale z drugiej strony starałabym się
o rozmowę i wyjaśnienie zaistniałej sytuacji.
Na pewno byłoby to lepsze od tego że zadręczasz
siebie....nie wiedząc w sumie o co IM chodzi i dlaczego
nie odzywają się do Ciebie. Są różne sytuacje
pomiędzy pracownikami a pracodawcą.Przeanalizuj
sytuację przed tymi nieporozumieniami, a teraz obecnie
czy mogło być coś takiego co zmieniło aż tak ich
podejście do Ciebie.
Życzę powodzenia i mam nadzieję że w końcu będziesz
spokojnie mogła spać. ![]()
To było tak, że szefostwo rozmawiało z moimi niby koleżankami z pracy a ja wychodziłam ze swojego pokoju/ gabinetu i akurat uszłyszałam te słowa. Nie było to przyjemne. Oczywiście, że próbowałam rozmawiać z szefostwem na ten temat, ale mnie zbyli. Usłyszałam tylko, że zawracam im d...pe. Więc zrezygnowałam z dalszych prób wyjaśniania tego tematu. A spać nie moge dalej... Niestety.
5 2013-06-24 12:46:43 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-06-24 12:47:15)
No to skoro rozmawiali o tym z "koleżankami" to trzeba się do nich zgłosić i postarać to wyjaśnić.
A w jaki sposób próbowałaś podjąć ten temat z szefostwem. Ja bym udała głupią i porostu umówiła sie na spotkanie w celu omówienia mojej dotychczasowej pracy. Zapytała czy maja jakieś zastrzezenia, co mogłabyś ewentualnie poprawić, nad czym popracować. Jak będą mieli to gdzieś, to szukałabym jak najszybciej innej pracy.
Podeszłam do rozmowy tak jak piszesz... I usłyszałam słowa o zawracaniu d...py, do tego dochodzi jeszcze ciągłe pilnowanie mnie zupełnie jakbym miała 5 lat a nie 25.
7 2013-06-24 14:28:58 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-06-24 14:34:47)
No cóż, ciężko mi doradzać, bo ja sama podjęłam ostatnio decyzje w podobnej sytuacji (męczyłam się w pracy strasznie, ze względu na szefostwo). Teraz jestem na okresie wypowiedzenia i szukam pracy. No ale żeby ten okres wypowiedzenia mieć musiałam zapracować na decyzje szefostwa o zwolnieniu mnie:). Do tego lubiłam bardzo swoja prace, wiec przetrwanie trudnych chwil było z tego względu łatwiejsze. Jakbym się zwolniła sama zostałabym z niczym. Rada taka szukaj pracy. Nie warto się męczyć.
A jeszcze mi taka myśl przyszła do głowy. Próbowałaś aplikować do jakiś fundacji zajmujacych sie pomocą prawna w uzyskaniu dofinansowań z EU? ( to tak a propos politologii i pracy w urzędach oraz twoim zamiłowaniu do siedzeniu w przepisach i ustawach).
Powiem szczerze, ze nawet o tym nie myslalam i nie interesowalam sie. Probowalam swoich sil w konkursach na stanowiska urzednicze i udawalo mi sie dotrzec do etapu koncowego jednak gdy oglaszane byly wyniki koncowe moje nazwisko nie widnialo na liscie i po kilku probach zrezygnowala. Z ARR dostalam staz w firmie w ktorej obecnie mam umowe na 3 miesiace. Moze faktycznie rozejrze sie za fundacjami i sprobuje swoich sil. Dziekuje za podpowiedz ![]()
Ja natomiast natrafiłam też jakby przypadkowo o stażach
w Unii Europejskiej.Poprzez Eurodeputowanych z danego
Powiatu ...przynajmniej u mnie tak to znalazłam.
Pozdrawiam.