Uczestniczki forumowego topiku o wczesnej edukacji spotkały się wiele razy z zarzutami, że marnują dzieciom dzieciństwo i zmuszają pociechy do robienia tego, co one same chciały zrobić, ale z jakichś powodów im nie wyszło. Chciałabym z Wami na ten temat podyskutować
Gdzie, Waszym zdaniem, kończy się zwykła troska "ucz się języków, będziesz mieć dobrą pracę", a zaczyna się pewnego rodzaju znęcanie się nad dzieckiem? Od którego roku życia powinno się zacząć edukować dziecko i jakie umiejętności są Waszym zdaniem najważniejsze? Czy poczekać, aż dziecko samo zechce chodzić na angielski/karate/balet/basen, czy lepiej co jakiś czas posyłać pociechę na najrozmaitsze zajęcia i sprawdzać, czy się jej spodobają? Jakie zajęcia dodatkowe i jak często mają/miały Wasze dzieci i od kogo wyszła chęć korzystania z nich? Czy z upływem czasu uważacie, że przeciążyłyście dziecko, czy wręcz przeciwnie - żałujecie, że nie zachęcałyście go do większego wysiłku? Czy jesteście w stanie szczerze odpowiedzieć, czym kierujecie się przy wyborze zajęć dla córki/syna - czy rzeczywiście są to umiejętności i przeżycia, których Wam nie udało się osiągnąć? Czy chcecie, by dziecko było Waszą kopią ("ja lubię podróże, to niech i on/ona lubi, będziemy fajnie spędzać razem czas")? Czy chcecie po prostu, by dziecko miało w przyszłości lepiej, niż Wy - a może tak samo dobrze jak Wy, dzięki zdobyciu konkretnych umiejętności? Która mama jest w stanie przyznać, że uczy dziecko tego czy tamtego tylko dlatego, że lubi się dzieckiem chwalić? I, na koniec, czy dzielicie zawody/pasje na lepsze i gorsze, i czy jesteście pewne, że zaakceptujecie/pogodzicie się z każdym wyborem Waszej pociechy?