Chciałabym napisać ten post najkrócej jak potrafię - ale chyba się po prostu nie da... No nic, zacznę.
Jestem ze swoim facetem ponad rok. Trzeba przyznać, że nasza znajomość zaczęła się trochę 'o tyłka strony', gdyż zanim staliśmy się oficjalnie parą, przez pół roku łączył nas tylko seks. Bardzo się w nim zakochałam w tym czasie. Imponował mi inteligencją, wytrwałością, tym, że czego by się nie tknął, zawsze to naprawił, lubił pomagać, ponadto pracował i był nieziemsko przystojny. Pomyślałam, że złapałam pana Boga za nogi, że taki facet się mną zainteresował 'na poważnie'. Cieszyłam się, że skończył się bezinteresowny seks, a zaczęły uczucia i wkrótce mieszkanie razem.
Oświadczył mi się, chociaż oboje wiedzieliśmy, że ślub to dopiero za kilka lat. Okej, no to do brzegu...
Marcin pracował około 9-10 godzin dziennie. Jeździł do klientów, więc musiał być dyspozycyjny. Szanowałam to. Jednak od jakiegoś czasu czuję, że jego natura, nie pozwala mu chyba na stały związek. Kilka miesięcy temu Marcin poszedł do pracy i zapomniał telefonu. Wzięłam go do rąk, choć sama nie wiem czemu to zrobiłam. Zobaczyłam, że ma cały rządek wiadomości od jakiejś Marty... Po przeczytaniu paru z nich zorientowałam się, że poznali się za pomocą portalu randkowego. Flirtował z nią, ona z nim. Nie zastanawiając się dłużej postanowiłam wejść z jego telefonu na ten serwis randkowy. Moje przerażenie rosło z sekudny na sekundę... Pisał z dziesiątkami dziewczyn dziennie ponadto z naszego miasta. Byłam niesamowicie zawiedziona...
Wrócił do domu wieczorem, zaczęłam rozmawiać. Spalił się ze wstydu. Najpierw był zły, że naruszam jego prywatność, później jednak przepraszał mnie na kolanach, podarował kupione wcześniej kwiaty i przyrzekł, że skasuje te wszystkie konta na różnych stronach randkowych. Nieszybko, ale wybaczyłam.
Fakt faktem, skasował te konta. Byłam zadowolona. W dodatku zerwał kontakt z dziewczyną *Hanią*, z którą można powiedzieć rywalizowałam o jego serce.
2 miesiące po tej sytuacji zorientowałam się, że Marcin ma kod na telefonie. Zszokowało mnie to, a w rozmowie z Nim na ten temat usłyszałam "to się nie zmieni, ten kod zostanie". Byłam naprawdę wkurzona, bo wiadomo co się myśli w takiej sytuacji.
3dni temu, w nocy, zerknęłam do telefonu ponownie... Kod przypadkowo odgadłam. W sms nic nie było. Połączenia... i szok! Mnóstwo połączeń do wspomnianej wcześniej Hani... Postanowiłam zerknąć jeszcze do historii przeglądarki w telefonie... A tak kolejne rozczarowanie. Nowe konto na nowym portalu. Zrobiło mi się tak strasznie przykro, nie wiem co robić.
Mój związek poza tymi cholernymi portalami i nieszczęsną, upierdliwą Hanią to po prostu marzenie... Na ogół zero sprzeczek, zawsze ma dla mnie czas, na seks też narzekać nie możemy oboje... Nie wiem co robię źle.
Piorę, gotuję, sprzątam, wyglądam całkiem atrakcyjnie, bo dbam o siebie... a on i tak szuka czego lepszego?
a może to jest natura casanovy. nie wiem, brak mi słów.
Co myślicie?